moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Komandosi zmotoryzowani w bitwie o Bolonię

W operacji opanowania Bolonii wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy alianckich. Niebagatelną rolę odegrał w niej 2 Batalion Komandosów Zmotoryzowanych. Walcząc w rozproszeniu, poszczególnymi kompaniami i plutonami, bardzo dobrze sprawdził się w starciach z elitarnymi niemieckimi spadochroniarzami, którzy umiejętnie bronili podejść do miasta.


Żołnierz 2 Batalionu Komandosów Zmotoryzowanych z erkaemem Bren. Archiwum Akt Nowych: Akta Mieczysława i Aleksandry Białkiewiczów

Po serii sukcesów 1 Samodzielnej Kompanii Commando (1 SKC) w kampanii włoskiej w latach 1943–1944, postanowiono o jej rozwinięciu. Decyzją Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych, gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego, na jej podstawie miało powstać polskie Commando w sile trzech kompanii szturmowych. W bazie 2 Korpusu Polskiego w rocznicę Bitwy Warszawskiej 15 sierpnia 1944 roku mjr Władysław Smrokowski – dotychczasowy dowódca kompanii – otrzymał rozkaz sformowania batalionu komandosów. Jednostka miała być samodzielna pod względem gospodarczym i ewidencyjnym, a przyjęcia do niej odbywać się miały tylko w formie ochotniczej. Zgłaszali się więc żołnierze z innych oddziałów 2 Korpusu oraz Polacy z obozów jenieckich służący wcześniej w Wehrmachcie. Zainteresowanie było spore i na początku października 1944 roku jednostka liczyła już 20 oficerów, 363 podoficerów i szeregowych. Oddział od 22 października 1944 roku nosił nazwę 2 Batalionu Komandosów Zmotoryzowanych (2 BKZ), choć nie miała ona swego odpowiednika w organizacji wojsk brytyjskich.

Jednostka formowała się początkowo w obozie San Basilio, a pod koniec października 1944 roku została przeniesiona do Ostuni, gdzie były lepsze warunki do prowadzenia szkolenia. Nad batalionem od początku zawisły jednak czarne chmury. Dowództwo brytyjskie odmówiło uznania oddziału jako jednostki Commando, przyznając jej etat batalionu zmotoryzowanego. Mimo to, w miarę posiadanych środków technicznych, do zwykłego szkolenia piechoty zmotoryzowanej dodawano dość sporo elementów z treningu wypracowanego dla jednostek Commando w ośrodku szkolenia komandosów w Achnacarry. Żołnierze chodzili nadal w zielonych beretach, a poniżej odznaki „Poland” naszywali haftowany ręcznie napis „Commando”. Kultywowali także tradycje 1 Samodzielnej Kompanii Commando, trzymając się zwyczajów obowiązujących w tego typu jednostkach. Na święto batalionowe obrano 10 października, datę powstania 1 SKC. W szkoleniu i budowaniu morale stawiano na ducha koleżeństwa, co było według kroniki 2 BKZ „podstawowym warunkiem istnienia oddziału”. Żołnierzy spajał niepisany etos komandosa, choć ujawniał się on nie zawsze tam, gdzie chcieliby tego przełożeni.

Dość ciekawa i zabawna z perspektywy lat sytuacja miała miejsce w czasie wolnym od zajęć. Komandosi sprawnie rozprawili się w obozowej kantynie z żołnierzami z pododdziałów tyłowych w walce o względy miejscowych kobiet. O bójce dowiedział się dowódca bazy gen. bryg. Marian Przewłocki, który wezwał do siebie dowódcę tych niesfornych „zielonych bandytów”. Mjr Smrokowski przekazał rozkaz podporucznikowi Antoniemu Zemankowi, który był bezpośrednim przełożonym żołnierzy biorących udział w zajściu. Na jego wygląd zewnętrzny pracowało wielu potulnych już winowajców, wiedząc, że dowódca bazy przykłada do tego wielką wagę. Istotnie zrobiło to na nim wrażenie i kara została darowana. Niedługo potem po jednej z inspekcji generał Przewłocki napisał nawet rozkaz pochwalny, w którym zaznaczył: „Wygląd szeregowych i ich postawa – wzorowe, przy śmiałym meldowaniu się i jasnych odpowiedziach. Wyczuwa się, że każdy z żołnierzy szczyci się przynależnością do tego oddziału. Kult pamięci o poległych wyraża się pięknymi listami imiennymi poległych, umieszczonymi na odpowiednim miejscu w świetlicy”.


Polacy i Gurkhowie przekraczają rzekę Idice na moście Baileya. Jako pierwszy jedzie transporter opancerzony Universal Carrier używany powszechnie przez polskich komandosów. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Komandosi na Carriersach

Dość szybko zorganizowano trzy kompanie szturmowe i kompanię wsparcia, ale struktura ta nie utrzymała się długo. Po przejściu na etat zmotoryzowany batalion składał się z kompanii dowodzenia, kompanii wsparcia i trzech kompanii motorowych. Kadrę stanowili weterani działań 1 SKC. Oddział był wizytowany m.in. przez biskupa polowego Wojska Polskiego Józefa Gawlinę. Inspekcję przeprowadził także zastępca dowódcy 2 Korpusu gen. bryg. Zygmunt Bohusz-Szyszko, który po przeglądzie wyraził zadowolenie ze stanu oddziału. W trakcie szkolenia – 5 listopada 1944 roku – otwarto batalionową szkołę podoficerską, a żołnierze opuszczali jednostkę, kierując się na rozmaite kursy. Były to oprócz szkoleń typowo bojowych, jak minerstwo, obsługa karabinów maszynowych, moździerzy czy działek przeciwpancernych, także zajęcia dla kucharzy, kierowców, mechaników, sanitariuszy, łącznościowców, a nawet instruktorów wychowania fizycznego. Po wstępnej selekcji kandydatów nienadających się na komandosów odsyłano do innych oddziałów. Szkolenie miało na celu wyrobienie charakteru oraz koleżeństwa pomiędzy żołnierzami. Wprowadzono zbiorowe oszczędzanie funduszy na wspólne cele oraz uruchomiono akcję oświatową. Bardzo uroczyście obchodzono Święto Niepodległości 11 listopada 1944 roku, a szkoła podoficerska zorganizowała także akademię z okazji rocznicy wybuchu powstania listopadowego. Wigilia 1944 roku odbyła się w kompaniach, które wysłały swoich delegatów na wspólną wieczerzę. Dowódca wraz z zastępcą i oficerami sztabu obchodził wszystkie pododdziały, dzieląc się z żołnierzami opłatkiem i prowadząc z nimi rozmowy. W sylwestra odbył się bal w kasynie oficerskim, a wcześniej w jednostce zorganizowano sklepik żołnierski. W późniejszym czasie powstała również kantyna obozowa. Na dzień 1 stycznia 1945 roku w oddziale służyło 34 oficerów i 831 podoficerów i szeregowych, ale do końca miesiąca z batalionu odeszło 164 żołnierzy.

Na początku stycznia oddział wysłał także kompanię wsparcia do tłumienia buntu więźniów w miejscowości Matera. W kronice 2 Batalionu zapisano enigmatycznie, że otrzymała ona pochwały za wygląd i postawę podczas likwidacji zajść. W lutym do jednostki trafił sprzęt motorowy w postaci gąsienicowych transporterów Universal Carrier. Także w lutym, po ogłoszeniu postanowień jałtańskich, żołnierze dość mocno zrazili się do sojuszników alianckich, choć nadal odczuwali pragnienie walki z Niemcami. Oddział wystawił wartę honorową podczas wizyty dowódcy 2 Korpusu w bazie w Ostuni, a całość batalionu wzięła udział w defiladzie, która odbyła się 19 marca 1945 roku w miejscowości Squinzano. Do oddziału przydzielono także 85 Litwinów, którzy jako żołnierze kontraktowi zostali przyjęci do Polskich Sił Zbrojnych. Zorganizowano z nich trzy plutony, z których jeden był dowodzony przez Litwina, a dwa przez Polaków. Większość z tych żołnierzy płynnie posługiwała się językiem polskim. Ponadto w batalionie służyło sporo Ślązaków wcielonych wcześniej do Wehrmachtu. Dowódca 3 plutonu 2 kompanii ppor. Henryk Jedwab wspominał po latach, że jeden z jego żołnierzy posiadał z armii niemieckiej dwa Krzyże Żelazne. Za zasługi frontowe w 2 BKZ otrzymał także Krzyż Walecznych, a jego przełożony pytał żartobliwie, w jakiej kolejności będzie nosił odznaczenia.

W walce

Podczas przygotowań do wymarszu na front bardzo przygnębiające wrażenie wśród żołnierzy zrobił rozkaz dowództwa brytyjskiego odbierający oddziałowi etat batalionu zmotoryzowanego i przeformowania go w zwykły batalion piechoty. Pierwszy rzut 2 BKZ wyruszył na front 7 kwietnia 1945 roku transportem samochodowym, a cała reszta koleją dzień później. Połączenie obu rzutów nastąpiło 11 kwietnia w miejscowości Villa Grappa. Tam ściągnięto sprzęt motorowy i zapasy amunicji. Żołnierze mjr. Smrokowskiego zaczęli też szkolić się we współdziałaniu z pododdziałami pancernymi. Niedługo potem batalion został przemieszczony do miejscowości Castel di Guelfo i wszedł w skład zgrupowania „Rak” gen. bryg. Bronisława Rakowskiego. W strefie walk kompanie komandosów zluzowały dwie kompanie 13 batalionu strzelców, które pozostawiły im transportery Universal Carrier, dzięki czemu batalion był znów zmotoryzowany. Komandosów rozdzielono pomiędzy oddziały 2 Brygady Pancernej: 1 kompania komandosów znalazła się u boku 4 Pułku Pancernego „Skorpion”, 2 kompania przy 6 Pułku Pancernym „Dzieci Lwowskich”, a 3 kompania trafiła jako odwód do dowództwa brygady. Kompanię wsparcia pozostawiono na tyłach, wobec czego nie wzięła udziału w walkach.


Zwracają uwagę charakterystyczne wełniane czapki, zwane przez komandosów myckami, oraz liny, tak zwane toggle-rope, przeznaczone na przykład do wspinaczki górskiej. Okręcano je wokół karku i zawiązywano na plecach lub opasywano się nimi w pasie – po tych linach i po myckach najczęściej można rozpoznać komandosów w akcji, gdyż w warunkach bojowych nie nosili oni oznak stopni. Kwiecień 1945. fot. Archiwum Akt Nowych: Akta Mieczysława i Aleksandry Białkiewiczów

2 Korpus Polski prowadził wówczas działania pod dowództwem gen. bryg. Zygmunta Szyszki-Bohusza, a jego zadaniem było wyzwolenie Bolonii. Przeciwnikiem był doborowy niemiecki I Korpus Spadochronowy (Zielone Diabły – jak nazywano jego żołnierzy), wzmocniony 26 Dywizją Pancerną. Od miasta polskich żołnierzy oddzielało kilka przeszkód wodnych w postaci rzek, które należało forsować. Niemcy zaminowali mosty i wysadzali je podczas zbliżania się do nich żołnierzy polskich. Dowództwu polskiemu podporządkowano przed bitwą szereg jednostek brytyjskich – m.in. 43 Brygadę Zmotoryzowaną Gurkhów, 7 Brygadę Pancerną oraz elementy 25 Pancernej Brygady Saperów.

Plutony 1 kompanii komandosów według numeracji przydzielono do poszczególnych szwadronów 4 Pułku Pancernego. W ten sposób I pluton trafił do 1 szwadronu, II pluton do 2 szwadronu, a III pluton do 3 szwadronu. Pierwsze zadanie przypadło 18 kwietnia patrolowi dowodzonemu przez ppor. Rudolfa Puklicza, dowódcę III plutonu 1 kompanii komandosów. Patrol składający się z dowódcy i czterech strzelców, jako straż przednia dla czołgów, rozpoznał kilka stanowisk ogniowych nieprzyjaciela. Podczas akcji jeden z żołnierzy został jednak lekko ranny. Kolejnego dnia do rozpoznania i walki wyruszyły w całości dwa plutony komandosów z tej kompanii. W rejonie rzeki Gaiany wsławił się III pluton, który u boku 2 kompanii 13 batalionu strzelców zdobył ok. godz. 11 nienaruszony most, co miało ogromne znaczenie dla przebiegu bitwy w tym rejonie. Natychmiast dość brawurowo pod ogniem niemieckich moździerzy został on rozminowany, a na drugą stronę rzeki wjechały czołgi 1 szwadronu 4 Pułku Pancernego. Zajęły one dogodne pozycje do prowadzenia ognia i wyparły Niemców o kilkaset metrów. W ten sposób utworzono przyczółek, który z czasem powiększał się, a do jego obrony zaangażowano także 2 szwadron 4 Pułku Pancernego, którego wzmocnieniem był II pluton komandosów.

W prowadzonych działaniach na przyczółku brało udział kilka plutonów z 1 i 2 kompanii komandosów, „które starały się przenikać na tyły niemieckich stanowisk ogniowych i likwidować ich obsadę z zaskoczenia”. Wspomagano walkę pododdziałów pancernych, co pozwoliło na ściągnięcie dodatkowych sił, które forsowały rzekę w tym rejonie. W ten sposób na drugą stronę Gaiany przedostał się 3 szwadron 4 Pułku Pancernego, którego podczas przeprawy wspierał III pluton 1 kompanii komandosów. Uczestnik wydarzeń i specjalista w strzelaniu oraz kierowaniu ogniem por. Bohdan Tymieniecki, wyznaczając zadanie dla swojego zgrupowania czołgów prowadzonego we współpracy z komandosami przy forsowaniu rzeki, podjął wówczas decyzję: „Strzelać będę salwami po trzy, ze skokami o pięćdziesiąt metrów. Commando pójdzie w dym. Nawała ognia będzie szła przed nimi, między siedemdziesiąt a pięćdziesiąt metrów. Najmniejsze odchylenie może spowodować katastrofę. Nigdy bym tego nie zaryzykował ze zwykłą piechotą. Ale Commando miało ustaloną reputację, a o swoich dowódców czołgów byłem spokojny”. Sam atak wspominał słowami: „Poszli!... Jak oni poszli! Takiego ataku piechoty nie widziały moje oczy”.

Młot na Zielone Diabły

W tym czasie I pluton komandosów nadal walczył u boku 1 szwadronu w starciach, których celem było rozszerzenie przyczółka. Niemieccy spadochroniarze bronili się, pozostawiając plutonowe izolowane punkty oporu, z zadaniem prowadzenia obrony aktywnej. Przenikali niewielkimi patrolami pomiędzy pododdziały polskie, które atakowali z zaskoczenia, dezorganizując ugrupowanie bojowe. Jeden z takich punktów został wykryty i zlikwidowany w rejonie miejscowości Budrio przez 2 kompanię komandosów. Walka była więc prowadzona z niezwykle silnym i niebezpiecznym przeciwnikiem. W jej trakcie żołnierze 3 kompanii komandosów oczyścili przyczółek pomiędzy mostami w Purrature i Zambonini. Początkowo walczył tam I pluton, który został podzielony na dwie grupy poruszające się po obu stronach rzeki Gaiany. Zlikwidowano kilku snajperów niemieckich i wzięto do niewoli 27 jeńców. Podchodząc pod most w Zambonini, pluton wszedł w kontakt ogniowy z nieprzyjacielem. Niedługo dołączyła do niego reszta 3 kompanii, a całość – po oczyszczeniu terenu – ubezpieczała most wraz z broniącym go szwadronem z Pułku Ułanów Karpackich.

1 kompania komandosów po godz. 19 zlikwidowała stanowiska ogniowe na wale przeciwpowodziowym w rejonie Chiesana, po czym przeszła do odwodu 2 Brygady Pancernej. Niestety, pododdział ten poniósł tego dnia dużą stratę. Zginął por. Franciszek Tarkiewicz – dowódca I plutonu komandosów – który samotnie wyszedł na rozpoznanie przedpola. Mógł wysłać kogoś ze swoich żołnierzy, ale zrobił to osobiście i zapłacił najwyższą cenę. Niepowetowaną stratą była również śmierć kapelana batalionu ks. Gerarda Waculika, który zginął, udzielając ostatniego namaszczenia na polu bitwy. „A przecież ten Niemiec (jak się później okazało, student teologii z Monachium) widział doskonale, że kapelan był bez hełmu z fioletową stułą na szyi, bez jakiejkolwiek broni – bo tak poszedł do szturmu ze swymi komandosami” – wspominał Tadeusz M. Czerkawski. Komandosi chcieli rozstrzelać Niemca, ale zapobiegł temu polski duchowny, kapelan 4 Pułku Pancernego ks. Adam Studziński. Ogółem w walce o Bolonię śmierć poniosło jedenastu komandosów, a trzydziestu zostało rannych. Niemieccy spadochroniarze bronili się bardzo zaciekle, chwilami wręcz fanatycznie. Po ustaniu najcięższych walk 20 kwietnia znaleziono zwłoki por. Jerzego Czarneckiego z 1 Pułku Ułanów Krechowieckich, który zaginął dwa dni wcześniej wraz z jednym żołnierzem. Ciała obu zabitych były okaleczone. Niedługo potem z dowództwa zgrupowania „Rak” nadano depeszę do wszystkich podległych oddziałów: „Znaleziono zwłoki por. Czarneckiego i jednego szeregowego. Mają poobcinane uszy i wydłubane oczy. Nie dawać pardonu – wszystkich strzelać”. Zdarzało się, że niemieccy strzelcy wyborowi symulowali poddanie się, po czym otwierali ogień do zbliżających się polskich żołnierzy. Walka była więc zacięta i niezwykle brutalna.


Polscy komandosi w bitwie o Bolonię, kwiecień 1945. Archiwum Akt Nowych: Akta Mieczysława i Aleksandry Białkiewiczów

Czołowy specjalista w dziedzinie wojsk pancernych oraz Polskich Sił Zbrojnych w II wojnie światowej, płk dr hab. Juliusz Tym z Akademii Sztuki Wojennej, uznał, że „duży wpływ na powodzenie działań zgrupowania ‘Rak’ w dwóch ostatnich fazach bitwy miało wejście do walki zmotoryzowanego 2 Batalionu Komandosów. Żołnierze tego oddziału, szkoleni zarówno jako piechota zmotoryzowana, jak i oddział szturmowy, w krótkim czasie osiągnęli wysoki poziom wyszkolenia”. Pododdziały komandosów prowadziły rozpoznanie, natarcia oraz ubezpieczały czołgi. Do najważniejszych działań należało rozpoznanie, gdyż informacje pozyskiwane z innych źródeł były często niekompletne. Komandosi – jak pisał w sprawozdaniu po walce mjr Smrokowski – wskazywali także cele dla pododdziałów czołgów oraz osłaniali ich skrzydła i likwidowali stanowiska ogniowe broni przeciwpancernej nieprzyjaciela. Miało to wielkie znaczenie zwłaszcza wobec prowadzenia działań w trudnych warunkach terenowych, w których plutony komandosów poruszały się znacznie sprawniej niż szwadrony czołgów. Do tego bardzo dobrze wyszkolony nieprzyjaciel stosował specjalną taktykę działań. Bronił terenu nie w ugrupowaniu liniowym, lecz poprzez „nieregularnie rozmieszczenie w całym terenie poszczególnych gniazd oporu”, co sprawiało wiele trudności pododdziałom polskim. Przydatny okazał się więc trening według wzorów międzynarodowego Commando, z którego wywodziła się kadra 2 BKZ.

Uwagę dowódców pododdziałów pancernych zwracały też spokój oraz finezja podczas poruszania się na polu bitwy. „Idą, idą jak cienie, drużyna za drużyną, bokami dróżki, w tych swoich pończochach na głowach. Jeden dziesięć metrów od drugiego, bez słowa jak duchy. Mnie aż podrzuciło, gdy zobaczyłem zajmujących stanowisko – wspominał por. Tymieniecki. Kładli się bez słowa, bez odwrócenia nawet głowy, bez jednego zbędnego ruchu. Co za cudowna dyscyplina! Co za wojsko!”. W innym fragmencie wspomnień zapisał: „Podjeżdżały w pędzie carriersy, z których jak koty skakali i biegiem wchodzili do walki, niknąc w krzakach, ci wspaniali chłopcy z Commando”. Tymieniecki zasłyszał także instruowanie jednego z dowódców plutonów, który zwracał się do swoich żołnierzy: „Uwaga, boys, oczy otwarte, w nocy mogą przyjść szwaby. Ale pamiętajcie, nie strzelać. Załogi czołgów pomęczone. Nie budzić! Wszystko po cichu… nożami!”.

Bolonia nie kończyła drogi

Oddziały polskie zajęły Bolonię 21 kwietnia 1945 roku, a niewiele ponad tydzień później wojska niemieckie złożyły broń na froncie włoskim. Batalion komandosów w bitwie o Bolonię walczył w rozproszeniu poszczególnymi kompaniami i plutonami. Mimo to jego wkład w bitwę był znaczący. Komandosi wzięli do niewoli około stu jeńców i zadali straty nieprzyjacielowi w szacunkowej liczbie kilkuset zabitych. Zdobyto spore ilości broni i sprzętu wojskowego. Za bitwę o Bolonię żołnierze 2 BKZ otrzymali 9 Krzyży Virtuti Militari, 36 Krzyży Walecznych oraz 47 Krzyży Zasługi z Mieczami. Warto podkreślić, że żołnierze 2 Korpusu Polskiego walczyli o Bolonię, gdy ustalenia konferencji w Jałcie zostały podane do publicznej wiadomości, a Armia Czerwona zajęła już cały obszar Rzeczypospolitej. Po bitwie 2 BKZ został przewieziony do Porto Civitanova nad Adriatykiem. Przybywali nowi żołnierze – głównie z niemieckich obozów jenieckich. Pod koniec 1945 roku oddział liczył 1081 oficerów, podoficerów i szeregowych. Kwitło życie kulturalne i oświatowe, a żołnierzy przygotowywano do życia w cywilu, prowadząc rozmaite kursy.

Żołnierze majora Smrokowskiego podczas górskiego patrolu, Włochy 1944. Centralne Archiwum Wojskowe WBH

Olbrzymim wydarzeniem w życiu jednostki było wydanie drukiem w Bolonii zbioru reportaży o działaniach 1 Samodzielnej Kompanii Commando z lat 1942–1944 pod tytułem „Zielony talizman”. W połowie 1946 roku 2 Batalion wyruszył do Anglii, a losy jego żołnierzy nie różniły się od innych oddziałów polskich. Część żołnierzy wróciła do kraju, gdzie czekał ich różny los. Większa grupa wybrała jednak emigrację. Niektórzy – jak wspominał Henryk Jedwab – dorobili się majątku na przemycie pomiędzy Anglią a kontynentalną częścią Europy, wykorzystując umiejętności nabyte na treningu komandosów. Część żołnierzy była ożeniona z Włoszkami i powróciła na Półwysep Apeniński.

Pod koniec lutego 1947 roku w jednostce zostało już tylko 49 oficerów, 207 podoficerów i szeregowych według stanu rzeczywistego. W połowie 1947 roku 2 Batalion Komandosów Zmotoryzowanych przestał istnieć. Jego historia, tak tragiczna dla całego pokolenia Polaków walczących na wszystkich frontach II wojny światowej, może być dzisiaj przykładem heroicznych postaw ludzi, którzy wygrywając bitwy, przegrali niepodległość Ojczyzny.

Piotr Podhorodecki, porucznik 8 Koszalińskiego Pułku Przeciwlotniczego, historyk, doktorant Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie. Przygotowuje dysertację na temat działalności gen. Kazimierza Sosnkowskiego w Ministerstwie Spraw Wojskowych w latach 1919–1921.

Źródła cytatów:

M. Derecki, „Na ścieżkach polskich komandosów. Dzieje Samodzielnej Kompanii Commando”, Warszawa 1999.
M. Gałęzowski, „Zielony talizman. Opowieść o samodzielnej kompanii komandosów”, cykl „Szlak Andersa”, t. 18, Warszawa 2017.
Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego, Oddziałowe Kroniki i Dzienniki Działań, Kronika Samodzielnej Kompanii „Commando”, 2 Zmotoryzowanego Batalionu Komandosów 23.09.1942–01.06.1947, sygn. C.56/I.
J.S. Tym, „Pancerni i ułani generała Andersa. Broń pancerna i kawaleria pancerna Polskich Sił Zbrojnych na Środkowym Wschodzie i we Włoszech 1941–1946”.
J.S. Tym, „Śladami polskich gąsienic 1939–1947. Polskie oddziały pancerne na Zachodzie”, t. 28: 2. „Brygada Pancerna w bitwie o Bolonię 9–21 kwietnia 1945 roku”, Warszawa 2015.
J.S. Tym, „Wojska pancerne Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie 1940–1947”, Warszawa 2012.
B. Tymieniecki, „Na imię jej było Lily”, Warszawa 1984.
M. Wroński, „Barwa polskich komandosów (1942–1947)”, Tarnowskie Góry 1994. „Zielony talizman. Reportaże z dziejów Pierwszej Samodzielnej Kompanii Commando
1942–1944. No. 10 Commando 6th Troop”, red. K. Brauliński i in., Łomianki 2006.

Piotr Podhorodecki

autor zdjęć: Archiwum Akt Nowych: Akta Mieczysława i Aleksandry Białkiewiczów, NAC, Centralne Archiwum Wojskowe WBH

dodaj komentarz

komentarze


Cztery medale żołnierzy w Pucharze Świata
 
Triumf snowboardzisty w Pucharze Świata
Wojskowi lotnicy na pomoc cywilom
Bundeswehra relokuje żołnierzy do Polski
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Nowi dowódcy DGRSZ i WOT
Bożeny wspierają saperów
Wzmacnianie przeciwpancernych zdolności
Więcej Javelinów dla SZ RP
Niemieckie wyrzutnie Patriot w drodze do Polski
Dodatek już nie za klasę
Styczniowy poligon terytorialsów
Abramsy jadą do Ukrainy!
Za nami jest tylko śmierć
Upominki dla tureckich dzieci
Nie zmarnować szansy
Rozmowy (nie)kontrolowane
Weź udział w konkursie katyńskim
Tarnawatka ’39 Depozyt honoru legionistów
Żołnierz wśród najlepszych sportowców Polski
Nurkowali w Kopalni Soli w Wieliczce
„Trenuj z wojskiem” – jak się przygotować
Terytorialsi szkolą się pod okiem byłych specjalsów
Mistrz strzelania dynamicznego z AWL
The Fall of the Superpower Myth
Bieg pod dyktando niebieskich beretów
Więcej szans na oficerskie gwiazdki
Ochotnicy do warszawskiej brygady
Armia przetestuje Piraty
Libańscy żołnierze trenują pod okiem Polaków
Śladem profesjonalistów
Armia Czerwona niesie śmierć
Aby wzmocnić wschodnią flankę NATO
Air Policing piątej generacji
Zachód o wsparciu dla Kijowa
Góral wart miliony, czyli specjaliści od koronkowej roboty
Terenowe motocykle II RP
Patrioty dla Ukrainy to również bezpieczeństwo Polski
4% PKB na Wojsko Polskie
Strzelcy na podium Pucharu Świata i zawodów Grand Prix
Walczymy z imperium zła
Przetarcie przed manewrami
Proces na pokaz
To był wielki cios dla polskiej armii
Łączność dla czołgów
Orlik w natowskiej misji
Jakie zmiany w edukacji dla bezpieczeństwa?
Z Radomia do Las Vegas
Desant w Forcie Bragg
Leopardy 2 dla Ukrainy?
Sokół (niemal) gotowy do drogi
Dwie dekady WIM-u
Zwiad na bieszczadzkich szlakach
Cekaemy i trumny
Sojusznicza rotacja
Nagroda „Wprost” dla szefa MON-u
Ukraina czeka na czołgi
Jakie są zasady nauki żołnierzy?
Wicepremier z wizytą w Kijowie
Odry dostarczone
Gen. Pszczoła: Czuję się spełniony
Silniejsza obrona południowo-wschodniej flanki
Leopardy pojadą do Ukrainy!

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO