moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Jak budowaliśmy markę GROM-u

Kilkanaście lat temu żołnierze GROM-u zdobyli kluczową dla wojsk amerykańskich platformę naftową w porcie Umm Kasr. Zaraz później wybuchła wojna w Iraku. – Byliśmy pierwszym uderzeniem – przyznaje ppłk. rez. Andrzej „Wodzu” Kruczyński, który dowodził słynną już dziś operacją. O niej, o początkach GROM-u i służbie specjalsa od kuchni opowiada w swojej najnowszej książce „72 godziny”.

Tytułowe 72 godziny pojawiają się w twojej książce wielokrotnie. Tyle trwała operacja w porcie Umm Kasr w 2003 roku…

Ppłk rez. Andrzej „Wodzu” Kruczyński: Nie tylko o to chodzi. Te 72 godziny nabrały w moim życiu zawodowym wręcz symbolicznego znaczenia. Już w szkole oficerskiej dostawaliśmy legendarne przepustki na 72 godziny. Uczelnia była we Wrocławiu, a mój dom rodzinny pod Hrubieszowem. Można sobie wyobrazić, jak wyglądała taka przepustka. Kilkunastogodzinny dojazd, chwila z rodziną i za moment powrót, bo trzeba być w „Zmechu” na czas. Niemal z marszu biegłem na poranną zaprawę i zajęcia. Chyba przygotowywałem się do tego, co czekało mnie w GROM-ie... Żartuję, oczywiście. Ale nie jest tajemnicą, że te 72 godziny to taki maksymalny czas, w którym operatorzy mogą pracować na najwyższych obrotach. To jest wszystko, co możesz z siebie wycisnąć, więcej się nie da. Dlatego każda operacja musi być skrupulatnie zaplanowana, począwszy od skompletowania sprzętu, skończywszy na wydzieleniu czasu na sen…

Operacje specjalne kojarzą się raczej z szybkimi działaniami. Ty w książce to dementujesz. Opisujesz długie godziny, a nawet dni wyczekiwania, planowania.

Piętnastominutowe akcje zdarzają się tylko w filmach. W rzeczywistości nie wygląda to tak, że operatorzy zjeżdżają na linach, są wybuchy i po krzyku, pozamiatane. Jeszcze tylko poklepać się wzajemni po plecach i pełen sukces. Operacje specjalne to przygotowania, planowanie i obserwacja, które trwają dość długo, czasami dni albo tygodnie. Sama akcja nie polega również na kilu wystrzałach, jest mnóstwo procedur, których musimy przestrzegać.

No, bez przesady. Teraz brzmi, jakbyś opowiadał o pracy urzędnika!

Może nie działamy według instrukcji, ale często zdarza się, że po zasadniczej części akcji czeka nas jeszcze trochę drobiazgowej roboty. Trzeba zabezpieczyć miejsce zdarzenia, bo przecież wchodzą tam prokuratorzy, zbierane są dowody, zabezpieczane są przeróżne szczegóły, które mogą być istotne na przykład dla służb wywiadowczych.

Ale w Iraku działaliście chyba trochę jak niezniszczalne maszyny?

O nie, to nieprawda. Po operacji w Umm Kasr, która trwała 72 godziny, wróciliśmy do bazy i po prostu rzuciliśmy się w jakiś wolny kąt, by spać. Zbudzono mnie wówczas z informacją o kolejnej robocie „na już”. Odmówiłem. Brutalnie odpowiedziałem, że dopóki nie zregenerujemy sił, nie ma mowy, abyśmy poszli wykonywać jakiekolwiek kolejne zadanie. Umm Kasr to była pierwsza tak poważna operacja bojowa polskich żołnierzy od czasu zakończenia II wojny światowej.

Ale nie ma w twojej książce rozlewu krwi, mim o że przecież mieliście broń, a ludzie których zatrzymywaliście nie byli grzecznymi chłopcami...

Byliśmy żołnierzami świadomymi tego, do czego jesteśmy wyszkoleni, ale przecież zabijanie nie jest dla nikogo żadną przyjemnością! Dlatego ważne jest planowanie, sprytny plan, element zaskoczenia. Wtedy zadanie może zostać wykonane bez jednego wystrzału. I to jest super.

W „72 godzinach” opisujesz też treningi z amerykańską jednostką specjalną Delta i brytyjską SAS. GROM był wówczas na początku swojej drogi. Mieliście kompleksy?

Mieliśmy przede wszystkim doskonałych instruktorów. Ale, gdy pojechaliśmy pierwszy raz do Wielkiej Brytanii, do SAS-u, byliśmy szczylami, niewiele potrafiliśmy. Pamiętam, że Brytyjczycy patrzyli na nas z takim wyrazem twarzy, jakby pytali: „Co to za ludzie?”. Powoli jednak, opisuję to książce, budowaliśmy swoją postawą markę jednostki, z którą dziś chcą trenować siły specjalne z całego świata.

Pamiętasz moment, kiedy zdałeś sobie sprawę z tego, że nie jesteście już uczniakami, że się liczycie?

Na pewno nie było to podczas wyjazdu na Haiti (śmiech). W 1994 roku Haiti było pogrążone w chaosie, panowała tam bieda, straszliwa nędza (międzynarodowe siły wkroczyły na wyspę, by przywrócić obalonego przez wojsko prezydenta, potem ONZ rozpoczęła misję wspierającą przemiany demokratyczne. Z Polski zostali na nią wysłani żołnierze GROM-u – przyp. red.). Na miejscu otrzymaliśmy zadania ochraniania VIP-ów, którzy przyjeżdżali na Haiti, m.in. sekretarza generalnego ONZ. To było nasze pierwsze doświadczenie misyjne, tam naprawdę dowiedzieliśmy się, jak wygląda ta robota. Patrzyliśmy na Amerykanów i szybko docierało do nas, że nie mamy właściwego sprzętu, rozpoznania, środków przerzutu oraz zaplecza logistycznego. Przejrzeliśmy na oczy i zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak bardzo jest źle.

Pewniej poczuliście się dopiero podczas misji kilka lat później….

Tak, w Iraku. To również opisuję w książce. Przed operacją w Umm Kasr trenowaliśmy „na sucho”. Zbudowaliśmy sobie makietę platformy w skali jeden do jednego i ćwiczyliśmy krok po kroku jej zdobywanie. Nagle patrzymy, a Amerykanie robią swoją makietę. Pomyślałem sobie wtedy „No kurczę, znaczy – jest nieźle!”. Powoli dostrzegaliśmy, że stajemy się profesjonalistami. Widziałem, że chłopakom w zespole aż oczy błyszczały, tacy byli zadowoleni!

W książce wielokrotnie pojawia się postać dla was wyjątkowa, gen. Sławomir Petelicki.

Nie byłoby GROM-u bez Petelickiego. Potężna charyzma. Mieliśmy do niego maksymalne zaufanie. Jak dał słowo, to go dotrzymywał, ceniliśmy go za to. Oczywiście, nie był ideałem, potrafił się wściec, zjechać do bólu. Ale my wiedzieliśmy, że on robi wszystko dla jednostki, by ją budować i rozwijać. A nie zawsze nam sprzyjano. Bywało, że nie mieliśmy pieniędzy na sprzęt, amunicję, mimo to mieliśmy siłę, by trenować i poświęcać się służbie. My nie chodziliśmy na zwolnienia lekarskie, rezygnowaliśmy z urlopów, bo treningi, zadania, itp... To zaangażowanie budował w nas właśnie Petelicki.

W twojej książce kilka razy trafiłam na opisy, po których uświadamiałam sobie, że praca operatora to nie jest zupełnie „czysta” robota...

Pewnie mówisz o żywych tarczach? Na platformie naftowej w Umm Kasr zatrzymaliśmy żołnierzy, którzy podawali się tam za pracowników cywilnych. Spodziewaliśmy się, że ktoś może do nas strzelać, więc użyliśmy ich, by osłaniać siebie. Tak, wiem że to może być brutalne, no ale nie oszukujmy się, to był początek wojny, a my wykonywaliśmy niezwykle ważną operację specjalną. Zdobycie tego terminalu i portu było kluczowe dla rozpoczęcia działań w Iraku oskarżanym o terroryzm. Nie było tam miejsca na życzliwość wobec nieprzyjaciela.

Czuliście wówczas zbliżającą się wojnę?

Bardzo. Widać było, że przybywało sprzętu. Baza, w której stacjonowaliśmy razem z Amerykanami zaczynała żyć zupełnie innym, wojennym życiem. Przyjeżdżali ludzie od sprzętu i amunicji. Było wiadomo, że wkrótce coś się wydarzy. Zresztą przecież wiedzieliśmy, po co idziemy na Umm Kasr. Wiedzieliśmy, że jesteśmy pierwszym uderzeniem. Wykonaliśmy chirurgiczne cięcie.

Bałeś się?

Każdy się boi. Byłym skończonym kretynem, gdybym się nie bał. Tyle że ja i mój zespół mieliśmy umiejętność przekuwania strachu w mobilizację. Mogliśmy kontrolować swój lęk, mieliśmy wówczas wyostrzone zmysły, potrafiliśmy działać bardzo szybko, przewidywać ruchy przeciwnika.

Rozmawiamy o legendarnej już operacji, ale w książce opisujesz także swoją selekcję, treningi w GROM-ie, misję na Haiti. Mam wrażenie, że w każdym momencie przekraczaliście granice, naginaliście zasady, przepisy.

Oczywiście, zdarzało się. Nie moglibyśmy działać, gdybyśmy musieli stosować się do przepisów, które często nijak miały się do realiów operacji specjalnych. Czy wiesz, że na przykład wysadzając ładunek wybuchowy, trzeba być w strefie bezpiecznej – 300 metrów dalej? Tak mówią przepisy. Czyli co, mam wysadzić drzwi z daleka i czekać aż mnie ktoś podwiezie te 300 metrów? A może wezwać taksówkę? (śmiech). Służba żołnierza wojsk specjalnych to nie jest łatwa sprawa, niebezpieczne sytuacje są wpisane w ten zawód. Ale wiemy, po co to robimy. Tylko tak byliśmy w stanie tworzyć GROM, markę, która dziś znaczy tak wiele.

Podpułkownik rez. Andrzej Kruczyński służył w GROM-ie kilkanaście lat. Dowodził m.in. operacją zdobycia strategicznej dla USA platformy naftowej w porcie Umm Kasr. Po jej zdobyciu Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę terroryzmowi i zaatakowały Irak. Po przejściu na emeryturę ppłk. Kruczyński był szefem struktury odpowiadającej za bezpieczeństwo Stadionu Narodowego podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 roku. Jego zadaniem było m.in. przygotowanie i wyszkolenie osób biorących udział w zabezpieczaniu meczów. Dziś jest szefem firmy, która zajmuje się szkoleniami dotyczącymi bezpieczeństwa, takie treningi prowadzi na przykład w szkołach.

Książkę ppłk. rez. Andrzeja Kruczyńskiego można kupić od 18 czerwca. „Polska Zbrojna” jest jej patronem medialnym.

Rozmawiała: Ewa Korsak

autor zdjęć: arch. Andrzeja Kruczyńskiego

dodaj komentarz

komentarze


Adaptacja i realizm
Rzeźnik w rękach GROM-u
Desant na Bornholm
Specjalsi przeciw flocie cieni
Od cyberkursu po mundurówkę
Podsekretarz stanu USA na granicy polsko-białoruskiej
Przygotowania do lotu do Polski
Granatnik M72 EC MK1 bez tajemnic
Żołnierze na podium imprez w strzelectwie i kajakarstwie
Nitro-Chem będzie montował Hydry
Armia testuje roboty do transportu
Trzynasty Husarz w powietrzu
Wielkie strzelanie na „Baltic Shield”
Bez schematów
Sprzęt wojskowy i technologia na PGE Narodowym
Bez zmian w emeryturach
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Powrót WAM-u
WOT będzie szkolić pracowników Orlenu
Syndrom Karbali
Ostrosz zamiast Mureny
Generał Chmielewski na czele cyberwojska
Jest nowy szef BBN
NATO i USA o Iranie
Rumuni rozdzielają środki z SAFE
Medale żołnierzy w pływaniu, biegach i chodzie
Uczczono ofiary zamachu majowego
Bieg ku pamięci bohaterów
WAM coraz bliżej Łodzi
Borsuki zdały wodny egzamin
Przyszłość „Łucznika”
Wypadek w PKW UNIFIL
Groźny incydent w Libanie
Wyższe diety i rozłąkowe dla żołnierzy
Nowe stanowiska i nowe dowództwo
Kosmiczna suwerenność Wojska Polskiego
Silniki do Abramsów będą serwisowane w Dęblinie
Ostatni most
SAFE staje się faktem!
Skrzydlate tygrysy nad Morzem Jońskim
Nauki i nauczki z Afganistanu
Kluczowe 30 dni
Wyścig Stalina
Młodzi mechanicy pojazdów specjalnych
Wojsko zaprasza rodziny
Gotowi na każdy scenariusz
Polsko-słowackie granaty dla NATO
Terytorialsi wspierają służby w powiecie biłgorajskim
Ogień Strykerów. Tak ćwiczy US Army w Polsce
Nowe zasady finansowania szkolenia żołnierzy-medyków
Borsuk po słowacku
Zmiana resortowych planów: jeszcze więcej OPW
PKP Cargo przewiezie ciężki sprzęt wojskowy
Początek wielkiej historii
Hornet czyli „polski Shahed”
Pancerniacy z Wesołej w światowej czołówce
Rosyjskie myśliwce przechwycone nad Bałtykiem
Psy na… materiały wybuchowe
Więcej strzelnic w powiecie
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
Pilecki – mniej znane oblicze bohatera
Australijską armią będzie dowodzić kobieta
Strykery w akcji
Terytorialsi zapraszają
Celne oko strzelców z „armii mistrzów”
Ukraina kształtuje przyszłość wojny

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO