Walka w domenie kosmicznej trwa cały czas, dlatego trzeba mieć narzędzia i na Ziemi, i w kosmosie, które pozwolą chronić przed zakłócaniem nasze zasoby – zaznacza płk. Leszek Paszkowski, szef Agencji Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych, w rozmowie z „Polską Zbrojną” o budowaniu polskich konstelacji satelitarnych i kosmicznym wyścigu zbrojeń.
Pierwszy polski satelita wojskowy MikroSAR krąży wokół Ziemi od kilku miesięcy. Kolejne dwa zostały wyniesione 30 marca. To jednak dopiero początek. Kiedy planujemy wysłanie na orbitę następnych?
Płk Leszek Paszkowski: Budujemy trzy konstelacje złożone z sześciu satelitów radarowych MikroSAR, czterech optycznych MikroGlob i dwóch dużych satelitów z programu Poleos. W tym roku planujemy wyniesienie na orbitę w sumie trzech satelitów MikroSAR i wszystkich MikroGlob. Pozostałe cztery osiągną gotowość operacyjną w przestrzeni kosmicznej w 2027 roku, czyli łącznie będziemy mieć 12 polskich satelitów wojskowych.
Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk mówił niedawno o planach stworzenia pierwszego polskiego satelity geostacjonarnego. Co to za system?
W przeciwieństwie do wcześniej wspomnianych nie jest on związany z obserwacją Ziemi, ale ma zapewniać łączność satelitarną. Ten system odpowiada standardom MILSATCOM (wojskowa komunikacja satelitarna – przyp. red.), czyli zostanie lepiej zabezpieczony przed rożnego rodzaju zakłóceniami niż rozwiązania komercyjne. My jako ARGUS (Agencja Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych – przyp. red.) zajmujemy się głównie rozpoznaniem. Będziemy jednak odpowiadać za wszystkie satelity, które siły zbrojne pozyskają w przyszłości: obserwacyjne, łączności, nawigacji – za ich wdrażanie do służby, utrzymanie na orbicie i zapewnienie im ochrony. Nie zajmujemy się natomiast wykorzystaniem wszystkich zdolności, ponieważ np. łączność satelitarna jest w kompetencjach Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni.
Wracając do satelitów obserwacyjnych, dlaczego polskie wojsko tworzy aż trzy konstelacje złożone z różnych systemów?
Przede wszystkim dlatego, że one nawzajem się uzupełniają. Mówimy o małych satelitach radarowych MikroSAR i optycznych MikroGlob oraz dużych satelitach optycznych Poleos. Obrazy pozyskane z systemów optycznych traktujemy jako podstawowe źródło informacji, ale do pełnego rozpoznania i opracowywania danych z terenu potencjalnych działań potrzebujemy również zdjęć radarowych (Synthetic Aperture Radar, SAR – przyp. red.). Są one mniej precyzyjne i trudniejsze w interpretacji, ale pozwalają na uzupełnienie wiedzy o informacje, których nie możemy zobaczyć na zdjęciach optycznych. Niezwykle cenną właściwością systemów radarowych jest też to, że satelity SAR-owskie „widzą” przez chmury i po zmroku, bo w przeciwieństwie do systemów optycznych nie potrzebują światła dziennego.
Czy to znaczy, że zdjęcia radarowe są trudniejsze w interpretacji?
Nawet laik, patrząc na satelitarne zdjęcie optyczne, jest w stanie bez większych problemów dokonać podstawowej analizy, opisać, co ono przedstawia. Obraz na zdjęciu radarowym jest dużo trudniejszy w interpretacji, zależy od wielu czynników, takich jak kąt padania fal i ustawienie obserwowanego obiektu. Sygnatura sprzętu wojskowego jest na takim zdjęciu nieoczywista i analityk rozpoznaje ją często „jedynie” z dużym prawdopodobieństwem. Dlatego zdjęcia SAR-owskie stanowią zwykle materiał pomocniczy dla analityków, pracujących na danych optycznych, wspieranych przez algorytmy i sztuczną inteligencję. Zdjęcia radarowe są jednak niezastąpione przy rozpoznawaniu charakterystyki niektórych obiektów.
Jakiś przykład?
Na zdjęciu radarowym metalowe obiekty mają silną sygnaturę, można powiedzieć, że wyraźnie się „świecą”. Satelita optyczny pokaże nam obiekt rzucający cień, ale dzięki technologii SAR możemy go zinterpretować np. jako metalowe ogrodzenie. Na zdjęciu optycznym zobaczymy systemy obrony przeciwlotniczej, ale tylko na radarze będą się „świeciły” przewody łączące poszczególne elementy systemu, które odbijają fale radarowe. Każda technologia satelitarna ma swoje wady i zalety. Żeby mieć jak najpełniejszy obraz tego, co obserwujemy, musimy je łączyć. Im więcej różnorodnych danych, sygnatur pozyskamy, tym lepsze analizy wykonamy i tym skuteczniej będziemy działać.
Po wysłaniu w kosmos 12 satelitów polskie siły zbrojne w ciągu zaledwie dwóch lat będą dysponować największymi zdolnościami obserwacji satelitarnej w Europie. To oczywiste, że USA i Chiny są niedościgłymi potęgami, ale jak to możliwe, że w tak krótkim czasie Polska może wyprzedzić Francję, Niemcy i inne rozwinięte kraje, które od lat inwestują w technologie satelitarne?
Polskie plany pozyskania zdolności w domenie kosmicznej istniały od wielu lat, ale niezbędne do tego systemy nie są tanie. W końcu jednak decyzja o zakupie m.in. satelitów została podjęta, na co oczywiście wpływ miała inwazja Rosji na Ukrainę w 2022 roku. W związku z tym zagrożeniem mocno przyspieszyliśmy z modernizacją i rozbudową naszej armii. To dotyczyło wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Zaczęliśmy wydawać miliardy na systemy rakietowe, czołgi, samoloty, ale także na rozpoznanie satelitarne, bez którego zdolności operacyjne takich systemów byłyby mocno ograniczone. 12 satelitów to z jednej strony niewiele, sumarycznie inne europejskie kraje mogą mieć więcej systemów do obserwacji, łączności i nawigacji. Ale w zakresie obserwacji satelitarnej Ziemi Polska, przynajmniej przez najbliższych kilka lat, będzie miała lepsze zdolności niż inne państwa europejskie, nawet takie jak Francja czy Niemcy. Wynika to z naszej strategii, która opiera się na budowie wspomnianych już trzech różnych, uzupełniających się konstelacji.
Inni tak nie robią?
Francuzi mają rozbudowaną konstelację satelitów optycznych, ale nie posiadają systemów SAR-owskich. Niemcy na odwrót, specjalizują się w systemach radarowych i wymieniają się z Francuzami zdolnościami. My nadal korzystamy z danych pozyskiwanych od partnerów, ale skupiamy się na budowaniu własnych zdolności. Zapewni nam to niezależność i lepszą pozycję przy wymianie danych. Zupełnie inaczej traktuje się partnera, który posiada własne zasoby i może je zaoferować w zamian na równych prawach. Zawierając umowy z partnerem komercyjnym, nigdy nie możemy być do końca pewni, czy z przyczyn politycznych albo w chwili kryzysu nie zostaniemy odcięci od źródła danych. To oczywiste, że amerykański czy francuski dostawca usług będzie w pierwszej kolejności działał na korzyść swojej narodowej agencji, a nie użytkownika zagranicznego. Krótko mówiąc, niezależność ma ogromne znaczenie, gdy chcemy mieć pewność, że w sytuacji kryzysowej otrzymamy dane na czas i nikt nie będzie robił problemu z ich pozyskaniem.
Niezależność tak, ale nie kosztem współpracy z partnerami – to nasza strategia?
Wiadomo, że nadal będziemy korzystać z usług naszych zagranicznych partnerów. Jak wspomniałem, im więcej różnego rodzaju danych zbierzemy, tym nasze działania będą skuteczniejsze. Dotyczy to również częstotliwości obrazowania danego obszaru. Do tego potrzeba wielu systemów ze względu na mechanikę orbitalną. Jeżeli w danym momencie nasz satelita nie będzie mógł zrobić pożądanego zdjęcia, to skorzystamy z danych partnera – i na odwrót. To rozwiązanie korzystne dla każdej ze stron.
W marcu odbyło się uroczyste otwarcie Centrum Operacji Satelitarnych (COS). Co to za jednostka?
Jest to komórka dowódczo-sztabowa będąca częścią ARGUS-a, która odpowiada za planowanie i prowadzenie operacji w przestrzeni kosmicznej. Do tej pory nie rozwijaliśmy takich zdolności, bo nie mieliśmy własnych satelitów. Jednym z podstawowych zadań COS-u jest obserwacja przestrzeni kosmicznej i niedopuszczenie do kolizji naszych satelitów z innymi obiektami, na przykład ze śmieciami kosmicznymi lub innymi satelitami. Takie zagrożenie jest zazwyczaj wykrywane i monitorowane z kilkudniowym wyprzedzeniem.
Często dochodzi do takich sytuacji?
Kosmos jest środowiskiem ekstremalnym, w którym trzeba się liczyć z wieloma niebezpieczeństwami. Chociażby z tzw. pogodą kosmiczną, związaną głownie z cykliczną aktywnością Słońca. Większość zagrożeń można przewidzieć dzięki obliczeniom matematycznym i uniknąć ich, wykonując manewr satelitą, wyłączając niektóre systemy itp. Taka ochrona jest częściowo automatyczna, ale nad bezpieczeństwem satelity nieustannie czuwają operatorzy z Centrum Wsparcia Satelitarnego. Ponieważ COS jest elementem dowódczym, planistycznym, a CWS – wykonawczym. Jakie trzeba mieć kompetencje, żeby pracować przy tego typu operacjach? Trzon kadry służącej w jednostkach podległych ARGUS-owi stanowią oficerowie po Wojskowej Akademii Technicznej, specjalizujący się w różnych dziedzinach: rozpoznaniu obrazowym, informatyce czy łączności. Kiedy do nas trafiają, są szkoleni od podstaw na specjalistycznych kursach. W dużej mierze dzięki współpracy z zagranicznymi partnerami i producentami sprzętu, na którym będą służyć.
Czy polskie wojsko jest atrakcyjnym pracodawcą dla osób pragnących rozpocząć karierę w branży kosmicznej?
Takich możliwości, jakie dzisiaj oferujemy młodym ludziom pod względem dostępu do technologii kosmicznych, w naszym kraju dotychczas nie było. I myślę, że długo poza wojskiem nie będzie. Jeśli ktoś marzy o zajmowaniu się systemami satelitarnymi, to jest dobry moment, żeby probować wejść w nasze struktury, ponieważ cały czas się rozbudowujemy. Warto podkreślić, że w ostatnich latach kosmos stał się bardziej dostępny dzięki miniaturyzacji satelitów. Niedługo pewnie będziemy mowili o konstelacjach złożonych z setek czy tysięcy satelitów na wzor Starlinka. Służba w naszej Agencji jest więc bardzo przyszłościowym kierunkiem kariery zawodowej.
A propos przyszłości: jak Pana zdaniem rozwinie się działalność operacyjna wojsk w przestrzeni kosmicznej?
NATO w 2019 roku uznało przestrzeń kosmiczną za piątą domenę, co zobowiązało wszystkich członków Sojuszu do budowania zdolności w zakresie prowadzenia operacji kosmicznych. Pojawia się coraz więcej satelitów z coraz lepszymi parametrami. Jesteśmy świadkami kosmicznego wyścigu zbrojeń, który odbywa się nie tylko pomiędzy mocarstwami – USA i Chinami. Także wiele mniejszych państw rozwija swoje zdolności, ponieważ dzięki miniaturyzacji systemów zakup satelitów nie jest już tak wielkim i kosztownym wyzwaniem jak kiedyś.
Jakie znaczenie dla współczesnych operacji wojskowych ma posiadanie takich zdolności?
Obserwacja, łączność, nawigacja satelitarna odgrywają kluczową rolę we współczesnych konfliktach. Doskonale pokazuje to wojna w Ukrainie. Kiedy Rosjanom odcięto Starlinki, ich aktywność bojowa spadła, bo nie mogli wykonywać wielu operacji. Z kolei gdy Ukraińcy dostali szeroki dostęp do tego systemu łączności, przez jakiś czas mieli przewagę nad Rosjanami. To samo dotyczy nawigacji, z której korzystają systemy uzbrojenia. Walka w domenie kosmicznej trwa cały czas, dlatego trzeba mieć narzędzia i na Ziemi, i w kosmosie, które będą pozwalały ochronić przed zakłócaniem nasze zasoby, a w razie potrzeby zakłócać systemy przeciwnika.
Wrogie oddziaływanie na satelity może się bowiem odbywać w cyberprzestrzeni czy przestrzeni elektromagnetycznej i trzeba budować zdolności obronne w tym zakresie. Istnieją także zdolności kinetycznego zwalczania przeciwnika, np. możliwość zestrzeliwania satelitów, ale na razie nie są opłacalne dla nikogo, bo generują śmieci kosmiczne. Trwają jednak prace badawczo-rozwojowe nad metodami szybkiego usuwania lub likwidacji takich śmieci.
Ze względu na wojnę toczącą się za naszą wschodnią granicą powinniśmy obserwować poczynania Federacji Rosyjskiej w tej domenie. Czy Rosjanie stanowią zagrożenie?
Mają pewien potencjał, ale przez wojnę w Ukrainie rozwój ich programów kosmicznych mocno przystopował. Najwięcej wyniesień satelitów dokonują dziś Amerykanie, ale są to głównie działania komercyjne, związane np. z siecią Starlink. Chińczycy są na drugim miejscu i wyraźnie zwiększają swoje zdolności. Rosja w ostatnich latach nie wyniosła wielu satelitów, miewała też problemy z osiągnięciem przez swoje systemy zakładanych orbit. Widać, że brakuje jej pieniędzy i dostępu do odpowiednich technologii. Skupia się za to na zakłócaniu systemów przeciwnika. Dla nas to jasny sygnał, że trzeba być gotowym na walkę w kosmosie w różnych wymiarach i nie tylko z użyciem satelitów.
Płk Leszek Paszkowski od czerwca 2024 roku stoi na czele Agencji Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych (ARGUS) w Warszawie. Był jednym z oficerów odpowiedzialnych za sformowanie Ośrodka Rozpoznania Obrazowego, którym dowodził w latach 2019–2022. Doświadczenie zdobywał także na arenie międzynarodowej – jako ekspert narodowy w Centrum Satelitarnym Unii Europejskiej oraz szef Sztabu UE operacji ALTHEA w SHAPE.
autor zdjęć: ICEEYE, NASA

komentarze