Po półtorarocznej turze kończy się misja gen. bryg. Witolda Bartoszka, zastępcy dowódcy – asystenta ds. wsparcia w Dowództwie NATO ds. Szkolenia Bojowego, Wsparcia i Pomocy Siłom Zbrojnym Ukrainy (NSATU). Rozmawiamy z generałem o roli NSATU, lekcjach płynących z wojny z Rosją oraz o tym, jak doświadczenia ukraińskiej armii zmieniają myślenie NATO o współczesnym polu walki.
Pełnoskalowa wojna Rosji przeciwko Ukrainie trwa już piąty rok. Jak w tym czasie zmieniła się misja NSATU i jakie są dziś jej najważniejsze zadania?
Gen. bryg. Witold Bartoszek: Żeby zrozumieć, jak ewoluowała nasza misja, trzeba najpierw spojrzeć na samą wojnę. Rosja, mimo ogromnych kosztów, nie osiągnęła żadnego strategicznego celu. Rosjanie zdobywali teren bardzo powoli, często licząc postępy w metrach, a nie kilometrach. Dobrym przykładem jest kierunek Bachmut–Pokrowsk. Przesunięcie linii frontu o niespełna 50 km zajęło im ponad 20 miesięcy i kosztowało około 300 tys. ofiar. To pokazuje skalę strat i cenę, jaką płaci Rosja.
Jednocześnie Moskwa nie zmniejszyła presji. Wręcz przeciwnie – zintensyfikowała kampanię powietrzną. Rosja regularnie używa pocisków balistycznych, manewrujących i dronów dalekiego zasięgu do ataków na infrastrukturę krytyczną, transport publiczny czy osiedla mieszkaniowe. Celem jest osłabienie odporności społeczeństwa i pozbawienie ludzi podstawowych usług.
A jednak Ukraina nadal się broni…
Jej odporność, zdolność adaptacji i determinacja robią ogromne wrażenie. Ta wojna pokazała jedną fundamentalną rzecz: tylko silne i dobrze wyposażone ukraińskie siły zbrojne mogą skutecznie odstraszać Rosję i negocjować z pozycji siły. W tym właśnie miejscu pojawia się rola NSATU. Zaczynaliśmy półtora roku temu jako niewielki zespół pracujący w namiotach przy lotnisku. Dziś jesteśmy w pełni funkcjonującą strukturą liczącą ponad 300 osób z 31 państw. Pracujemy całodobowo razem z ukraińskimi oficerami łącznikowymi.
Naszym zadaniem jest koordynacja wsparcia dla Ukrainy – od logistyki i dostaw sprzętu po szkolenia i rozwój zdolności. W praktyce jesteśmy centralnym węzłem łączącym potrzeby Ukrainy z możliwościami państw sojuszniczych. To bardzo złożony proces. Wspólnie z ukraińskimi partnerami prowadzimy katalog obejmujący ponad 30 tys. różnych pozycji sprzętowych i logistycznych. Lista jest stale aktualizowana zgodnie z sytuacją na froncie. To na jej podstawie określamy priorytety i koordynujemy wsparcie.
Proszę wskazać te priorytety.
Najpilniejsze potrzeby są dziś trzy. Pierwsza to obrona przeciwlotnicza, szczególnie systemy zdolne do zwalczania pocisków balistycznych i manewrujących. Zapotrzebowanie jest ogromne, a globalna podaż ograniczona. Druga kwestia to amunicja 155 mm o zwiększonym zasięgu i precyzyjne systemy rażenia dalekiego zasięgu. Ukraina potrzebuje ich, by osłabiać rosyjskie zdolności bojowe i ograniczać swobodę działania przeciwnika.
Trzeci obszar to drony. Ukraina ma dziś bardzo rozwinięty sektor produkcji systemów bezzałogowych. W wielu przypadkach nie brakuje technologii czy kompetencji, lecz finansowania. Bardzo ważna jest też przejrzystość dotycząca dostaw. Wczesne deklaracje i jasne informacje o przekazywanym sprzęcie mają ogromne znaczenie dla ukraińskiego planowania operacyjnego. Jeśli chodzi o szkolenia, obecnie zaspokajamy około 75 proc. potrzeb Ukrainy. Wspólnie z partnerami przeszkoliliśmy już ponad 43 tys. ukraińskich żołnierzy.
Ale dziś nie chodzi już wyłącznie o liczby. Najważniejsze jest to, by szkolenia odpowiadały realiom wojny o wysokiej intensywności. W wielu państwach podstawowe szkolenie wojskowe przez lata było projektowane pod zupełnie inne konflikty.
Dlatego coraz szerzej korzystamy z doświadczeń ukraińskich żołnierzy mających bezpośredni kontakt z frontem. Wprowadzamy szybkie mechanizmy informacji zwrotnej i stale aktualizujemy programy szkoleniowe. Krótko mówiąc: NSATU stało się głównym mechanizmem koordynującym wsparcie dla Ukrainy. Nasza misja ewoluuje razem z wojną, ale cel pozostaje niezmienny – zapewnić Ukrainie zdolności, szkolenie i wsparcie potrzebne do obrony oraz budowy trwałego pokoju.
Na ile armia ukraińska zbliżyła się już do standardów NATO? W jakich obszarach postęp jest największy, a gdzie nadal potrzebne są zmiany?
Postęp jest naprawdę znaczący, szczególnie, jeśli pamiętamy, że Ukraina prowadzi tę transformację w czasie pełnoskalowej wojny. Kijów oczywiście koncentruje się przede wszystkim na potrzebach frontu, ale równolegle konsekwentnie wdraża standardy interoperacyjności NATO. Dotyczy to bardzo wielu obszarów – od dowodzenia i logistyki po systemy wsparcia i zarządzanie personelem. Oceniamy to na podstawie wspólnego planu interoperacyjności NATO–Ukraina. To szczegółowy dokument określający konkretne cele i wymagania.
Jednym z najlepszych przykładów postępu jest system zarządzania polem walki DELTA. Został opracowany zgodnie ze standardami NATO i pozwala ukraińskim siłom bardzo szybko wymieniać informacje, skracać cykl namierzania celów i podejmować decyzje praktycznie w tempie walki. System wzbudza duże zainteresowanie wśród sojuszników, ponieważ został sprawdzony w realnych warunkach bojowych. Jest szybki, stosunkowo tani, łatwy do skalowania i kompatybilny z wieloma rozwiązaniami używanymi przez państwa NATO.
Oczywiście nadal istnieją wyzwania, szczególnie w logistyce i utrzymaniu sprzętu. Ukraina korzysta jednocześnie z systemów poradzieckich oraz bardzo szerokiej gamy uzbrojenia dostarczanego przez różnych partnerów. Taka różnorodność utrudnia interoperacyjność. Ale trzeba też uczciwie powiedzieć, że samo NATO również stale pracuje nad poprawą interoperacyjności między własnymi armiami.
Jak dużym wyzwaniem pozostaje szkolenie kadry dowódczej?
Sporym. Chodzi przede wszystkim o przejście do modelu „mission command”, czyli dowodzenia opartego na intencji dowódcy. W takim systemie dowódca określa cel działania, ale pozostawia podwładnym większą swobodę podejmowania decyzji. Ukraina robi w tym obszarze duże postępy, choć nadal jest miejsce do dalszego rozwoju. Dlatego szkolenie przywódcze – od poziomu korpusu po najmniejsze pododdziały – pozostaje jednym z naszych priorytetów.
Z jakimi trudnościami spotykacie się podczas wspólnych z Ukrainą projektów, ćwiczeń i prac nad innowacjami?
Największym wyzwaniem jest dziś tempo zmian na polu walki. Ta wojna zmienia się szybciej niż wiele instytucji wojskowych potrafi się dostosować. Ukraina bardzo szybko wdraża nowe rozwiązania, a nasze procedury, procesy zakupowe czy cykle planowania ćwiczeń często są po prostu wolniejsze.
Widać to szczególnie w obszarze technologii. Jeszcze w 2022 roku wojna miała przede wszystkim charakter manewrowy. Potem przeszła w konflikt pozycyjny, a dziś coraz bardziej przypomina walkę opartą na danych, oprogramowaniu i przewadze w spektrum elektromagnetycznym. To fundamentalna zmiana.
Oprogramowanie, algorytmy i zdolność szybkiego przetwarzania informacji mają dziś znaczenie porównywalne z tradycyjnym uzbrojeniem. Drony całkowicie zmieniły pole walki – taktycznie, operacyjnie i organizacyjnie. Ukraina bardzo szybko się do tego dostosowała. Tworzy wyspecjalizowane jednostki bezzałogowe, integruje systemy walki elektronicznej i błyskawicznie wdraża innowacje. Skala tego procesu jest ogromna. W 2022 roku Ukraina praktycznie nie miała dużego przemysłu dronowego. Dziś działa tam ponad 500 firm produkujących systemy bezzałogowe.
Równie istotna jest wojna morska. Ukraina, nie posiadając klasycznej dużej floty, zdołała wyeliminować około 40 proc. rosyjskiej Floty Czarnomorskiej.
To bardzo ważna lekcja. Nie zawsze potrzebne są symetryczne zdolności i porównywalna liczebność, by osiągnąć przewagę operacyjną. Innowacyjność, precyzja i zdolność adaptacji mogą skutecznie równoważyć przewagę przeciwnika.
Ale ten nie stoi w miejscu. We wrześniu 2024 roku Rosja używała średnio około 75 dronów typu Szahed tygodniowo. Dziś mówimy już o ponad 900.
Ukraina przechwytuje większość z nich, ale wymaga to ogromnych nakładów – zarówno jeśli chodzi o systemy obrony, jak i personel czy logistykę. Dlatego jednym z naszych najważniejszych zadań jest dziś przyspieszenie procesów adaptacji. Wojna pokazała, że innowacje na poziomie taktycznym potrafią wyprzedzać procedury instytucjonalne.
Ukraińskie siły zbrojne brały udział m.in. w ćwiczeniach Hedgehog 2025 i REPMUS. Jakie wnioski NATO wyciąga z takich przedsięwzięć?
Ćwiczenia takie jak REPMUS bardzo dobrze pokazują, jak cenne dla NATO jest ukraińskie doświadczenie bojowe. To największe natowskie ćwiczenia poświęcone bezzałogowym systemom morskim. Ukraina uczestniczyła w nich jako strona przeciwna, testując zdolności Sojuszu przy użyciu różnych platform bezzałogowych – powietrznych, nawodnych i podwodnych.
Co te ćwiczenia pokazały?
Że charakter wojny zmienia się szybciej niż nasze systemy szkolenia i planowania. Dowódcy funkcjonują dziś w środowisku nasyconym informacją. Sukces zależy od tego, jak szybko dane zostaną połączone, przeanalizowane i wykorzystane. Cykl decyzyjny dramatycznie się skraca. Jednocześnie pole walki stało się niezwykle przejrzyste. Drony, sensory i systemy walki elektronicznej sprawiają, że wojska muszą zakładać niemal ciągłą obserwację. To wpływa na wszystko – sposób manewrowania, maskowania, logistykę czy organizację działań.
Zmienia się także podejście do utrzymania i zabezpieczenia technicznego. Coraz większe znaczenie mają rozproszone i elastyczne systemy logistyczne. Technologie takie jak druk 3D przestają być eksperymentem, a stają się realnym narzędziem operacyjnym. Najważniejszy wniosek jest jednak szerszy: Ukraina nie tylko korzysta ze wsparcia NATO. Ona aktywnie współtworzy przyszły sposób prowadzenia wojny.
No właśnie, na ile NATO jest dziś otwarte na uczenie się od Ukrainy? Czy ukraińscy żołnierze i weterani szkolą już siły sojusznicze?
W NATO istnieje dziś bardzo szeroka świadomość, że Ukraina w krótkim czasie zdobyła ogromne doświadczenie operacyjne. Wiele lekcji wyniesionych z tej wojny ma bezpośrednie znaczenie dla przygotowania do konfliktu o dużej intensywności. I nie chodzi wyłącznie o drony.
Jeżeli zmienia się jeden element pola walki, zmienia się cały system – szkolenie, logistyka, procesy decyzyjne czy organizacja produkcji obronnej. Dlatego tak ważne są również reformy instytucjonalne: szybsze procedury, większa decentralizacja i większa elastyczność.
Ukraina w wielu obszarach staje się laboratorium przyszłej wojny...
Owszem, dlatego mechanizmów współpracy jest już sporo. W NSATU codziennie współpracujemy z ukraińskimi partnerami i wymieniamy doświadczenia operacyjne. Nasze mobilne zespoły szkoleniowe współdziałają bezpośrednio z ukraińskimi żołnierzami i instruktorami. Ukraińscy wojskowi uczestniczą także w ćwiczeniach NATO, warsztatach i konferencjach poświęconych rozwojowi sił zbrojnych.
Bardzo ważnym forum są organizowane trzy razy do roku konferencje Operational Force Development Framework. To właśnie tam omawiane są doświadczenia z pola walki i kierunki dalszego rozwoju. Można więc powiedzieć wprost: NATO jest dziś bardzo otwarte na uczenie się od Ukrainy i już realnie z tego korzysta.
Co stanie się z misją NSATU po zakończeniu wojny?
Zakładamy oczywiście, że wojna zakończy się na warunkach akceptowalnych dla Ukrainy. Ale nawet wtedy pytanie nie brzmi, czy NSATU będzie dalej potrzebne, tylko jak zmieni się charakter naszej misji. Zawieszenie broni czy formalny koniec wojny nie oznaczają automatycznie, że Rosja porzuci swoje agresywne ambicje. Ukraina nadal będzie musiała odstraszać potencjalną przyszłą agresję. A skuteczne odstraszanie wymaga wiarygodnych zdolności wojskowych.
To oznacza dobrze wyszkolone siły, odpowiednią ilość sprzętu i amunicji, sprawną logistykę, odporną infrastrukturę i zdolność do odtwarzania potencjału. Po latach intensywnych walk nie da się tego odbudować z dnia na dzień. Dlatego już teraz patrzymy szerzej niż tylko na bieżące wsparcie wojenne. Razem z ukraińskimi siłami zbrojnymi pracujemy nad budową nowoczesnej struktury zdolnej do długoterminowego odstraszania i pełnej interoperacyjności z NATO. Obejmuje to m.in. koordynację współpracy w ramach międzynarodowych koalicji wsparcia oraz planowanie przyszłej struktury sił.
Wypowiedzmy to wprost: z wojskowego punktu widzenia Ukraina będzie potrzebowała trwałego wsparcia również po zakończeniu działań bojowych.
Oczywiście. Dlatego NSATU prawdopodobnie przejdzie z fazy wsparcia wojennego do etapu długofalowego rozwoju sił, odporności i odstraszania. Oczywiście ostatecznie będzie to decyzja polityczna wszystkich państw sojuszniczych NATO.
autor zdjęć: SGWP

komentarze