Jednostka wojsk specjalnych Agat wychodzi naprzeciw młodemu pokoleniu i wprowadza rewolucję w zasadach naboru. Ma być prościej i szybciej. Skąd ten pomysł? Kierownik selekcji do gliwickiej jednostki zapewnia, że zmiana jest konieczna. – Otwieramy się na młodych. W przeciwnym razie za trzy lata moglibyśmy tu gasić światła – przyznaje.
W naborze do Jednostki Wojskowej Agat rewolucja. Wśród zmian jedna wybrzmiewa najmocniej – jest krócej. Czy dzięki temu również łatwiej?
Kierownik selekcji do jednostki: Nie jest łatwiej, jest po prostu inaczej. Trzeba jednak spróbować, by się przekonać – i do tego zachęcam wszystkich kandydatów.
Formułę naboru do Agatu musieliśmy zmienić ze względu na nasze obecne potrzeby. Jako jednostka jesteśmy przygotowani do prowadzenia samodzielnych operacji, ale przede wszystkim mamy wspierać w działaniach inne jednostki specjalne, takie jak GROM czy JWK. Musimy więc dysponować odpowiednio dużą siłą – i nie chodzi mi tu tylko o uzbrojenie, lecz przede wszystkim o ludzi. Otwieramy się więc na młodych. Od naszych kandydatów nie oczekujemy doświadczenia z wojska czy innych służb. Wszystkiego ich nauczymy.
Bardzo świeże spojrzenie. Wojsko raczej krytykuje młodych ludzi z pokolenia Z…
Nie ma co się obrażać na młodzież i ją krytykować. Często słyszę, że młode pokolenie jest gorsze i słabsze. A to nie jest prawda. Młodzi mają po prostu zupełnie inne doświadczenia, inaczej są wychowywani, żyją w innym świecie niż kandydaci, którzy zaczynali służbę 10 czy 20 lat temu. Dzisiejsi 20-latkowie raczej nie mają doświadczenia np. grup paramilitarnych lub proobronnych. Ale czy to sprawia, że są gorsi? Nie. Trzeba sobie uświadomić, że zmiana pokoleniowa się dokonała i teraz to wojsko musi wziąć na swoje barki obowiązek odpowiedniego ukształtowania młodzieży. I to właśnie robimy w JW Agat.
Na czym skupiacie się, dobierając kandydatów do służby?
Podczas selekcji nie sprawdzamy żadnych umiejętności, które kandydaci mogli dotychczas nabyć w wojsku czy w innych służbach, skupiamy się za to na ich charakterze, profilu psychologicznym i oczywiście przygotowaniu fizycznym. Zgodnie z nową formułą w czasie selekcji każdy z kandydatów jest wnikliwie obserwowany i oceniany przez instruktorów. Właściwie nie ma chwili, by pozostawali oni bez naszego nadzoru. Oceniamy ich zaangażowanie, motywację, umiejętność współpracy w grupie.
Trzeba jednak podkreślić, że ta nowa, czterodniowa formuła selekcji nie zamyka całego procesu naboru. To zaledwie jeden z etapów, a wybrani przez nas ludzie jeszcze przed rozpoczęciem służby w zespołach szturmowych będą podlegali dalszej ocenie i weryfikacji.
Jak zatem wygląda droga żołnierza zespołu szturmowego? Zaczyna się od egzaminu z WF-u, prawda?
Moim zdaniem pierwszym etapem jest podjęcie decyzji o tym, że chce się wziąć udział w selekcji i służyć w jednostce Agat. Następnie kandydat powinien złożyć ankietę do naszej jednostki, a jeśli nas zainteresuje, zostanie zaproszony. I tu zaczyna się zmiana. Proces, który dotąd trwał co najmniej kilka miesięcy, skróciliśmy do czterech dni: połączyliśmy etap kwalifikacji i selekcji. Ochotnicy, którzy otrzymają od nas zaproszenie, w ciągu jednego dnia przejdą testy psychologiczne i przystąpią do egzaminu z WF-u. Ci, którzy to wszystko zaliczą, rozpoczną właściwy etap selekcji.
Zachęcam jednak, by nie bagatelizować przygotowań. Mimo że wymagania dotyczące egzaminu sprawnościowego są znane, to nadal na sali gimnastycznej odpada niemal 50% chętnych.
Grę terenową od tego roku prowadzimy nie w Bieszczadach czy Beskidach, ale na Górnym Śląsku. Kandydaci powinni nastawić się na duży wysiłek fizyczny, zadania zespołowe i dużą dynamikę działania. Najlepsi po czterech dniach spotkają się z dowódcą i otrzymają propozycję etatu w jednostce. Nie chcemy zwodzić naszych kandydatów i niepotrzebnie wydłużać cały proces.
To na pewno może zachęcać do podjęcia rękawicy. A kto powinien z góry założyć, że Agat to nie jest miejsce dla niego? Kto nie ma szans, by przejść selekcję?
Pomijając przygotowanie fizyczne, warto też zwrócić uwagę na przygotowanie psychologiczne. Z pewnością selekcji nie przejdą indywidualiści. Nie potrzebujemy też ludzi impulsywnych, aroganckich, takich, którzy nie respektują zasad.
Selekcja, jak wspomniałeś, odbywa się na Śląsku, a nie jak dotąd w górach. Czy bez stromych zboczy i przewyższeń da się odpowiednio ocenić kandydatów?
Wysiłek jest porównywalny. Bez problemu i na Śląsku możemy doprowadzić kandydatów do takiego poziomu zmęczenia, na którym zaczynają odkrywać swoje prawdziwe ja. Bo choć nie ma tu gór, to wycisk jest spory. Ochotnicy maszerują z obciążeniem w równie wymagającym terenie. W trzy dni pokonują ponad 100 km. A do tego wykonują różnego rodzaju zadania specjalne. Poza tym etapu górskiego też nie unikną…
Jak to?
Tak jak wspomniałem, sprawdzian na Śląsku to jeden z etapów oceny kandydatów. Ci, którzy przejdą selekcję i zostaną żołnierzami Agatu, odbędą jeszcze dwutygodniowy kurs adaptacyjny, podczas którego nadal będą podlegać ocenie i szkoleniu. Będziemy sprawdzać, jak przyswajają wiedzę oraz jak wykorzystują ją do rozwiązywania problemów. Część tego szkolenia odbędzie się w górach. Dopiero po tej adaptacji trafią na szkolenie bazowe.
Będziecie ich w górach uczyć nawigacji? Ta umiejętność nie jest już oceniana podczas selekcji.
W górach będziemy sprawdzać ich umiejętności w tym zakresie. Na przestrzeni lat zauważyliśmy, że nie warto skreślać kandydatów, którzy nie do końca radzą sobie z nawigacją albo stawianiem rozkazów. To są umiejętności, których możemy uczyć już w trakcie służby. Odpowiadając krótko: tak, na naukę nawigacji i wyznaczania azymutów przyjdzie czas podczas szkolenia adaptacyjnego.
Gdy przygotowywaliśmy nowy program selekcji, przyglądaliśmy się, jak taki proces naboru prowadzony jest w podobnych nam jednostkach na świecie. Zobaczyliśmy, że m.in. w USA i we Francji też sporo się zmieniło i inaczej rozkłada się akcenty. Nie ma co narzekać na młodych ludzi i mówić, że kiedyś było lepiej. Kwalifikacja, selekcja i bazówka to teraz jeden proces, nie kilka etapów odizolowanych od siebie. Jeden wynika z drugiego, a kandydaci są odpowiednio przygotowywani do służby, a nie tylko sprawdzani. Ważne, żeby cały ten proces odbywał się u nas, na naszych warunkach i według potrzeb jednostki.
Opowiedz o ludziach, którzy przystąpili do trwającej właśnie selekcji. Kto się zgłosił?
Stawiło się ponad 50 osób, a w teren wyszło 27. Najmłodszy ma 20 lat, najstarszy 31. To żołnierze z różnych jednostek wojskowych i funkcjonariusze. Mamy też rezerwistów, żołnierzy dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej i podchorążych. Co ciekawe, jeden z kandydatów już podczas testów psychologicznych stwierdził, że to miejsce nie dla niego. Nikogo nie zatrzymujemy na siłę.
On zrezygnował sam, a za co kandydaci mogą zostać usunięci z selekcji?
Brak motywacji, nieprzygotowanie fizyczne, brak współpracy w grupie, niewykonywanie poleceń i niskie noty od instruktorów. Może zdarzyć się, że numerek startowy trzeba będzie oddać w wyniku kontuzji. No, ale na to nie mamy już wpływu.
To już druga selekcja do JW Agat w tym roku. Kiedy będą następne?
Przyjęliśmy, że selekcje będą odbywać się cztery razy w roku: dwie na przełomie zimy i wiosny oraz dwie jesienią. Osoby, które myślą o służbie w naszych szeregach, w każdej chwili mogą złożyć ankietę. Zachętą niech będzie to, że ci, którzy w lutym przeszli selekcję, w kwietniu już rozpoczęli u nas służbę. Warto więc próbować.
autor zdjęć: Michał Niwicz

komentarze