Ponad 720 kilometrów z Hamburga do Berlina przez Szczecin pokonali w tydzień uczestnicy międzynarodowej wyprawy „Tour of Honor 2026”. Rowerowy rajd zorganizowany przez niemieckie stowarzyszenie Battlefield Cyclists zjednoczył weteranów z Niemiec i Polski. Uczestnicy w drodze odwiedzili miejsca pamięci poległych na misjach oraz ofiar II wojny światowej.
Wyprawa „Tour of Honor 2026” czyli międzynarodowy, wieloetapowy rajd rowerowy o długości ponad 720 km, prowadził przez Niemcy i Polskę. Dwudziestu niemieckim weteranom towarzyszyło kilku amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Niemczech, a także kilkuosobowa grupa mechaników, lekarzy i ratowników medycznych, która zabezpieczała ich przejazd.
Wyruszyli 6 czerwca z Hamburga, aby przez Meklemburgię-Pomorze Przednie i Szczecin dojechać do Berlina. Dzień przed wyjazdem złożyli kwiaty i zapalili znicze w polskiej kwaterze wojennej na komunalnym cmentarzu w hamburskiej dzielnicy Ohlsdorf. Spoczywa tam ponad tysiąc Polaków: żołnierzy poległych podczas II wojny światowej, polskich pilotów z RAF-u, jeńców wojennych oraz więźniów obozów koncentracyjnych.
Organizatorem wyprawy było Battlefield Cyclists e.V. – niemieckie stowarzyszenie non-profit założone w 2026 roku przez siedmiu weteranów poszkodowanych na misjach. Jednym z nich jest kpt. Marcin Staniszewski, dowódca oddziału dochodzeniowo-śledczego Żandarmerii Wojskowej w Hamburgu. Mówi o sobie, że choć od 20 lat służy w Bundeswehrze i brał udział w kilku niemieckich misjach zagranicznych m.in. w Afganistanie, Turcji, Dżibuti oraz Mali, jest niemieckim żołnierzem z polskim sercem.
Inspiracja Invictusa
– Inspiracją do wyprawy były nasze doświadczenia z zawodów Invictus Games oraz udział w California Challenge organizowanym przez amerykańską organizację Project HERO (pomaga weteranom chorym na zespół stresu pourazowego PTSD, poprzez programy sportowe – red.). Tam zobaczyliśmy, jak wielką rolę w procesie powrotu do zdrowia, odbudowy pewności siebie i tworzenia wspólnoty może odgrywać sport, a szczególnie kolarstwo – mówi kpt. Staniszewski.
Niemiecka organizacja postanowiła promować aktywność fizyczną, wzajemną pomoc społeczności weteranów oraz pielęgnować pamięć o tych, którzy stracili zdrowie lub oddali życie podczas służby. – Nie chcemy skupiać się na tym, czego ktoś już nie może zrobić. Chcemy pokazywać, co nadal jest możliwe pomimo odniesionych urazów, gdy ma się wsparcie innych, odpowiednią motywację i odwagę, by podjąć wyzwanie – deklaruje kpt. Staniszewski.
Oficer opowiada, że podczas jazdy z Międzyzdrojów do Szczecina zawodnicy spotykali się z życzliwością mieszkańców mijanych miejscowości. Podziwiali piękne krajobrazy i byli zadowoleni z warunków, jakie zapewniały im trasy rowerowe. Na tym odcinku doszło do spotkania z polskimi weteranami, którzy na rowerach przyłączyli się do niemieckich kolegów.
Przystanek w Polsce
Weterani wspólnie dotarli do siedziby Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego w Szczecinie. – Gdy dojeżdżaliśmy do korpusu, jego żołnierze i pracownicy wyszli na drogę prowadzącą do jednostki i bili nam brawo. Czułem takie samo wzruszenie, jak podczas naszego debiutu na zawodach IG w Sydney w 2018 roku, gdy podobnie powitali nas nasi kibice – mówi st. chor. w st. spocz. Tomasz Kloc, prezes Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza Granicami Kraju.
Uczestnicy rajdu spotkali się z gen. broni Dariuszem Parylakiem, dowódcą szczecińskiego korpusu, gen. bryg. Ullrichem Spannuthem, szefem sztabu i st. chor. sztab. Waynem Bantockiem, starszym podoficerem dowództwa, a także z żołnierzami tej formacji. Wspólnie złożyli wieniec pod obeliskiem upamiętniającym żołnierzy korpusu poległych na misjach.
– Była to także okazja do wymiany doświadczeń oraz rozmowy o współpracy pomiędzy weteranami z Polski, Niemiec oraz innych państw sojuszniczych – mówi kpt. Staniszewski. Jak dodaje, okazało się, że cele, jakie stawiają sobie niemieccy weterani podczas tego rajdu, są podobne do tych, które realizują polscy weterani poszkodowani. Są wśród nich m.in. upamiętnianie poległych podczas misji, a także popularyzowanie w społeczeństwie szacunku dla weteranów.
– Bardzo się cieszę, że dowództwo korpusu mogło gościć uczestników rajdu. Ta inicjatywa przypomina nam, że wartości takie jak solidarność, przyjaźń i wsparcie nie kończą się wraz z zakończeniem czynnej służby – podkreślił gen. broni Parylak. – Każdy sojusz tworzą ludzie, a doświadczenia, które ich łączą przekraczają granice państw – dodał.
Generał zaznaczył, że weterani zajmują wyjątkowe miejsce w wojskowej rodzinie. Przypomniał także, że wielu z nich zapłaciło wysoką – czasem najwyższą – cenę, niosąc pokój i bezpieczeństwo ludziom w odległych częściach świata, daleko od własnych domów i bliskich. – Dziękuję za Waszą służbę – zakończył.
Wspólna pamięć
Polscy i niemieccy weterani rozmawiali także na temat wspólnych przedsięwzięć, w tym m.in. rajdu rowerowego z Duesseldorfu do Hagi w 2027 roku. Jak mówili, być może wyprawa zostanie przedłużona do Wielkiej Brytanii, gdzie w tym samym roku w Birmingham odbędzie się ósma edycja zawodów IG. – To ciekawy pomysł. Być może dołączymy do kolegów z Niemiec – stwierdził Tomasz Kloc.
Po spotkaniu w Szczecinie żołnierze z dowództwa korpusu eskortowali na rowerach uczestników rajdu do granicy. Towarzyszyli im członkowie szczecińskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, szczecińskiej Ochotniczej Straży Pożarnej i Gryfińskiego Stowarzyszenia Ratowniczego.
Podczas tygodniowej wyprawy rowerowej jej uczestnicy codziennie pokonywali dystans około stu kilometrów. W drodze do Berlina złożyli kwiaty i zapalili znicze w nazistowskim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen pod Berlinem. Jego więźniami byli Polacy, jeńcy sowieccy, Romowie, Żydzi, a także Niemcy. Odwiedzili też Las Pamięci w Poczdamie. – Jest to oficjalne miejsce pamięci Bundeswehry poświęcone żołnierzom i pracownikom wojska, którzy zginęli podczas misji zagranicznych – mówił kpt. Staniszewski. Rajd zakończył się 13 czerwca w siedzibie ministerstwa obrony w Berlinie.

komentarze