moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Pierwsze loty

Dziesięciu podoficerów po miesiącach selekcji i intensywnej nauki teorii w Akademickim Centrum Szkolenia Lotniczego Lotniczej Akademii Wojskowej zasiadło za sterami śmigłowców Robinson R44. To właśnie oni mają w przyszłości tworzyć trzon załóg AH-64E Apache. Zakup niemal setki tych maszyn wymusza szybkie zwiększenie załóg. Potrzeba nawet 400 wyszkolonych pilotów.

Odgłos startującego śmigłowca niesie się daleko poza płytę lotniska, a uderzenia wirnika odbijają się od hangarów i zabudowań Akademickiego Centrum Szkolenia Lotniczego. W kabinie Robinsona R44 Raven II wyczuwa się napięcie – koncentracja pilota jest na maksymalnym poziomie. Ćwiczenia za sterami małego śmigłowca mają wykształcić u kursantów umiejętność koordynacji wzrokowo-ruchowej. – Prowadzimy szkolenie dziesięciu podoficerów, którzy mają zasiąść za sterami AH-64 Apache w wersji Delta. Zaczynamy pierwsze loty – rytmicznie, dzień po dniu, jedna misja dziennie – mówi płk pil. Grzegorz Weltrowski, dowódca Akademickiego Centrum Szkolenia Lotniczego Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie.

 

REKLAMA

Powrót do korzeni w nowoczesnym wydaniu

Decyzja o dopuszczeniu podoficerów do szkolenia pilotażowego nie jest przypadkowa. W Dęblinie wraca model znany sprzed dekad, gdy funkcjonowała Szkoła Chorążych Lotnictwa. Braki kadrowe w lotnictwie wojskowym stają się coraz bardziej odczuwalne. Zakup niemal setki śmigłowców AH-64E wymusza szybkie zwiększenie załóg. Szacunkowo potrzeba nawet 400 wyszkolonych pilotów. Tradycyjny system kształcenia nie jest w stanie w krótkim czasie dostarczyć takiej liczby specjalistów, dlatego zapadła decyzja o otwarciu nowej ścieżki.


Realizacja: Paulina Ciesielska, Marcin Kopeć. Organizacja: Marta Kaźmierczak

Pilotażowy program trwa dwa lata i obejmuje kilka etapów. Jak wskazuje mjr Marek Przedpełski, rzecznik Lotniczej Akademii Wojskowej, biorą w nim udział głownie podoficerowie z doświadczeniem w służbie inżynierii lotniczej. Sam proces kształcenia jest wieloetapowy i rozpoczyna się od selekcji sprawdzającej predyspozycje kandydatów do latania. Następnie kursanci przechodzą szkolenie teoretyczne, ćwiczenia na symulatorach oraz odbywają przygotowanie językowe. Dopiero potem jest etap praktyczny – w Akademickim Centrum Szkolenia Lotniczego LAW.

Zanim jednak podoficerowie zasiedli za sterami, musieli przejść rygorystyczne badania w Rejonowej Wojskowej Komisji Lekarskiej przy Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej i uzyskać odpowiednią kategorię zdrowia, czyli Z1C. Następnie zostali poddani selekcji pod kątem znajomości angielskiego. – Szlifowali język również u nas, w Studium Języków Obcych, na potrzeby szkolenia, które będzie kontynuowane za granicą –podkreśla płk Weltrowski. Kluczowym kryterium był też wiek kandydatów, do programu dopuszczeni zostali wyłącznie żołnierze poniżej 35. roku życia. Niemniej, jak podkreślają instruktorzy, im młodsi zostaną wyspecjalizowanymi pilotami śmigłowców wojskowych, tym lepiej.

Przesiadka z symulatora

Dla st. kpr. Dominiki Capały z 41 Bazy Lotnictwa Szkolnego pierwszy lot śmigłowcem R44 Robinson miał szczególny wymiar. Jest jedną z dwóch kobiet biorących udział w pilotażowym programie i jako pierwsza z całej grupy wzbiła się w powietrze. – Czuję się zaszczycona, że mogę jako pierwsza uczestniczyć w tym szkoleniu, i to w pierwszym locie – mówi. Nie ukrywa przy tym emocji. Przesiadka z symulatora do realnej maszyny odbywa się niemal natychmiast, dlatego – jak przyznaje Dominika – stres jest podwójny. Każdy błąd może mieć poważne konsekwencje. – Dotychczas mieliśmy szkolenie teoretyczne, więc ciężko było wyobrazić sobie, jak to będzie wyglądać. Jednak okazało się bardzo intensywne, otrzymaliśmy mnóstwo informacji. Uważam, że bardzo dużo z niego wyniosłam i będę mogła teraz to przełożyć na praktykę – podkreśla też, że po briefingu czuje się przygotowana na swoją pierwszą misję szkoleniową.

Briefing oraz późniejszy debriefing mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa i efektywności lotu. W trakcie porannej odprawy przed startem jest ustalany plan działania, omawiane są procedury i potencjalne zagrożenia. Po locie następuje analiza wykonanych zadań, błędów, jeśli się pojawiły, i wniosków, mająca na celu podnoszenie umiejętności pilota. Często jest ona znacznie dłuższa niż sam lot. – Jeżeli misja trwa godzinę, to debriefing potrafi trwać nawet dwie albo trzy godziny – zaznacza płk Weltrowski. Jak mówi Dominika, instruktorzy zwracali im szczególną uwagę na kwestie, które są bardzo potrzebne do przygotowania się do lotu, czyli meteorologię i nawigację. Przyznaje, że dla niej największym wyzwaniem była nawigacja. – Dużo przeliczeń, matematyki – opowiada przed startem.

Kpr. Ernest Biskup z 8 Krakowskiej Bazy Lotnictwa Transportowego miał pierwszą misję w czasie szkolenia praktycznego na Robinsonie jako drugi po Dominice. Podkreśla, że tempo nauki jest wręcz ekstremalne. Choć program zajęć został okrojony pod względem czasu, to ilość wiedzy pozostaje taka sama jak w pełnym cyklu kształcenia. – Po zajęciach trzeba było przygotować się na następny dzień i jeszcze z samego rana powtarzać materiał. Nawet teraz, kiedy zaczęliśmy etap praktyczny, to zamiast spać do 7.00, wstałem o godzinie 5.30 i powtarzałem sobie podstawowe informacje potrzebne do odbycia pierwszego lotu. Wiadomo, trzeba się zaangażować, czasu jest mało i należy go wykorzystać w jak największym wymiarze. Wyśpię się trochę później, na razie trzeba się skupić, zmobilizować i dać z siebie wszystko – zapewnia podoficer.

Jak twierdzi Ernest, dla niego największym wyzwaniem okazały się przedmioty teoretyczne, z którymi wcześniej nie miał styczności, szczególnie meteorologia. Zrozumienie układów ciśnienia, zjawisk atmosferycznych nie jest łatwe, a ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo lotu. Ale, jak podkreśla, duże znaczenie miało wsparcie dydaktyczne – trafili na bardzo dobrego wykładowcę, który potrafił przystępnie wyjaśnić nawet najbardziej skomplikowane kwestie. Dodatkowo na naukę tego przedmiotu przeznaczono dużo czasu, co, jak ocenił, przyniosło dobre efekty. – W przyszłości będziemy musieli sami decydować, czy lecimy, czy nie – nikt nie będzie nas prowadził za rękę – kapral zwraca uwagę, że jako samodzielni piloci będą musieli brać pełną odpowiedzialność za swoje wybory.

Droga do Apache’a

Do końca kwietnia kursanci będą prowadzić loty szkoleniowe pod okiem sześciu instruktorów. Plan rotacyjny zakłada, że jednego dnia dwaj podoficerowie wykonują godzinną misję szkoleniową. Niemniej pierwsze dni praktyki to przede wszystkim poznanie samej maszyny. – Zaznajamiamy się z obowiązującymi procedurami, poznajemy budowę śmigłowca – mówi bsmt Alex Harmata z 44 Bazy Lotnictwa Morskiego w Darłowie, który wzniósł się w powietrze drugiego dnia od rozpoczęcia szkoleń praktycznych na Robinsonie R44 Raven II. – Trzeba na bieżąco utrwalać wiedzę, bo jest tego naprawdę dużo – Alex podkreśla, że to ważne, bo lista potencjalnych zagrożeń, z jakimi mogą się zmierzyć, jest długa, np. utrata silnika powyżej 500 stop nad ziemią [ponad 150 m], pożar silnika w trakcie lotu lub na ziemi, awarie elektroniki, wodowanie. Pilot musi być przygotowany na wszystko. – „Przykładowo, gdy silnik jest włączony i dochodzi do pożaru, musimy odciąć dopływ paliwa i tzw. mikstury. Potem wprowadzamy śmigłowiec w autorotację i próbujemy lądować awaryjnie – tłumaczy.

Podoficerowie po zakończeniu etapu krajowego wyjadą do Wielkiej Brytanii, gdzie w ramach NATO Flight Training Europe mają szkolić się na śmigłowcach turbinowych H-135 i H-145. Następnie przejdą na docelowe maszyny Apache w USA. Po powrocie do kraju będą doskonalić swoje umiejętności aż do osiągnięcia gotowości bojowej. Wszystko po to, by wsiąść za stery AH-64E. Pierwsze śmigłowce trafią do sił zbrojnych w 2028 roku, a pierwsi absolwenci pilotażowego programu mają już pod koniec 2027 roku uzyskać gotowość do ich pilotowania.

W czerwcu 2026 roku z kolei pierwsza dwójka podoficerów ma zostać skierowana na naukę do Wielkiej Brytanii. Płk Weltrowski nie ukrywa, że proces selekcji jest wymagający. Kandydaci są stale oceniani pod względem wiedzy i umiejętności oraz podejścia do służby. – Tak naprawdę testujemy ich w taki sam sposób jak każdego innego pilota. Obserwujemy ich podczas zajęć, w batalionie, patrzymy na dyscyplinę, na to, w jaki sposób się uczą i jak podchodzą do obowiązków – wyjaśnia.

Choć do programu zakwalifikowano dziesięciu podoficerów, nie wszyscy ukończą szkolenie w tym samym czasie. Ośmiu najlepszych wyjedzie na zagraniczny kurs jeszcze w tym roku. Pozostała dwójka dołączy później. Dowódca Akademickiego Centrum Szkolenia Lotniczego LAW ma nadzieję, że spośród tej pierwszej dziesiątki uda się też wyłonić przyszłych instruktorów. – Jeżeli chodzi o zasoby ludzkie w siłach zbrojnych, potrzeby są dzisiaj ogromne – podkreśla, odnosząc się do konieczności obsadzenia nowo zakupionego sprzętu.

Paulina Ciesielska

autor zdjęć: Łukasz Kermel

dodaj komentarz

komentarze


Polska i Norwegia zacieśniają współpracę
Śmiercionośna Jarzębina
Większe możliwości Nitro-Chemu
Morski lis na polowaniu
W Sejmie o wyższym szkolnictwie wojskowym
NATO i USA o Iranie
Trening w tunelu aerodynamicznym
Psiakrew, harmata!
Zbrodnia bez kary
Widok z kosmosu
F-16 na straży
Polski sukces w Duńskim Marszu
Zginęli, bo pełnili służbę dla Polski
Głos żołnierzy ma znaczenie
Wypadek w PKW UNIFIL
Kolarskie gwiazdy na legendarnym okręcie
Syndrom Karbali
Wojskowe roboty prosto z Polski
Our Only One
Pierwsze loty
Strzelecki sprawdzian u mińskich żandarmów
Pierwszy dom dla Husarzy gotowy
Studia dla żandarmów
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Zbrodnia i kłamstwo
Donald Trump: Jesteśmy bardzo blisko
Adaptacja i realizm
Nie udostępniamy nieba do ataków na Rosję
Marynarz w koreańskim tyglu
Szkoła w mundurze
Zanim pojadą na wojnę
Polsko-szwajcarska współpraca obronna
Pytania o „chińczyki” w jednostkach
Koniec niemieckiej misji powietrznego wsparcia
Debata o bezpieczeństwie
Marynarze po raz trzeci z rzędu najlepsi w wieloboju żołnierskim
Rosomaki na lądzie i morzu
Przyszłość polskich Czarnych Panter
Lotnicy NATO kontra drużyna Gortata
Początek wielkiej historii
Krew, która łączy
Wyróżnienia za sportowe sukcesy
Pamięci ofiar zbrodni katyńskiej
Jelcz coraz silniejszy
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
Pasja i fart
W hołdzie ofiarom NKWD
Morska ścieżka kariery
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Zabójczy team nad Anglią
Sejm uchwalił ustawę o SAFE
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
Terytorialsi zdobyli amerykańskie ostrogi
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
Gen. broni Piotr Błazeusz na nowym stanowisku
Bliski Wschód: wojna bez wyjścia, stawka rośnie
Jubileuszowa i rekordowa Setka Komandosa
Kosmiczne bezpieczeństwo
Fińska armia luzuje rygory
Apache w polskich rękach
WAM wraca do Łodzi
Grzmoty zamiast Goździków
View from Outer Space

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO