moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

„Za mundurem…”, ale jakim?

Mundur wojskowy ma w Polsce o wiele ważniejszy status niż w wielu innych krajach – jest jednym z symboli narodowych, kojarzonych z walką o niepodległość, a później o jej utrzymanie. Odrodzenie się Polski, a co za tym idzie Wojska Polskiego w 1918 roku, zbiegło się z wielkimi zmianami w umundurowaniu armii, które wymusiły realia frontowe I wojny światowej. Tak więc na projektowanie polskiego munduru wpływ miały dwa czynniki: tradycja i nowoczesność.

Odczuwamy zachwyt, kiedy dziś oglądamy grupy rekonstrukcyjne występujące na różnych pokazach czy uroczystościach patriotycznych w mundurach historycznych, a zwłaszcza gdy na placu defiladowym pojawi się kawaleria II Rzeczypospolitej – w rogatywkach z barwnymi otokami, proporczykami na kołnierzach i wyglansowanymi na wysoki połysk oficerkach. Piękny fason! Lecz gdybyśmy jakimś wehikułem czasu przenieśli się do początków II Rzeczypospolitej – w lata 1918–1920 – to widząc polskich żołnierzy moglibyśmy się bardzo zdziwić, i to niezbyt pozytywnie, a może nawet pomyśleć za Wyspiańskim, że „pospolitość skrzeczy”.

Bo cóż byśmy wtedy zobaczyli, patrząc na polskie wojsko? Ano prawdziwą pstrokaciznę, a do tego mocno sfatygowaną i połataną; mogłoby nas zszokować, że nie każdy żołnierz ma na nogach buty, a jeśli już je ma, to w stanie wołającym o pomstę do nieba… Realia odradzającego się państwa po pożodze wojennej były takie, że wojsko nosiło mundury przeróżnego kroju – najczęściej odziedziczonego po armiach zaborczych, ale także z demobilu francuskiego, brytyjskiego i amerykańskiego. Najkorzystniej na tym tle wybijali się żołnierze z armii gen. Józefa Hallera, która formowana była we Francji. Oni do kraju wrócili w nowych mundurach, butach i hełmach. Zaraz po nich byli Wielkopolanie, którzy także nieźle się prezentowali w jednolitym umundurowaniu i oporządzeniu oddziedziczonym po zaborcy lub zdobytym w niemieckich magazynach.

A mundur legionowy? Także był zauważalny, choć już mocno sfatygowany. Na wojnie z bolszewikami brać żołnierska zazdrościła bardzo mundurów tym, którzy przyszli z Francji albo z Wielkopolski, a już najbardziej zazdrościła im butów i hełmów. Wystarczy poczytać żołnierskie wspomnienia, by zobaczyć, że „Galicjoki”, „Królewioki” przy „Poznaniokach” (tak też nazywano żołnierzy gen. Hallera) wyglądali jak „dziady”, albo jeszcze gorzej – jak czerwonoarmiści, od których różnili się tylko tym, że na łachmanach mieli biało-czerwone barwy zamiast czerwonych, a na sfatygowanych czapkach zamiast czerwonej gwiazdy – orzełki.

Nowoczesność, ale z barwną tradycją

Oczywiście trzeba mieć cały czas na uwadze trudne realia początków odrodzonego państwa i należy zaznaczyć, że od razu też ruszyły prace nad ujednoliceniem munduru w Wojsku Polskim. Brali w nich udział wybitni historycy wojskowości, jak chociażby pułkownicy Marian Kukiel i Bronisław Gembarzewski oraz bataliści z Wojciechem Kossakiem na czele, tworząc tzw. komisję ubiorczą. Największym problemem, przed którym stanęli specjaliści, był kolor munduru: nie chciano, by przypominał on barwę mundurów zaborczych, a jednocześnie musiał spełniać funkcję kamuflażu, który na frontach wielkiej wojny zaczął mieć pierwszoplanowe znaczenie (wystarczy sobie przypomnieć, jakie straty ponosili żołnierze francuscy na jej początku przez swoje niebiesko-czerwone mundury…). Po burzliwych dyskusjach uznano, że najodpowiedniejszy ze względów politycznych i krajobrazowych będzie brytyjski kolor khaki, który opisano w instrukcjach jako szaro-brunatno-zielony.

Oficerowie twierdzy brzeskiej z żonami. Archiwum Piotra Korczyńskiego

Efektem tych prac było wydanie w listopadzie 1919 roku „Przepisu ubioru polowego Wojska Polskiego”, ustalającego wzór umundurowania, który z wieloma zmianami i uzupełnieniami przetrwał do września 1939 roku. „Przepis…” podkreślał: „Mundur jest zasadniczo jednakowy dla całego wojska i wszystkich stopni, z wyjątkiem różnicy w kroju kieszeni, przy kurtce oficerów i szeregowych, spowodowanej różnicami warunków służbowych”. Mundur oficera, podoficera i szeregowego miał się składać z kurtki jednorzędowej wzoru francuskiego, spodni, płaszcza, czapki, trzewików z owijaczami lub wysokich butów. I po tym „zasadniczym” stwierdzeniu „Przepis…” przechodził do szczegółów, które przede wszystkim rozróżniały mundur dla oficerów i szeregowych. Mundury dla tych drugich szyto z sukna, oficerskie zaś szyto na zamówienie ze szlachetniejszych materiałów czesankowych, takich jak krepa, diagonal czy kamgarn.

Najwięcej tradycji i więzi z historią instrukcja z 1919 roku zachowywała poprzez czapkę rogatywkę, srebrny wężyk i barwne patki lub proporczyki na kołnierzach w kolorze dawnych mundurów danej broni lub dawnych barw pułkowych. Wbrew pozorom rogatywka wcale nie była jedynym (nie licząc furażerki) proponowanym nakryciem głowy podczas dyskusji nad nowym mundurem. Miała poważną konkurentkę w postaci legionowej maciejówki. Już w łonie samych Legionów rywalizacja między maciejówką a rogatywką była ostra, dlatego że pierwsza czapka stanowiła „znak rozpoznawczy” I Brygady, natomiast rogatywka upowszechniła się w II Brygadzie. O tych czapkowych animozjach dowcipnie w swoich wspomnieniach pisał kapelan II Brygady, ksiądz Józef Panaś: „Gdy na dawnych pozycjach 2 Pułku Piechoty byłem zajęty porządkowaniem cmentarzy, jakiś żołnierz z 1 Pułku Piechoty przyszedł do mnie i podziwiając moją rogatywkę, zagadnął [udając, że nie widzi, iż ma do czynienia z księdzem – P.K.]: >>Dlaczego, obywatelu, diabeł ma tylko dwa rogi, a wy macie aż cztery?<>Prosta rzecz, odparłem, bo z diabłem nie mam nic wspólnego, a nie chcę być podobnym do osła, który całkiem nie ma rogów, podobnie jak wy, obywatelu<<”.

Koniec końców, rogatywka jako czapka mająca większe tradycje wygrała rywalizację z maciejówką. Natomiast patki i proporczyki na kołnierzach służyły do identyfikacji broni oraz służb i, jak już powiedziano, nawiązywały barwami do tradycji I Rzeczypospolitej, Księstwa Warszawskiego oraz powstań narodowych. I tak w piechocie patki (zwano je czasem też łapkami) miały kolor granatowy z żółtą wypustką, w batalionach strzeleckich wypustka była zaś seledynowa. Artyleria miała patki zielone, a wypustki w różnych kolorach w zależności od rodzaju dział – lekkich, ciężkich i najcięższych. W kawalerii noszono na kołnierzach proporczyki, a na czapkach różnobarwne otoki – po jednych i drugich rozróżniano poszczególne pułki. Pancerniacy w armii II Rzeczypospolitej także nosili proporczyki, tylko trójkątne – czarno-pomarańczowe. Wymieniony wyżej wężyk był elementem wspólnym dla wszystkich broni. Jego tradycja wywodziła się z ostatnich lat I Rzeczypospolitej i Księstwa Warszawskiego oraz był ozdobą generalskich mundurów. W czasie I wojny światowej w Legionach Polskich Józefa Piłsudskiego trafił na kołnierz wszystkich żołnierzy i ta legionowa tradycja zachowana została po 1919 roku. Odznaki stopni wojskowych umieszczano na naramiennikach.

Trzeba też pamiętać, że w chwili rozpoczęcia działań wojennych żołnierze na front wyruszali w mundurach polowych, pozbawionych wszelkich barwnych dodatków – te zdobiły jedynie mundury garnizonowe. Dlatego też takie zdziwienie budził bohater „Zezowatego szczęścia” Jan Piszczyk (Bogusław Kobiela) w obozie jenieckim, kiedy wśród innych podchorążych pojawił się w mundurze garnizonowym, a nie polowym i opowiadał o swoich frontowych przygodach…

Ku nowoczesności

Kolejne lata przyniosły szereg korekt w instrukcji mundurowej. Nie zawsze cieszyły one żołnierzy – zwłaszcza tych zawodowych, a szczególnie oficerów, z jednego podstawowego powodu: wiązały się z kosztami, których nie pokrywały dostatecznie dodatki mundurowe do żołdu. Takie refleksje na ten temat zapisał w połowie lat dwudziestych mjr dr Roman Sulimski, główny bakteriolog Wojska Polskiego: „W korpusie oficerskim obowiązywał z jednej strony fason, a z drugiej przez marne pobory oficerskie kazało się ten fason sztukować żebraniną. Wtedy to moda na austriacki fason wprowadzona za rządów gen. Sikorskiego jako ministra spraw wojskowych, ujawniająca się na zewnątrz obowiązkiem stałym noszenia szabli przy boku, dała nam się mocno we znaki, a najbardziej po kieszeni…”. Mjr Sulimski nie przesadzał ani trochę. Najgorzej mieli młodzi oficerowie, o niskich szarżach. Ich dochody były porównywalne z poborami kancelistów bez wyższego wykształcenia, a nawet dozorców domów! Wyliczono, że oficer piechoty na samo osobiste wyposażenie musiał ponosić wydatki przekraczające roczne pobory, a w kawalerii – dwuletnie!

Na manewrach 6 PLot.

Jednak oprócz takich „ślepych uliczek”, jak obowiązek stałego noszenia szabli przez oficerów (z którego to projektu gen. Władysław Sikorski ostatecznie się wycofał), co upodobniało nasze wojsko do armii japońskiej, reformy mundurowe w Wojsku Polskim szły na ogół w parze z potrzebami coraz nowocześniejszego pola walki. Charakterystyczny pod tym względem był rok 1936, kiedy to weszły nowe typy płaszcza jednorzędowego, kurtki, peleryny sukiennej i nowy typ munduru lotniczego. W kolejnym roku wprowadzono nowy typ spodni dla piechoty, a także rogatywki polowej i beretu.

Zatrzymajmy się tu przy mundurze lotników, czyli żołnierzy jednego z najmłodszych wówczas rodzajów naszych sił zbrojnych. To w 1936 roku otrzymali oni mundur w kolorze stalowoniebieskim, z wykładanym kołnierzem, koszulą i krawatem. Otrzymali również czapki okrągłe z czarnym otokiem i orzełkiem w obramowaniu stylizowanych skrzydeł husarskich. Dodajmy, że czapki okrągłe nosili wtedy także szwoleżerowie i żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza. Do munduru polowego lotników, a także pancerniaków wprowadzono w tymże 1936 roku tak charakterystyczne zwłaszcza dla tej drugiej broni czarne berety filcowe. By dopełnić tego obrazu, należy wspomnieć o marynarce wojennej, której mundur został ustalony w 1920 roku (z kilkoma kolejnymi modyfikacjami) w kolorze granatowym i białym ze złotymi dystynkcjami i guzikami – wzorowano się tu na marynarce brytyjskiej.

Mundur wzoru 1936 bardzo przypadł żołnierzom do gustu – zarówno pod względem estetycznym, jak i funkcjonalnym. Warto zaznaczyć, że wprowadzony wtedy nowy wzór rogatywki przetrwał w umundurowaniu polowym do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Na koniec zacytujmy raz jeszcze mjr. Sulimskiego: „U nas przynajmniej mundur szanowano; we Francji oficer wstydził się w nim chodzić poza służbą – taki był stosunek do wojska, który zemścił się na Francuzach po 1939 roku”.

Jak podkreślają historycy specjalizujący się w tematyce umundurowania, polski mundur wojskowy w 1939 roku nie ustępował najlepszym mundurom europejskim. Wielkie uznanie – także u nieprzyjaciela – zyskał m.in. polski hełm wzoru 1931. Skutecznie chronił głowę przed odłamkami bomb i granatów. Trafienia pociskami karabinowymi z dystansu 600 metrów pozostawiały jedynie wgniecenia. Polska armia – co już wspomniano wyżej – jako pierwsza w II wojnie światowej ruszyła do walki bez jakichkolwiek oznak umożliwiających rozpoznanie rodzaju broni lub służby, stosując daleko idącą unifikację munduru. Były to rozwiązania nowatorskie i kopiowane następnie w innych walczących armiach.

 


 

Bibliografia

Ks. Józef Panaś, „Pamiętnik kapelana Legionów Polskich”, Kraków 2015
Roman Sulimski, „Pamiętniki”, maszynopis w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej
Zdzisław Żygulski jun., Henryk Wielecki, „Polski mundur wojskowy”, Kraków 1988

Piotr Korczyński , historyk, redaktor kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia”

autor zdjęć: z archiwum Piotra Korczyńskiego

dodaj komentarz

komentarze


Armia testuje roboty do transportu
Pancerniacy z Wesołej w światowej czołówce
Logistycy pod lupą
Szef MON-u o obecności wojsk USA: reorganizacja, nie redukcja
Ostatni most
Huta Częstochowa bliżej wojska
Jak wojsko chroni lotniska?
Pilecki – mniej znane oblicze bohatera
Oddawanie krwi to cichy akt odwagi
Borsuki zdały wodny egzamin
Groźny incydent w Libanie
Żołnierze na podium imprez w strzelectwie i kajakarstwie
Podsekretarz stanu USA na granicy polsko-białoruskiej
Bieg ku pamięci bohaterów
Początek wielkiej historii
Szef MON-u: Nie ma decyzji o redukcji sił USA w Polsce
Wypadek w PKW UNIFIL
Poznaj tajemnice Husarza
Będą rozmowy w sprawie wojsk US Army w Polsce
Skrzydlaci komandosi
Relacje wojskowe Polski i USA – żołnierze, kontrakty, infrastruktura
Adaptacja i realizm
Symbol skupiający wiele znaczeń
Ukraina kształtuje przyszłość wojny
Ryś w boksie
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
JW Agat: idziemy po młodych!
Wodny chrzest Borsuków
Silniki do Abramsów pod fachową opieką
F-35 Husarz lada moment w Polsce! Latający multitool
Hornet czyli „polski Shahed”
Wojskowe drony nad Polską nie są rosyjskie
Śladami „Rudego 102”, czyli jak Żagań stał się planem filmowym?
Polsko-estońska współpraca
Czerwieńsze będą…
Pytania o obecność amerykańskich wojsk w Polsce
Wyścig Stalina
Syndrom Karbali
NATO i USA o Iranie
Ready for Every Scenario
Wojsko zaprasza rodziny
Desant na Odrze
Strzelnice w Świętoszowie na nowo
Terroryści pod Kaliszem, czyli ćwiczenia ratownicze
Rosyjskie myśliwce przechwycone nad Bałtykiem
Rekordowy XII Ćwierćmaraton Komandosa
Florecista i kajakarka na pucharowym podium
Wraki w sonarze
Nie tylko wojsko na rzecz obronności
Rumuni rozdzielają środki z SAFE
Wyższe diety i rozłąkowe dla żołnierzy
Australijską armią będzie dowodzić kobieta
Kilometry pamięci: motocykliści w hołdzie kolegom
Wojsko szuka specjalistów. Sprawdź, czy masz kwalifikacje
Od cyberkursu po mundurówkę
Biało-czerwona na Monte Cassino
Bez zmian w emeryturach
Zmiana resortowych planów: jeszcze więcej OPW
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
Kosmiczna suwerenność Wojska Polskiego
Nowe stanowiska i nowe dowództwo
Nowe centrum badawcze w Jaśle
Celne oko strzelców z „armii mistrzów”
Szkarłatne obroże dla najlepszych czworonogów
Generał z cienia

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO