moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Zapomniana potyczka

Działania taktyczne na pustyni rządzą się swoimi prawami, niekoniecznie ujętymi w regulaminowych zapisach tworzonych w Europie na wypadek prowadzenia wojny. Działania Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich na Pustyni Libijskiej potwierdzają tę zasadę. Przykładem mogą być patrole prowadzone przez żołnierzy 4 Baterii Karpackiego Dywizjonu Przeciwpancernego. Podczas takich wypadów udało im się zdobyć szpital polowy, a nawet „un bordello militare”, o którym to fakcie niektórzy kronikarze wolą zapomnieć.

 

Warunki pustynne

Walki toczone podczas II wojny światowej w Afryce Północnej nie przystawały do regulaminów walki i norm taktycznych wypracowanych w Europie. Pewno dlatego najszybciej do wojny w warunkach pustynnych zaadaptowali się oficerowie rezerwy, którym podczas szkolenia wojskowego nie zdołano wbić do głowy regulaminowych dogmatów przygotowanych na poprzednią wojnę. Oficerowie, podoficerowie i szeregowi Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich (SBSK), najpierw broniącej Tobruku, a potem toczącej walki manewrowe w bezkresach Pustyni Libijskiej, do tych warunków dostosowali się wyjątkowo szybko. SBSK ze względu na znaczny procent jej żołnierzy z cenzusem naukowym (dawała go wtedy już matura) uważana jest za jeden z „najbardziej inteligentnych” związków taktycznych w historii Wojska Polskiego, zaraz po I Brygadzie Legionów. A inteligencja z definicji to m.in. zdolność adaptacji do nowych warunków. Przykładem będzie działanie 4 baterii z Karpackiego Dywizjonu Przeciwpancernego. Dowodził nią por. rez. Mieczysław Pruszyński. Ten absolwent Korpusu Kadetów, Szkoły Podchorążych Piechoty Rezerwy, mający trzy fakultety zrobione na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie się również doktoryzował, działacz piłsudczykowskiej „Myśli Mocarstwowej” i… weteran bitew pod Kockiem oraz Narwikiem, traktował bojowe działania na pustyni jak wyzwanie sportowe.

Karpackie pepance na patrolach

W nocy z 30 listopada na 1 grudnia 1941 roku Karpacki Dywizjon Przeciwpancerny siłami dwóch baterii (1. i 4.), zgodnie z otrzymanym rozkazem, zorganizował obronę przeciwpancerną w ośrodku obrony „Leopard” pod Belhamedem w Libii, obsadzonym przez batalion piechoty z Bedfordshire Regiment. Plutony ppanc przydzielono do każdej kompanii piechoty. Nazajutrz przybyła jeszcze 2 bateria. W dniach 1–2 grudnia 1 i 2 bateria odparły z dużymi stratami natarcie niemieckich czołgów. Przez następne dwa dni był spokój, co sprowokowało 4 baterię do nietypowej aktywności. Polegała ona na wykonaniu w dniach 5–8 grudnia 1941 roku siłami poszczególnych działonów szeregu głębokich rozpoznań i wypadów. Jak podsumował to por. Pruszyński: „Regulamin, jak zwykle na wojnie, został odwrócony do góry nogami: piechota siedziała na pozycji, a po patrolach uganiały się solidne działka przeciwpancerne” kal. 37 mm wz. 36 polskiej produkcji. Patrole odbywały się za cichą zgodą dowódcy brytyjskiej kompanii D. Na kolejny już patrol, 8 grudnia, por. Pruszyński wziął z sobą 8 ludzi i dwa samochody marki Chevrolet oraz Morris z działkiem ppanc. kpr. Karola Krótkiego ustawionym na pace. Pozostałe uzbrojenie to cztery zdobyczne schmeissery i trzy erkaemy Bren. Porucznik był pewien, że zastępca dowódcy dywizjonu kpt. Emilian Jurczyński stanie „w obronie gwałconego w biały dzień regulaminu” i zastopuje wyjazd. Aby tego uniknąć, meldunek o „rozpoznaniu przedpola” szef baterii dyplomatycznie wysłał do dywizjonu chwilę po zniknięciu patrolu za horyzontem.

Patrol jechał asfaltową szosą do Bu Amud, a potem dalej do Bardii. Za Bu Amud nie było już własnych oddziałów. „Hurra! Współpraca sprzymierzonych na pustyni polega na tym, że każdy czyni to, co mu się podoba”. Po kilkunastu minutach jazdy, pod Sidi Resciasc, martwa dotychczas pustynia ożyła. W odległości kilometra, na prawo od szosy, zauważyli mrowie ludzi, co najmniej kilkuset żołnierzy w jasnoszarych mundurach oraz obóz z baraków i namiotów. Por. Pruszyński zatrzymał patrol. Porywanie się naprzód z ósemką ludzi było samobójstwem. Jednak presja żołnierzy działonu kpr. Krótkiego „Naprzód, panie poruczniku!” przeważyła szalę. „Wojna jest taka monotonna, od trzech lat stale biega się do tyłu, trzeba korzystać, gdy tylko jest okazja pogalopowania naprzód”. Porucznik wydał komendę „Pełnym gazem naprzód! Ognia!”. Będący w składzie patrolu przedstawiciel Stronnictwa Ludowego obwieścił: „Pan porucznik nas wszystkich wygubi”, po czym wyjął spod płachty brena i spokojnie otworzył ogień z pędzącego pojazdu. Obydwa samochody, z obsługą plującą seriami z czterech luf (pozostała broń była już zapiaszczona), zbliżały się z maksymalną prędkością do kryjących się w schronach lub biegających w kółko zaskoczonych włoskich i niemieckich żołnierzy.

8 grudnia 1941 roku – szpitale polowe

Gdy pojazdy dojechały na miejsce, żołnierze niemieccy stali bez broni z podniesionymi rękami. Kilkanaście włoskich pojazdów zaczęło uciekać w kierunku Bardii. Obsługa działka na morrisie zatrzymała ich kilkoma wystrzałami. W jednym miejscu zgromadzono 80 jeńców – żołnierzy włoskich i niemieckich. Porucznik rozstawił działko oraz breny, zamykając dojścia z czterech kierunków. Pozostali trzej żołnierze patrolu rozbiegli się po namiotach i barakach.

Okazało się, że zaatakowany z takim zapałem obiekt to … niemiecko-włoski szpital polowy dowodzony przez oberstbsarzta Besdzieka i capitano Giovanniego Cozzarollego. Wysoki, starannie ogolony oberstabsarzt w polowym, wciętym mundurze, ze wstążką Krzyża Żelaznego na piersi, stanął na baczność, sprężyście zasalutował i podał swój pistolet polskiemu porucznikowi w zakurzonym bateldresie, z kilkutygodniową brodą i schmeisserem niedbale przewieszonym przez ramię. W namiotach szpitalnych leżało 82 rannych: byli to Nowozelandczycy i Brytyjczycy. Oprócz tego w szpitalach było 120 Niemców i 70 Włochów obsługi oraz 320 Niemców i 37 Włochów rannych.

Porucznik zażądał wydania całej broni, dostarczenia środków lokomocji do transportu 80 jeńców i ewakuowanych lekko rannych żołnierzy alianckich oraz udania się do Tobruku obydwu komendantów szpitali. Nakazał również wywiesić na skarpie flagę czerwonego krzyża w celu uniknięcia następnych incydentów. W tym czasie jego żołnierze zebrali ładny komplet lornetek oficerskich, kolekcję około czterdziestu pistoletów oraz dwa ciężkie kosze z butelkami wina z kasyna oficerskiego. Kto służył na pustyni, ten zrozumie, co znaczyła ta zdobycz. W drogę powrotną jechał już konwój złożony z pięciu pojazdów: Chevrolet por. Pruszyńskiego z dwoma komendantami szpitali, ambulans z lekko rannymi byłymi jeńcami, dwie sześciotonowe ciężarówki z 80 jeńcami i morris z działkiem. Po kilkunastu minutach napotkali trzy samochody pancerne eskortujące pojazd osobowy z dowódcą dywizji brytyjskiej, który również osobiście patrolował przedpole przed swoimi wojskami. Po powrocie do ośrodka „Leopard” żołnierze patrolu zostali powitani jak zwycięzcy. Nie uchroniło to por. Pruszyńskiego od otrzymania wojskowego OPR od dowódcy dywizjonu za samowolę. Jednak sława zdobywców szpitali w ciągu kilku dni przylgnęła do baterii, czym jej żołnierze, oględnie mówiąc, zachwyceni nie byli.

17 grudnia 1941 roku – Un bordello militare

Tydzień później 4 baterię przed wątpliwą sławą „zdobywców szpitali” uratował por. Mieczysław Sawicki, zastępca dowódcy plutonu carriersów 2 Batalionu Strzelców Karpackich. 17 grudnia 1941 roku w bitwie pod Gazalą, podczas pościgu na szosie derneńskiej, zdobył … włoski dom publiczny. Wyczyn ten „olśnił tak szeregi brygady”, że Pruszyńskiemu zapomniano te szpitale. O zdobytym „un bordello militare” również z jakichś powodów zapadła po latach dyskretna cisza, zwłaszcza w opracowaniach historycznych. Praca zbiorowa „Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich” z 1951 roku wspomina szpitale zdobyte przez 4 baterię ppanc (a jej inicjatywę w patrolach rozciąga na cały dywizjon), ale o sukcesie plutonu carriersów z 2 batalionu milczy. Jedynym wyjątkiem są dwa wydania (z 1957 r. i 1992 r.) wspomnień Mieczysława Pruszyńskiego. W trzecim wydaniu (z 2002 r.) już jest cisza. Być może dlatego, że zdobywca tego „un bordello militare”, a od 1944 roku pilot 318 Dywizjonu Myśliwsko-Rozpoznawczego, w 1980 roku wchodził w skład Kapituły Orderu Wojennego VM (na emigracji i od 1993 r. III RP), a w 2007 roku został przez prezydenta RP mianowany generałem. Jednak według mojej opinii, wymienione fakty nie usprawiedliwiają przemilczenia tego dość zaskakującego i znacznego sukcesu.

ppłk Andrzej Łydka z Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, pasjonat historii

dodaj komentarz

komentarze


Głos żołnierzy ma znaczenie
Pierwszy dom dla Husarzy gotowy
W Sejmie o wyższym szkolnictwie wojskowym
Nie udostępniamy nieba do ataków na Rosję
Trening w tunelu aerodynamicznym
Pytania o „chińczyki” w jednostkach
Donald Trump: Jesteśmy bardzo blisko
F-16 na straży
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
NATO i USA o Iranie
Przyszłość polskich Czarnych Panter
Our Only One
Zabójczy team nad Anglią
Wypadek w PKW UNIFIL
Pierwsze loty
Pasja i fart
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Marynarze po raz trzeci z rzędu najlepsi w wieloboju żołnierskim
Apache w polskich rękach
Lotnicy NATO kontra drużyna Gortata
Koniec niemieckiej misji powietrznego wsparcia
WAM wraca do Łodzi
Fińska armia luzuje rygory
Polski sukces w Duńskim Marszu
Marynarz w koreańskim tyglu
Polska i Norwegia zacieśniają współpracę
Pomnik gen. Rozwadowskiego stanie przed Sztabem Generalnym
Absolwenci do wojska. Nabór trwa
Śmiercionośna Jarzębina
Większe możliwości Nitro-Chemu
Architekci pola walki
Zbrodnia bez kary
Rosomaki na lądzie i morzu
Kosmiczne bezpieczeństwo
Debata o bezpieczeństwie
Widok z kosmosu
Gen. broni Piotr Błazeusz na nowym stanowisku
Studia dla żandarmów
Zginęli, bo pełnili służbę dla Polski
Polsko-szwajcarska współpraca obronna
Pamięci ofiar zbrodni katyńskiej
View from Outer Space
Grzmoty zamiast Goździków
Wojskowe roboty prosto z Polski
Zanim pojadą na wojnę
Terytorialsi zdobyli amerykańskie ostrogi
Jubileuszowa i rekordowa Setka Komandosa
Jelcz coraz silniejszy
Sejm uchwalił ustawę o SAFE
Kolarskie gwiazdy na legendarnym okręcie
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
Bliski Wschód: wojna bez wyjścia, stawka rośnie
Początek wielkiej historii
Adaptacja i realizm
Psiakrew, harmata!
Krew, która łączy
Szkoła w mundurze
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Morska ścieżka kariery
Zbrodnia i kłamstwo
Syndrom Karbali
Wyróżnienia za sportowe sukcesy
Wzmocnienie polskiej tarczy powietrznej
W hołdzie ofiarom NKWD
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
Morski lis na polowaniu

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO