Wodorowy straszak

Demonstrując dziś zdolności w dziedzinie programu atomowego, Korea Północna może się wkrótce pokusić o kolejne kroki, tym razem w dziedzinie rakietowej.

Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna 6 stycznia 2015 roku o godz. 10.00 czasu lokalnego przeprowadziła próbę nuklearną. Według Korean Central News Agency, rządowej agencji informacyjnej, był to test nowo opracowanego ładunku wodorowego. Są jednak poważne wątpliwości, jakiego rodzaju ładunek został zdetonowany i jakie może mieć to konsekwencje dla regionalnego systemu bezpieczeństwa.

Tegoroczna próba była czwartym testem atomowym przeprowadzonym przez komunistyczny reżim Korei Północnej. Poprzednie odbyły się w 2006, 2009 i 2013 roku. Pierwsze dwa są powszechnie uważane za nieudane. Dopiero trzeci, choć relatywnie słaby (najczęściej podawany przedział mocy ładunku to 6–7 kt, chociaż według niektórych opinii nawet – 7–16 kt), jest uznawany za sukces.

Wstrząsy sejsmiczne wywołane ostatnią próbą miały siłę od 4,8 (według ocen południowokoreańskich) do 5,1 stopni w skali Richtera (według ocen chińskich i zweryfikowanych amerykańskich). Sejsmolog Jeffrey Park z Uniwersytetu Yale twierdzi, że wstrząsy wywołane eksplozją termonuklearną musiałby mieć siłę co najmniej 6 stopni, Lee Chun-geun z południowokoreańskiego
Instytutu Nauki i Technologii podaje natomiast nieco mniejszy próg – 5,5 stopnia. Na podstawie obserwacji wstrząsów, niemal identycznych jak te z 2013 roku, ocenia się moc samego ładunku. I w tym wypadku mówi się o 6–7,9 kt, co jest wartością o wiele niższą niż moc ładunku termonuklearnego, która powinna sięgać setek kiloton, a nawet kilku czy kilkunastu megaton.

Moc i semantyka

Słowo „termonuklearny” nie zostało tu użyte przypadkiem – przechwałki reżimu o wejściu w posiadanie broni wodorowej mogą bowiem przypominać znane przed laty dowcipy o Radiu Erewań, w którym na pytanie „czy prawdą jest…” odpowiedź brzmiała „tak, ale…” i sprowadzała się do stwierdzenia „nie”. Korea Północna mogła faktycznie opracować ładunek, w którym został wykorzystany jeden z izotopów wodoru – tryt, co może mieć na celu wzmocnienie i zminiaturyzowanie głowicy, ale pozostaje ona wciąż głowicą nuklearną, której wybuch opiera się na reakcji rozszczepienia jądra atomu, a nie na syntezie wodorowej.

Termin „wodorowy” jest zatem semantycznym nadużyciem i nie ma nic wspólnego z używanym zwykle synonimicznie określeniem „termonuklearny”. Ku takiej opinii skłania się wielu ekspertów, z Siegfriedem Heckerem z Uniwersytetu Stanforda na czele, który siedmiokrotnie miał okazję odwiedzać KRLD i został wpuszczony m.in. na teren ośrodka badań jądrowych Jongbjon, a także odwiedził zakłady wzbogacania uranu. Paradoksalnie taka interpretacja może jednak nieść poważniejsze konsekwencje niż przechwałki reżimu same w sobie.

Agencja KCNA podała, że próba potwierdziła moc „mniejszej bomby wodorowej”. Abstrahując od semantyki, warto się zastanowić, czy słowo „mniejsza” nie odnosi się do fizycznych gabarytów ładunku. Hecker uważa, że reżim może dysponować ilością materiału rozszczepialnego wystarczającą do skonstruowania 18 ładunków, podczas gdy możliwości produkcji są na poziomie 6–7 sztuk rocznie. Pojawia się jednak pytanie, czy jest w stanie umieszczać je w głowicach pocisków balistycznych. Jeżeli nie, to dysponuje jedynie nieoperacyjnym straszakiem.

Przeważają opinie, że Pjongjang nie dysponuje głowicami nuklearnymi, choć pojawiają się też zdania odmienne, wyrażane w dodatku przez liczące się osoby. Pod koniec 2014 roku taką tezę przedstawił m.in. dowodzący wojskami amerykańskimi w Korei gen. Curtis Scaparrotti, a kilka miesięcy później identyczne stwierdzenie padło z ust szefa Dowództwa Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej i Kosmicznej (NORAD) adm. Billa Gortneya. Przypuszczenia na ten temat znalazły się także w opublikowanej na początku ubiegłego roku południowokoreańskiej białej księdze obronności. Wciąż jednak większość ekspertów podaje w wątpliwość rzekome zdolności komunistów w tej dziedzinie. Taki stan nie będzie jednak trwał wiecznie. Program nuklearny jest kontynuowany i na pewnym etapie prawdopodobnie dochodziło do współpracy w tej dziedzinie z Iranem. Nie jest zatem zasadne pytanie, czy Korea będzie miała głowice nuklearne, lecz – kiedy? Dzień, w którym odpowiedź na nie stanie się jednoznaczna, podgrzeje i tak przecież już gorącą sytuację w Azji Północnowschodniej.

Pekin jest uważany za jedynego sojusznika Pjongjangu oraz jego obrońcę na forum międzynarodowym. Wydaje się jednak, że trzeci z dynastii Kimów chętnie korzysta z tego faktu, nie licząc się przy tym zbytnio z interesami „wielkiego brata”. Bezpośrednio po próbie nuklearnej rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Hua Chunying oświadczyła, że Chiny stanowczo sprzeciwiają się takim próbom i trwają na stanowisku, że dla podtrzymania pokoju i stabilności Azji Północnowschodniej Półwysep Koreański powinien ulec denuklearyzacji. Dwa dni później z jej ust padły jednak bardziej znaczące słowa. Stwierdziła, że przyczyn leżących u podstaw koreańskiego programu nie należy szukać w Chinach i – co się z tym łączy – te nie dysponują także kluczem do rozwiązania problemu. Było to chyba najbardziej otwarte przyznanie się do ograniczonego wpływu na kłopotliwego protegowanego, jakie padło dotychczas z ust chińskiego oficjela. ChRL chciałaby powrotu do formuły rozmów sześciostronnych, ale Korea Północna chce bezpośrednich kontaktów ze Stanami Zjednoczonymi i trudno spodziewać się z jej strony ustępstw w tej kwestii.

Gorąca linia

Koreański atom to bezpośrednie zagrożenie dla dwóch głównych sojuszników USA w Azji – Korei Południowej i Japonii. Dlatego też reakcja Waszyngtonu musi być szybka i zdecydowana. Sekretarz obrony Ash Carter odbył rozmowy telefoniczne ze swymi odpowiednikami w Republice Korei – Han Min-koo, oraz Japonii – Genem Nakatanim, zapewniając, że postępowanie reżimu jest dla Amerykanów nie do zaakceptowania, a tzw. rozszerzone odstraszanie, jakie Stany Zjednoczone gwarantują obu państwom, pozostaje faktem.

Gorące linie zostały uruchomione także między Seulem, Tokio i Pekinem. Z chińskim ministrem spraw zagranicznych Wangiem Yi rozmawiał też amerykański sekretarz stanu John Kerry. Politycy zgodzili się, że postępowanie wobec reżimu po teście nie może sprowadzać się do formuły „bussines as usual”. Już niebawem może się jednak okazać, że część amerykańskich reakcji wywoła co najmniej irytację w Pekinie.

Według doniesień dziennika „Chosun Ilbo” Seul miał się zwrócić do USA o rozmieszczenie w rejonie półwyspu bombowców strategicznych B-52 i B-2, myśliwców F-22 oraz uderzeniowych okrętów podwodnych klasy Los Angeles z 7 Floty, stacjonujących w Japonii, a być może także grupy lotniskowca USS „Ronald Reagan”. Jeden bombowiec B-52 przeleciał nad terytorium Republiki Korei już 10 stycznia. Należy się spodziewać, że nie był to epizod i może ona liczyć na kolejne demonstracje siły. Być może we wzajemnych rozmowach pojawi się także kwestia rozmieszczenia w Korei Południowej zestawów przeciwrakietowych THAAD. Seul do tej pory był niechętny takiemu rozwiązaniu z uwagi na ostry opór ze strony Chin, dla których każde zwiększenie amerykańskiej obecności w regionie jest niekorzystne. Pekin, potępiając północnokoreański test, może jednocześnie oponować przeciw militarnym formom reakcji USA na niego.

Korea Południowa i Japonia prawdopodobnie nie ograniczą się do poszukania wsparcia u Amerykanów i będą próbowały znaleźć rodzime odpowiedzi na gruncie wojskowym – poszukiwanie nowych i zwiększanie dotychczasowych zdolności w dziedzinie obrony antyrakietowej może być jedną z nich (Japonia w październiku zakończyła formowanie ostatniej z kupionych 24 baterii rakiet Patriot), chociaż w wypadku Seulu bardziej prawdopodobne są inwestycje w kolejne rakietowe środki rażenia.

Pierwszym krokiem Korei Południowej było wznowienie po 11 latach ciszy audycji propagandowych nadawanych z głośników umieszczonych w kilkunastu instalacjach wzdłuż granicy. Może się wydawać, że jest to niezbyt dotkliwa sankcja, ale komunistyczny reżim takie posunięcia traktuje niezwykle poważnie, a dźwięki z głośników są słyszalne nocą w odległości nawet 20 km. Republika Korei ograniczyła także dostęp swych obywateli do specjalnej strefy ekonomicznej w Kaesong, podobnie zresztą jak trzy lata temu.

Gra pozorów

Południowokoreańskie i japońskie media spekulują, czy test faktycznie był zaskoczeniem w ich krajach i USA. Dziesięć minut przed nim z Okinawy nad Półwysep Koreański podobno wyleciał samolot rozpoznania radioelektronicznego, a japońska maszyna do wykrywania skażeń radioaktywnych wystartowała natychmiast po nim. Zachód snuje także domysły, co zdecydowało o dacie testu: potencjalne tarcia w aparacie władzy (w tym kontekście powraca sprawa śmierci w wypadku samochodowym Kim Yang Gona, zastępcy członka biura politycznego komitetu centralnego partii), zbliżający się termin kongresu partii, pierwszego od 1980 roku, chęć zwrócenia na siebie uwagi i podjęcia dialogu ze Stanami Zjednoczonymi, a w konsekwencji wynegocjowania porozumienia, tak jak miało to miejsce z Iranem, czy faktyczny postęp programu jądrowego?

Jedno jest pewne, głosy potępienia ze strony Organizacji Narodów Zjednoczonych, Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i organizacji pracującej nad całkowitym zakazem prób jądrowych, czyli Comprehensive Nuclear-Test-Ban Treaty Organization, nie odniosą żadnego skutku, a nowe czy też ostrzejsze sankcje nie wpłyną na złagodzenie kursu. Należy za to wziąć pod uwagę, że decydując się na test i zdając sobie sprawę z jego konsekwencji, KRLD zapewne zaplanowała własne kontrposunięcia.

Demonstrując dziś zdolności w dziedzinie programu atomowego (który jest środkiem obrony suwerenności i żywotnych interesów narodu przed narastającym szantażem nuklearnym ze strony wrogich sił kierowanych przez Stany Zjednoczone), Pjongjang może wkrótce pokusić się o zademonstrowanie kolejnych, tym razem w dziedzinie rakietowej. Powstaje pytanie, czy będzie to pocisk międzykontynentalny.

Rafał Ciastoń





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO