Stalag Luft 3 Sagan rozsławiły wielokrotne próby ucieczek. W okresie od 10 kwietnia 1942 do 25 marca 1944 roku administracja obozowa odnotowała ich 262. Do historii przeszła zwłaszcza słynna wielka ucieczka z marca 1944 roku. Mniej znany jest fakt, że do żagańskiego stalagu trafił generał Arthur Vanaman – jedyny amerykański generał w niewoli podczas II wojny światowej.
Zdjęcie wykonane podczas wizytacji Stalagu Luft 3 Sagan przez delegację YMCA w dniach 28–30 września 1944. Od lewej: Henry Söderberg, przedstawiciel żagańskiego biura YMCA, gen. Arthur Vanaman.
W 1944 roku sytuacja bytowa oraz warunki życiowe w niemieckim obozie jenieckim Stalag Luft 3 Sagan (obecnie Żagań, woj. lubuskie) się pogorszyły. Miało to związek z gwałtownym wzrostem liczby jeńców, przede wszystkim amerykańskich. Uruchomione w styczniu 1944 roku sektory zachodni i Belaria okazały się niewystarczające. Na początku lata Niemcy rozpoczęli wymianę dwupiętrowych prycz na potrójne. Na czas przebudowy łóżek nowi jeńcy byli kwaterowani w rozbitych tymczasowo namiotach. Dotychczasowe, ośmioosobowe izby jenieckie zostały zagęszczone do granic możliwości. Nie tylko warunki sanitarne stały się więc trudne, ale sytuacja taka sprzyjała konfliktom, awanturom, a nawet bójkom.
Drastycznie pogorszyło się także wyżywienie. Ze względu na stan gospodarki niemieckiej nędzne do tej pory racje żywnościowe zostały zredukowane jeszcze bardziej. Z kolei zniszczone drogi i linie kolejowe spowodowały ograniczenia w dostawach paczek żywnościowych z Czerwonego Krzyża. Komendantura wydała nowy rozkaz ograniczający liczbę papierosów posiadanych przez jednego oficera, a racje żywnościowe z Czerwonego Krzyża zredukowano o połowę.
Krajobraz po wielkiej ucieczce
Nie inaczej było z morale. Po zamordowaniu 50 uczestników tzw. wielkiej ucieczki w marcu 1944 roku dotychczasowe dość poprawne stosunki z niemiecką załogą obozu uległy znacznemu ochłodzeniu. Choć Luftwaffe nie odpowiadała za egzekucje uciekinierów, to wciąż pozostawała częścią tego samego reżimu. Po wielkiej ucieczce wprowadzono wiele zakazów i ograniczeń.
Zwiększyła się częstotliwość apeli, podczas których sprawdzano dokładnie tożsamość każdego jeńca zgodnie z identyfikacyjną kartą personalną (tzw. Picture appel). Niemcy ograniczyli możliwość kontaktów pomiędzy sektorami (np. podczas rozgrywek sportowych). Wprowadzono także zakaz tzw. parole walks – przepustek, w ramach których jeńcy mieli możliwość wychodzenia poza obóz.
Nie bez znaczenia pozostawała zmiana na stanowisku komendanta obozu. Aresztowany przez gestapo pułkownik Friedrich von Lindeiner został najpierw na krótko zastąpiony przez podpułkownika Cordesa, a następnie pułkownika Braune. Żaden z następców von Lindeinera nie dorównywał mu pod żadnym względem. W dodatku żaden nie znał języka angielskiego. To właśnie w połowie 1944 roku doszło do kilku postrzeleń (w tym śmiertelnych) jeńców żagańskiego obozu.
Informacja o inwazji w Normandii, a także postępy Armii Czerwonej na wschodzie powodowały, że głównym tematem rozmów i dyskusji jeńców stawała się ich najbliższa przyszłość. W obliczu nadciągającej ofensywy sowieckiej Niemcy rozpoczęli budowę szczelin przeciwlotniczych wokół obozu i na jego terenie. Spekulowano na temat rozwoju wydarzeń. Najczarniejsze scenariusze zakładały eksterminację jeńców. Takie rozumowanie nie było pozbawione sensu.
Dosłownie kilkanaście tygodni wcześniej gestapo z zimną krwią zamordowało 50 uciekinierów. Jeńcy lotnicy byli przekonani, że nie będą zostawieni na pastwę losu. W końcu państwo zbyt wiele zainwestowało w ich wyszkolenie. Żołnierze mieli świadomość swojej wartości i oczekiwali jakiejkolwiek formy ochrony czy nawet wydobycia ich z niewoli. W ostateczności liczyli na przysłanie do obozu przywódcy, reprezentanta, który miałby wystarczającą siłę przebicia i kompetencje do negocjacji z Niemcami.
Wojna Vanamana
W takich to niepewnych czasach do żagańskiego obozu trafił Brigadier General (generał brygady) Arthur William Vanaman, jedyny amerykański generał w niewoli w czasie całej II wojny światowej. Jeńcy byli przekonani, że generał został celowo przysłany do Żagania. Tymczasem rzeczywistość okazała się bardziej prozaiczna, żeby nie powiedzieć groteskowa.
Vanaman urodził się w Millville w stanie New Jersey w l892 roku. Był absolwentem Uniwersytetu Drexela w Filadelfii, gdzie w 1915 roku zdobył tytuł licencjata inżynierii elektrycznej. Po szkole krótko pracował w firmie energetycznej, po czym został powołany do wojska. W 1917 roku otrzymał promocję na stopień podporucznika rezerwy korpusu łączności Armii USA. Kontynuował naukę w Massachusetts Institute of Technology, gdzie z kolei studiował inżynierię lotniczą, a w 1920 roku otrzymał promocję na podporucznika Służby Powietrznej Armii Stanów Zjednoczonych.
W pierwszych latach służby wojskowej zajmował się zadaniami z zakresu logistyki, inżynierii i konstrukcji. W 1930 roku otrzymał przydział do dowództwa Służby Powietrznej Armii USA w Dayton w stanie Ohio, gdzie został zastępcą szefa sekcji zamówień, dostaw i zakupów dla korpusu lotniczego Armii. Tego samego roku ukończył Oficerską Szkołę Inżynieryjną Korpusu Powietrznego, a następnie Szkołę Taktyczną w 1935 roku, Army Industrial College w 1936 i w końcu U.S. Army War College w 1937 roku.
Po ukończeniu War College został wyznaczony na stanowisko air attaché w Ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Berlinie, gdzie funkcję tę pełnił do 1941 roku. Podczas służby w Berlinie miał kontakt z oficerami dowództwa Luftwaffe, w tym z samym Hermannem Göringiem.
Po powrocie z Niemiec służył w Dowództwie Sił Powietrznych w Waszyngtonie, a następnie po promocji na pierwszy stopień generalski w 1942 roku objął dowództwo bazy materiałowej i logistycznej (tzw. Air Service Command) lotniska Wright Field w Dayton (Ohio). W następnych latach identyczne funkcje pełnił w bazach lotniczych w Oklahomie i Teksasie. W maju 1944 roku został wyznaczony na stanowisko zastępcy szefa wywiadu w sztabie 8 Armii Powietrznej (8th Air Force) stacjonującej w Wielkiej Brytanii.
Vanaman wspominał po latach: „Jako A-2 [oficer wywiadu sił powietrznych – M.Ł.] odwiedzałem jednostki bojowe i uczestniczyłem w odprawach przed misjami bombowymi i po nich. Podczas takich odpraw lotnicy byli szczegółowo odpytywani przez oficerów wywiadu z przebiegu misji bądź też instruowani, co robić, na co zwracać uwagę, czego unikać itp. Nierzadko miałem na sobie zwykły kombinezon lotniczy, spod którego nie było widać moich generalskich dystynkcji. W związku z tym bardzo często na stronie słyszałem nieoficjalne komentarze poirytowanych przesłuchaniami pilotów typu: »Co oni mogą wiedzieć o lataniu? Przecież żaden z nich w życiu nie siedział w samolocie!«. Wtedy zainteresowałem się, ilu faktycznie oficerów wywiadu kiedykolwiek uczestniczyło w misji bombowej. Wynik był zdumiewający. Udałem się do Jimmiego [Jamesa Doolittle’a, dowódcy 8 Armii Powietrznej – M.Ł.] i zaproponowałem, żeby wszystkich z wywiadu przynajmniej raz wysłać na lot bojowy, by nabrali szacunku dla załóg, aby zobaczyli, co to artyleria przeciwlotnicza czy myśliwce wroga polujące na nasze maszyny. Doolittle zabronił mi uczestnictwa w takiej misji, zwłaszcza że dopiero co zostałem wtajemniczony w szczegóły operacji ULTRA [angielski kryptonim Enigmy – M.Ł.], ale w końcu dał mi zgodę”.
Stalag Luft 3 Sagan, sektor południowy (amerykański).
Lot, w którym Vanaman uczestniczył w charakterze obserwatora, zaplanowano na 27 czerwca 1944 roku. Generał zajął miejsce w oszklonym nosie B-17 z 379 Grupy Bombowej. Latającą Fortecą nr 42-32093 o nazwie własnej „Big Barn Smell” (ang. woń starej obory) dowodził porucznik Clarence E. Jamison. Głównym celem tej operacji bojowej było bombardowanie węzła kolejowego w miejscowości Hazebrouck w północnej Francji. Podczas pierwszego podejścia do celu, około godz. 19.00, maszyna została ostrzelana przez artylerię przeciwlotniczą. Silnik nr 4 stanął w płomieniach. Jamison zarządził ewakuację. Vanaman, drugi pilot porucznik Graham L. Sweet, nawigator porucznik Donald A. Rentschlar, bombardier George M. Rogers oraz mechanik pokładowy/strzelec sierżant Willie F. Neal wyskoczyli z samolotu na wysokości około 7 km.
Kiedy dowódca przygotowywał się do ewakuacji, jeden z pozostałych na pokładzie członków załogi zameldował, że ogień zniknął. Jamison odzyskał kontrolę nad bombowcem i kontynuował lot. Ładunek bomb zrzucił na otwarte pola daleko poza celem, obniżył lot do 5 km i doprowadził maszynę do macierzystego lotniska Kimbolton (hrabstwo Cambridgeshire). Oprócz pierwszego pilota do bazy bezpiecznie powrócili także radiooperator/strzelec sierżant Knapp L. Vallas, strzelec sierżant Henry W. Swanson, strzelec sierżant Eugene E. Bruce Jr. oraz strzelec sierżant Salvatore Tomaselli. Jak na ironię lotnicy, którzy wyskoczyli z generałem Vanamanem z płonącego samolotu, nie zostali złapani i także powrócili do Anglii.
Arthur Vanaman poturbowany i ranny w nogę uniknął pojmania tego wieczora, ale został złapany dzień później i przewieziony do szpitala koło Frankfurtu, gdzie spędził cały miesiąc. Niemcy planowali umieścić generała w słynnym Oflagu IVC Colditz. Najpierw jednak zawieziono go do miejsca, które doskonale znał, czyli do Ministerstwa Lotnictwa w Berlinie. Tam udało mu się wynegocjować przeniesienie do Stalagu Luft 3 Sagan, największego oficerskiego obozu jenieckiego Luftwaffe, w którym jednocześnie przebywała największa grupa Amerykanów.
Do Żagania Vanaman przybył 29 lipca 1944 roku. Zdecydowana większość jeńców nie miała wątpliwości, że jest on częścią misji ratunkowej, tym bardziej że z oczywistych powodów nie ujawniano prawdziwych okoliczności, w jakich generał dostał się do niewoli. Teorię, że przysłanie generała do obozu było częścią jakiegoś większego planu, zdawał się potwierdzać inny przypadek. W maju 1944 roku nad Aubigné we Francji został zestrzelony i wzięty do niewoli Air Commodore (generał) RAF Ronald Ivelaw-Chapman. W stalagach i oflagach Luftwaffe przebywała ogromna liczba lotników Royal Air Force, co dawało podstawy sądzić, że umieszczenie brytyjskiego generała w obozie jenieckim było także działaniem celowym. Ivelaw-Chapman został osadzony w obozie przejściowym Dulag Luft koło Frankfurtu nad Menem.
Rozczarowanie jenieckiej braci
Generała Vanamana osadzono w sektorze centralnym żagańskiego obozu. Zamieszkał w baraku nr 45, w którym wraz ze swoim personelem kwaterował dowódca sektora pułkownik Delmar T. Spivey. 7 sierpnia 1944 roku, z racji posiadanego stopnia, Vanaman oficjalnie objął dowództwo nad wszystkimi amerykańskimi sektorami Stalagu Luft 3 (centralnym, południowym i zachodnim), a także nad Amerykanami zamieszkującymi sektory północny i Belaria. Pułkownik Spivey został mianowany zastępcą generała, zachowując ciągle swoją funkcję dowódcy sektora.
Ku ogólnemu rozczarowaniu społeczności jenieckiej działalność i aktywność obozowa Vanamana nie wykraczała poza zwykły zakres obowiązków tzw. SAO (Senior American Oficer), czyli dowódcy sektora. Generał uczestniczył w spotkaniach i naradach z komendantem obozu, spotykał się z przedstawicielami Czerwonego Krzyża, YMCA czy delegacjami ze Szwajcarii. Vanaman miał oczywiście także prawo spotykać się z dowódcami poszczególnych sektorów. Jednakowoż działalność generała na rzecz poprawy warunków w obozie nie wzbudzała szczególnego entuzjazmu. Pułkownik Albert P. Clark, jeden z dowódców w sektorze południowym, po latach wspominał, że w ciągu półrocznego pobytu w Żaganiu Vanaman odwiedził jego sektor zaledwie dwa razy.
Wieczorem 27 stycznia 1945 roku Vanaman, Spivey oraz pułkownik Daniel Jenkins i pułkownik William Hatcher rozgrywali partię brydża. Około godz. 21.00 grę przerwał niemiecki dowódca sektora (Lager Offizier) i poinformował o rozkazie opuszczenia obozu. Ruszyła ewakuacja Stalagu Luft 3 Sagan. Zgodnie z wytycznymi komendanta jeńcy powinni ruszyć o 23.00, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała ten plan. Sektor centralny ruszył jako ostatni dopiero następnego dnia nad ranem. Generał Vanaman, pomimo ciągłej kontuzji pleców, pamiątce po skoku ze spadochronem, dzielnie maszerował na czele kolumny wraz z pozostałymi dowódcami.
Trasa marszu ewakuacyjnego prowadziła przez Iłowę (Halbau), Gozdnicę (Freiwaldau), Bad Muskau do Sprembergu, gdzie jeńcy dotarli 5 lutego. Lotników zgrupowano na terenie koszar Wehrmachtu. W Sprembergu generał Vanaman i dowódca sektora centralnego pułkownik Spivey zostali oddzieleni od swoich podkomendnych. Dołączyli do nich także pułkownik William L. Kennedy, kapitan Paul J. George oraz podporucznik Willard W. Brown.
Zaskoczona piątka oficerów została poinformowana, że ze względu na swoje zasługi podczas ewakuacji, niejako w nagrodę, czeka ich wcześniejsza repatriacja. Tłumaczenie Niemców brzmiało bardzo podejrzanie, ale przede wszystkim postawiło Vanamana i pozostałych w dość niezręcznej sytuacji. Oficerowie chcieli pozostać ze swoimi towarzyszami niewoli, lecz Niemcy nie dawali im wyboru. Jeńcy w towarzystwie eskorty niemieckiej zostali pociągiem przewiezieni do Berlina, a następnie do miejscowości Luckenwalde, gdzie osadzono ich w tamtejszym Stalagu IIIA.
Misja na koniec wojny
Po dwóch tygodniach pobytu w Luckenwalde Vanamana odwiedził Hauptmann Helmut Bauer, przedstawiciel SS-Obergruppenführera (generała) Gottloba Bergera. Generał Vanaman już wcześniej planował przedostać się do Szwajcarii w celu organizacji pomocy dla ewakuowanych jeńców wojennych zakwaterowanych w przepełnionych obozach daleko od linii frontu. Wizyta młodego kapitana z biura Bergera mogła być szansą na realizację takiej misji. Ostatecznie nie udało się zorganizować wyjazdu do Szwajcarii, ale osiągnięto inny cel. Staraniami Vanamana oraz strony niemieckiej zorganizowano dodatkowe transporty z pomocą humanitarną dla ewakuowanych obozów, a także doprowadzono do konferencji medycznej w Berlinie 28 marca 1945 roku.
Spotkanie, w którym uczestniczyli także Vanaman i Spivey, zaowocowało dodatkowymi transportami leków oraz pomocy medycznej dla ewakuowanych jeńców. Vanaman po konferencji pozostał w Berlinie i dopiero wtedy dowiedział się o planowanej dla niego misji. Jak się okazało, Gottlob Berger wraz z grupą wysokich oficerów planowali potajemnie skontaktować się z generałem Eisenhowerem i za plecami Hitlera negocjować warunki pokoju z zachodnimi aliantami. Vanaman miał być posłańcem i łącznikiem pomiędzy dwiema stronami. Berger zaplanował przerzut Vanamana i Spiveya do Szwajcarii.
Niestety, dopiero 23 kwietnia 1945 roku jeńcy przekroczyli granicę i przedostali się do Szwajcarii. Następnie przez Zurych i Berno do granicy francuskiej, a później do Dijon, skąd specjalny samolot zabrał ich do Paryża. Ze stolicy Francji Vanaman i Spivey zostali zabrani prosto do kwatery głównej generała Carla Spaatza w Reims. Tam złożyli obszerny raport, a następnego dnia Vanaman poleciał do Waszyngtonu. Zakodowane wiadomości i instrukcje od Bergera generał przekazał do Departamentu Wojny USA (obecnie Departament Obrony Stanów Zjednoczonych), ale Waszyngton ostatecznie nie zajął się tym tematem.
Po wojnie Vanaman pozostał w Siłach Powietrznych do emerytury w 1954 roku. Ze służby odszedł w randze generała dywizji (Major General). Zmarł w 1987 roku.
Marek Łazarz, dyrektor Muzeum Obozów Jenieckich w Żaganiu. Absolwent slawistyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Z zamiłowania historyk wojskowości. Laureat grantu naukowo-badawczego Akademii Sił Powietrznych USA w Colorado Springs. Autor oraz członek kolegium redakcyjnego „Zeszytów Żagańskich”. Autor monografii „Czterej pancerni i pies. Przewodnik po serialu i okolicach”. Odznaczony Brązowym Medalem „Za Zasługi dla Obronności Kraju” Ministra Obrony Narodowej.
Źródła cytatów:
Wywiad z gen. Arthurem Vanamanem przeprowadzony 18 stycznia 1967 roku, zbiory Air University Maxwell Air Force Base.
autor zdjęć: Zdjęcia ze zbiorów Muzeum Obozów Jenieckich w Żaganiu

komentarze