– Zdecydowaliśmy o zgłoszeniu Polski jako miejsca, w którym powinno być ulokowane centrum zarządzania projektem przedłużenia rurociągów paliwowych na wschodnią flankę – mówił wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz po posiedzeniu Komitetu ds. Bezpieczeństwa. Mówiono też m.in. o sytuacji w Ukrainie, rosyjskiej dezinformacji i zagrożeniu prowokacjami ze strony Kremla.
Zdjęcie ilustracyjne wygenerowane za pomocą AI. Fot. Adobe Stock
– Polska jest gotowa stać się centrum projektu rozbudowy rurociągów paliwowych NATO – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier, minister obrony narodowej, po cotygodniowym posiedzeniu rządowego Komitetu ds. Bezpieczeństwa. Jednym z poruszanych podczas obrad tematów był wynik szczytu NATO w Ankarze i zapowiedź przedłużenia na kraje wschodniej flanki infrastruktury paliwowej kończącej się obecnie na terenie dawnych Niemiec Zachodnich.
– To bardzo ważna decyzja, o którą zabiegaliśmy od wielu lat. Dzisiaj podjęliśmy decyzję o zgłoszeniu Polski jako miejsca, w którym powinno być ulokowane centrum zarządzania tym projektem. Akces zgłosimy do Kwatery Głównej NATO i pewnie w ciągu najbliższych tygodni możemy się spodziewać odpowiedzi – zapowiedział szef MON-u. Według szacunków rozbudowa paliwociągu będzie kosztować 27 mld euro.
Jak przekazał wicepremier, znaczna część dzisiejszych obrad była poświęcona Ukrainie. Według danych przedstawionych przez szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego tylko w minionym tygodniu Federacja Rosyjska zainicjowała 904 akcje przeciw Ukrainie – ataki z powietrza z użyciem pocisków balistycznych i manewrujących bomb szybujących. Minister podkreślił, że to największa skala takich ataków od rozpoczęcia inwazji w 2022 roku. Przypomniał, że Ukrainie pomagają Unia Europejska, NATO i – niezależnie od zmian administracji – USA. – Polska będzie w tej pomocy dalej uczestniczyła – zapewnił Kosiniak-Kamysz i przypomniał, że przez nasz kraj przechodzi 90% sprzętu przekazywanego Kijowowi.
Wicepremier dodał też, że dla Ukrainy zapowiada się trudna jesień i zima, a jej możliwości produkcji środków obrony powietrznej są niewystarczające wobec rosyjskiego potencjału. – Dlatego wszystkie intencje przenoszenia produkcji, np. efektorów do systemu Patriot, na terytorium Europy są jak najbardziej wskazane – podkreślił szef MON-u.
Przypomniał, że przy okazji szczytu w Ankarze Polska, Niemcy, Holandia, Szwecja i Stany Zjednoczone zawarły porozumienie w sprawie serwisowania w Europie rakiet PAC-3 Patriot. – To bardzo ważne, byśmy w Europie budowali zdolności do obrony powietrznej i niezależność w produkcji, tak samo jak niezależność w produkcji środków dalekiego precyzyjnego rażenia – dodał wicepremier. Nawiązał przy tym do umowy między Polską Grupą Zbrojeniową i amerykańską korporacją Anduril Industries o produkcji niskokosztowych pocisków Barracuda-500M o zasięgu przekraczającym 900 km.
Tematem dzisiejszego posiedzenia były także zagrożenia prowokacjami i eskalacją wojny hybrydowej ze strony Rosji, np. poprzez zakłócanie sygnałów GPS, akcje dywersyjne czy prowokacje dronowe, w których mogą być wykorzystywane ukraińskie bezzałogowce przejęte przez Rosję. Szef MON-u przypomniał, że jesienią 2025 roku Rosja nie przyznała się do wystrzelenia dronów, które naruszyły przestrzeń powietrzną nad Polską i Rumunią. Efektem tego była koordynacja działań sojuszników i uruchomienie w Polsce prac nad systemem SAN.
Film: MON
Kosiniak-Kamysz zwrócił również uwagę, że w ostatnich dniach trzy rosyjskie samoloty przez trzy dni z rzędu wykonywały loty mające na celu rozpoznanie polskiej obrony powietrznej. Podkreślił przy tym, że pomimo częstych w ostatnich tygodniach „emocji politycznych” komunikacja na poziomie wojskowym między Polską i Ukrainą, m.in. w kwestii rosyjskiej aktywności w powietrzu, odbywa się bez zakłóceń.
Stwierdził też, że narasta akcja szerzenia dezinformacji i agresji wobec obywateli Ukrainy. – My sobie z rosyjską propagandą poradzimy; nie poradzimy sobie natomiast, kiedy rosyjska propaganda będzie powielana przez Polaków, przez nas samych – mówił minister obrony. Zapowiedział walkę z dezinformacją szerzoną w celu podważenia zaufania do instytucji państwa, a obecnie nastawioną szczególnie „na skłócenie nas z Ukraińcami”. Jak dodał wicepremier, tym działaniom sprzyjała decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek imienia bohaterów UPA, ale – zaznaczył – ostatnie decyzje władz Ukrainy są nastawione na deeskalację tej sytuacji. Wyraził nadzieję, że decyzja Kijowa w sprawie ekshumacji w miejscach mordów na tle etnicznym będzie realizowana i pozwoli uspokoić nastroje, wykorzystywane i wzmacniane przez obcą propagandę.
autor zdjęć: Adobe Stock

komentarze