Dronową rewolucję 2.0 napędzają nie tylko wnioski i doświadczenia z trwającej od czterech lat wojny w Ukrainie, ale przede wszystkim rozwój technologii, szczególnie w zakresie sztucznej inteligencji, łączności i dowodzenia oraz materiałów wysokoenergetycznych. Na paryskich targach Eurosatory bezapelacyjnie królują bezzałogowce.
Mogą mieć wielkość pudełka zapałek i ważyć kilka gramów, mogą również ważyć kilkadziesiąt ton i tylko minimalnie ustępować wielkością klasycznym czołgom podstawowym. Chociaż jeszcze kilka lat temu bezzałogowce kojarzyły się przede wszystkim z niewielkiej wielkości płatowcami lub wirnikowcami i powietrzną domeną operacyjną, na tegorocznej odsłonie Eurosatory – największych targów zbrojeniowych na świecie – widać doskonale, jak daleką drogę przeszły w ostatnich latach drony.
Z konstrukcji, które dekadę temu miały jedynie wspierać żołnierzy na polu walki, na przykład dostarczając im informacje rozpoznawcze albo w razie potrzeby atakować wybrane i wskazane im przez operatora cele, na paryskich targach pokazywane są drony, które mogą praktycznie w każdym obszarze zastąpić człowieka na polu walki, autonomicznie wykryć cele i dzięki algorytmom sztucznej inteligencji podjąć decyzje o ich eliminacji.
O tym, jak bardzo zmieniło się współczesne pole walki i jaką rolę pełnią na nim drony, przekonywał podczas targów – a dokładniej podczas pokazów sprzętu i uzbrojenia francuskiej armii – gen. broni Philippe de Montenon, dowódca francuskich Sił i Operacji Lądowych w Europie. – Wojna w Ukrainie pokazuje, że to konflikt dronów, wojna zrobotyzowana i zdigitalizowana, i do takich działań musimy być gotowi – komentował generał.
Nie tylko powietrze
Bardzo widocznym trendem w przypadku systemów bezzałogowych na tegorocznych targach jest dynamiczny rozwój rozwiązań dedykowanych do działań na lądzie. O ile jeszcze trzy, cztery edycje targów wstecz – czyli około roku 2014, pewnego rodzaju ciekawostką były lądowe roboty THeMIS, opracowane przez estońską firmę Milrem, tak dziś autonomiczne pojazdy o różnym profilu zadań – od bojowych po medyczne – znajdziemy praktycznie na stoiskach wszystkich większych firm zbrojeniowych. THeMIS to dziś już marka sama w sobie, na bazie której swoje mutacje proponują największe koncerny obronne na świecie, jak KNDS czy Kongsberg.
To, że Milrem był pionierem, widać po dojrzałości pokazywanych przez niego kolejnych generacji THeMIS-a, które dzięki modułowości mają być błyskawicznie przygotowywane przez żołnierzy na polu walki do nowych zadań. Zdejmuje się na przykład moduł ogniowy, a na jego miejsce instaluje system minowania narzutowego.
Monetyzacja wiedzy
Choć firm pokazujących na Eurosatorach swoje drony jest kilkaset, to goście odwiedzający imprezę najczęściej kierują swoje kroki do stoisk ukraińskich producentów uzbrojenia i sprzętu wojskowego. To efekt bojowych doświadczeń w użytkowaniu ich produktów. Trzeba też powiedzieć wprost, że ukraiński przemysł stara się maksymalnie wykorzystać to zainteresowanie.
O ile w poprzedniej odsłonie Eurosatorów wzięło udział dziesięć tamtejszych firm, tak w tym roku przyjechało ich do stolicy Francji osiemdziesiąt. I w zasadzie każda chwali się, iż jej rozwiązania są „combat proven” – sprawdzone bojowo. Uwagę odwiedzających szczególnie przykuwają systemy antydronowe, w tym bezzałogowce, które mają niszczyć swoimi głowicami bojowymi inne drony.
Z oferty ukraińskich firm, obok bezzałogowców, największym zainteresowaniem cieszą się tamtejsze systemy rakietowe, w tym szczególnie pociski manewrujące ziemia–ziemia FP-5 Flamingo, które według danych producenta mogą razić cele oddalone nawet o 3 tys. km.
autor zdjęć: Krzysztof Wilewski

komentarze