Emil, Andrzej, Rafał i Adam, polscy weterani poszkodowani na misjach, wracają wspomnieniami do służby poza granicami kraju i dzielą się, często trudnymi, przeżyciami. Ich historie poznacie w najnowszym filmie „Polski Zbrojnej”. Dzisiaj pokaz przedpremierowy, a Was wszystkich zapraszamy na premierę na naszym kanale You Tube już w niedzielę 31 maja.
Był 2008 rok, gdzieś między Ghazni a Szaraną w Afganistanie. Pod polskim Hummerem eksplodował potężny ładunek. Trzech żołnierzy zginęło na miejscu, jeden cudem ocalał. Emil Uran, bo o nim mowa, z tamtych wydarzeń nie pamięta nic. Jego mózg wykasował wszystko, co wydarzyło się chwilę przed wypadkiem i co działo się przez następne cztery tygodnie.
Był w stanie krytycznym, gdy przetransportowano go do szpitala w afgańskim Bagram, a dzień potem do amerykańskiego szpitala w Ramstein, w Niemczech. Był wielokrotnie operowany. Świadomość odzyskał dopiero po miesiącu. Wtedy też przyszedł pierwszy cios: dowiedział się, że jego koledzy nie żyją, a on solidnie oberwał. Stracił nerkę, śledzionę, część płuca, miał połamane żebra, nogi, pęknięte biodro i krwiak mózgu.
– Informacja o śmierci kolegów mocno na mnie wpłynęła. Zadawałem sobie pytanie, dlaczego tylko ja przeżyłem. Ciężko było mi się z tym pogodzić… Dużo o nich myślę. Jestem im to winny – wspomina po latach Emil. Mimo ogromnego bólu nie poddał się. Jeszcze w szpitalu w Niemczech rozpoczął walkę o powrót do zdrowia. Od pracujących tam medyków dostał nawet ksywę „Rambo”. Nie mogli wyjść z podziwu, że żołnierz, który cudem uniknął śmierci, tak zapalczywie i z ogromnym sukcesem się rehabilituje.
Po żmudnej i ciężkiej walce – w której wspierała go żona, rodzina i koledzy z armii – rok po wypadku był gotowy, by wrócić do służby. – Zawsze towarzyszyło mi przekonanie, że skoro przeżyłem, to muszę spłacić jakoś ten dług wdzięczności, zrobić coś dobrego. Nie dla siebie, ale dla chłopaków, którzy zginęli, i wszystkich innych żołnierzy – mówi. Choć wojskowa komisja orzekła, że konsekwencją wypadku jest 80-procentowy uszczerbek na zdrowiu, nie zdecydował się na odwieszenie munduru do szafy.
Jest pierwszym polskim żołnierzem, który otrzymał kategorię zdrowia „zdolny z ograniczeniami”. Pozostał w służbie w 18 Bielskim Batalionie Powietrznodesantowym, jako żołnierz z kategorią Z/O ukończył też szkołę podoficerską. Angażował się w działalność Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza Granicami Kraju i działał na rzecz polskich weteranów. Obecnie służy w Centrum Weterana Działań poza Granicami Państwa.
Gdy kilkanaście lat temu poznałam Emila, byłam pod wielkim wrażeniem. Jego historia, przeżycia, ogromna wrażliwość i serdeczność mocno mnie poruszyły. Zawsze uważałam, że ten chłopak ma w sobie ogromną siłę, motywację i wolę walki, której nie powstydziliby się najtwardsi komandosi. Po kilkuletniej przerwie los ponownie nas zetknął.
Tym razem zimą 2025 roku. Emil leciał do Kanady, by tam wspólnie z polską reprezentacją weteranów powalczyć na międzynarodowych igrzyskach Invictus Games. A ja, razem z operatorem kamery Marcinem Kopciem, towarzyszyłam naszym zawodnikom w tej wyprawie, by relacjonować ich sportowe zmagania.
Bardzo szybko przekonałam się, że, po pierwsze, w Invictus Games nie chodzi o zdobywanie medali, choć niewątpliwie sukces sportowy na międzynarodowej arenie smakuje bardzo dobrze, a po drugie, że weteranów podobnych do Emila – wrażliwych, empatycznych, a jednocześnie silnych – jest znacznie więcej.
Obserwując ich podczas igrzysk, stwierdziliśmy z Marcinem, że żal byłoby zamknąć tę kanadyjską przygodę jedynie w prostych sportowych relacjach. Daleko poza rywalizacją zawodników dostrzegliśmy bowiem pokaleczone dusze, nieprzepracowane historie, trudne przeżycia i bolesne wspomnienia. Zrozumieliśmy, że Invictus Games dla jednych był okazją do udowodnienia sobie i innym, że „dają radę”, a dla drugich – próbą domknięcia pewnych historii lub podziękowaniem rodzinom, które zgodnie z ideą IG towarzyszyły w czasie igrzysk weteranom poszkodowanym.
Czterech wybranych przez nas weteranów zapytaliśmy o to, co im w duszach gra, co boli, co dokucza, ale też sprawia, że dziś są takimi silnymi ludźmi. Odpowiedzieli szczerze, a Państwo będziecie mogli ich historie obejrzeć już od niedzieli 31 maja na naszym kanale You Tube. „Ślady, których nie widać” to opowieść Emila Urana, Adama Lewkowskiego, Rafała Korzeniewskiego i Andrzeja Kucińskiego. Każdy inny, każdy wyjątkowy. Wielkie dzięki, Panowie!
autor zdjęć: Adam Roik/ Combat Camera DORSZ

komentarze