moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
„Polski” Afganistan – jak było naprawdę…

W Afganistanie nie dało się „stać z tyłu”, „z dala od linii frontu”, jak o zaangażowaniu sojuszników powiedział prezydent Donald Trump. Tam „front” był właściwie wszędzie. I żaden z kontyngentów wojsk koalicji nie był tam turystycznie, nawet jeśli narodowe RoE (wytyczne dotyczące użycia broni) zakładały ograniczony udział w walkach. Talibowie się takimi szczegółami nie przejmowali – atakowali także oddziały zajmujące się działaniami humanitarnymi.

Jedna z takich operacji nosiła kryptonim „Zimowy wiatr”, a jej celem była pomoc afgańskiej ludności. Zima 2008 roku była niezwykle chłodna i śnieżna, cywile w odległych wioskach potrzebowali opału, żywności i ciepłej odzieży. Na pomoc wyruszył polski CIMIC, czyli cywilno-wojskowy zespół doradców współpracujący z afgańską armią i policją. Konwoje osłaniali żołnierze z 6 Brygady Desantowo-Szturmowej (dziś powietrznodesantowej), wśród nich kpr. Szymon Słowik.

Był 26 lutego 2008 roku, wieczór. Szymon jechał na „ganerce” Humvee. Składający się z ośmiu pojazdów oddział wracał już do bazy. Polacy mijali miejscowość Yahya Khel, do „domu” w Sharanie mieli ledwie 4 km. – Nasz wóz był siódmy – opowiadał mi kilka lat później Jacek Domański, kierowca. Konwój gnał off-roadem z obawy przed minami, które talibowie zakładali na drogach. Aż w którymś momencie trzeba było przeciąć koryto rzeki, tak zwane wadi. Tego nie dało się zrobić w dowolnym miejscu. – Talibowie dobrze wiedzieli, że prędzej czy później będziemy tamtędy jechać. I założyli ładunek – wspominał.

Była 18.15, sześć terenówek pokonało już przeszkodę, gdy siódma, tylnym kołem najechała na minę. Wybuch był potężny. St. szer. Hubert Kowalewski, który siedział nad nieszczęsnym kołem, zginął na miejscu. Kierowcę wyrzuciło na zewnątrz. Słowik, przypięty pasami, został na swoim miejscu. Tymczasem auto przekoziołkowało w przód i wylądowało na dachu…

– Zanim zemdlałem, doczołgałem się do Szymka, ale już nie żył... – mówił Domański. Po czym opowiedział, co wydarzyło się tuż przed eksplozją. „Widać już światła z bazy!”, krzyczał Szymon. „Dawaj, dawaj!”, popędzał kierowcę. „Moja żona ma dziś urodziny, muszę zadzwonić!”. To były jego ostatnie słowa.
W 2016 roku rozmawiałem z wdową.

– Taki dostałam prezent… – mówiła Barbara Słowik.

Miażdżąca przewaga techniczna

Wojna w Afganistanie nie miała charakteru totalnego. U podnóży Hindukuszu nie dochodziło do frontalnych ataków przy użyciu setek tysięcy żołnierzy, ogromnej liczby samolotów, dział czy czołgów. Pojedyncze potyczki miewały dużą siłę ognia, generalnie jednak Afganistanu nie sposób porównywać do II wojny światowej czy do obecnego konfliktu w Ukrainie. Była to współczesna odmiana wojny (anty)partyzanckiej, o asymetrycznym charakterze, gdzie techniczna i technologiczna przewaga jednej ze stron była miażdżąca. Stąd relatywnie niewielkie straty Polaków i całej koalicji w ogóle. Nie wynikały one z tego, że ktoś się dekował, nie angażował, unikał walki. Z pewnością nie robili tego Polacy, o czym świadczy liczba rannych oraz poległych wojskowych (zginęło 43 żołnierzy i jeden pracownik wojska). Dlaczego akurat ta statystyka? Bo z racji przewagi technicznej, Polacy – tak jak wszyscy żołnierze koalicji – stanowili dla talibów niezwykle trudne cele.

Weźmy przykład letniej zmiany polskiego kontyngentu wojskowego z 2010 roku. Zginęło wówczas sześciu żołnierzy, ponad stu zostało rannych i poszkodowanych. Zatem PKW w czasie VII zmiany stracił 5% ludzi. W formacjach liniowych – a te z oczywistych względów ucierpiały najbardziej – były pododdziały, w których straty sięgały 30% stanów osobowych. To w żadnym razie nie są statystyki typowe dla misji „trzymającej się z tyłu”.

Zresztą, co miałoby owo trzymanie się z tyłu oznaczać? Przebywanie w bazach, wykonywanie zadań logistycznych? W Afganistanie próżno było szukać klasycznie rozumianej linii frontu. Jak to trafnie ujął podczas jednego ze swoich paneli Tomasz Kamiński, podróżnik i afganolog, wojna była tam, gdzie w danej chwili znajdowało się obce wojsko. Kamiński porównał przy tym siły NATO do gniazd, które swoją obecnością przyciągają osy, w domyśle talibskich bojowników. „Tam, gdzie nie ma gniazd, nie ma też os”, konkludował. Takimi gniazdami były nie tylko przemieszczające się oddziały, lecz również regularnie ostrzeliwane z rakiet i moździerzy bazy, gdzie także ginęli i odnosili rany żołnierze koalicji, w tym Polacy.

Polsko-amerykańskie braterstwo

Zostańmy na moment przy bazach, rozumianych jako zaplecze. Gros żołnierzy, także Polaków, pełniło w nich zadania logistyczne i nie angażowało się w działania bojowe. Czy to oznacza asekuranctwo? Skąd! Proszę sobie wyobrazić jakąkolwiek armię bez logistyki – to jak pięści bez nóg i głowy. Wysyłaliśmy więc do Afganistanu i takich wojskowych, którzy trzymali się z tyłu. A po prawdzie to próbowali, wszak talibowie mocno im to utrudniali. Ale warto przy tym pamiętać, jaka była struktura polskiego kontyngentu – nie miał on w pełni rozbudowanej logistyki, bo mieć nie musiał. Istotną część zadań w tym zakresie realizowali Amerykanie – taka była umowa między koalicjantami. Jednym z jej skutków było to, że komponent bojowy polskich kontyngentów stanowił nie jedną piątą czy jedną szóstą – jak to zwykle bywa podczas misji ekspedycyjnych – ale aż jedną trzecią całości sił. Nasi żołnierze z zasady wchodzili do walki.

Czasem działo się to na skutek próśb Amerykanów, którzy znaleźli się w potrzasku. Taka sytuacja miała miejsce 10 września 2009 roku, kiedy afgańsko-amerykański patrol wpadł w zasadzkę w pobliżu jednej z wiosek w dystrykcie Andar. Do akcji posłano wówczas pluton czerwonych beretów, w którym służył st. szer. Piotr Marciniak. „Foka”, jak mówili o nim koledzy, poległ podczas próby oczyszczenia budynku. Mimo świadomości, że w środku mogą być talibowie – na co wskazywał krwawy ślad – Piotr jako pierwszy wkroczył do kalaty (afgańskiego budynku). Przyjął na siebie serie z dwóch karabinów, padł, kolegom nie udało się go wynieść. Przez kilkadziesiąt minut trwała zacięta walka, której stawką – Polacy nie mieli już nadziei na inny scenariusz – było odzyskanie ciała „Foki”. Ostatecznie się to udało i kosztowało rany czterech kolejnych żołnierzy.

Amerykanie w tym incydencie nie ponieśli żadnych bezpowrotnych strat. O tym wspominam nie po to, by komuś cokolwiek wytkać, a dla elementarnej uczciwości. Afganistan nie był konkursem na straty ani rankingiem zaangażowania. Był testem, czy NATO potrafi działać jako realny sojusz militarny. I Sojusz ten test zdał. Zdała go Polska. Niegodne słowa Donalda Trumpa tego nie zmienią, tak, jak nie wyrwą z pamięci przykładów polsko-amerykańskiego braterstwa broni. Jednym z jego symboli jest śmierć Michaela H. Ollisa, który zginął 28 sierpnia 2013 roku, osłaniając własnym ciałem polskiego żołnierza. Tego czynu polscy weterani nie zapomną, niezależnie od tego, co usłyszą z ust prezydenta USA.


 

Wypowiedzi zawarte w tekście zebrałem przy okazji prac nad publikacją pt.: „W naszej pamięci. Irak, Afganistan 2003–2014” (Warszawa 2016, wyd. Centrum Weterana Działań Poza Granicami Państwa, praca zbiorowa), w której się one ukazały. W artykule sięgnąłem również po fragmenty innej swojej książki pt.: „zAfganistanu.pl. Alfabet polskiej misji” (Ustronie 2011, wydawnictwo Warbook).

Marcin Ogdowski , dziennikarz „Polski Zbrojnej”, korespondent wojenny, autor bloga bezkamuflazu.pl

autor zdjęć: st. chor. Dariusz LEWTAK/ Combat Camera

dodaj komentarz

komentarze


W oktagonie o Pas Ministra Obrony Narodowej
Czeskie śmigłowce w Polsce przeciw dronom
Wyższe diety i rozłąkowe dla żołnierzy
Ważne decyzje w Brukseli
Szkolenie pilotów F-35 nabiera tempa
Kolejne nominacje w Wojsku Polskim
Priorytety na szczyt NATO
Zmiany w zarządzie PGZ-etu
Żołnierze na „Horyzoncie” do końca wakacji
Na straży odporności Polski
Ramię w ramię z Amerykanami
Nowa siła na północno-wschodniej flance NATO
Mewa pisze historię
Bez zmian w emeryturach
Więcej pieniędzy dla żołnierzy niezawodowych
Polski wkład w operację „Overlord”
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Szefowie MON i MSZ o priorytetach na szczyt Sojuszu
Wszystko o Grocie, czyli „GROTowisko-26”
Jak Ślązacy stali się panami własnego domu
Równanie z „Iksem”
Twardy ma moc
PKW Irak zostaje w Jordanii
Orka dobiła do brzegu
Zbrodnicza farsa
Dywizja za dywizję – Amerykanie w Polsce rotują
Sojusznicza medycyna pola walki
Zmiana na szczytach US Army w Europie
Chirurgia pod ostrzałem. Ukraińscy medycy szkolą się w Krakowie
Niebo bez dominacji
Pamiętamy o bohaterach powstań śląskich
Marynarka świętuje i zaprasza na pokłady
Mundur, medale i duma
Okręt skrojony na Bałtyk
Wojsko przeszkoliło dzieci w całej Polsce
Kolejna operacja hybrydowa Rosji
Jarzębina i nowe miny przeciwpiechotne
Holenderskie Patrioty zostaną dłużej w Jasionce
Sportowe jubileusze
SKON o budżecie MON-u
Pierwszy Kormoran pod flagą NATO
Szermierze i pięściarki na podium
Śmierć w sercu Azji
USA i Iran z porozumieniem ws. pokoju w Zatoce
Powrót Iksa
Zatrzymać drona
Podróż w ciemność
Poznański gen wolności
Wojna pod lupą
Zasadzka w leśnych ostępach
Szkolenia załogi okrętu podwodnego – już w sierpniu
Miliardy na odbudowę i ukraińskie drony z Polski
Pobudka 5:30 i ostra taktyka. Przetrwasz te 27 dni?
Wsparcie ma znaczenie
Medale za typowo wojskowe dyscypliny
Sprawdzian charakteru
Warszawa i Praga stawiają na dalszą współpracę wojskową
Żandarmeria Wojskowa bada sprawę śmierci żołnierza na granicy
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Spotkanie ministrów obrony V4 w Budapeszcie
US Army zaprasza do świętowania
Apetyt Smoka rośnie
Terytorialsi ćwiczyli z Gwardią Narodową z USA
Nowy dowódca Czarnej Dywizji
Gdańsk centrum dyskusji o odbudowie Ukrainy
Kajakarze i pięcioboista na medal!
Od dronów po lufy armatnie
Airbus A330 MRTT
Polskie Apache'e wkraczają do akcji

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO