Wejście wojsk specjalnych na pokład jednostki podejrzewanej o przynależność do rosyjskiej floty cieni i kolejne strzelania systemów rakietowych – zarówno z Bornholmu, jak i polskiego wybrzeża. Tak przedstawiał się dzisiejszy scenariusz ćwiczeń „Baltic Shield ‘26”. Od kilku dni armie Polski i Danii ćwiczą zwalczanie zagrożeń w newralgicznym rejonie Bałtyku.
Na Bałtyk wyruszyli na pokładach szybkich łodzi motorowych i śmigłowców. Do celu dotarli błyskawicznie. Wkrótce byli już na pokładzie statku. Unieruchomili jednostkę i przejęli nad nią kontrolę. Tak zakończył się pierwszy z dzisiejszych epizodów ćwiczeń „Baltic Shield ‘26”. Statek, na który wkroczyli operatorzy Formozy i ich koledzy z duńskich wojsk specjalnych, przepływał w okolicach Bornholmu. Jego załoga wykonywała podejrzane manewry, nie odpowiadała też na próby kontaktu. Szybko okazało się, że jednostka może należeć do tzw. floty cieni, czyli armady tankowców, które wbrew nałożonym przez Zachód sankcjom przewożą rosyjską ropę. Co więcej, w ostatnim czasie statki te kilkakrotnie były zamieszane w incydenty kończące się uszkodzeniami podmorskich kabli i rurociągów. Zachodnie służby podejrzewają, że mogło chodzić o precyzyjnie zaplanowane akty dywersji.
Ale dziś aktywni byli nie tylko specjalsi. Po raz kolejny ogień otworzyły też rozmieszczone na Bornholmie wyrzutnie rakiet. – Strzelały zarówno polskie HIMARS-y, jak i duńskie systemy PULS – tłumaczy ppłk Mariusz Łapeta, rzecznik Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych, który odpowiada za medialną obsługę manewrów. Załogi używały ćwiczebnych rakiet. Jeszcze więcej działo się na poligonie w Ustce i okolicach Pleśnej. Tam podobnie jak wczoraj ogień otworzyły wyrzutnie Homar-K i HIMARS, należące odpowiednio do 18 Brygady Artylerii i 1 Brygady Rakiet. Towarzyszyli im Amerykanie z 41 Brygady Artylerii Polowej ze swoimi M270 MLRS. I znów tak jak wczoraj załoga Homara-K oddała strzał na rekordową odległość. – Pocisk CGR-080 dosięgnął celu, który był oddalony o 80 kilometrów. Uderzenie okazało się niezwykle precyzyjne. Rakieta trafiła dokładnie w umieszczoną na morzu tarczę – przyznaje mjr Dominik Nass z 1 Brygady Rakiet. HIMARS-y i MLRS-y okazały się równie skuteczne, choć akurat one prowadziły ostrzał na mniejszych dystansach – odpowiednio 8,5 i 15 kilometrów.
„To niezwykłe wydarzenie dla naszego systemu odstraszania” – podkreślił w serwisie X wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, kiedy wczoraj pierwszy z pocisków CGR-080 zniszczył cel oddalony dokładnie o 79,6 kilometra. „Współpraca pomiędzy oboma krajami pokazuje, jak ogromne znaczenie strategiczne ma obszar Morza Bałtyckiego dla bezpieczeństwa regionu i wschodniej flanki NATO” – dodał szef MON-u.
„Baltic Shield 2026” rozpoczęło się pod koniec ubiegłego tygodnia. Jeszcze w weekend na Bornholmie desantowali się spadochroniarze z 6 Brygady Powietrznodesantowej, który obsadzili kluczowy dla bezpieczeństwa wyspy obszar. Inni polscy żołnierze biorący udział w ćwiczeniach prowadzili rozpoznanie za pomocą bezzałogowców Gladius i FlyEye. Na morzu operowały też jednostki pływające obydwu państw, w tym jedna z polskich fregat. Jutro ostatni dzień „Bałtyckiej Tarczy”.
„Baltic Shield ‘26” to pierwsze dwustronne manewry wojsk Polski i Danii – efekt coraz ściślejszej współpracy obronnej pomiędzy obydwoma państwami. Wspólnym obszarem zainteresowania jest tutaj przede wszystkim Bałtyk, kluczowe dla sojuszników szlaki żeglugowe i podwodna infrastruktura krytyczna.
autor zdjęć: Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych

komentarze