Ma być tani i produkowany masowo z nastawieniem na ciągłą modernizację odpowiadającą zmieniającym się potrzebom pola walki. Hornet czyli „polski Shahed” jest intensywnie testowany na poligonach. W czerwcu powinna być gotowa pierwsza partia tych dronów w wersji pozwalającej ćwiczyć obronę przeciwlotniczą, a jesienią trafi do produkcji wersja bojowa.
Hornet PL-AT-1 (pol. „Szerszeń”), czyli „polski Shahed”, którego pierwowzorem jest irański Shahed-131, został opracowany przez naukowców z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych w ramach programu „PLargonia”. Celem było odtworzenie maszyny, podobnej do tej, jaką używają rosyjskie wojska, żeby nasi żołnierze mogli ćwiczyć odpieranie ataków.
Hornet PL-AT-1 jest obecnie intensywnie sprawdzany na poligonach, m.in. brał udział w testach systemów dronowych i antydronowych, które prowadzone są na poligonie w Ustce. Cezary Tomczyk, wiceminister obrony narodowej podkreślał w ich trakcie, że w Wojsku Polskim trwa rewolucja dronowa, na którą tylko w 2026 roku wydano około 25 mld złotych. Jak wskazał, w ramach programu Tarcza Wschód ponad 700 podmiotów zgłosiło swoje innowacyjne produkty, które potem trafiają do testów, a najlepsze z nich do sił zbrojnych.
Hornet w dwóch odsłonach
ITWL pracuje nad dwoma wariantami maszyny – jeden to imitator celu powietrznego służący do treningu obrony przeciwlotniczej (OPL) (wersja AT – aerial target). Druga odsłona „Horneta” to wersja uderzeniowa z głowicą bojową (wersja OWA – one way attack). – Pierwszy będzie służył do szkolenia żołnierzy, a drugi wariant to maszyna przeznaczona do realnych ataków bojowych – wyjaśnia dr inż. Ryszard Sabak z ITWL-u.
Podczas prowadzonych testów wersji dla OPL sprawdzana jest m.in. długotrwałość lotu drona i jego zasięg. Trwają także modernizacje konstrukcji szkoleniowej zmierzające do zminimalizowania uszkodzeń, do których czasem dochodzi podczas lądowania. Jak wyjaśnia inżynier z ITWL-u, maszyny te projektowano wedle zasady „wyślij i zapomnij”. – Shahed nie ląduje. Obiera cel i wypełnia misję – mówi dr Sabak.
– Natomiast polskie konstrukcje w wariancie szkoleniowym wymagają dodatkowych prac i testów, aby mogły być wykorzystywane wielokrotnie i aby szybko była przywracana ich zdatność do ponownego użycia. To jest największe wyzwanie, ale większość przeciwności już udało nam się pokonać – przyznaje dr Paweł Szczepaniak z ITWL-u. Podkreśla przy tym, że „Hornetem” trudno się ląduje.
– Trzeba dokładnie zaplanować jego podejście do lądowania, uwzględnić podmuchy wiatru. W trakcie prac konstrukcyjnych istotne było opracowanie efektywnego systemu spadochronowego – wylicza specjalista. – Chcemy mieć cel powietrzny, na którym będziemy mogli ćwiczyć obronę przeciwlotniczą, a jednocześnie móc zminimalizować koszty. Dlatego w przypadku, kiedy obiekt nie zostanie zestrzelony, chcemy móc go odzyskać i wykorzystać powtórnie – wyjaśnia Szczepaniak. Pierwsza partia 20 takich maszyn jest w trakcie produkcji. Większość ma być gotowa jeszcze w czerwcu.
Ciągła modernizacja
Równolegle trwają prace nad wersją uderzeniową. Jak podaje dr Sabak, technicznie model ten jest już gotowy, ale wciąż trwają ulepszenia dotyczące sterowania czy naprowadzania. Model w wersji bojowej ma trafić do produkcji jesienią. Inżynier z ITWL-u podkreśla ważną cechę maszyny – można ją nieustannie modernizować, stosownie do zmian, które pojawiają się na froncie. – Rosjanie cały czas wprowadzają zmiany i nasza konstrukcja także pozwala na ciągłą aktualizację – wskazuje dr Sabak.
Maszynę będzie produkowała spółka Hornet – Polskie Drony, w której większościowy pakiet udziałów ma ITWL. Partnerem projektu jest Grupa Boryszew, jedna z największych prywatnych grup przemysłowych w Polsce, m.in. główny przetwórca metali nieżelaznych w naszym kraju i Europie Środkowo-Wschodniej.
Hornet PL-AT-1 ma długość 2,6 m, rozpiętość skrzydeł 2,2 m. Ważąca 85 kg konstrukcja może rozwinąć prędkość ponad 200 km/h, a jej zasięg operacyjny w zależności od ukompletowania to nawet 900 km. Podstawowe ukompletowanie umożliwia zasięg ponad 400 km.
autor zdjęć: Krzysztof Gumul/ WCEO

komentarze