SZOK CZY NOSTALGIA?

Przez wieki zmieniała się tylko nazwa żołnierskiej traumy.

 

Trauma i stres towarzyszą żołnierzom podczas każdej wojny. Ich opis można już znaleźć w Kodeksie Hammurabiego (1700 r. p.n.e.), w Starym Testamencie czy w „Odysei” Homera. Przez wieki objawy tych zaburzeń były podobne, zmieniała się tylko ich nazwa. W czasie amerykańskiej wojny secesyjnej (1861–1865) stres związany z wojną rodził traumę, którą nazywano nostalgią. Po I wojnie światowej weterani cierpieli z powodu szoku wywołanego wybuchami i nerwicy okopowej (shell shock i trench neurosis), a po II wojnie światowej mówiono o wyczerpaniu walką (combat fatigue, combat exhaustion). Od lat osiemdziesiątych XX wieku diagnoza brzmi: zaburzenia psychiczne pod postacią ostrej reakcji na stres – ASD (acute stress disorder) lub zespołu stresu pourazowego – PTSD (posttraumatic stress disorder).

Amerykańska wojna domowa została nazwana pierwszą nowoczesną wojną totalną. W trwających cztery lata walkach między północnymi a południowymi stanami wzięło udział 3 mln żołnierzy – niemal milion zostało rannych lub zabitych. Zginęło wówczas więcej żołnierzy niż łącznie podczas I i II wojny światowej oraz konfliktów w Korei i Wietnamie.

Pisarz Walt Whitman tak opisał obóz rannych pod Gettysburgiem, gdzie na polu bitwy pozostały tysiące rannych i zabitych żołnierzy oraz martwych koni: „Pod gołym niebem w lesie leży od 200 do 300 biednych towarzyszy – jęki i krzyki, odór i krew mieszają się ze świeżym zapachem nocy, trawy, drzew – to istna rzeźnia! Niektórzy mają porozrywane nogi – niektórym pociski przeszły przez pierś – inni mają nie do opisania okropne rany twarzy lub głowy, wszyscy okaleczeni, przerażający, porozrywani, podziurawieni – niektórzy ranni w brzuch – część z nich to zaledwie chłopcy”.

Był to widok przerażający nawet dla najbardziej wytrzymałych. Takie ekstremalne doświadczenia wywołały u wielu żołnierzy traumę wojenną, nazywaną wówczas nostalgią. Objawiała się ona otępieniem, depresją, bezsennością, a także częściowym paraliżem, problemami przewodu pokarmowego, epilepsją czy kołataniem serca. Jakob Mendes Da Costa zbadał 300 przypadków cierpiących na nostalgię żołnierzy i opisał zespół chorobowy – nerwicy sercowej, krążeniowej i oddechowej, który nazwał żołnierskim sercem (soldier’s heart) lub drażliwym sercem (irritable heart syndrome). Dolegliwość ta objawiała się bowiem kołataniem serca oraz ostrym lub piekącym bólem w klatce piersiowej, szczególnie podczas wysiłku. Określano ją także jako zespół Da Costy. Ta choroba, jak się okazało, miała podłoże psychiczne.

Rosła liczba żołnierzy cierpiących na nostalgię – w pierwszym roku wojny odnotowano ponad 5 tys. takich przypadków, pod koniec walk tylko wśród żołnierzy Unii zdiagnozowano ich prawie 10 tys. Na wojenną traumę pomagały alkohol, opium i morfina, które łagodziły dolegliwości wynikające z niewidzialnych ran umysłu, wywołanych makabrycznymi obrazami ofiar, zabijania, cierpienia.

Z wojną secesyjną wiążą się początki psychiatrii wojskowej. Ówcześni neurolodzy próbowali doszukać się związku między emocjami i zachowaniem a uszkodzeniem mózgu. Pionierem takich badań był lekarz Unii, William Hammond, który za główną przyczynę nostalgii uznał niedojrzałość żołnierzy – niektórzy rekruci mieli zaledwie 16 lat. Im młodszy wiek, tym większe prawdopodobieństwo wystąpienia traumy, przekonywał Hammond i postulował, aby podnieść wiek rekrutów do 20 roku życia.

Do podobnych wniosków jak doktor William Hammond na początku XXI wieku doszedł zespół naukowców z University of California w Irvine kierowany przez profesor Roxane Cohen Silver. Badacze przeanalizowali dane 15 tys. uczestników wojny secesyjnej i doszli do wniosku, że ślady po doświadczeniach wojennych pozostają na całe życie. Około 85% żołnierzy miało w późniejszym życiu poważne problemy ze zdrowiem: cierpieli nie tylko z powodu kłopotów z sercem i żołądkiem, lecz także na zaburzenia psychiczne. Najbardziej narażeni na powojenne problemy ze zdrowiem byli żołnierze najmłodsi oraz weterani służący w regimentach, które poniosły podczas walk największe straty, o czym naukowcy napisali w artykule opublikowanym w „Archives of General Psychiatry”.

 

Nerwica na froncie

Podobne, zaburzające psychikę doświadczenia stały się także udziałem żołnierzy walczących w I wojnie światowej. Jak podaje Antoni Czubiński w „Historii powszechnej XX wieku”, pod broń powołano 65 mln ludzi, z czego blisko 10 mln zginęło w walce, kolejne dziesięć  z powodu głodu i chorób oraz ciągłej poniewierki, a 20 mln odniosło rany. Wśród walczących niewielu było zawodowych żołnierzy. Dlatego między innymi po tej wojnie pozostało tak wielu cierpiących z powodu traumy, którą Anglicy nazwali shell shock, czyli nerwicą frontową. Po raz pierwszy tego terminu użył Charles Myers w czasopiśmie „Lancet” w 1915 roku.

Jay Winter, profesor historii z Yale University, uważa, że jeden na pięciu rannych brytyjskich żołnierzy na froncie zachodnim cierpiał na dolegliwości psychiczne. Jak pisał, „badania wskazują, że stres w czasie I wojny światowej był prawdopodobnie bardziej intensywny, niż miało to miejsce w późniejszych konfliktach, a lekarze niechętnie diagnozowali przypadki nerwicy frontowej”. Taka diagnoza utrudniałaby bowiem otrzymanie renty. Problem jednak dostrzeżono – w efekcie doświadczeń I wojny światowej w skład personelu wojskowego zaczęto włączać psychiatrów.

Życie w okopach na pierwszej linii frontu opisał Erich Maria Remarque w książce „Na zachodzie bez zmian”: „Jesteśmy otępiali od ciągłego napięcia. Jest to napięcie śmiertelne, drapiące wzdłuż rdzenia kręgowego niby wyszczerbiony nóż. Nogi nie chcą chodzić, ręce dygocą, ciało staje się cienką powłoką z trudem okrywającą powściągane szaleństwo, okrywającą niekończący się ryk, który wydziera się niepowstrzymanie. Nie mamy już ciała ani mięśni, a ze strachu przed czymś nieobliczalnym nie jesteśmy w stanie patrzeć na siebie.”

Podobne obrazy i przeżycia nie mogły nie odcisnąć piętna na psychice i dalszym życiu żołnierzy. Wielu znajdowało się na skraju wyczerpania nerwowego. Często zdarzały się wypadki tak zwanej paniki schronowej, objawiającej się nagłą histerią i rozpaczliwą próbą wyrwania się ze schronu, mimo świadomości, że taki krok niósł za sobą pewną śmierć.

O ile podczas I wojny światowej żołnierze cierpiący z powodu wojennej traumy często byli uznawani za tchórzy, o tyle w trakcie II wojny nerwica frontowa została już uznana za jednostkę chorobową. Amerykanie, włączając się do wojny w Europie, przeprowadzali psychologiczną selekcję rekrutów. Mimo że odrzucano osoby uznane za podatne na zaburzenia psychiczne, statystyki wykazały, że psychicznych ofiar wojny było trzy razy więcej niż zabitych. Liczba rannych i dotkniętych zaburzeniami umysłowymi była porównywalna.

Podczas II wojny światowej ponad 900 tys. żołnierzy amerykańskich leczono ze względu na pojawienie się objawów zmian w psychice, a ponad 300 tys. odesłano z tego powodu do kraju, jako niezdolnych do służby. Zaburzenia tego rodzaju wykazywał niemal co dziesiąty żołnierz. Gorzej wypadała ta statystyka w oddziałach liniowych – w trakcie najcięższych walk, od czerwca do listopada 1944 roku, odsetek żołnierzy z zaburzeniami psychicznymi wynosił 26.

Inaczej wyglądała sytuacja w armii niemieckiej, w której – według oficjalnych danych – choroby psychiczne niemal nie występowały. Martin van Creveld, autor książki „Wehrmacht kontra US Army 1939–1945”, podaje, że problemy psychiczne diagnozowano zaledwie u 3% żołnierzy rocznie. Tak wysoką odporność niemieckich żołnierzy tłumaczy dyscypliną, sposobem szkolenia, większym doświadczeniem bojowym oraz brakiem akceptacji dla takich problemów. Chorych wysyłano do specjalnego szpitala wojskowego, gdzie czekała ich tak zwana faradyzacja, czyli kuracja prądem elektrycznym na tyle silnym, by wywołać ból. Nic dziwnego, że większość pacjentów (85%) szybko wracała na front.

 

Badania nad PTSD

Zespół zaburzeń psychicznych żołnierzy rozpoczęto badać na szeroką skalę w USA w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku. Wówczas okazało się, że weterani wojny wietnamskiej z trudem asymilują się w społeczeństwie, mają problemy rodzinne, społeczne i zdrowotne. Wielu z nich było bezrobotnych i bezdomnych, inni popadali w alkoholizm, sięgali po narkotyki, wchodzili na drogę przestępstwa.

Według oficjalnych danych służby medycznej armii amerykańskiej 30% weteranów z Wietnamu cierpiało na długotrwałe problemy psychiczne (PTSD), a 20% miało je przejściowo. Podobne wyniki badań uzyskano w latach dziewięćdziesiątych oraz w pierwszej dekadzie XXI wieku, gdy psychiatrzy wzięli pod lupę weteranów z Iraku. Badania potwierdziły też prawdę znaną od czasów wojny secesyjnej: największe zaburzenia psychiczne związane z przeżyciami traumy mieli żołnierze najmłodsi – w wieku 18–24 lata.

Psychiatrzy z Uniwersytetu Kalifornijskiego zbadali grupę 2800 żołnierzy, którzy walczyli w Iraku w najgorszych latach 2005–2006. Wyniki prac opublikowali w „Journal of Traumatic Stress”. Okazało się, że kłopoty psychiczne żołnierzy, którzy na wojnie zabijali, są dużo większe niż pozostałych: 32% z nich miało depresję, 22% zespół stresu potraumatycznego, a 25% nadużywało alkoholu. Częściej cierpieli też na niekontrolowane wybuchy gniewu i mieli kłopoty z nawiązywaniem bliskich kontaktów.

Jak pisze w artykule „Zaburzenia psychiczne na współczesnym polu walki” Krzysztof Korzeniewski z Zakładu Medycyny Morskiej i Tropikalnej WIM w Gdyni, w ostatnich dziesięcioleciach zmniejsza się liczba żołnierzy, którzy przeżyli traumatyczne zdarzenie, gdy brali bezpośredni udział w walce.

O ile w czasie I wojny światowej trzy czwarte żołnierzy było bezpośrednio zaangażowanych w walkę z przeciwnikiem, o tyle podczas II wojny światowej – co drugi, a w trakcie operacji „Pustynna burza” już tylko co piąty.

Interesująca jest statystyka dotycząca występowania zaburzeń psychicznych wśród żołnierzy kontyngentu brytyjskiego biorącego udział w operacji „Iracka wolność”. Aż 72,4% ewakuowanych z powodów psychiatrycznych nie brało bezpośredniego udziału w działaniach wojennych (personel techniczny, kierowcy), jedynie 27,6% stanowili żołnierze z pododdziałów bojowych. Główną przyczyną zaburzeń psychicznych były czynniki środowiskowe – 38,5% (gorący klimat, konflikt zbrojny, alienacja), izolacja od rodziny i przyjaciół – 35%, patologiczne stosunki międzyludzkie w wojskowej społeczności – 7,7%. Zaledwie 3,4% zaburzeń było związanych z traumatycznym przeżyciem w strefie działań wojennych.

Ernest Hemingway po I wojnie światowej, w której służył w transporcie medycznym, napisał autobiograficzne opowiadanie „Powrót żołnierza”. Pokazał w nim, jak trudno jest weteranowi po powrocie do domu opowiadać o tym, co przeżył i widział na wojnie. Mają z tym problem także współcześni żołnierze. Przez lata zmieniały się nazwy zaburzeń, jakimi lekarze określali ich cierpienia. Trauma pozostała taka sama.

Małgorzata Schwarzgruber

autor zdjęć: domena publiczna





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO