KREATORZY WOJSKOWEJ RZECZYWISTOŚCI

Rok 2014 jest wyjątkowy – dwudziestopięciolecie RP, piętnastolecie wstąpienia Polski do NATO, dziesięciolecie naszej akcesji do Unii Europejskiej oraz dwudziestolecie Buzdyganów.

 

Pierwsza atrakcja czekała na gości już przed wejściem do hotelu Marriott. Tam, gdzie zwykle podjeżdżają taksówki, aby zabrać gości hotelowych, zaparkował Orlik MPT Glass Cockpit. To wyjątkowa maszyna, na której będą się szkolić nasi piloci. Przechodnie dziwili się, co robi samolot w środku miasta.

 

Oskarowa gala

Największa sala hotelu Marriott pomieściła kilkaset osób: żołnierzy, polityków, dyplomatów oraz innych cywilów – przyjaciół armii. Tegoroczna uroczystość Buzdygany 2013 wpisała się w czas rocznicowych obchodów. Jak zauważył wiceminister obrony Maciej Jankowski, 20. gala wręczenia wojskowych Oscarów przypadła w roku 25-lecia III RP, 15-lecia Polski w NATO i 10-lecia w Unii Europejskiej.

Przez minione 20 lat Buzdygany powędrowały do 144 osób – w myśl zasady, że najlepsi wskazują najlepszych. Wybierała ich bowiem kapituła złożona z byłych laureatów. Raczej się przez te lata nie mylili, wręcz przeciwnie – podjęte decyzje potwierdzały późniejsze awanse nagrodzonych. W 2001 roku Buzdygan dostał Bronisław Komorowski, który do uczestników gali skierował serdeczny list. Podziękował w nim naszej redakcji za konsekwentne docenianie wysiłków osób zasłużonych dla obronności państwa.

Bohaterami tego wieczoru było sześciu żołnierzy, którzy powiększyli grono laureatów Buzdyganów. Pochodzili z różnych stron Polski, z różnych jednostek, różne drogi doprowadziły ich do tej nagrody. Połączyła ich pasja i działanie poza schematami. Nagrodzeni „kształtują nowoczesny wizerunek Wojska Polskiego”, napisali w werdykcie członkowie kapituły.

„Wybieraliśmy najlepszych z najlepszych, ludzi wyjątkowych i nietuzinkowych”, podsumował decyzję jury Andrzej Wojtusik, były pomocnik dowódcy wojsk lądowych do spraw podoficerów, laureat Buzdygana 2012, czyli członek tegorocznej kapituły. Choć przyznał, że nie była ona łatwa. Dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych generał broni pilot Lech Majewski stwierdził w czasie uroczystości, że „ta ważna i ceniona w środowisku nagroda powinna być brana pod uwagę przy obsadzie nowych stanowisk, odznaczeniach, nadawaniu wyższych stopni”.

Jedynym cywilem w gronie tegorocznych laureatów Buzdyganów był Marcin Gortat, polski koszykarz grający w lidze NBA. Nie mógł osobiście odebrać nagrody, bo jego drużyna w tym czasie rozgrywała mecz, ale przemówił z telebimu. Na boisku koszykówki właśnie trwała rozgrzewka kolegów z jego drużyny, ale Marcin zamiast piłki trzymał Buzdygan. Kapituła wyróżniła Gortata za wsparcie weteranów poszkodowanych na misjach i organizację sportowych wyjazdów dla dzieci poległych żołnierzy.

„Marcin pokazuje, że żołnierze walczą dla narodu, zgodnie z decyzjami podejmowanymi przez polityków”, stwierdził ubiegłoroczny laureat Buzdygana „Biały”, podpułkownik, dowódca zespołu bojowego Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca.

Wśród wyróżnionych znalazł się także Zespół Artystyczny Wojska Polskiego, którego dyrektor odebrał dyplom przyznany przez Tomasza Siemoniaka, ministra obrony narodowej, oraz Jadwigę Zakrzewską, wiceprzewodniczącą sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

 

Niespodzianka z dedykacją

„Ratownictwo pola walki jest moją pasją; nigdy nie robiłem tego dla splendorów”, powiedział odbierając Buzdygan „Wir”, ratownik medyczny z Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu. Jego dowódca, pułkownik Wiesław Kukuła, bez wahania powierzyłby mu swoje życie. „Gdyby kiedyś miał po mnie przylecieć śmigłowiec ratunkowy, chciałbym, by na jego pokładzie był właśnie on”, mówi o swoim podwładnym.

„Wir” był autorem największej niespodzianki tego wieczoru. Zaskoczył wszystkich, gdy otrzymaną nagrodę zadedykował Halinie Jędrzejewskiej-Dudzik, pseudonim „Sławka”, sanitariuszce batalionu AK „Miotła”. Jak przyznał, jego marzeniem było poznanie kobiety, która kilkadziesiąt lat temu, gdy Polska walczyła o niepodległość, ratowała życie polskich żołnierzy.

„To mój wzór i inspiracja do pracy. Łączą nas uniwersalne, ponadczasowe umiejętności, bo zasady postępowania z rannym żołnierzem na polu walki są takie same jak przed laty”, mówił komandos.

„Nie znałam jego planów. Fakt, że dedykował mi swoją nagrodę, był dla mnie wielkim zaskoczeniem”, ze wzruszeniem wyznała Jędrzejewska. „Odebrało mi głos”.

„Wir” poznał Halinę Jędrzejewską kilka tygodni temu. Nie był to przypadek. Zespół bojowy, w którym służy komandos, od niedawna dziedziczy tradycję Batalionu „Miotła” Armii Krajowej. W tym oddziale służyła sanitariuszka. By lepiej poznać dokonania swoich poprzedników, „Wir” razem z grupą kilku żołnierzy z lublinieckiej jednostki odwiedził panią Halinę w jej warszawskim mieszkaniu. „To było niezwykłe spotkanie. Wśród komandosów czułam się jak niegdyś wśród przyjaciół, powstańców”, opowiada Halina Jędrzejewska. „Jestem w takim okresie życia, w którym nie nawiązuje się łatwo przyjaźni. W wypadku »Wira« i jego kompanów mam poczucie, jakbym znała ich od lat”.

Gest „Wira” nie tylko zaskoczył, lecz także wzruszył gości, czego dowodem były długie brawa na stojąco. Pod jego wrażeniem był także Marcin Ogdowski, dziennikarz i ubiegłoroczny laureat Buzdygana. „Zapomina się już o ludziach, którzy walczyli w II wojnie światowej”.

 

Elitarna nagroda

Po części oficjalnej był czas na kuluarowe rozmowy. Tegorocznych laureatów chwali podporucznik Jacek Żebryk z wojsk specjalnych. „Buzdygan powinien trafić do osób nietuzinkowych, którzy całkowicie poświęcają się swojej pracy. Tak właśnie działają »Wir«, który w wolnym czasie brał dyżury i latał śmigłowcem ratowniczym w Afganistanie, oraz chorąży Zbigniew Rosiński, który tak wiele zrobił dla wojskowego sportu”.

Czy Buzdygan onieśmiela? Dla komandora porucznika Roberta Szymaniuka, komendanta Ośrodka Szkolenia Nurków i Płetwonurków Wojska Polskiego, wybór kapituły był dużym zaskoczeniem. „Nagle okazało się, że zostałem postawiony na świeczniku i przez to czuję się zobowiązany do jeszcze większej pracy”, przyznaje. Nagrody nie spodziewał się także pułkownik Jerzy Jankowski, polski narodowy przedstawiciel wojskowy przy Naczelnym Dowództwie Sił Sojuszniczych NATO w Europie, który nawet stwierdził, że gdy patrzy na tegorocznych laureatów, dochodzi do wniosku, że w porównaniu z innymi nagrodzonymi jego zasługi są… żadne. „Dlatego uważam, że buzdygany powinny być różnej wielkości i wtedy ja dostałbym ten mniejszy”, mówi pułkownik i planuje, że gdy w przyszłym roku zasiądzie w jury nagrody, będzie szukać żołnierzy, którzy czymś się wyróżnili.

„Krytycznej” opinii pułkownika o samym sobie nie podzielają znające go osoby. „Jest doskonałym ambasadorem polskiej armii, łączy cechy dobrego dyplomaty i świetnego żołnierza”, zapewnia Małgorzata Golińska, rzeczniczka prasowa Agencji Mienia Wojskowego. „Może być wzorem dla każdego oficera”.

Podobnego zdania jest Anatol Tichoniuk, były przewodniczący Konwentu Dziekanów, laureat Buzdygana: „Tegoroczni laureaci to kreatorzy nowej rzeczywistości. Każdy z nich jest nietuzinkowy”, mówi i potwierdza, że „Buzdygan zobowiązuje, staje się impulsem do dalszej pracy”. Podobnie uważa Jerzy Gruszczyński, redaktor naczelny magazynu „Lotnictwo”, wiceprezes wydawnictwa Magnum-X: „Buzdygan to sygnał: jesteś dobry, inwestuj w siebie, to ci się opłaci”.

Tomasz Szulejko, rzecznik prasowy Sztabu Generalnego WP, laureat Buzdygana, widzi natomiast w tej nagrodzie „z jednej strony koniec pewnego etapu w życiu żołnierza, ukoronowanie jego osiągnięć, ale z drugiej strony nowy początek, kolejny etap, niosący jeszcze większe wyzwania”.

O tym, że to ważne wyróżnienie, świadczą słowa komandora Janusza Walczaka, dyrektora Departamentu Prasowo-Informacyjnego MON: „Odwiedzając jednostki, zauważyłem, że w gabinetach byłych laureatów Buzdygany leżą zawsze na honorowym miejscu”.

W kuluarach gali uwagę gości przyciągali żołnierze z Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca. Prezentowali różne typy mundurów: tropikalne i leśne o odcieniach piasku pustyni i jasnej zieleni, a także snajperskie – żołnierz ubrany w kombinezon ułatwiający maskowanie tak doskonale wtopił się w otocznie, że stawał się niemal niewidoczny.

Komandosi prezentowali również rozmaite wyposażenie i uzbrojenie. To przy nich najczęściej błyskały flesze.

„Przede wszystkim pytają nas, czym się zajmujemy, ale nie możemy mówić o akcjach, w których braliśmy udział”, tłumaczy „Borek”, dowódca sekcji CF1. Nagrodą za zainteresowanie były pudełko z nabojami, którymi okazały się… słodkie krówki, oraz miniplecak „Wira” z przyborami pierwszej pomocy.

Wśród zaproszonych na galę cywilów była dziennikarka Maria Wiernikowska, która dostała Buzdygan w 1997 roku. Jak wspominała, nagrodę odbierała podczas uroczystości w jednostce wojskowej, w której „zielono było od mundurów”. Dziś, gdy mamy cywilną kontrolę nad armią, w czasie gali zieleń mundurów przeplata się czernią i szarością garniturów.

„Mimo że jestem pacyfistką, kocham mundur”, zdradza Wiernikowska, która wychowała w wojskowej rodzinie – mundur nosił nie tylko ojciec, lecz także brat. Niektórzy już dziś wybiegają myślami do kolejnej gali. Kto za rok otrzyma Buzdygan? „Mam nadzieję, że kapituła zauważy, że kończy się nasza misja w Afganistanie. Myślę, że kilku dowódców kontyngentu to świetni oficerowie, którzy z pewnością zasługują na tę nagrodę”, mówi Marcin Ogdowski. Wojciech Jagielski, pisarz i korespondent, który z niejednego pieca jadł wojenny chleb, mówi natomiast, że całym sercem jest z tymi, którzy jeszcze Buzdygana nie dostali.

Małgorzata Schwarzgruber

autor zdjęć: Krzysztof Wojciewski (2)





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO