ROSOMAKI W SIECI

Wkrótce minie dekada, odkąd w wyposażeniu naszych żołnierzy znalazły się kołowe transportery opancerzone, a system Rosomak wciąż nie doczekał się pełnego ukompletowania.

 

Pierwsze 24 ciemnozielone rosomaki trafiły do Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie w 2007 roku. W kolejnym roku, gdy powstały Polskie Siły Zadaniowe (Polish Task Force White Eagle) i zadomowiliśmy się w Ghazni, wysłano tam jeszcze 47 sztuk. W następnych latach ich liczba stale rosła i w szybkim czasie przekroczyła setkę. Przez długi czas wydawały się niezniszczalne, choć ostrzeliwano je z granatników przeciwpancernych i broni maszynowej oraz rażono improwizowanymi urządzeniami wybuchowymi.

Dopiero we wrześniu 2009 roku, kilka kilometrów od bazy Giro, zginął żołnierz znajdujący się w rosomaku. Talibowie zaczęli podkładać ładunki na tyle potężne, że nawet załoga czołgu nie mogła czuć się bezpiecznie. W kolejnych latach musieliśmy przyjąć do wiadomości następne bolesne straty, mimo to dobra opinia o rosomakach się ugruntowywała. Wozy sprawdziły się w trudnych warunkach wojny partyzanckiej, były – jako nowoczesny sprzęt wojskowy – powodem do dumy przed sojusznikami i satysfakcji we własnych szeregach. Stały się symbolem afgańskiej misji i wizytówką wojska.

Początki wprowadzania programu KTO jednak nie były łatwe. Wygrana w przetargu w 2002 roku przez mało wówczas znane WZM z Siemianowic Śląskich i wskazany do produkcji pojazd, będący wtedy jedynie prototypem transportera fińskiej Patrii AMV, wywoływały kontrowersje. Umowa, podpisana w marcu 2003 roku, pierwotnie na 690 wozów, miała wiele luk i ograniczeń, a dyskusje o realnej wartości pojazdu trwały aż do 2007 roku. Nagonka przybrała takie rozmiary, że gdy zimą 2007 roku szykowaliśmy się do wystawienia kontyngentu znacznie większego niż wcześniejsze, profilaktycznie – gdyby dopancerzone „rośki” zawiodły – wysłaliśmy dodatkowo na misję dziesięć BRDM-2 Szakal. Dla żołnierzy w Afganistanie stworzono wówczas specjalną odmianę rosomaka – M1 – między innymi z dodatkowym opancerzeniem, za to bez możliwości pływania (odwrotnie niż w wersji używanej w kraju). Mimo obaw rosomaki w Afganistanie nie zawiodły.

Dziś ten transporter to sztandarowy produkt polskiej zbrojeniówki. Wprawdzie pierwotny kontrakt w latach 2004–2013 został ograniczony z 690 wozów do 570, zrezygnowano z odmiany 6x6 i do dziś nie zdołano wdrożyć do linii wszystkich z planowanych odmian specjalistycznych, ale w 2013 roku podpisano drugi kontrakt, przewidujący dostawy kolejnych 307 rosomaków (do 2019 roku) – tylko w wersji bazowej pod przyszłe zabudowy, nad którymi trwają prace badawcze i wdrożeniowe.

Tym samym KTO Rosomak stał się kołem napędowym krajowego przemysłu zbrojeniowego – to praca nie tylko dla zakładów w Siemianowicach, lecz także dla setek podwykonawców. Opracowanie wyposażenia wersji specjalistycznych pozwala natomiast na rozwój choćby takich podmiotów, jak Huta Stalowa Wola czy WB Electronics.

 

Pancerna taksówka

Czy jednak pojazd sprawdzony w warunkach wojny partyzanckiej, konfliktu o niskiej intensywności, będzie równie skuteczny i użyteczny na konwencjonalnym polu walki? Jak wypada w porównaniu z takimi konstrukcjami, jak BMP-2, BTR-82A czy BMP-3?

Do polskiej armii rosomak trafił na fali forsowanej w NATO na przełomie wieków, ale i dziś aktualnej koncepcji rozbudowy sił szybkiego reagowania, wyposażonych w sprzęt przystosowany do przerzutu drogą powietrzną i szybkich manewrów na dużych odległościach. Jednostki tego rodzaju miały otrzymać sprzęt kołowy (a nie gąsienicowy), który lepiej sprawdzałby się w szybkich rajdach czy żmudnych działaniach patrolowych w drugiej fazie konfliktu zbrojnego, czyli w tak zwanym procesie stabilizacji.

Wozy wojsk szybkiego reagowania powinny być bardzo mobilne. To nowoczesne platformy, których wartości nie powinno się rozpatrywać tylko przez ocenę parametrów taktyczno-technicznych. Trzeba na nie spojrzeć szerzej, przez pryzmat sieciocentrycznego systemu pola walki. Powinien on dawać przewagę informacyjną nad przeciwnikiem, aby nie tylko określony związek taktyczny, ale każdy jego pododdział mógł liczyć na wsparcie ogniowe całego systemu (lotnictwo, artyleria dalekiego zasięgu), a nie tylko na siłę własnych „bagnetów”. Ta amerykańska koncepcja została przyjęta przez NATO, a pozyskanie kołowych platform wpisano jako jeden z celów sił zbrojnych Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego.

Polska początkowo zamierzała wystawić jedną brygadę na KTO (220 maszyn), ale później program znacznie rozszerzono. Przewidywania planistów sprzed kilkunastu lat sprawdziły się bardzo szybko, ponieważ NATO uwikłało się w wieloletnią obecność wojskową w Afganistanie, gdzie transportery kołowe okazały się doskonałymi platformami w działaniach bojowo-patrolowych. Podobne doświadczenia wyniesiono z misji stabilizacyjnych w Afryce. Jak widać, rosomaków nie można traktować tylko jako następców BWP-1 czy porównywać z leciwymi SKOT-ami. Te pojazdy wpisywały się w odmienną koncepcję działań.

„Trzeba usystematyzować pewne pojęcia. Rosomak nie jest wozem służącym tylko do operacji ekspedycyjnych i konfliktów o niskiej intensywności. Ma bardzo szerokie spektrum zastosowania taktycznego, bo jest platformą, którą z powodzeniem można modernizować. Trzeba jednak dokładnie zdefiniować warunki, w jakich ma wykonywać zadania. Ten wóz nie jest bowiem odpowiednikiem czołgu czy BWP”, mówi generał brygady Rajmund T. Andrzejczak, dowódca 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej. Żołnierze tej jednostki mają największe doświadczenie w użytkowaniu rosomaków i na podstawie ich spostrzeżeń można wyciągać wnioski na temat tej konstrukcji.

Według międzynarodowych klasyfikacji i polskich norm wojskowych rosomak to przede wszystkim bojowy wóz piechoty (z racji uzbrojenia wieży Hitfist-30P w 30 mm armatę szybkostrzelną) lub transporter opancerzony. Pojazdy obu typów służą przede wszystkim do przewozu piechoty na pole walki.

„KTO Rosomak to przede wszystkim transporter piechoty, czyli jego podstawową funkcją jest dostarczenie piechoty w pożądane miejsce na polu walki – zapewnia w pewnym stopniu ochronę przed ogniem broni strzeleckiej i odłamkami oraz dodatkowo wspiera walczącą piechotę ogniem”, wyjaśnia podpułkownik Michał Kuraczyk, dowódca 1 Batalionu Piechoty Ziemi Rzeszowskiej 17 WBZ. Podstawowym zadaniem transportera, a także klasycznego BWP, jest dostarczenie na pole walki drużyny, która po spieszeniu wykonuje najważniejsze zadania. To oznacza, że w pojeździe musi być dość miejsca. „Zgodnie z etatem plutony piechoty są podzielone na drużyny. Administracyjny podział przekłada się na taktykę walki. Żeby piechota mogła wykonać jakiś manewr, część żołnierzy musi wiązać przeciwnika ogniem, by inni w miarę swobodnie mogli zmienić położenie. Dlatego drużyna musi być podzielona na co najmniej dwie grupy o porównywalnej sile ognia”, mówi podpułkownik Kuraczyk. „Amerykańskie badania wskazują, że taki podział jest możliwy, gdy drużyna liczy od 9 do 12 żołnierzy, działających w szyku pieszym i dodatkowo wyposażonych w dwa ręczne karabiny maszynowe”. Jedną drużynę wozi jeden wóz, a w naszych KTO jest osiem lub sześć siedzeń dla piechoty. Drużyna zatem co prawda liczy dziewięć osób, ale trzy to załoga wozu. „W polu mamy więc tylko sześciu żołnierzy, czyli obsługę granatnika i karabinu maszynowego, oraz jednego strzelca z karabinkiem i dowódcę” twierdzi podpułkownik. „Przy takim składzie drużyny piechoty skuteczne samodzielne wykonywanie zadań na polu walki jest trudne”.

 

Zęby drapieżnika

Rosomak z wieżą Hitfist 30P, uzbrojony w szybkostrzelną armatę kalibru 30 mm Bushmaster II Mk44 i karabin maszynowy, ma siłę ognia porównywalną z francuskim VBCI czy rosyjskim BTR-82A. Jego zaletą są nowsze systemy celownicze. Co więcej, od rosyjskiego BTR-82A jest znacznie nowocześniejszy.

Największym problemem jest brak przeciwpancernych pocisków kierowanych (ppk), które niegdyś miały BWP-1, a nadal taką bronią dysponują wozy BMP-2 czy BMP-3. W starciu z czołgami i BWP nieprzyjaciela kompanie zmotoryzowane powinny mieć wsparcie transporterów. Zresztą dziś nowoczesne ppk nie służą tylko do niszczenia wozów pancernych. To uniwersalna amunicja precyzyjna.

Z pierwotnie planowanych 690 rosomaków, w wersji bojowej z wieżą Hitfist 30P, uzbrojoną w szybkostrzelną armatę i karabin maszynowy, zamówiono 313 sztuk. I chociaż nie miały one wyrzutni ppk, od 2005 roku planowano uzbrajać w nie 96 wież. Potem datę tę parokrotnie przesuwano, by ostatecznie ogłosić, że rosomaki otrzymają zupełnie nowe wieże bezzałogowe – z szybkostrzelną armatą i ppk. Skłaniano się wówczas ku rozwiązaniom oferowanym przez firmy izraelskie, ale okazało się, że urządzenia zaprojektowane do działania w cieplejszym klimacie, nie sprawdzą się w czasie surowych mrozów. Wówczas na kilka lat w tej kwestii zapadła cisza.

Tymczasem opóźniały się prace nad odmianami specjalistycznymi, a etaty batalionów rosły, więc zdecydowano się zamówić więcej Hitfist 30P. Ostatecznie kupiliśmy 359 takich wież. Żadna z nich nie została uzbrojona na stałe w wyrzutnię ppk, choć takie badania prowadzono. Obecnie znów trwają prace nad integracją Hitfist 30P z pociskami Spike. Jak informuje podpułkownik Małgorzata Ossolińska z Inspektoratu Uzbrojenia: „Producent pojazdu prowadzi prace, które dadzą odpowiedź na pytanie, w jakim stopniu tego rodzaju modernizacja będzie miała wpływ na pokonywanie przeszkód wodnych przez KTO. I dopiero wtedy będą podejmowane dalsze działania związane z modernizacją rosomaków i wyposażeniem ich w wyrzutnie przeciwpancernych pocisków kierowanych”.

Niezależnie od tych badań trwają prace nad wieżą bezzałogową. 29 marca 2013 roku Inspektorat Uzbrojenia z konsorcjum firm Huta Stalowa Wola oraz WB Electronics podpisał dwa dokumenty: umowę na zdalnie sterowany system wieżowy z wyrzutnią ppk Spike zintegrowany z KTO rosomak oraz umowę ramową. Tym samym ponownie ruszył program wieży bezzałogowej i tym razem ten system powstanie w Polsce. Wykonawca ma opracować dokumentację techniczną do produkcji seryjnej oraz dostarczyć dwa egzemplarze partii próbnej. Termin zakończenia prac przypada na koniec lutego 2016 roku, a już w pierwszym kwartale 2015 roku powinien zostać wykonany pierwszy prototyp nowej wieży. Umowa ramowa przewiduje, że jeśli urządzenie się sprawdzi, wojsko kupi od polskiego konsorcjum bez przetargu 206 takich wież.

Dlaczego ważna jest wieża bezzałogowa? Z kilku powodów. Po pierwsze, w razie trafienia w wieżę uszkodzony zostaje sprzęt, ale skryci w kadłubie ludzie są bezpieczni. Po drugie, wieża bezzałogowa może być mniejsza i lżejsza od klasycznej. Po trzecie, dzięki jej zastosowaniu można ograniczyć liczbę stałych członków załogi pojazdu do kierowcy i jednego operatora uzbrojenia (wieże Hitfist 30P są dwuosobowe).

Jak wyjaśnia podpułkownik Kuraczyk: „Etatowo w każdym wozie jest jego dowódca, który współpracuje z działonowym. Jest to efektywne rozwiązanie z punktu widzenia rażenia ogniowego. Dowódcy wozów nie są jednak dowódcami plutonów ani drużyn. Ci natomiast są przewożeni w przedziale desantu, gdzie mają utrudnione utrzymanie łączności i prowadzenie obserwacji. Pewnym rozwiązaniem tego problemu jest umieszczenie dowódcy drużyny lub plutonu w wieży wozu w podwójnej roli. Tyle że po spieszeniu działonowy zostaje sam i z powodu budowy wieży ma ograniczoną możliwość samodzielnego poszukiwania celów i dowodzenia wozem. Dlatego konieczna jest modernizacja wieży i likwidacja stanowiska etatowego dowódcy wozu”.

Uzbrojenie rosomaków w nowe narzędzia walki, jak i modernizacja części starszych wież do standardu z ppk, wydaje się zatem koniecznością. Na konwencjonalnym polu walki znacznie zwiększy to możliwości tych wozów. Można się zastanawiać nad liczbą czy rozstawieniem wozów z ppk na szczeblu plutonu czy kompanii, ale nie ma wątpliwości co do tego, czy rosomaki mają mieć nowe uzbrojenie.

„Kwestia potencjału przeciwpancernego pozostaje otwarta, bo na wielu ćwiczeniach taktycznych, a nawet podczas symulacji komputerowych, deficyt ten jest zauważalny”, mówi generał Andrzejczak. „W batalionach i w kompaniach muszą się znaleźć wyrzutnie i to jak najszybciej”.

Dowódca 17 WBZ podkreśla ponadto, że należy wreszcie sfinalizować wdrażanie rosomaków, rozumianych jako system. „Niezwykle ważny jest też BMS [Battlefield Management System – system zarządzania walką szczebla taktycznego], bo walka w sieciocentrycznym środowisku multiplikuje walory tego wozu. Dostęp do informacji z różnych źródeł pozwoli na zwiększenie skuteczności tych pojazdów w walce”. Generał zwraca też uwagę na to, jak ważne jest powstanie całej rodziny pojazdów specjalistycznych: „Rosomaki są już w szyku od 2006 roku, a wciąż nie ma wozów dowodzenia, rozpoznania, technicznych czy moździerzy. Walory batalionowego modułu mierzy się natomiast całością dostępnych systemów, a nie tylko armatami 30 mm”. Poza tym system ten to nie tylko pojazdy, lecz także kompleksowe zaplecze treningowe, które również wymaga wzbogacenia.

„W ostatnich latach obserwowaliśmy wprowadzanie kolejnych propozycji trenażerów, na przykład nauki jazdy, szkolenia specjalistów, takich jak: działonowi czy dowódcy, z obsługi uzbrojenia”, mówi podpułkownik Rafał Miernik, dowódca 7 Batalionu Strzelców Konnych. „Istnieje jednak potrzeba zastosowania bardziej złożonego systemu, obejmującego jednocześnie cały moduł, jakim jest pluton czy kompania”.

Ostatnio podjęte decyzje, dotyczące nowych odmian rosomaków, prowadzone nad nimi prace badawczo-rozwojowe i najnowszy kontrakt na kolejne wozy pozwalają żywić nadzieję, że za kilka lat doczekamy się wreszcie w pełni ukompletowanego batalionu zmotoryzowanego, wyposażonego nie tylko w nowoczesne transportery, lecz także w odpowiednie wozy rozpoznania, dowodzenia czy wsparcia, zintegrowane w jeden system zarządzania i walki.

Norbert Bączyk

autor zdjęć: Adam Roik/Combat Camera – DORSZ





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO