Przerzut sił do Rumunii, szereg uderzeń w operujące na Morzu Czarnym okręty przeciwnika, powrót do macierzystej bazy – tak w skrócie wyglądał udział Morskiej Jednostki Rakietowej w natowskich ćwiczeniach „Sea Shield ‘26”. Scenariusz zakładał odparcie ataku, który nieprzyjaciel przypuścił na wschodnią flankę Sojuszu z wody i powietrza.
Morze Czarne to dziś jeden z najgorętszych akwenów świata. Po ataku Rosji na Ukrainę, spora jego część została objęta działaniami wojennymi. Echa konfliktu docierają też do ościennych państw, choćby w postaci dryfujących min. Jednocześnie Rosjanie starają się demonstrować siłę wobec okolicznych państw NATO. Sojusz nie chce pozostać w tyle. Stąd właśnie przedsięwzięcia takie, jak „Sea Shield”.
Pod tą nazwą kryją się cykliczne ćwiczenia organizowane przez marynarkę wojenną Rumunii. W tegorocznej edycji wzięło udział ponad 2,5 tys. żołnierzy z dwunastu państw. Na morze wyszło niemal 50 okrętów i pomocniczych jednostek pływających, w powietrze wzbiły się samoloty i śmigłowce, na nabrzeżnych obszarach operowało też kilkadziesiąt różnego typu wozów bojowych. Podczas manewrów wykorzystywane były również drony. W „Sea Shield” zaangażowały się przede wszystkim kraje basenu Morza Czarnego – Rumunia, Bułgaria i Turcja, jednak do ćwiczeń dołączyli też inni sojusznicy – USA, Kanada, Francja, Niemcy czy Włochy. Wśród nich znalazła się polska marynarka wojenna.
Nad Morze Czarne posłany został moduł bojowy wydzielony z Morskiej Jednostki Rakietowej. Składał się z blisko dziesięciu różnego typu pojazdów i kilkudziesięciu żołnierzy. – Trasę pomiędzy Polską a Rumunią pokonaliśmy metodą kombinowaną – wspomina kmdr ppor. Filip Szymański, zastępca dowódcy 2 dywizjonu MJR. – Z macierzystej bazy w Siemirowicach przemieściliśmy się na lotnisko. Tam pojazdy wjechały na pokład ukraińskiego samolotu An-124 Rusłan, który przerzucił nas do Rumunii. Lot wpisywał się w natowski program transportu strategicznego SALIS – wyjaśnia oficer. Dzięki międzynarodowym umowom Sojusz może korzystać z cywilnych maszyn, które w razie potrzeby wysyła do państw członkowskich.
Po wylądowaniu w Rumunii, polskie wyrzutnie, wozy dowodzenia i wsparcia, już na własnych kołach ruszyły w stronę bazy w Mangalii. Na co dzień stacjonuje tam 508 Brzegowy Dywizjon Rakietowy, który niebawem będzie dysponował identycznym sprzętem, jak MJR. Rumuński resort obrony podpisał już stosowny kontrakt i czeka na jego realizację. Tymczasem rumuńscy żołnierze pojechali do Norwegii na specjalistyczne szkolenia.
Scenariusz „Sea Shield ‘26” zakładał, że Rumunia została zaatakowana od strony Morza Czarnego. Siły NATO operujące na morzu, lądzie i w powietrzu miały za zadanie zastopować inwazję i odepchnąć przeciwnika na bezpieczną odległość. – Podczas ćwiczeń współpracowaliśmy z rumuńskimi okrętami rakietowymi. Ich załogi przekazywały nam informacje o celach znajdujących się poza horyzontem, po czym wspólnie wykonywaliśmy symulowane uderzenia rakietowe – tłumaczy kmdr ppor. Szymański. Ten epizod trwał w sumie trzy dni. – Wszystkie zadania udało się zrealizować – zapewnia oficer. Po zakończeniu manewrów moduł bojowy MJR wrócił do macierzystej bazy w taki sam sposób, jak ją opuścił.
Kmdr ppor. Szymański podkreśla, że udział w tego rodzaju przedsięwzięciach ma dla jednostki ogromne znaczenie. – Przede wszystkim demonstrujemy nasze możliwości na arenie międzynarodowej. Pokazujemy, że pozostajemy w gotowości do natychmiastowego przerzutu w dowolny rejon Europy i realizacji powierzonych nam zadań. A to ważne nie tylko w kontekście Polski, lecz całego NATO – zaznacza. Międzynarodowe ćwiczenia to również okazja do zacieśniania więzi się z sojusznikami. Operowania na podstawie wspólnych procedur, zgrywania pracy systemów łączności i wymiany informacji.
MJR to jedna z najnowszych jednostek polskiej armii. Wchodzi w skład 3 Flotylli Okrętów i dysponuje wyrzutniami przeciwokrętowych pocisków NSM (z ang. Naval Strike Missile) norweskiej firmy Kongsberg o zasięgu około 200 km. Służący w Siemirowicach żołnierze sprawdzali swoje umiejętności podczas bojowych strzelań w Norwegii, a także szeregu sojuszniczych ćwiczeń w Estonii, Szwecji, wspomnianej Rumunii, a nawet na Islandii. Na miejsce moduły bojowe były przerzucane drogą lotniczą bądź morską – na pokładach okrętów transportowo-minowych typu Lublin.
Tymczasem już niebawem nadbrzeżna artyleria rakietowa zostanie rozbudowana. W 2023 roku Polska zamówiła sprzęt dla dwóch kolejnych MJR-ów. Dostawy są planowane w latach 2026–2032. Trzy jednostki utworzą Brygadę Rakietową Marynarki Wojennej.
autor zdjęć: DGRSZ

komentarze