moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Nowoczesna broń w powstaniu styczniowym

Powstanie styczniowe było jednym z pierwszych nowoczesnych konfliktów w polskich dziejach z uwagi na wykorzystanie linii kolejowych i koordynację działań konspiracyjnych w skali całego państwa podziemnego. Ale nie tylko – znaczącą rolę odegrała tu użyta w walkach broń strzelecka, nierzadko lepsza niż ta, którą dysponował przeciwnik.

Obraz olejny przedstawiający rosyjską piechotę z okresu Powstania Styczniowego. Żołnierze uzbrojeni byli w gwintowane karabiny kapiszonowe wz. 1856 i wz. 1858. Zdobycznej broni tego wzoru używali polscy powstańcy. Zbiory Muzeum Wojska Polskiego

Lata sześćdziesiąte XIX wieku zaznaczyły się gwałtownymi zmianami w uzbrojeniu, co było związane z rozwojem technologii i wprowadzaniem coraz to nowszych rozwiązań konstrukcyjnych. Ówczesny żołnierz dysponował bronią nieporównanie lepszą od tej z okresu wojen napoleońskich i powstania listopadowego – odprzodowym gwintowanym karabinem z zamkiem kapiszonowym. Geneza tej broni sięga początków stulecia, kiedy wynaleziono kapiszon (miedzianą miseczkę wypełnioną piorunianem rtęci) oraz skonstruowano zamek przystosowany do jego użycia. Z uwagi na właściwości piorunianu pewność strzału – w porównaniu z używanymi dotychczas karabinami i pistoletami skałkowymi – wzrosła skokowo; zwiększyła się też wygoda użytkowania.

 

Nowe karabiny, nowa amunicja

Na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku wszystkie nowoczesne armie rozpoczęły przezbrajanie – najpierw przerabiano skałkówki na kapiszonowce, potem ruszyła produkcja nowych wzorów. Równocześnie trwały intensywne prace nad amunicją mające na celu poprawę właściwości balistycznych pocisków, a także ułatwienie ładowania broni o gwintowanych lufach. Jej zalety znano od dawna, jednak żmudny proces ładowania (kulę wbijano w przewód lufy tak, aby wpasować ją ciasno w gwint) powodował, że sztucerów używano w ograniczonej liczbie. Zastosowanie wydłużonych walcowatych pocisków o kalibrze mniejszym od wewnętrznej średnicy lufy rozwiązało problem. Z początku wpasowywano je w gwint uderzeniami stempla, a pocisk opierał się na ściankach komory nabojowej, węższej niż przewód lufy, albo na specjalnym trzpieniu. Zwieńczeniem wieloletnich testów było przyjęcie w większości armii w drugiej połowie lat pięćdziesiątych broni dostosowanej do tzw. pocisków ekspansywnych (system Minié) lub kompresyjnych (system Wilkinsona-Lorenza). W pierwszym przypadku, w wydatnym wgłębieniu w dennej części walcowatego i mniejszego od średnicy lufy pocisku osadzony był niewielki metalowy klin, który w momencie strzału wbijał się pod wpływem gazów prochowych w głąb pocisku i powodował rozszerzenie jego ścianek, a co za tym idzie: dobre wpasowanie się ołowiu w bruzdy lufy. W drugim systemie pocisk nie miał wgłębienia, ale dookolne głębokie bruzdy, które pod wpływem ciśnienia gazów prochowych powodowały jego ściśnięcie i skrócenie, a tym samym wpasowanie się w bruzdy wewnątrz lufy.

Karabinek kapiszonowy, rewolwerowy systemu Adamsa; należał do powstańca styczniowego. Zbiory Muzeum Wojska Polskiego

Wszystkie wymienione wynalazki, a więc kapiszonowy zapłon, gwintowana lufa oraz nowa amunicja – wpłynęły na zwielokrotnienie skuteczności strzeleckiej broni palnej; wzrosła nie tylko pewność strzału, lecz także jego zasięg i precyzja. W tym samym okresie nastąpiło rozpowszechnienie rewolwerów, a powstanie kapiszonu także w tym przypadku okazało się stymulujące i umożliwiło Samuelowi Coltowi opracowanie w 1836 roku pierwszego w pełni praktycznego rewolweru, w którym zsynchronizowano obroty bębna z ruchem kurka.

W latach sześćdziesiątych broń odprzodowa osiągnęła apogeum doskonałości. Wtedy też nastąpił ostateczny koniec jej kariery, zapoczątkowanej bez mała pięćset lat wcześniej. Na polu walki pojawiać się zaczęły karabiny i rewolwery odtylcowe.

Iglicówki i wielostrzałowce

Zwiastunem nowej ery był rok 1840. W Prusach zatwierdzono wówczas do uzbrojenia odtylcowy karabin – iglicówkę (Zündnadelgewehr) systemu Dreyse. Karabin ten miał zamek tłokowy i strzelał nabojem z ołowianym pociskiem, ładunkiem miotającym oraz inicjującym (spłonka) połączonymi papierową łuską. Broń, która miała wstrząsnąć światem w 1866 roku na polach Sadowy (wojna prusko-austriacka), znalazła wcześniej zastosowanie m.in. podczas powstania styczniowego. Świadczą o tym słowa Wielkopolanina – żołnierza z oddziału pruskich dragonów, który przyłączył się do insurgentów: „Zaraz też nasz pan oficer oddał mu […] się z nami pod komendę [dowódcy powstańczej partii Szymanowskiego]. Już to ci ludzie byli bardzo licho uzbrojeni. Każdy miał jeno lancę, na którą mógł liczyć, bo reszta broni to aż żal się, Boże! […] Bardzo byli więc wszyscy radzi naszym karabinkom, a szczególnie wydziwić się nie mogli, że strzelały, jak ta igła żgnęła w nabój […]. Nasi może na trzysta kroków przed Moskalami pędzili, jak nasi mijali, pokazał im się nasz oficer, aby dowódca wiedział, gdzie my jesteśmy, a potem zaraz, jak Moskale nadjechali, sypnęliśmy do nich z karabinków, co ich bardzo zmieszało, bo myśleli, że ich nasi wciągnęli w zasadzkę. Te nasze karabinki to jednak bardzo dobre były: dobrze strzelały, a nabijały się tak prędko, że zdążyłem pięć razy do Moskali strzelić i nabić”.

Odtylcowy rewolwer Lefaucheux strzelający nabojem scalonym, tzw. sztyftowym. Rewolwery tego systemu zostały uchwycone na zdjęciach powstańców, a na pobojowiskach odnajdywane są łuski od tej broni. Zbiory Muzeum Wojska Polskiego

Oprócz niemieckich iglicówek wymienić trzeba amerykańską broń odtylcową, a zwłaszcza wielostrzałowe karabiny Henry’ego i Spencera. I w tym wypadku można przypuszczać, że znalazły ograniczone zastosowanie w walkach 1863–1864. We wspomnieniach powstańca z Wielkopolski Pawła Wyskoty Zakrzewskiego znajduje się fragment dotyczący udziału hrabiego Jana Działyńskiego w bitwie pod Ignacewem: „Z mojego miejsca widziałem także Działyńskiego, stojącego na szańczyku i strzelającego z prawdziwie budującym spokojem ze swego 16-tu strzałowego karabinu jak prosty żołnierz. Prawda, czynił on to samo pod Pyzdrami, ale tam stali nasi za sosnami w bardzo łagodnym ogniu – tu biło w szańczyk, mający co najwyżej 120 kroków długości, 8 armat i strzelało do niego 1000 karabinów”. Ponieważ hrabia był znanym miłośnikiem broni strzeleckiej i niezgorszym wynalazcą, sugerowano, że strzelał z karabinu przez siebie skonstruowanego. Tymczasem pomysły swoje Działyński wprowadzał w życie już po powstaniu, a bronią spod Ignacewa był najpewniej wspomniany karabin Henry’ego. Była to broń o zamku dźwigniowym, dostosowana do naboju 0,44 cala (11,2 mm), z umieszczonym pod lufą rurowym magazynkiem mieszczącym piętnaście nabojów (szesnasty można było wprowadzić bezpośrednio do komory). Karabin, będący protoplastą słynnego Winchestera z 1866 roku, dostępny był na rynku komercyjnym już w 1862 roku i można założyć, że Działyński nie miał problemu z nabyciem dla siebie tej szybkostrzelnej nowinki.

Broń odtylcowa trafiała do powstańców raczej sporadycznie. Rząd Narodowy upominał swoich ajentów, aby kupowali broń możliwie prostej konstrukcji, łatwą do opanowania przez niewyszkolonych żołnierzy i umożliwiającą ewentualne naprawienie. Zaczęła ona napływać do Polski, gdy powstanie się rozpoczęło.

Broń z Belgii

Zakupy broni leżały w gestii członków Zagranicznych Komisji Broni. Najsłynniejsza rezydowała w belgijskim Liège, gdyż było ono wtedy czołowym ośrodkiem europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Już w 1856 roku istniało tutaj blisko sto prywatnych manufaktur, które trudniły się m.in. wyrobem zagranicznej broni regulaminowej. To tu spływały z całej Europy olbrzymie ilości karabinów przeznaczonych do przerobienia ze starych systemów na nowe, do zreperowania bądź po prostu w celach handlowych. W latach sześćdziesiątych ekspediowano je przede wszystkim do ogarniętej wojną domową Ameryki. Na tym gigantycznym rynku rozpoczęli działalność także przedstawiciele Rządu Narodowego, a zwłaszcza Aleksander Guttry, inicjator utworzenia Komisji Broni w Liège. Renoma tego zbrojeniowego centrum, szczycącego się wielowiekową tradycją, przerodziła się u nas w legendę o belgijskich sztucerach, powszechnie jakoby wykorzystywanych przez powstańców. Tymczasem efekty działalności Komisji były skromne. Z szacunków dokonanych na podstawie zachowanych dokumentów wynika, że zdołano zakupić mniej niż 16 tys. sztuk broni, przede wszystkim palnej, z tego zaledwie jedna trzecia dotarła do Kongresówki, i to dopiero wiosną 1864 roku, a więc już u schyłku powstania. Z raportów Guttrego wynika, że zakupiono karabiny francuskie (nowe i zmodyfikowane) oraz angielskie Enfieldy. Ale nie była to jedyna broń wojskowa, która zasiliła powstańcze siły.

Moskiewskie karabiny

Duże znaczenie dla wzmocnienia powstańczego arsenału miała zdobycz na wrogu. Wiele akcji, zwłaszcza na początku powstania, podejmowano w celu dozbrojenia się kosztem carskich żołnierzy. Każdą sztukę, porzuconą bądź po poległym nieprzyjacielu, skrupulatnie zbierano na pobojowiskach. Bywało, że robiono to w ogniu walki, a nawet w czasie szybkiego odwrotu. Niecała rosyjska broń pochodziła ze zdobyczy, część została też wykradziona z carskich arsenałów. Józef Oxiński, powstańczy dowódca z Kaliskiego, wspominał o dozbrojeniu swojego oddziału siedemdziesięcioma karabinami „z cekhauzów moskiewskich dostarczonymi”. Broń rosyjska nie była ceniona z uwagi na znaczny ciężar karabinu i amunicji (duży kaliber), co sprawiało, że żołnierz mógł zabrać ze sobą relatywnie niewielką ilość ładunków. Z dokumentów Wydziału Wojny Rządu Narodowego wiadomo o nagrodach wypłacanych powstańcom za zdobytą w walce rosyjską broń.

Oczywiście najlepiej wyceniano „sztucery z bagnetem w dobrym stanie”, a więc karabiny wz. 1856/58 – na 20 złotych polskich (złp); 15 płacono za egzemplarze wymagające niewielkiej naprawy; „karabiny z bagnetem w dobrym stanie”, czyli gładkolufowe wz. 1852 i 1845, ceniono już znacznie gorzej, na jedynie 12 złp (10 złp za egzemplarz wymagający naprawy). Karabinki kawaleryjskie kapiszonowe szacowano na 12 złp, a za skałkowe płacono ledwie 3 złp. Niewiele więcej zyskać można było za kapiszonowy pistolet – 5 złp. Za to w cenie gwintówek były bardzo pożądane przez powstańców rewolwery, ale za egzemplarze wymagające naprawy płacono jedynie 6 złp, co wynikało zapewne z ich relatywnie skomplikowanej budowy. Poza wymienionymi wzorami w ręce powstańców trafiały także sześcioliniowe gwintowane karabiny kozackie wz. 1860. Z uwagi na charakterystyczny azjatycki kształt (kulkowy spust, brak kabłąka, kurek z pierścieniem, wąska kolba) nazywane były przez Polaków kozackimi janczarkami.

Austriackie sztucery

W 1854 roku w armii austriackiej przyjęto do uzbrojenia w całej piechocie broń gwintowaną systemu Lorenza, wyposażoną w klasyczny zamek kapiszonowy i dostosowaną do pocisków kompresyjnych o zmniejszonym kalibrze 13,9 mm. Austriacka broń jest stosunkowo często wymieniana w relacjach i wspomnieniach. Choćby u Franciszka von Erlacha, szwajcarskiego oficera przebywającego w Polsce przy różnych powstańczych oddziałach i zbierającego dla sztabu swej armii informacje dotyczące organizacji i taktyki partyzanckiej. Wojskowe doświadczenie stanowi najlepszą rękojmię dla fragmentów poświęconych uzbrojeniu; o oddziale Bronisława Rudzkiego Erlach relacjonował: „Karabiny gwintowane były rozmaitego typu i bardzo rozmaitego kalibru. Przy lepszych dostawach broni (30 do 80 sztuk) były to karabiny rzekomo zrobione w Belgii, na zewnątrz niezupełnie wykończone, bez cechy fabrycznej albo innych znaków, których gwinty, zamek i bagnet sieczny nadawały się wybornie do użycia w polu. Krótka lufa usprawiedliwia najlepiej nazwę ‘sztuciec’. Liczebnie szły po nich austriackie karabiny najnowszej konstrukcji i słyszałem, że później Rząd Narodowy zaprowadził urzędownie model austriacki”. Do Polski napływała bez wątpienia rozmaita broń austriacka, ale renomę zdobyły sobie sztucery jegierskie, solidne, a przy tym bardzo poręczne, o długości zaledwie 110 cm (klasyczny karabin piechoty mierzył około 140 cm). „Nasze belgijczyki, w które dotąd tylko owi Galicyanie byli zaopatrzeni, były krótkie, sześciokątne więcej niż do połowy lufy, małego kalibru, o grubych ścianach luf. Kulka była długa, a ilość prochu w ładunku proporcyonalnie do wagi kuli znacznie większa niż w rosyjskich karabinach. Kulka była pełna, a mimo to choć w lufę wraz z ładunkiem wchodziła lekko, na wystrzelonej kuli wyraźnie było znać głębokie rowki od gwintów. […] Na końcu lufy umieszczony bagnet szeroki, płaski, długi, do tasaka podobny. […] Wizier był półokrągły, dość nizki” – pisał Stefan Brykczyński, autor poczytnych wspomnień z 1863 roku. Jest to dokładny opis austriackiego sztucera jegrów kal. 13,9 mm. Miał on ośmiogranną lufę, podtoczoną tylko przy samym końcu na okrągło dla założenia siecznego bagnetu tulejowego; celowniki były półokrągłe, krzywiznowe, z wysuwanym ramieniem blokowanym motylkową śrubą. Obecność w rękach powstańców tej doskonałej broni dokumentują oryginalne fotografie. Okazałą ich kolekcją szczyci się Muzeum Wojska Polskiego.

Austriacki gwintowany kapiszonowy sztucer strzelców wz. 1854 Lorenz. Zbiory Muzeum Wojska Polskiego

Uwiecznieni na zdjęciach insurgenci często są w pełnym rynsztunku bojowym. Niektórzy podchodzą do tego źródła z dużą ostrożnością, sugerując, że broń mogła należeć do wyposażenia atelier, ale obawy takie trzeba raczej odrzucić. Zdjęcia robione były przede wszystkim w Galicji (Kraków, Lwów), gdzie austriackie władze dosyć przychylnie, lub co najmniej neutralnie, odnosiły się do akcji werbunkowej i organizowanych tutaj zakupów broni. Ludwik Mierosławski, jeden z niefortunnych dyktatorów powstańczych, wspominał: „Swoboda, jakiej te rozbitki [powstańcy z rozbitych w pobliżu granicy oddziałów] używały w Krakowie, włócząc się w jasny dzień z bronią w ręku po całym mieście, zdumiewała obcych i rzucała na rząd austriacki pozory wyraźnego sprzyjania naszemu powstaniu”. O austriackiej broni wspominają także rosyjskie raporty. Namiestnik Królestwa Polskiego Fiodor Berg donosił ministrowi wojny Dymitrowi Milutinowi o tym, że „wsia banda była woorużiena [w bitwie pod Iłżą] awstrijskimi 5-liniejnymi wintowkami”. Fakt używania przez powstańców nowoczesnej broni austriackiej potwierdzają także znaleziska z pól bitewnych, m.in. spod Żyrzyna, gdzie 8 sierpnia 1863 roku oddziały dowodzone przez Michała Kruka-Heydenreicha unicestwiły podążający z Dęblina rosyjski konwój z pocztą i pieniędzmi. Znaczną część odnalezionej tam amunicji stanowiły austriackie pociski kompresyjne.

Oczywiście nie wszyscy powstańcy styczniowi byli dobrze uzbrojeni. W wielu oddziałach znaczący procent dysponował bronią myśliwską i białą (kosy, piki). Nie dotyczy to tylko początkowego okresu walk, gdy broni wojskowej nie było w ogóle, lecz także faz późniejszych. Niemniej używanie przez Polaków nowoczesnej broni – często lepszej niż ta, którą dysponował przeciwnik – pozostaje faktem.


Film: PZ

Źródła cytatów:

S. Brykczyński, „Moje wspomnienia. Rok 1863”, Warszawa 1925, s. 45. Dokumenty Wydziału Wojny Rządu Narodowego w powstaniu styczniowym 1863–1864, zrodla.historyczne.prv.pl [dostęp 28 września 2022 r.].
I. Drygas, „Wspomnienia chłopa-powstańca z 1863 r.”, Kraków 1913, s. 11, 14.
F.L. von Erlach, „Partyzantka w Polsce w roku 1863 (na podstawie własnych obserwacji zbieranych na teatrze walki od marca do sierpnia)”, Warszawa 1960, s. 64.
„Józefa Oxińskiego wspomnienia z powstania polskiego 1863/64 roku”, „Rocznik Oddziału Łódzkiego Polskiego Towarzystwa Historycznego”, ogólnego zbioru tom III, 1939, Łódź 1959, s. 266.
„Korespondencja namiestników Królestwa Polskiego styczeń–sierpień 1863 r. (Pierepiska namiestnikow Karaliestwa Polskawo. Janwar – Awgust 1863 g.)”, red. S. Kieniewicz, I. Miller, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1974, s. 153.
„Pamiętnik Mierosławskiego (1861–1863), wydał Dr Józef Frejlich”, Warszawa 1924, s. 153.
P. Wyskota Zakrzewski, „Pamiętnik wielkopolskiego powstańca z 1863 roku”, Poznań 1934.


 

Michał Mackiewicz – absolwent Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego, pracuje w Dziale Historii Wojskowości Muzeum Wojska Polskiego. Zajmuje się m.in. ewolucją broni strzeleckiej i archeologią militarną. Autor licznych publikacji z dziedziny bronioznawstwa, historii wojskowości i muzealnictwa.

Michał Mackiewicz

autor zdjęć: Zbiory Muzeum Wojska Polskiego

dodaj komentarz

komentarze


Jakie podwyżki dla żołnierzy
 
Telefon zaufania dla żołnierzy
Zachód przeciwko „korsarzom”
Rusza morski „Dragon”
Walczyli o wolną Polskę, zginęli od kul UB
Komandosi szkolą psy bojowe w Iraku
Tylko sprawny żołnierz może być skuteczny na polu walki
Szwecja kolejnym członkiem NATO
Gdzie są szczątki Tu-154M? Podkomisja Macierewicza pod lupą
Sztandar dla Dowództwa WOT
Wielki test w West Point coraz bliżej
Żołnierze NATO nie pojadą do Ukrainy
Polska przystań brytyjskich jeńców
Miejsce kobiet jest (również) w lotnictwie
Zamiana po włosku
Nowoczesny system IBCS dla Wojska Polskiego
Gwałty stały się bronią rosyjskiej armii
Jaką drogą po wojskowy indeks?
Ferie w mundurze
Tajna misja polskiej agentki
Palmiry – miejsce kaźni
Lotnictwo i kobiety
Brąz razy sześć dla żołnierzy na mistrzostwach świata i Europy
Medale dla sportowców z „armii mistrzów”
Sukcesy wojskowych w żeglarstwie i łyżwiarstwie szybkim
Którą drogą do armii?
Zmiany w zarządzie PGZ-etu
Wojenny bohater na szubienicy
Nowy szef CWCR
F-16 z misją PKW Orlik w Estonii
Nowoczesna łączność dla armii
Kleszcze dla wojska
„Brilliant Jump 2024”: finał długiego marszu
Ostrożnie! Czołgi na drodze
Operacja „Gryf” i „Rengaw” na Podlasiu
Zmiany w dowództwie Żandarmerii Wojskowej
W Polsce będzie centrum NATO-Ukraina
Co z podwyżkami dla żołnierzy?
Dobrowolsi – czas start!
Więcej pieniędzy w portfelach żołnierzy
Andrzej Grzyb: Ws. obrony cywilnej liczę na porozumienie ponad podziałami
Offset dla „Wisły”
BAP przenosi się z Estonii na Łotwę
Lista trupich główek
Nagroda dla reporterów „Polski Zbrojnej”
Eurofightery znowu w Polsce
Wyposażenie indywidualne żołnierzy do wymiany
Brak perspektyw na szybką zmianę sytuacji w Ukrainie
Strzelczyni CWZS-u na pucharowym podium
„Nie” dla wojskowej misji w Ukrainie
Leopardy jadą na poligon
Podwyżki dla zawodowców coraz bliżej
W Jachrance o skokach spadochronowych
Priorytety dla armii
Mocny sygnał od NATO
Szefowie obrony NATO o zakupach amunicji
Złota taekwondzistka, srebrni hokeiści na trawie
Podwójny Półmaraton Komandosa
Będzie za co kupić koreańską broń
Air Show ’25 – do zobaczenia
Więcej pieniędzy dla żołnierzy TSW
Abramsy pod dobrą opieką
Przerwany lot „Orlika”
Pamiętamy o Niezłomnych

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO