moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
„Robot” w akcji

Scenariusz przeważnie był podobny: błyskawiczny atak z kilku punktów, zablokowanie lokalnych sił niemieckich, przejęcie ekwipunku z magazynów czy wagonów kolejowych. Dzięki precyzyjnym akcjom partyzanci por. Waldemara Szwieca „Robota” przeprowadzili w Świętkorzyskiem wiele działań dywersyjnych. W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1943 roku opanowali miasto Końskie.

Okupacja niemiecka w czasie II wojny światowej była dla Polaków trudna do zniesienia. Szybko rozwijał się jednak ruch oporu, który właściwie z każdym kolejnym miesiącem wojny podejmował walkę w sposób coraz bardziej zdecydowany. Na mapie zbrojnego podziemia z tego okresu ważne miejsce zajmuje Świętokrzyskie, a wśród oddziałów działających na tym terenie szczególną aktywnością wyróżniało się II Zgrupowanie Partyzanckie Armii Krajowej, dowodzone przez por. Waldemara Szwieca „Robota”.

Sam „Robot” to postać nietuzinkowa. We wrześniu 1939 roku jako żołnierz 15 Dywizji Piechoty najpierw brał udział w bojach o Bydgoszcz, potem walczył nad Bzurą i uczestniczył w obronie Warszawy. Po zakończeniu kampanii wrześniowej przez Bałkany i Włochy przedarł się dotarł do Francji i wstąpił do formującej się 10 Brygady Kawalerii Pancernej gen. Stanisława Maczka. Znalazł się później w Wielkiej Brytanii, gdzie zgłosił się do działań w kraju. Jako cichociemny wrócił do Polski w październiku 1942 roku. Skierowano go w Góry Świętokrzyskie i powierzono mu dowodzenie jednym ze zgrupowań partyzanckich, podległych Janowi Piwnikowi „Ponuremu”.

Podwładni „Robota” byli zaangażowani w wiele akcji zbrojnych w północnej części województwa świętokrzyskiego, w okolicach powiatowego miasta Końskie. Jedna z nich została przeprowadzona w nocy z 19 na 20 sierpnia 1943 roku: jadący na trasie Skarżysko-Końskie pociąg transportowy, robotowcy zatrzymali i po krótkiej walce opanowali. Rozsypali przewożone zboże i przejęli na własny użytek znalezione w transporcie ubrania, bieliznę i buty. To zaś, czego nie udało się zabrać – spalili.

Akcję przeprowadzono w miejscowości Wąsosz, zaledwie kilka kilometrów na południowy wschód od Końskich. Była to kolejna operacja tego typu w okolicy, wcześniej m.in. niszczono młocarnie, żeby utrudnić trwające żniwa, palono stodoły i magazyny ze zbożem. W odpowiedzi Niemcy podjęli działania represyjne i już 20 sierpnia doszło do masowych aresztowań. Gestapo dokładnie wiedziało, pod jakimi adresami ma szukać członków i sympatyków polskiego podziemia zbrojnego. Niemcy mieli dokładne listy, sporządzone na podstawie informacji od miejscowych donosicieli. Ujęli w tej obławie około 275–300 osób, które następnie wywieziono na przesłuchania do Radomia lub Kielc, później zaś – do obozów koncentracyjnych. Wśród aresztowanych znajdowali się krewni lub znajomi partyzantów, którzy przeprowadzili atak na pociąg w Wąsoszu. W oddziale „Robota” zapanowało przygnębienie.

80 kontra 1700

Potrzebna była możliwie szybka reakcja na obławę. Najpierw „Robot” zajął się ustaleniem, kto spośród osób związanych z ruchem oporu pozostał w mieście. Trzeba było bowiem odnowić struktury konspiracyjne. Równie ważne było namierzenie konfidentów i ich ukaranie. Okazało się to wcale nie takie trudne, gdyż niektórzy głośno rozpowiadali o swoim udziale w obławie.

Dość szybko powstała też koncepcja zorganizowania akcji zaczepnej, która mogłaby pokazać Niemcom, że ruch oporu nie został zdławiony. Zbliżał się wrzesień, więc nadarzała się idealna okazja, by uczcić w jakiś spektakularny sposób czwartą rocznicę wybuchu wojny, a jednocześnie podnieść na duchu partyzantów i miejscową ludność. Ponieważ w Końskich znajdowały się składy magazynowe pełne najróżniejszego ekwipunku, ubrań czy mundurów, istotnym celem akcji stało się również zdobycie wyposażenia dla ruchu oporu.

Sztab „Robota” rzucił się w wir przygotowań. Na podstawie zebranych informacji udało się ustalić liczebność stacjonującego w mieście niemieckiego garnizonu. W Końskich i w okolicy znajdowało się wówczas około 1700 żołnierzy wojsk okupacyjnych różnych formacji. W samym mieście stacjonowało 200 Niemców z oddziałów pomocniczych, żandarmów i policjantów. Znaczną siłę stanowiło około tysiąca osób z tzw. legionu wschodniego (Ostlegion), mających własne koszary na północnych peryferiach miasta. Tworzono go z ochotników wywodzących się z Kaukazu i Azji Środkowej pod niemieckim dowództwem. Często żołnierzy rekrutowano spośród jeńców sowieckich, a w Końskich znajdował się obóz. Dodatkowo w pobliskiej wsi Barycz stacjonował oddział 500 własowców. Okupant miał zatem do dyspozycji znaczne siły, dysponujące bronią lekką i ciężką oraz samochodami opancerzonymi.

Przeciwko takiej sile stawił się oddział liczący zaledwie 80 osób. Jak wynika z meldunków, robotowcy mieli wówczas w wyposażeniu jeden ciężki karabin maszynowy, sześć ręcznych karabinów maszynowych, siedem pistoletów maszynowych, 52 karabiny, 30 pistoletów oraz około 60 granatów. Kluczem do powodzenia miało być precyzyjne zaplanowanie i wykonanie akcji. Szczegółowo zatem rozpracowano harmonogram dnia i zwyczaje stacjonujących w Końskich jednostek niemieckich. Informacji na ten temat dostarczyli wywodzący się z miasta partyzanci, w tym Tadeusz Jencz „Allan”. Plan akcji przewidywał błyskawiczny atak z kilku punktów, zablokowanie lokalnych sił niemieckich, przejęcie ekwipunku z magazynów oraz możliwie szybki odwrót.

Pięścią w oko

Akcja rozpoczęła się 31 sierpnia w nocy. Do miasta weszło kilka grup partyzantów ze ściśle określonymi zadaniami. Przed siedzibą Ordnungspolizei ustawiła się grupa bojowa pod dowództwem pchor. Stanisława Kołodziejczyka „Bandery”. Budynek żandarmerii obstawiła grupa pchor. Jana Wroniszewskiego „Znicza”. Z kolei sekcja dowodzona przez por. Mariana Janikowskiego „Kmicica” miała rozbić składy magazynowe. Utworzono również trzyosobową sekcję, złożoną z kpr. Stanisława Janiszewskiego „Dewajtisa”, kpr. Tadeusza Chmielowskiego „Bartka” oraz „Leona”. Mieli oni przeprowadzić rajd po mieście, żeby zlikwidować donosicieli, których oskarżono o wskazanie Niemcom osób do aresztowania w niedawnej obławie. Wyroki na konfidentów wydał uprzednio podziemny wojskowy sąd specjalny.
Gdy budynki zajmowane przez niemieckich żołnierzy zostały obstawione, odcięto w mieście elektryczność. To był sygnał do przystąpienia do akcji. Partyzanci rozpoczęli ostrzał garnizonu. Zaskoczeni Niemcy nie byli w stanie podjąć sprawnej obrony.

Jak wspominał później Tadeusz Chmielowski, „pod silnym ogniem Niemcy nie usiłowali nawet wychylić głów i starali się jedynie przez oświetlenie terenu rakietami uniemożliwić partyzantom natarcie. Niemieckie pociski, wysyłane na ślepo, górowały i nie powodowały strat”. Każda próba podjęcia przez okupanta jakiejś akcji była przez partyzantów blokowana. Według słów Chmielowskiego, jeden z niemieckich patroli, „zorientowawszy się w rozmiarach akcji, ukrył się gdzieś w krzakach i tkwił w nich, nie zdradzając swej obecności aż do jej zakończenia”. Równocześnie z akcją trwało plądrowanie magazynów sieci Społem oraz niemieckiej hali. Grupa partyzantów załadowała na podstawioną ciężarówkę oraz chłopskie fury bele materiału, ubrania i obuwie, po czym szybko się wycofała.

Precyzyjnie zaplanowaną akcję ataku na Końskie wykonano perfekcyjnie. Po dwugodzinnej operacji partyzanci się wycofali. Zginęło siedmiu Niemców, ranny został komendant niemieckiej żandarmerii. Jak wspominał później Chmielowski, nastroje w oddziale po zakończonej tak pomyślnie akcji były doskonałe: „Pomaszerowaliśmy w radosnym nastroju środkiem szosy jako straż tylna, śmiejąc się, i żartując, przez Płomyków, Piłę, aż do Smolarni”. Inny z partyzantów, Marian Świderski „Ryś” pisał: „Akcja powiodła się znakomicie. Cel został osiągnięty. Przypomnieliśmy Niemcom, że Polska żyje i walczy, a społeczeństwu dodaliśmy otuchy do przetrwania. Stanowiło to swego rodzaju demonstrację siły podziemia. Akcja ta zachwiała wśród Niemców poczucie bezpieczeństwa, a zdeprymowane po ostatnich aresztowaniach społeczeństwo koneckie podniosła na duchu”.

Sukces był tym większy, że oddział „Robota” osiągnął wszystkie cele bez strat własnych. Zdobyto dużo ubrań, mundurów, płaszczy nieprzemakalnych, bielizny, skarpet i koców, co pozwoliło na niemal kompletne umundurowanie oddziału, który zaczął wyglądać jak wojsko z prawdziwego zdarzenia.

Dla upamiętnienia akcji zgrupowania „Robota” każdego roku w Końskich są organizowane oficjalne uroczystości, znane jako Konecki Wrzesień.

Robert Sendek

autor zdjęć: domena publiczna

dodaj komentarz

komentarze


Mundur, medale i duma
Sprawdzian charakteru
Więcej pieniędzy dla żołnierzy niezawodowych
Wyższe diety i rozłąkowe dla żołnierzy
Atak w Porcie Elbląg
USA i Iran z porozumieniem ws. pokoju w Zatoce
Pobudka 5:30 i ostra taktyka. Przetrwasz te 27 dni?
Priorytety na szczyt NATO
Jarzębina i nowe miny przeciwpiechotne
Dywizja za dywizję – Amerykanie w Polsce rotują
Mewa pisze historię
Terytorialsi ćwiczyli z Gwardią Narodową z USA
Przerzut Abramsów do Lublina
Na straży odporności Polski
Zbrodnicza farsa
Pierwszy Kormoran pod flagą NATO
Sportowe jubileusze
PKW Irak zostaje w Jordanii
Ramię w ramię z Amerykanami
Cyberparasol nad wyborami
Nowa siła na północno-wschodniej flance NATO
Śmierć w sercu Azji
Czeskie śmigłowce w Polsce przeciw dronom
Warszawa i Praga stawiają na dalszą współpracę wojskową
Polskie Apache'e wkraczają do akcji
Jak Ślązacy stali się panami własnego domu
Wszystko o Grocie, czyli „GROTowisko-26”
Żandarmeria Wojskowa bada sprawę śmierci żołnierza na granicy
Spotkanie ministrów obrony V4 w Budapeszcie
Sojusznicza medycyna pola walki
Strzelać jak Polacy
Zatrzymać drona
Kolejna operacja hybrydowa Rosji
Okręt skrojony na Bałtyk
Chirurgia pod ostrzałem. Ukraińscy medycy szkolą się w Krakowie
Twardy ma moc
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Kajakarze i pięcioboista na medal!
Zmiany w zarządzie PGZ-etu
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Apetyt Smoka rośnie
Żołnierze na „Horyzoncie” do końca wakacji
Szermierze i pięściarki na podium
W oktagonie o Pas Ministra Obrony Narodowej
Gdańsk centrum dyskusji o odbudowie Ukrainy
„Strzała weterana” spaja środowisko
Orka dobiła do brzegu
Bez zmian w emeryturach
Ważne decyzje w Brukseli
Niebo bez dominacji
Wojsko przeszkoliło dzieci w całej Polsce
Holenderskie Patrioty zostaną dłużej w Jasionce
Polski wkład w operację „Overlord”
Jeśli modernizacja, to tylko wspólna
Podróż w ciemność
Pamiętamy o bohaterach powstań śląskich
Poznański gen wolności
Zasadzka w leśnych ostępach
Marynarka świętuje i zaprasza na pokłady
Równanie z „Iksem”
Miliardy na odbudowę i ukraińskie drony z Polski
Wsparcie ma znaczenie
Kolejne nominacje w Wojsku Polskim
Wojna pod lupą

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO