Sześć tysięcy marynarzy i żołnierzy z 15 państw NATO, 20 okrętów, 20 samolotów bojowych, wojska specjalne, a do tego bezzałogowe statki powietrzne i morskie – wezmą udział w rozpoczynających się właśnie ćwiczeniach „Baltops 2026”. Manewry tradycyjnie już organizuje 6 Flota USA, zaś tak zwaną fazę portową po raz pierwszy od dekady gościła Gdynia.
Fregata HDMS „Absalon” z Danii i grupa brytyjskich kutrów patrolowych, fiński stawiacz min FNS „Uusimaa” i ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki”, który od początku roku pełni rolę jednostki flagowej w natowskim zespole przeciwminowym SNMCMG1. Przez ostatnie dni do portu w Gdyni wchodziły kolejne okręty zgłoszone do 55. edycji manewrów „Baltops”.
Długo wydawało się, że dołączy do nich USS „Mount Whitney” – okręt dowodzenia z 6 Floty USA, tak się jednak nie stało. Ostatecznie potężna jednostka przystąpi do ćwiczeń bezpośrednio na morzu. Niezależnie jednak od tego, przy nabrzeżach miejscowego portu wojennego panował dziś ścisk niewidziany w tym miejscu od dobrych kilku lat.
Przez cały dzień trwała tak zwana faza portowa ćwiczenia, z udziałem jego organizatorów i dowódców poszczególnych okrętów. Dogrywali oni ostatnie szczegóły przed wyjściem jednostek na morze. Późnym popołudniem o znaczeniu „Baltopsa” mówili dziennikarzom wysocy rangą oficerowie z państw NATO. Konferencja została zorganizowana na pokładzie fregaty ORP „Gen. T. Kościuszko”, czyli jednego z okrętów desygnowanych na ćwiczenia przez Polskę.
– Siły z 15 państw sojuszniczych będą szkolić się w domenach powietrznej, lądowej i morskiej – tłumaczył kadm. Jason Naidyhorsky, zastępca dowódcy 6 Floty USA. – Zamierzamy doskonalić nasze zdolności bojowe, prowadząc zaawansowane operacje, od działań przeciwminowych i zwalczania okrętów podwodnych, po logistykę ekspedycyjną i operacje desantowe – wyliczał.
Ćwiczenia w założeniu powinny zademonstrować gotowość NATO do obrony Bałtyku. – Stabilność tego akwenu ma kluczowe znaczenie dla Europy, a tym samym także dla Stanów Zjednoczonych – zapewniał kadm. Naidyhorsky. Wtórował mu kadm. John Mead, zastępca dowódcy Sojuszniczego Dowództwa Sił Połączonych NATO (Allied Joint Force Command Brunssum – JFC-B) w Brunssum. – Budujemy gotowość, odstraszamy przeciwników i wzmacniamy Sojusz, jak tylko możemy. A czynimy to, by przeciwdziałać rosyjskim zagrożeniom – podkreślał.
Według niego Rosjanie konsekwentnie prowadzą kampanię, która ma zdestabilizować NATO i odwieść jego członków od wspierania Ukrainy. – Z naszego punktu widzenia „Baltops” jest najważniejszym ćwiczeniem w roku – zaznaczał z kolei kadm. Stephan Haisch, dowódca CTF-Baltic, powołanego niedawno dowództwa NATO dla Bałtyku. – To doskonała okazja, by przetestować sposoby walki przy najgorszym możliwym scenariuszu. W myśl maksymy: „trenuj tak, jak będziesz walczył” – zaznaczył.
Łącznie w ćwiczeniach weźmie udział 20 okrętów różnych klas i tyleż samolotów bojowych, w tym F-16 i F-35. Do tego dojdą śmigłowce, wojska specjalne, pododdziały piechoty morskiej. „Baltops” stanie się też okazją do przetestowania nowoczesnych technologii, przede wszystkim różnego typu dronów. – Polska wystawia do ćwiczenia pięć okrętów, trzy statki powietrzne, ale także szeroko pojmowaną infrastrukturę – informował kadm. Jarosław Ziemiański, inspektor marynarki wojennej w Dowództwie Generalnym RSZ.
Marynarze zgodnie przyznają: to dla nas sprawdzian, który podsumuje całoroczne szkolenie. – Podczas „Baltopsa” nasze główne zadanie będzie polegać na zwalczaniu okrętów podwodnych – podał kmdr ppor. Przemysław Plewiński, zastępca dowódcy ORP „Kościuszko”. Przeciwnikiem polskiej fregaty stanie się jednostka z Niemiec. Do tego dojdzie odpieranie ataków wyprowadzanych przez samoloty i drony. „Kościuszko” będzie operował w jednym zespole zadaniowym m.in. z korwetą ORP „Kaszub” i duńskim HDMS „Absalon”. Wspólnie postarają się skutecznie osłonić sunący po Bałtyku konwój.
W to zadanie pośrednio będą też zaangażowane siły przeciwminowe – choćby polskie trałowce ORP „Nakło” i ORP „Necko”. – Sprawdzimy szlaki żeglugowe, by oczyścić je z min. Załogi będą korzystać ze stacji podkilowych, ale też trałów – tłumaczyła kmdr ppor. Paulina Stępień, która dowodzi grupą trałowców. Obydwie jednostki trafią do grupy dowodzonej przez Baltron, czyli wspólne siły przeciwminowe państw bałtyckich. Będą operować wspólnie z okrętami z Litwy i Łotwy. Podobne zadania będzie wykonywał wspomniany zespół SNMCMG1 z „Czernickim” na czele.
Jednocześnie polskie okręt transportowo-minowy ORP „Lublin” stanie się platformą do prowadzenia operacji desantowo-szturmowych dla amerykańskich marines. Podczas ćwiczeń aktywne będą też polskie śmigłowce. AW101 włączy się w poszukiwanie okrętów podwodnych, a załoga W3-WARM Anakonda będzie odpowiadała za ewakuację poszkodowanych z okrętów. Koordynacja działań tego typu została powierzona samolotowi Bryza. I wreszcie specjalsi – żołnierze Formozy zajmą się wskazywaniem celów i naprowadzaniem bezzałogowców MQ-9 Reaper.
W scenariuszu manewrów znalazły się też strzelania artyleryjskie i zadania związane z monitorowaniem podwodnej infrastruktury krytycznej. Faza morska „Baltopsa” rozpocznie się jutro rano. Wówczas okręty zaczną opuszczać port w Gdyni. Największe natowskie ćwiczenia na Bałtyku potrwają dwa tygodnie. Finał odbędzie się w Kilonii.
autor zdjęć: NATO Maritime Command

komentarze