Strzelanie z użyciem ostrej amunicji było kulminacyjnym momentem ćwiczeń „Amber Shock ’26”. Na poligon w Orzyszu wyjechały kołowe transportery opancerzone Stryker, zagrzmiały samobieżne haubice 155 mm K9 i lekkie haubice 155 mm M777, a żołnierzy wspierały śmigłowce Apache AH-64E oraz CH-47 Chinook. Manewry były praktycznym testem interoperacyjności sił sojuszniczych.
USAREUR-AF (Armia Stanów Zjednoczonych w Europie i Afryce) we współpracy z sojusznikami NATO prowadzi na terenie Polski, Litwy i Finlandii ćwiczenia „Saber Strike ’26”. Wielonarodowe manewry koncentrują się na szybkim przerzucie wojsk, integracji systemów dowodzenia oraz koordynacji działań bojowych.
W ich ramach w północno-wschodniej Polsce przeprowadzono ćwiczenia „Amber Shock ’26”, w którym żołnierze doskonalili współdziałanie artylerii, dronów i wojsk manewrowych podczas walki z przeciwnikiem. Wczoraj na poligonie w Orzyszu nastąpił kulminacyjny moment „bursztynowych” manewrów, polegający na połączonym strzelaniu z użyciem różnych środków ogniowych.
– W ćwiczeniach wzięli udział przede wszystkim żołnierze 2 Pułku Kawalerii Armii Stanów Zjednoczonych, ale również 1 Mazurskiej Brygady Artylerii z Węgorzewa. Wsparcie zapewniały także śmigłowce Apache, co pokazało wielowarstwowy charakter tego działania – mówił ppłk Dariusz Guzenda, rzecznik prasowy Wielonarodowej Dywizji Północny Wschód (MND-NE) z dowództwem w Elblągu.
Oficer dodał, że „Amber Shock” stanowią epizod „Saber Strike”, które z kolei wpisują się w cykl ćwiczeń „Sword ’26”, trwający od kwietnia do końca maja i angażujący 15 500 żołnierzy z kilkunastu państw. – „Amber Shock” stanowią praktyczny test interoperacyjności sił sojuszniczych oraz zdolności do prowadzenia działań w warunkach złożonego pola walki na wschodniej flance NATO – wyjaśniał ppłk Guzenda.
W praktyce oznacza to, że przed rozpoczęciem działań na poligonie w Orzyszu amerykańscy żołnierze musieli przebyć długą drogę ze swojej bazy. – Pierwszą częścią szkolenia było przemieszczenie się do Polski. Z miejsca naszego stacjonowania w Niemczech to około 1200 km, pokonanie tej trasy zajęło nam cztery dni – podawał kpt. Andrew Solomonides, dowódca kompanii 2 Pułku Kawalerii Armii Stanów Zjednoczonych.
Żołnierze na polskim poligonie ćwiczyli koordynację wsparcia ogniowego. Scenariusz zakładał przeprowadzenie ataku w celu utworzenia strefy bezpieczeństwa, w której wielonarodowa dywizja mogła zgromadzić potencjał bojowy przeciwko siłom nacierającym na sektor kontrolowany przez kawalerzystów. – Wykorzystując artylerię, drony i środki ognia bezpośredniego, osłabialiśmy wojska przeciwnika w sile kompanii przemieszczające się z południa na północ – poinformował amerykański oficer.
Podstawowym sprzętem, którym posługiwali się kawalerzyści, były kołowe transportery opancerzone Stryker w dwóch wersjach: ICV Javelin uzbrojony w karabin maszynowy kalibru 12,7 mm i pociski Javelin oraz Dragoon wyposażony w armatę 30 mm. Polscy artylerzyści korzystali z samobieżnych haubic 155 mm K9, zaś Amerykanie prowadzili ostrzał z lekkich holowanych haubic 155 mm M777. Nad poligonem krążyły różnego rodzaju bezzałogowe statki powietrzne (m.in. obserwacyjny FlyEye) oraz śmigłowce Apache AH-64E. Wsparcie zapewniał także CH-47 Chinook.
– „Amber Shock” to świetne doświadczenie. Zawsze chętnie przyjeżdżamy szkolić się do Polski. Teren ćwiczeń jest bardzo dobry i pozwala nam realizować wszystkie założenia – podkreślał kpt. Solomonides. Dodał, że największą wartością tego typu ćwiczeń jest możliwość współpracy z wielonarodowymi partnerami z NATO. – Nie mamy okazji robić tego na co dzień, dlatego każda taka możliwość jest dla nas bardzo cenna – zaznaczył dowódca amerykańskiej kompanii.
autor zdjęć: 1 MBA, Multinational Division North East

komentarze