„W twardej żołnierskiej rzeczywistości wrażliwość jest niezbędna. Ona powoduje, że jesteśmy bardziej wydajni” – mówi płk Mariusz Dziubek, dowódca Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego WP. Choć internet zapamiętał go jako „energetycznego dyrygenta z Sejmu”, pułkownik to przede wszystkim wizjoner, który modernizuje największą instytucję kultury w wojsku.
Panie Pułkowniku, w strukturze wojskowej dyrygent jest odpowiednikiem dowódcy pododdziału. Co łączy prowadzenie orkiestry z dowodzeniem na polu walki?
Płk Mariusz Dziubek: Łączy nas mundur. W orkiestrach wojskowych służą żołnierze, wyjątkiem jest Reprezentacyjny Zespół Artystyczny Wojska Polskiego, gdzie obok żołnierzy są też pracownicy cywilni MON-u. Fundament jednak pozostaje ten sam: wszyscy żołnierze przechodzą jednakowe szkolenie, mają wpojone żołnierskie zasady, znają hierarchię, rozkaz, odpowiedzialność. Dopiero później pojawia się specjalizacja. Jedni trafiają do wojsk operacyjnych, inni do sztabów, a jeszcze inni do korpusu artystycznego, który ma wyjątkowe zadanie: budować i pielęgnować polską kulturę muzyczną, wykorzystując zasoby Wojska Polskiego. A to dziedzictwo mamy naprawdę imponujące.
Reprezentacyjny Zespół Artystyczny WP to gigantyczny organizm składający się z wybitnych indywidualności: solistów, tancerzy, muzyków. Jak buduje Pan autorytet u ludzi, których bronią nie jest karabin, ale talent i wrażliwość?
Autorytet rodzi się wraz z wiedzą, doświadczeniem i codzienną, ciężką pracą. Jeśli każdego dnia pielęgnujesz ten wysiłek i dbasz o permanentny rozwój, zespół to widzi i podąży za tobą. A wówczas sprawniej się nim zarządza – w moim przekonaniu, niezależnie od tego, czy mówimy o środowisku cywilnym, czy wojskowym. Drugi aspekt to umiejętność połączenia wody i ognia, czyli wrażliwości muzycznej, wysublimowanego serca artystycznego z dyscypliną oraz twardymi regułami żołnierskimi.
Da się to pogodzić?
Z perspektywy ponad 25 lat doświadczenia stwierdzam, że jak najbardziej. Paradoksalnie w twardej żołnierskiej rzeczywistości wrażliwość jest niezbędna. Ona powoduje, że jesteśmy bardziej wydajni, mamy większą motywację i patrzymy holistycznie na dane zagadnienie. Podobnie jak w muzycznej partyturze, w której są zapisane wszystkie instrumenty oraz setki czarnych kropek, czasami białych, czarnych, całych nut i ćwierćnut – tu również działa niezwykle skomplikowany, ale i uporządkowany organizm. Zafunkcjonuje najpełniej, gdy wpompujemy w niego pewną duchowość – serce, duszę i wrażliwość.
Czyli bez dyscypliny wojskowej nie ma wrażliwości i odwrotnie?
Właśnie. Subtelność, niepoliczalność powinny przenikać się z jasnymi zasadami i dyscypliną. Wojsko uczy porządku, poszanowania tradycji i odpowiedzialności, a za pomocą działań kulturalnych rozwija naszą empatię, dba o sferę emocjonalną. Ta probiotyczna symbioza powinna towarzyszyć nam nie tylko w służbie, ale i w życiu.
Przejął Pan zespół z ogromnym dorobkiem, ale i pewnym ciężarem tradycji. Jaki postawił Pan sobie cel na starcie: ewolucja czy rewolucja w repertuarze?
Zdecydowanie ewolucja. Chcę łączyć patriotyzm i tradycję z nowoczesnym językiem artystycznym, budować wielowymiarowe widowiska – takie, które zaskoczą wszechstronnością muzyczną i oddadzą pełnię potencjału Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego. A w tej instytucji niewątpliwie możemy łączyć ogień z wodą: rock’n’rolla z arią operową, jazz z hip-hopem, balet z męskim chórem, synkopowany rytm muzyki rozrywkowej z wysublimowanym pięknem klasyki.
Wojsko Polskie modernizuje się sprzętowo: kupujemy Abramsy, K2, F-35. Czy kultura wojskowa musi dotrzymać tym zmianom kroku? Stąd zmiana podejścia RZAWP do sposobu reprezentacji „nowoczesnej armii” w 2026 roku?
Tak jest. Armia bardzo przyśpieszyła, jeśli chodzi o modernizację. Kultura powinna nadążać, by potęgować jej rozwój. Paradoksalnie, nie jest to trudne, zważywszy na zasoby artystyczne, którymi dysponujemy, oraz misję i przeznaczenie RZAWP do tego, by inspirować i wytyczać kierunki. Dlatego też, już niedługo, chciałbym zaprezentować Państwu innowacyjną odsłonę orkiestry w ujęciu koncertowym – symfoniczną orkiestrę dętą – zbudowaną na brzmieniu i barwie instrumentu dętego, znaku firmowego polskiej kultury wojskowej. Dzieł symfonicznych, zarezerwowanych dotąd przez filharmoniczne orkiestry smyczkowe, można będzie „dotknąć” i odkryć je na nowo. Dzięki polskiej armii. Ekscytujące doznanie, nie tylko dla melomanów.
Nowoczesne aranżacje pieśni patriotycznych to sposób na dotarcie do młodego żołnierza i kandydata do służby?
Zdecydowanie. Tym bardziej że w Polsce mamy kilkaset orkiestr dętych, reprezentujących ruch amatorski zespołów młodzieżowych, wielopokoleniowych, gminnych, parafialnych, często działających przy ochotniczych strażach pożarnych. Ci młodzi ludzie odkładają smartfony, aby po lekcjach lub w weekendy muzykować na żywo. Potrzebują jednak drogowskazów, celów, atrakcyjnej zachęty. My, dorośli, profesjonaliści, powinniśmy o to zadbać. Służą ku temu festiwale, konkursy, koncerty i warsztaty, w formule „mistrz-uczeń”, z udziałem znanych nazwisk branży muzycznej. A usłyszenie efektów muzycznych na scenie, zobaczenie uśmiechu młodych i starszych, ich bliskich, spowodowanie, że w następstwie zasilają oni szeregi naszej armii, i to nie tylko w korpusie artystycznym – jest bezcenne. Również dla społeczeństwa obywatelskiego, budowania wspólnoty cywilno-wojskowej. Dlatego zdecydowanie pracujmy w tym kierunku.
Jak konkretnie?
Powiem tak: kryptonim „hip-hop – reggae – pop”. Na efekty tej kooperacji nie będziecie czekać długo.
Czego słucha płk Dziubek po zdjęciu munduru i powrocie do domu? To właśnie hip-hop?
A czy płk Dziubek potrafi tak po prostu posłuchać muzyki, dla relaksu, jak normalny człowiek? Otóż nie! (śmiech). Muzyka to kosmos – bez początku i końca. Obszar, który trzeba eksplorować. A ja uwielbiam analizować każdy akord: od muzyki tanecznej, latynoamerykańskiej, big-bandowej poprzez funk, jazz, swing, rhythm and blues, utwory symfoniczne późnego romantyzmu, arie z oper Giacoma Pucciniego czy też dźwięki autorstwa Johna Williamsa, Wojciecha Kilara czy Krzysztofa Pendereckiego.
Muzyka wojskowa służyła podnoszeniu morale i odstraszaniu przeciwnika. Jaką funkcję pełni ona dziś, w dobie wojny informacyjnej i hybrydowej? Czy tutaj też nastąpiła pewna ewolucja?
Dokładnie tę samą. Legendarny amerykański oficer i muzyk jazzowy Glenn Miller wraz ze swoją orkiestrą w nietuzinkowy sposób podnosił morale żołnierzy podczas II wojny światowej. Dzisiaj mamy tylko więcej kanałów do kreowania tej nietuzinkowości. A muzyka – najpiękniejsza ze sztuk – poprawi nastrój, wznieci hart ducha, wzmocni wiarę. Ona poszerzy nasze horyzonty, uwrażliwi, sprawi, że łatwiej i uważniej podejmiemy decyzję, pomyślimy pozytywnie. A człowiek naładowany dobrą energią jest skuteczniejszy. To także swoista forma odstraszania.
Wróćmy do słynnego nagrania z koncertu RZAWP w Sejmie 18 grudnia 2025 roku podczas spotkania opłatkowego parlamentarzystów. Film obiegł sieć, a uwagę internautów przykuła Pana wyjątkowa energia jako dyrygenta. Z perspektywy marketingu był to „złoty strzał” promocyjny. Czy ta spontaniczna ekspresja była zaplanowanym elementem budowania wizerunku, czy po prostu Pana naturą?
Zdecydowanie moją naturą. Bardzo serio traktuję muzykę i służbę. Ktoś mi powiedział, że po tylu latach w wojsku dyscyplina i twardość mogą negatywnie wpłynąć na muzykę. Nic bardziej mylnego. Doświadczenie nie zabija emocji, ale je pogłębia, daje światłość umysłu i holistyczne podejście do życia, czyli uwrażliwia jeszcze mocniej. Z biegiem lat coraz bardziej kocham i doceniam muzykę, chcę ją odkrywać. Czytałem komentarze w sieci, że „Dziubek to muzyka” (śmiech). Do Sejmu przyszedłem ze swoimi wspaniałymi muzykami jak do sali koncertowej, żeby zagrać. Proste. Cudownie, że spotkało się to z olbrzymim entuzjazmem przedstawicieli mediów, posłów, senatorów, a dzięki social mediom – uznaniem, a często wybuchem endorfin szerokiej publiczności! Dodam, że gdybyśmy stanęli raz jeszcze w tym zacnym miejscu, zagralibyśmy dokładnie z taką samą mocą i energią.
Ta ekspresja to Pana sposób na odczarowanie sztywnych, oficjalnych uroczystości?
Raczej ich ubogacenie. Są miejsca absolutnej powagi, jak Grób Nieznanego Żołnierza, gdzie realizacja ceremoniału wojskowego musi być skrupulatnie przemyślana i bezkompromisowa. Ale są również momenty, gdy pokazujemy więcej twarzy Wojska Polskiego – żołnierz jest człowiekiem, z jego osobowością i emocjami. A przede mną, żołnierzem, artystą i menedżerem, stoi wyzwanie, by tymi emocjami skutecznie zarządzać.
Takie ludzkie i pełne pasji oblicze służb mundurowych pomaga w budowaniu pozytywnego wizerunku formacji w oczach obywateli?
Oczywiście. Społeczeństwo nie ma możliwości obserwacji wojska na poligonie, dlatego uroczystości ceremonialne, koncerty z udziałem orkiestr wojskowych, wartości kultury wojskowej szeroko pojętej są tak istotne.
Czy po tylu latach pracy ma Pan jeszcze tremę przed wystąpieniami publicznymi, zwłaszcza tymi najwyższej rangi państwowej?
Pełna pokora i koncentracja sprawiają, że trema pozostaje na właściwym poziomie.
Co jest trudniejsze: przygotowanie premiery operowej czy logistyczne zabezpieczenie wielkiego widowiska patriotycznego w terenie?
Możemy to nawet połączyć! (śmiech). Doświadczenie podpowiada mi, że niezależnie w jakim obszarze funkcjonujemy, czy jest to stadion ze sceną koncertową, pole walki, sieć korporacyjna, liczą się: profesjonalizm, komunikacja i zdolność podejmowania szybkich decyzji.
RZAWP to potężne przedsięwzięcie logistyczne. Jak wygląda „zaplecze frontowe”, o którym widz nie ma pojęcia?
Tygodnie planowania, dziesiątki godzin aranżacji z zespołem, opisywania „akcji muzycznej” w nutach i partyturach, próby orkiestrowe, kostiumowe, wokalne i baletowe. Następnie uruchomienie samochodów ciężarowych w celu przewiezienia skrzyń z instrumentami, ze sprzętem nagłośnieniowym, z garderobą, a w finale „parada” autobusów z ponad setką artystów. Czy, parafrazując piosenkę, jest to „wesoły autobus”? (uśmiech). Z kolei stawianie scenotechniki to swoisty plac budowy. Obowiązują tu bardzo podobne zasady pracy. Niezwykłym miejscem jest back stage, czyli niewidzialne serce sceny, gdzie emocje jeszcze nie brzmią, a już pulsują.
Czego w takim razie „cywilny” świat muzyczny może uczyć się od wojskowego dyrygenta?
Myślę, że odpowiedzialności i dyscypliny zespołowej.
W którym momencie życia zdecydował Pan, że muzyka będzie nierozerwalnie związana z mundurem?
Chyba wówczas, gdy już jako kilkulatek mieszkający w małym mieście, do którego czasami przyjeżdżała kompania honorowa i orkiestra wojskowa, maszerowałem za żołnierzami, zbierałem łuski, imitowałem granie na puzonie, a wieczorem, niezmordowany, kazałem tacie maszerować ze mną po pokoju naszego mieszkania. Stąd też chyba decyzja rodziców, abym w wieku 14 lat wstąpił do wojskowej szkoły muzycznej. Wówczas była taka w Gdańsku. Założyłem mundur i tak już zostało. Piękna życiowa przygoda i przeznaczenie. Chciałbym, żeby trwały jak najdłużej.
Płk Mariusz Dziubek – dyrygent, dowódca Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego WP. W mundurze od 14. roku życia. Absolwent m.in. Wojskowego Liceum Muzycznego w Gdańsku, Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie i Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych. Służył jako II dyrygent Orkiestry Reprezentacyjnej Śląskiego Okręgu Wojskowego, był też dowódcą-kapelmistrzem Orkiestry Reprezentacyjnej Wojsk Lądowych. Łączy doświadczenie wojskowe z pasją artystyczną, konsekwentnie modernizując wojskową kulturę muzyczną i otwierając ją na nowe formy wyrazu. Zwolennik dialogu tradycji z nowoczesnością.
autor zdjęć: RZAWP, Aleksander Zieliński/ Kancelaria Sejmu

komentarze