Ali Chamenei nie żyje. Przywódca Iranu zginął w amerykańsko-izraelskich atakach na to państwo. Miało do tego dojść podczas narady z głównymi doradcami. Wraz z Chameneim śmierć poniosło kilku innych dygnitarzy. Teheran ogłosił, że jeszcze dziś zostaną wybrane tymczasowe władze. I zapowiedział odwet na szeroką skalę.
Potężna eksplozja w Tel Avivie po ataku Iranu.
– Amerykanie wbili nóż w serce irańskiego narodu, a my wbijemy nóż w ich serca – oświadczył w niedzielny poranek Ali Laridżani, jeden z najbardziej prominentnych polityków w Iranie. Chwilę wcześniej rządowe media potwierdziły to, o czym Izraelczycy i Amerykanie mówili już od sobotniego wieczoru – Ali Chamenei nie żyje. Najwyższy Przywódca, który od 1989 roku sprawował w Teheranie niepodzielną władzę, zginął w wyniku amerykańsko-izraelskiej operacji „Epicka furia”.
Według źródeł agencji Reutera miało do tego dojść podczas narady duchownego z najważniejszymi doradcami. Wraz z Chameneim śmierć ponieśli m.in. członkowie jego rodziny, dowódca elitarnego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Mohammad Pakpur i Ali Szamchani, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W Teheranie ogłoszona została 40-dniowa żałoba. Według informacji podawanych przez Laridżaniego, jeszcze dziś zawiąże się tymczasowa rada przywódcza. Do czasu wyboru nowego lidera kraju Iranem będą zarządzać prezydent Masud Pezeszkian, szef sądownictwa Golamhosejn Mohseni Edżei i jeden z prawników Rady Strażników Rewolucji.
Jednocześnie Irańczycy zapowiadają krwawy odwet na swoich przeciwnikach. Głos w tej sprawie zdążył już zabrać prezydent USA Donald Trump. „Iran właśnie oświadczył, że uderzy bardzo mocno, mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. LEPIEJ, ŻEBY TEGO NIE ROBILI, BO JEŚLI TO ZROBIĄ, UDERZYMY W NICH Z SIŁĄ, JAKIEJ JESZCZE NIGDY NIE WIDZIANO!” – napisał na portalu „Truth Social”.
Operacja „Epicka furia” rozpoczęła się w sobotę rano. Armie Izraela i USA przeprowadziły uderzenia rakietowe na cele w kilkudziesięciu irańskich miastach. Pociski wymierzone zostały w wojskowe instalacje i budynki rządowych instytucji. Jeden z nich, według miejscowych mediów, miał jednak spaść na szkołę dla dziewcząt. W odpowiedzi Iran zaatakował amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie – choćby kwaterę główną dowództwa V Floty w Bahrajnie. Ale na skutek irańskiego ataku ucierpiały też dzielnice mieszkaniowe, hotele i lotniska w Izraelu, Katarze czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Media donoszą o nielicznych zabitych i rannych. Władze w Teheranie ogłosiły też, że marynarka wojenna Iranu rozpocznie blokadę strategicznej cieśniny Ormuz, przez którą każdego dnia przechodzą tankowce z bliskowschodnią ropą. W niedzielę rano agencje obiegła informacja o ostrzelaniu przez Iran statku należącego do Omanu.
Tymczasem w sobotę wieczorem polskiego czasu na nadzwyczajnym posiedzeniu zebrała się Rada Bezpieczeństwa ONZ. – Głęboko żałuję, że szansa na dyplomatyczne zakończenie konfliktu została zmarnowana – zaznaczał sekretarz generalny organizacji Antonio Guterres. Przypomniał, że Karta Narodów Zjednoczonych mówi o konieczności wyrzeczenia się siły w stosunkach międzynarodowych. Dlatego właśnie zdecydował się potępić zarówno ataki USA i Izraela, jak też kontratak Iranu. – Nasze uderzenia wymierzone skierowane zostały przeciwko strategicznym obiektom: aby rozwiązać problem dotyczący pocisków, których Iran używa do grożenia nam i naszym sojusznikom, zniszczyć irańską flotę, wykorzystywaną do destabilizowania wód międzynarodowych i zakłócić funkcjonowanie machiny, która uzbraja podporządkowane Teheranowi bojówki. Chodzi też o to, by tamtejszy reżim nigdy nie mógł grozić światu bronią nuklearną – wyliczał amerykański ambasador przy ONZ Mike Waltz. Wtórował mu przedstawiciel Izraela – Danny Danon. – Kiedy irański reżim krzyczy: „śmierć Izraelowi”, „śmierć Ameryce”, my traktujemy to poważniej. Wierzymy w to i działamy. Nasze zamiary są jasne”. Z kolei Wasilij Nebenzia, ambasador Rosji, która już wcześniej potępiła atak, ostrzegał przed następstwami wojny. – Agresja doprowadziła do eskalacji w regionie, a teraz może się rozlać poza jego granice – mówił.
W samym Iranie w niedzielny poranek na ulice miast mieli wylec przeciwnicy reżimu fetujący ciosy zadane reżimowi. Wkrótce pojawili się tam też mieszkańcy opłakujący śmierć Chameneiego. W tej chwili trudno jednak zweryfikować, czy te demonstracje były spontaniczne, czy może zorganizowane przez władzę. Już w momencie ataku Donald Trump wezwał Irańczyków do obalenia reżimu ajatollahów, który od czasu islamskiej rewolucji w 1979 roku sprawuje w kraju autorytarne rządy.
autor zdjęć: Gideon Markowicz / Reuters / Forum

komentarze