17 okrętów – od potężnych desantowców poprzez fregaty po niszczyciele min i jednostki wsparcia – takie siły wzięły udział w morskiej fazie „Steadfast Dart 2026”, czyli największych w tym roku ćwiczeń NATO w Europie. W manewrach ważną rolę odegrał ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki”, okręt flagowy sojuszniczego zespołu SNMCMG1.
To był jeden z kluczowych momentów „Steadfast Dart”. Morska faza manewrów trwała tydzień. Zanim się jednak rozpoczęła, na Bałtyk wyruszyła potężna armada okrętów, które w tej części Europy operują raczej rzadko. Sojuszników z północy wsparli Turcy, wysyłając na ćwiczenia śmigłowcowiec TCG „Anadolu” oraz dwie fregaty – TCG „Oruçreis” i TCG „İstanbul”. Jednocześnie z bazy Rota w okolice Niemiec skierowany został hiszpański okręt desantowy ESPS „Castilla”, w towarzystwie dwóch kolejnych fregat ESPS „Cristóbal Colón” i ESPS „Almirante Juan de Borbón”. Siły te dołączyły do blisko dziesięciu innych jednostek – w tym polskiego ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki”.
Okręt 8 Flotylli Obrony Wybrzeża od początku roku operuje w SNMCMG1, czyli jednym z czterech zespołów NATO. Odgrywa w nim rolę jednostki flagowej. Samym zespołem dowodzi kmdr por. Kacper Sterne, którego wspiera ulokowany na „Czernickim” wielonarodowy sztab. Polacy tworzą odrębny kontyngent wojskowy o nazwie PKW „Czernicki”.
„Steadfast Dart” stały się dla nich pierwszymi podczas tej misji dużymi ćwiczeniami. – Zespół otrzymał zadanie rozminowania akwenów w okolicach Półwyspu Schleswig-Holstein, tak aby utorować drogę desantowi – tłumaczy kpt. mar. Łukasz Koziarski, rzecznik SNMCMG1. „Czernicki” kierował poczynaniami niszczycieli min FGS „Fulda” z Niemiec i HNLMS „Schiedam” z Holandii. Ich załogi przeczesały przydzielone im boksy, neutralizując zagrożenie.
W tym czasie fregaty trenowały odpieranie ataków z morza i powietrza, a także walkę z okrętem podwodnym. Jednak na Bałtyku ćwiczyły nie tylko okręty. Na wodach Zatoki Kilońskiej turecka marynarka przeprowadziła test z użyciem Bayraktara. Dron uzbrojony w dwie niewielkie bomby szybujące MAM-L poderwał się z pasa startowego na pokładzie TCG „Anadolu”, zniszczył umieszczone na morzu cele, po czym powrócił na jednostkę. „To pierwsza operacyjna demonstracja Bayraktara TB3 poza terytorium Turcji” – informuje producent systemu, firma Baykar. Przywołany model bezzałogowca został skonstruowany właśnie z myślą o operacjach w środowisku morskim.
Sama operacja desantowa została przeprowadzona na poligonie Putlos nieopodal Kilonii. Jako pierwsi na plaży wylądowali żołnierze z elitarnej tureckiej jednostki SAT, a także hiszpańskich sił specjalnych. Przeprowadzili oni rozpoznanie, by zabezpieczyć rejon przed desantem głównych sił. Specjalsów wspierały załogi helikopterów Seahawk i Super Cobra. Maszyny wystartowały z pokładu TCG „Anadolu”. Jednocześnie nurkowie zneutralizowali rozmieszczone pod powierzchnią zapory minowe. Niedługo potem do akcji wkroczyła piechota morska i wojska zmechanizowane. Pododdziały desantowały się z pokładu wspomnianego „Anadolu”, ale też hiszpańskiego desantowca ESPS „Castilla”. Żołnierze byli przerzucani m.in. przy użyciu pływających transporterów opancerzonych ZAHA MAV, z których korzysta armia Turcji.
Ich poczynania obserwowali zgromadzeni w pobliżu przedstawiciele NATO i niemieckich władz. – Sytuacja na Morzu Bałtyckim dramatycznie się pogorszyła, a ćwiczenia takie jak te dzisiejsze pokazują, że do odstraszania potencjalnych agresorów podchodzimy bardzo poważnie – podkreślał cytowany przez zachodnie media Boris Pistorius, minister obrony narodowej Niemiec. W podobnym tonie wypowiadał się gen. Carsten Breuer, generalny inspektor Bundeswehry. – Europa nadal stoi w obliczu realnego zagrożenia ze strony Rosji – mówił. Dodał jednak, że manewry rozgrywające się w Putlos mogą doprowadzić do określonego „efektu dyplomatycznego”.
Desant w Putlos stanowił element zakrojonych na dużą skalę ćwiczeń „Steadfast Dart 2026”. Bierze w nich udział 10 tys. żołnierzy z 11 państw, a do tego półtora tysiąca pojazdów: czołgów, bojowych wozów piechoty, mobilnych wyrzutni rakiet, a także różnego typu samoloty i okręty. Celem manewrów jest przetestowanie europejskich członków NATO do rozmieszenia sił w pobliżu wschodniej flanki. Pierwszoplanową rolę w przedsięwzięciu odgrywają Sojusznicze Siły Reagowania (ARF), powołane do życia w 2023 roku, na mocy ustaleń szczytu NATO w Wilnie. Składają się one z 40 tys. żołnierzy, którzy po uzyskaniu zgody Rady Północnoatlantyckiej w ciągu zaledwie dziesięciu dni mogą zostać wysłani w rejon kryzysu bądź na wojnę.
Manewry „Steadfast Dart” potrwają do końca marca.
autor zdjęć: Marynarka Wojenna

komentarze