Zatrzymany przez Amerykanów Nicolas Maduro stanął przed sądem w Nowym Jorku. Prezydent Wenezueli wspólnie z żoną usłyszeli zarzuty związane m.in. z przemytem narkotyków do USA. – Jestem niewinny. Uważam się za jeńca wojennego – powiedział Maduro. Dziś też na forum ONZ doszło do dyplomatycznego sporu między USA a Rosją i Chinami na temat operacji USA w Wenezueli.
Nicolas Maduro i Cilia Flores do sądu federalnego na Dolnym Manhattanie w Nowym Jorku zostali przerzuceni na pokładzie helikoptera. Do budynku weszli pod silną eskortą funkcjonariuszy amerykańskiej Agencji do Walki z Narkotykami (z ang. DEA). Oboje byli ubrani w więzienne uniformy.
Wstępną rozprawę przeciwko nim poprowadził 92-letni Alvin Hellerstein, jeden z najbardziej doświadczonych sędziów w USA, który wcześniej orzekał między innymi w procesach związanych z atakami na World Trade Center. Dzisiejsze posiedzenie trwało zaledwie 40 minut. Maduro i jego żona usłyszeli zarzuty związane między innymi z narkoterroryzmem – przemytem do USA dużych ilości kokainy i współpracą z organizacjami, które amerykańskie prawo uznaje za terrorystyczne.
Nie przyznali się do winy. – Jestem prezydentem Wenezueli, uważam się za jeńca wojennego. Zostałem porwany wprost z mojego domu w Caracas – podkreślał Maduro. Oskarżonym grozi kara dożywotniego więzienia. Następna rozprawa przeciwko nim odbędzie się 17 marca. Do tego czasu pozostaną w jednym z nowojorskich aresztów.
Amerykańską operacją w Wenezueli zajęła się dziś także Rada Bezpieczeństwa ONZ. Podczas nadzwyczajnej sesji głos zabierali przedstawiciele kilkunastu państw. – Stanowczo potępiamy akt zbrojnej agresji USA na Wenezuelę, naruszający wszelkie międzynarodowe normy prawne – perorował Wasilij Nebenzia, który w ONZ reprezentuje Rosję. Wtórował mu przedstawiciel Chin. – Domagamy się, aby Stany Zjednoczone zmieniły kurs, zaprzestały zastraszania i stosowania przymusu oraz rozwijały relacje i współpracę z krajami regionu – mówił Sun Lei.
Obydwa państwa domagają się uwolnienia Maduro i jego żony. Na forum ONZ odpowiedział im Mike Walz, ambasador USA. – Nie toczymy wojny przeciwko Wenezueli ani jej mieszkańcom. Nie okupujemy żadnego kraju. Mieliśmy do czynienia z operacją organów ścigania – zaznaczał.
Walz wspomniał o „przytłaczających dowodach zbrodni”, które przeciwko wenezuelskiemu dyktatorowi zgromadził sąd w USA. – To jest półkula zachodnia. Tutaj mieszkamy i nie pozwolimy, aby była ona wykorzystywana jako baza operacyjna dla przeciwników, konkurentów i rywali USA – dodał.
Tymczasem w Wenezueli napięcie po zatrzymaniu pary prezydenckiej zdaje się powoli opadać. – W Wenezueli mamy normalny dzień pracy. Działają przedsiębiorstwa, metro, stacje benzynowe. Nie widać wzmożonej obecności sił bezpieczeństwa na ulicach – relacjonowała korespondentka BBC.
Dziś w południe miejscowego czasu Zgromadzenie Narodowe zaprzysięgło Delcy Rodriguez jako tymczasową prezydent. Wcześniej polityczka była zastępcą Maduro. Jeszcze przed zaprzysiężeniem, Rodriguez wezwała USA do współpracy i podkreślała, że dla Wenezuelczyków ma ona priorytetowe znaczenie.
O pokojowe rozładowanie kryzysu zaapelowali dziś przywódcy Unii Europejskiej. „Wzywamy wszystkie strony do zachowania spokoju i powstrzymania się od dalszej eskalacji oraz poszanowania prawa międzynarodowego” – czytamy w oświadczeniu, pod którym podpisali się liderzy wszystkich państw członkowskich z wyjątkiem Węgier.W podobnym tonie wypowiedział się Keir Starmer, premier Wielkiej Brytanii. – Sytuacja pozostaje skomplikowana. Najważniejszymi kwestiami są stabilność i pokojowe przejście Wenezueli do demokracji – podkreślał.
Tyle że przyszłość niesie ze sobą wiele niewiadomych. W ostatnich godzinach zarówno amerykański sekretarz stanu Marco Rubio, jak i prezydent USA Donald Trump wysłali poważne ostrzeżenia pod adresem Kuby i Kolumbii. Kraje te postawili w jednym rzędzie z Wenezuelą – jako zagrożenie dla interesów USA.
Wywołało to gwałtowną reakcję przywódców tych państw. – Dla Wenezueli i Kuby jesteśmy skłonni oddać nawet nasze życie, choć nie sprzedamy go tanio – mówił podczas sobotniego protestu pod ambasadą USA w Hawanie Miguel Diaz-Canel, kubański prezydent. A Gustavo Petro, prezydent Kolumbii, dawny członek lewicowej partyzantki, oświadczył na portalu X, że w obronie swojego kraju jest gotów ponownie wziąć do ręki broń.
Amerykańska operacja pod kryptonimem „Absolute Resolve” została przeprowadzona w nocy z piątku na sobotę. Wzięło w niej udział blisko 150 samolotów, śmigłowców i dronów. Uderzyły one w strategiczne obiekty wojskowe w Caracas i okolicach. Jednocześnie pododdział komandosów opanował bazę, w której ukrywali się Maduro i jego żona.
Obydwoje zostali pojmani i wywiezieni do USA. Jak tłumaczyli amerykańscy oficjele, Stany Zjednoczone miały prawo to zrobić, ponieważ Maduro jest pospolitym przestępcą, który w dodatku sprawuje władzę nielegalnie, wcześniej bowiem sfałszował wybory prezydenckie.
autor zdjęć: JUAN BARRETO/AFP/East News

komentarze