moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Słowa jak pociski

Dziennikarze, naukowcy, politycy, dostojnicy Cerkwi – choć o wojnie w Ukrainie wypowiadają się w różny sposób, faktycznie mówią to samo. Rosja przez lata skonstruowała potężną, sterowaną z Kremla machinę propagandową, która za pomocą całego wachlarza różnorakich technik każdego dnia tworzy alternatywny obraz rzeczywistości.

Agencja RIA Novosti 6 marca 2023 roku: „Około 10 tys. ukraińskich żołnierzy pozostaje w operacyjnym okrążeniu Artiomowska [rosyjska nazwa Bachmutu]”. Cytowany w depeszy Yan Gagin, doradca szefa Donieckiej Republiki Ludowej, twierdzi, że Ukraińcy zostali zamknięci w kotle. „Można [go] porównać z debalcewskim i innymi, w których wcześniej gotowały się ukraińskie siły zbrojne”, podkreśla. W kolejnej depeszy Rodion Mirosznik, szef przedstawicielstwa Ługańskiej Republiki Ludowej, dopowiada: „Siły rosyjskie wkrótce wyzwolą miasto”.

Również 6 marca 2023 roku. Agencja RIA Novosti o sytuacji w Zaporożu, którym ciągle jeszcze rządzą Ukraińcy: „Mieszkańcy miasta czekają na przybycie armii rosyjskiej i pomagają skorygować uderzenia na ukraińskie obiekty wojskowe”. Władimir Rogow, członek rady regionalnej, która działa w zagarniętej przez Rosję części obwodu zaporoskiego, nie jest zdziwiony: „Zaporoże to rosyjskie miasto. Wszyscy to wiedzą. Tak było, tak jest w warunkach okupacji reżimu Zełenskiego i tak pozostanie”.

A co słychać na Zachodzie? RIA Novosti: „Czytelnicy niemieckiej gazety ‘Die Welt’ ostro skrytykowali wypowiedzi przewodniczącego Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa i doradcy byłej kanclerz Angeli Merkel Christopha Heusgena, który wezwał do rozważenia perspektywy przyjęcia Ukrainy do NATO”. „Nie, nie powinniśmy myśleć o członkostwie Ukrainy w NATO! Boże broń! Zełenski ze swoimi ambicjami podboju wciągnie NATO w III wojnę światową!”, grzmi niejaki Immo I. Zachód więc trzeszczy w szwach, ale trzeba uważać. Cytowany przez rosyjską agencję „amerykański weteran” Noctis Draven ostrzega: „Tylko głupiec pomyślałby, że Zachód zaakceptuje porażkę w Ukrainie i zajmie się swoimi sprawami. Nie popełnijcie błędu, kolejne kroki są już podejmowane”.

Jeden dzień, jedna agencja, ledwie kilka depesz. Próbka tego, jak działa rosyjska propaganda.

Kreml odwraca wektory

Na pozór wszystko się zgadza. Krótkie doniesienia wsparte cytatami z różnych źródeł, święta zasada niemieszania informacji z komentarzem, mało tego – kto zechce, wiele podanych tutaj faktów zweryfikuje w zachodnich mediach. Tak pracują agencje informacyjne w państwach, gdzie wolność przekazu jest fundamentalną wartością. Ale nie w Rosji. Działalność RIA Novosti to propaganda w najczystszym wydaniu. Wystarczy przyjrzeć się szczegółom.

Autorzy depesz zwykle nie używają ukraińskiej nazwy Bachmut. Dla nich to Artiomowsk – od pseudonimu „Artiom”, którego używał bolszewik Fiodor Siergiejew. Miasto zmieniło nazwę w 2016 roku, ale Rosjanie nie przyjęli tego do wiadomości. Powód: nie uznają ukraińskiego zwierzchnictwa nad Donbasem, a przy okazji dają wyraz sentymentowi do ZSRS. Rząd w Kijowie nagminnie jest określany mianem reżimu, ponieważ Kreml uważa, że do władzy doszedł w wyniku zamachu stanu i od lat prowadzi „ludobójstwo” rosyjskojęzycznej ludności, na co oczywiście nie ma nawet cienia dowodu. Inwazja rosyjskiej armii to zawsze „wyzwolenie”, na które spora część mieszkańców Ukrainy czeka z utęsknieniem. Dziennikarze z uwagą pochylają się nad wszelkimi aktami kolaboracji. W ich oczach urastają one do odruchów patriotyzmu – nierzadko masowych, na co też próżno szukać potwierdzenia w innych źródłach. Autorzy depesz wreszcie chętnie oddają głos liderom nieuznawanych przez świat „nowych republik”, a opinie płynące z Zachodu dobierają tak, by odpowiadały tezom Kremla. Sugerują przy tym, że pochodzą one z wiarygodnych i cenionych źródeł. Problem w tym, że „amerykański weteran” Noctis Draven, na którego powołuje się RIA Novosti, to znany wyłącznie w internecie popularyzator teorii spiskowych, a na dokładkę wielbiciel Władimira Putina. Z kolei krytyczna wobec Ukrainy grupa czytelników „Die Welt” sprowadza się do kilku anonimowych osób, zawzięcie dyskutujących na forum gazety.

Właściwie w przytoczonych depeszach trudno zakwestionować tylko jedno – sytuacja obrońców Bachmutu jest bardzo trudna. A przynajmniej taka była pod koniec marca. Tyle że mimo medialnych spekulacji na temat rychłego upadku miasta ukraińscy żołnierze trwali na pozycjach. – Rosyjska propaganda sięga po cały wachlarz różnorakich technik, by zmanipulować odbiorców. Często medialne doniesienia zawierają w sobie ziarno prawdy, wokół którego budowana jest całkowicie fałszywa narracja – tłumaczy Katarzyna Chawryło, główna specjalistka w Zespole Rosyjskim Ośrodka Studiów Wschodnich. – Obok półprawd i fałszu nierzadko stosowanym zabiegiem jest negowanie sprawstwa i odwracanie relacji przyczynowo-skutkowych. Tak działo się chociażby w przypadku walk o Mariupol. Rosjanie pokazywali zrujnowane miasto, ale winą za zniszczenia obarczali Ukraińców. Twórcy propagandy nie wahają się przy tym także przed puszczaniem w obieg zwyczajnych fake newsów – dodaje. Przykład: krążące w internecie fałszywe pismo, w którym gen. Jarosław Mika, ówczesny dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych, rozkazuje postawienie jednostek polskiej armii w stan pełnej gotowości przed wprowadzeniem ich do zachodniej Ukrainy. Sztab Generalny WP szybko zdementował te pogłoski.

Wiele instrumentów, jedna melodia

– Niestety, mamy do czynienia z profesjonalnie przygotowanym przeciwnikiem. Można powiedzieć: mistrzem manipulacji i budowania fałszywego przekazu – uważa Maksym Sijer z portalu Disinfo Digest, autor raportu na temat kremlowskiej dezinformacji. – Rosyjska propaganda opiera się na tradycjach, które sięgają czasów carskich. Potrafi korzystać z wypracowanych przez lata modeli, sprawnie adaptując je do bieżących potrzeb – dodaje. Jako przykład przywołuje „Protokoły mędrców Syjonu”. Fałszywka przygotowana w 1903 roku na zlecenie ochrany, czyli tajnej policji Imperium Rosyjskiego, miała dowodzić, że Żydzi potajemnie rządzą światem. Autorzy publikacji chcieli, by Rosjanie zaczęli ich obarczać winą za piętrzące się problemy społeczne i polityczne. – Po latach kartą antysemicką zagrał Józef Stalin, a ostatnio do podobnych schematów odwołał się także Władimir Putin. W kremlowskiej propagandzie znów żywy jest motyw globalnego spisku wymierzonego w Rosję. Od czasu do czasu tamtejsi politycy, a w ślad za nimi media, przypominają też, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski jest przecież Żydem… – podkreśla Sijer i dodaje, że choć rosyjską propagandę zwykliśmy traktować jako niemilitarny sposób wpływania na przeciwnika, w rzeczywistości jest ona rozwijana według schematów wojskowych. W ZSRS zajmował się tym GlavPur, czyli Główny Wydział Polityczny. Był on częścią armii. Po upadku sowieckiego imperium został zlikwidowany, ale pięć lat temu Putin ponownie go uruchomił. Rosjanie mają też specjalną jednostkę 54777 do spraw informacji i propagandy, która wchodzi w skład wywiadu sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej. – Schematy operacji informacyjnych opracowywane są więc w ośrodkach wojskowych, a potem trafiają do mediów czy placówek naukowych. Panuje tutaj swoisty outsourcing – uważa Sijer.

Dr Michał Marek z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, który od lat bada kremlowskie techniki dezinformacji, przekonuje, że w Rosji mamy do czynienia z układem zamkniętym. – W tworzenie i kolportowanie treści propagandowych zaangażowane są wszystkie kluczowe warstwy społeczeństwa: od polityków, przez dziennikarzy, naukowców, blogerów, członków różnego typu finansowanych przez Kreml fundacji, aż po dostojników Cerkwi prawosławnej – podkreśla badacz. – Oczywiście przekaz formułują w zróżnicowany sposób. Władimir Sołowiow czy Olga Skabajewa z publicznej telewizji Russia 1 nie bawią się w dyplomację, podczas gdy RIA Novosti stara się udawać obiektywną agencję informacyjną. Ale to cały czas ten sam przekaz. Mamy do czynienia z różnymi muzykami tej samej orkiestry – dodaje. Pomiędzy propagandowymi mediami wykreowane zostały specyficzne powiązania, które przypominają trochę system rezonujących urządzeń. – Schemat jest prosty: finansowane przez Rosję trolle zamieszczają prokremlowskie komentarze pod tekstem w portalu znanej europejskiej gazety. Wyławia je RIA Novosti i cytuje jako głos mieszkańców zachodniej Europy. W ten sposób stara się nagłośnić i uwiarygodnić opinie, które w normalnych okolicznościach mogłyby przejść bez echa. Podobne przykłady można by mnożyć – zaznacza dr Marek.

Aparat medialnej propagandy budowany był od lat. – Do znacznego wzrostu finansowania środków masowego przekazu doszło krótko przed rosyjską inwazją na Gruzję. W 2008 roku Russia Today [obecnie RT], czyli m.in. anglojęzyczna stacja mająca sączyć rosyjski przekaz za granicą, otrzymała z państwowej kasy 100 milionów dolarów dofinansowania. Była to kwota o dwie trzecie większa niż jeszcze rok wcześniej – tłumaczy dr Marek. Do prawdziwej rewolucji jednak doszło, kiedy rosyjskie czołgi grzały już silniki przed wtargnięciem do Ukrainy. Jak podaje Ośrodek Studiów Wschodnich, w 2022 roku na działalność państwowych mediów Kreml zarezerwował ogółem 1,5 miliarda dolarów. Tylko w pierwszym kwartale wydatki na ten cel, w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, wzrosły o 200%. Medialna machina ruszyła do boju.

O nazistach, których nie ma

Uważni obserwatorzy rosyjskich mediów bez trudu wyłowią w ich przekazie pewne sprzeczności. Wystarczy spojrzeć, co propaganda mówi o Polsce. Z jednej strony Rosjanie przypisują Warszawie chęć zagarnięcia zachodniej Ukrainy, z drugiej donoszą o tysiącach polskich najemników walczących ramię w ramię z „banderowcami”. Jak jednak podkreślają eksperci, takie niuanse nie mają większego znaczenia. Chodzi o to, by odbiorca został wręcz zalany komunikatami, z których jasno wynika, że postępowanie Kremla jest słuszne. Rosjanie starają się przy tym oddziaływać wielotorowo. – Każdy przekaz przygotowują z myślą zarówno o odbiorcy wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Tyle że jeden z nich zawsze ma priorytet. Wszystko zależy od sytuacji – podkreśla dr Marek. I tak programy, w których Władimir Sołowiow w telewizyjnym studiu dyskutuje z gośćmi na temat stosunków międzynarodowych, mają przemawiać przede wszystkim do odbiorcy w Rosji. Ale padające w nich groźby użycia przez Putina broni jądrowej w założeniu powinny wzbudzić strach na Zachodzie. Co prawda po wybuchu wojny w Ukrainie kanały rosyjskiej telewizji zostały w zachodniej Europie zablokowane, ale i tak przekaz Sołowiowa trafia do wielu krajów – choćby w formie krytycznych omówień.

Rosyjska narracja wsparta została na kilku filarach. Przede wszystkim propagandyści budują manichejski obraz świata, w którym Rosja jest uosobieniem sił dobra, a Zachód to skrajne zło. Walka pomiędzy nimi trwa od dawna. – Propaganda nader chętnie odwołuje się do mitu wielkiej wojny ojczyźnianej. Dla Rosjan to jedno z najważniejszych wydarzeń historii i fundament ich tożsamości państwowej. Czas mobilizacji całego społeczeństwa, poświęcenia, a w końcu wielkiego triumfu. Propagandyści budują więc bezpośrednie paralele pomiędzy II wojną światową a tym, co określają mianem „specjalnej operacji wojskowej”, by skonsolidować naród wokół Kremla – tłumaczy Katarzyna Chawryło. Często uciekają się przy tym do intelektualnej ekwilibrystyki albo pospolitych fake newsów.

W 80. rocznicę bitwy pod Stalingradem Dmitrij Kisieliow mówił na antenie stacji Rossija 1: „W Stalingradzie odpieraliśmy atak zjednoczonych sił Zachodu. Cała Europa była po stronie nazistowskich Niemiec”. Nawiązania do II wojny światowej pojawiają się przy każdej okazji. Sołowiow w swoim programie zestawił na przykład nagranie, na którym kanclerz Niemiec Olaf Scholz siedział na pancerzu działa samobieżnego, z fotografią Adolfa Hitlera na czołgu. W ten schemat wpisują się również ostatnie doniesienia rosyjskich portali, jakoby Polacy ciężarówkami wywozili z Ukrainy czarnoziem. – To próba budowania fałszywych analogii pomiędzy Polską a faszystowskimi Niemcami. Według doniesień hitlerowcy po upadku ZSRS mieli postępować w podobny sposób – uważa Chawryło.

Zielone światło dla takiej retoryki zapalił sam Władimir Putin. W przemówieniu z 24 lutego 2022 roku wskazał, że jednym z nadrzędnych zamierzeń rosyjskiej inwazji jest „denazyfikacja” Ukrainy. Kreml konsekwentnie buduje narrację, według której w Kijowie rządzą naziści. Dowód: rzekoma eksterminacja rosyjskiej ludności w Donbasie, dokonywana m.in. rękami pułku Azow. Tyle że ludobójstwo to klasyczny fake, sam zaś Azow ma już niewiele wspólnego z ochotniczym batalionem, który niegdyś hołdował nacjonalistycznej i neofaszystowskiej ideologii. Radykałowie odeszli, a formacja stała się regularną jednostką ukraińskiej armii. Propagandyści uciekają się więc do mistyfikacji. Tak było choćby z informacją o haśle „Każdemu, co mu się należy”, które miało widnieć na hełmach ukraińskich żołnierzy. Identyczna maksyma witała więźniów niemieckiego obozu w Buchenwaldzie. Tyle że, jak wykazali dziennikarze „Deutsche Welle”, fotografia kolportowana na Telegramie została spreparowana. Do takich wniosków doszli, sprawdzając ją za pomocą oprogramowania wyszukującego odwrotny obraz.

Kremlowska propaganda lansuje też tezę, że najeżdżając na Ukrainę, Rosjanie faktycznie się bronią. „Rosja nigdy w swojej historii na nikogo nie napadła”, mówił w pierwszych tygodniach inwazji rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Z kolei sam Putin w wystąpieniu z dnia rozpoczęcia inwazji przekonywał, że NATO wbrew wszelkim ustaleniom prze na wschód. „To realne zagrożenie nie tylko dla naszych interesów, lecz także dla samego istnienia naszego państwa, dla jego suwerenności”, mówił. Innymi słowy, atak na Ukrainę to jedynie uderzenie wyprzedzające. Tyle że wrogiem wcale nie są Ukraińcy. Przedstawiciele Kremla i sterowani przez nich propagandyści wielokrotnie powtarzali, że ich celem jest uwolnienie sąsiadów od krwawego reżimu. Przede wszystkim w interesie rosyjskojęzycznej ludności. W marcu 2022 roku, podczas mityngu na moskiewskim stadionie Łużniki, Putin tę misję wręcz sakralizował, przywołując słowa Chrystusa z Ewangelii św. Jana: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Dlatego właśnie Rosja nie mówi o wojnie, lecz o specjalnej operacji wojskowej. Zabieg ten zresztą ma dwojakie znaczenie – pozwala również uspokoić obywateli Federacji. – W ostatnim czasie rosyjska propaganda coraz chętniej sięga też po narrację pacyfistyczną, wskazując, że celem Rosji jest pokój. W mediach pojawiają się głosy, że przedłużanie wojny niesie ze sobą niepotrzebne cierpienia i potęguje liczbę ofiar. Według tej narracji Kreml jest gotów zakończyć rozlew krwi, ale Zachód dąży do eskalacji, dostarcza Ukrainie broń – opisuje Katarzyna Chawryło. – Mamy tutaj do czynienia z klasycznym odwróceniem wektorów. Faktyczny agresor podaje się za ofiarę i staje się rzecznikiem pokoju – wskazuje.

Zachód podsyca więc wojnę, chce zmienić lokalny konflikt w globalną konfrontację. Wewnętrznie jednak gnije, traci moralny kościec. 21 lutego 2023 roku w orędziu do Zgromadzenia Narodowego Putin perorował: „Spójrzcie, co [oni] robią ze swoimi narodami: niszczą rodzinę, tożsamość kulturową i narodową, perwersje i nadużycia wobec dzieci są uznawane za normę, a księża są zmuszani do błogosławienia małżeństw jednopłciowych”. Zachód to zło absolutne. Głównym demonem są oczywiście Stany Zjednoczone. Ale szczególne miejsce w geopolitycznej układance ma również Polska. Z wyemitowanego przez kanał Rossija 1 filmu „Polska, hiena Europy” widz mógł się dowiedzieć, że „faszystowski reżim Piłsudskiego” już przed wojną chciał we współpracy z Niemcami zniszczyć ZSRS. A mimo upływu lat „rusofobia nad Wisłą” nie osłabła. „Najwyraźniej Polska już przechodzi do działań zmierzających do zajęcia zachodnich terytoriów Ukrainy”, przekonywał w maju ubiegłego roku szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa Nikołaj Patruszew, a jego słowa obiegły państwowe media. Pretekstem stała się wypowiedź Andrzeja Dudy, który stwierdził w Kijowie, że granica pomiędzy Polską a Ukrainą wkrótce przestanie istnieć. Tyle że polski prezydent, co wyraźnie wynikało z kontekstu, miał na myśli wyjątkowo bliskie relacje pomiędzy obydwoma narodami. Rosjanie dopuścili się więc świadomej manipulacji…

Tu mówi troll

Polskiemu odbiorcy propaganda Kremla może się momentami wydawać toporna. – Przeciętny Rosjanin ma jednak trudność z osadzeniem jej we właściwym kontekście. Przekaz Kremla jest w Rosji wszechobecny, odbiorcy są nim bombardowani. Owszem, w internecie można znaleźć alternatywne, wolne od cenzury źródła informacji, ale dotarcie do nich wymaga wysiłku. Dodatkowo za sprzeciwianie się oficjalnej linii władz grożą surowe kary. W takiej sytuacji, jeśli nawet ktoś nie jest przekonany do kremlowskiej retoryki, raczej stara się jej nie kwestionować i próbuje się adaptować do obecnej sytuacji – uważa Katarzyna Chawryło. Według dr. Marka w samej Rosji kremlowska propaganda odniosła sukces. – Społeczeństwo kupiło jej narrację i mimo przedłużającej się wojny oraz sankcji trwa przy Putinie. Sam aparat propagandy działa sprawnie. Żaden z jego prominentnych przedstawicieli nie zrejterował. Czasem tylko machina się „zawiesza”. Tak było choćby wówczas, kiedy rosyjska armia musiała wycofać się spod Kijowa, a potem Ukraińcy wyparli ją spod Charkowa. Część propagandystów uderzyła w żałobne tony, inni zaczęli mówić o zdradzie. Przez chwilę panował chaos. Kreml jednak stosunkowo szybko przywrócił porządek – podkreśla naukowiec. Dmitrij Pieskow zaczął tłumaczyć, że wycofanie się spod Kijowa to gest dobrej woli i zachęta do negocjacji. Klęska pod Charkowem została z kolei przedstawiona jako planowe przesunięcie oddziałów w celu wzmocnienia rosyjskich sił w Donbasie.

Antyzachodnia retoryka pada na podatny grunt w wielu państwach Afryki, które mają przykre doświadczenia związane z kolonializmem. Podobnie jest w Ameryce Łacińskiej, gdzie wielu mieszkańców tradycyjnie już czuje niechęć do Stanów Zjednoczonych, oskarżanych o imperialną politykę wobec mniejszych sąsiadów. – Za to w Ukrainie rosyjska narracja poniosła całkowitą klęskę – uważa dr Marek. – Co więcej, sytuacja na froncie wojny informacyjnej na Białorusi czy szerzej: w przestrzeni posowieckiej jest dla Rosjan wielce niepewna – dodaje.

Tymczasem kremlowska propaganda nie rezygnuje z prób wpływania na społeczeństwa Zachodu. – Siła oddziaływania oficjalnych rosyjskich mediów jest tutaj oczywiście znacząco ograniczona, ale Rosjanie pozostają bardzo aktywni w internecie. Starają się wywoływać nastroje antyimigranckie, zniechęcać do wspierania Ukrainy, straszyć światowym konfliktem, do którego taka pomoc mogłaby doprowadzić – wskazuje Maksym Sijer. Na usługach Rosji pozostają całe zastępy internetowych trolli, nakręcających dyskusje na forach polskich serwisów informacyjnych czy w mediach społecznościowych. Prokremlowski przekaz sączy się także przez kilkadziesiąt redagowanych po polsku profili na kanale Telegram, wreszcie poprzez niszowe portale. – Jeden z przykładów to Niezależny Portal Polityczny. Wiele wskazuje na to, że jest on prowadzony bezpośrednio przez Rosjan – tłumaczy dr Marek. Swego czasu jego działalności bliżej przyglądali się dziennikarze m.in. „Rzeczpospolitej”. Rychło wyszło na jaw, że serwery portalu znajdują się poza granicami Polski, jego naczelny zaś jest najpewniej postacią fikcyjną. Adam Kamiński na swoim profilu w mediach społecznościowych posługuje się fotografią litewskiego lekarza Andriusa Žukauskasa. Pod koniec marca portal pisał m.in.: „Politycy UE wbrew interesom swoich obywateli opowiadają się za geopolitycznymi ambicjami USA”, „Przegrana wojna. Amerykanie już spisali Ukrainę i Polskę na straty?”.

W połowie maja ABW zdecydowała o zamknięciu kilkunastu stron propagujących podobne treści. Ich autorzy znaleźli jednak różne sposoby, by obchodzić blokady. Portale mają na przykład swoje profile w mediach społecznościowych. Oczywiście dla postronnych obserwatorów pozostaje zagadką, dlaczego promują rosyjski punkt widzenia. Nie zawsze musi to oznaczać, że są bezpośrednio powiązane z kremlowskimi służbami. Na pewno jednak wykonują pożądaną przez nie pracę. – W społeczeństwach, gdzie nadrzędną wartością jest wolność słowa, bardzo trudno walczyć z takim przekazem. Rosjanie zdają sobie z tego sprawę. Znają mechanizmy demokracji i starają się na nich żerować – uważa Maksym Sijer. – Tutaj ogromna odpowiedzialność spoczywa na polskich i szerzej: zachodnich służbach, które muszą śledzić powiązania takich portali. Ale jeszcze ważniejsza jest edukacja. Instytucje państwa powinny przy tym współdziałać z organizacjami pozarządowymi, które zajmują się sferą komunikacji czy fact-checkingiem – mówi Sijer, a dr Marek dodaje, że odporność społeczną należy budować, poczynając od najmłodszych. – Ważne, by uczyć ich krytycznej analizy tekstu i technik, które umożliwiają rozpoznawanie fake newsów i manipulacji. Tutaj nie ma czasu do stracenia. Wokół nas toczy się wojna informacyjna, podczas której obowiązuje zasada: kto pierwszy, ten lepszy.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: VALENTY NOGIRENKO / REUTERS / FORUM, Adobe Stock

dodaj komentarz

komentarze


Sztandar dla Dowództwa WOT
 
Przerwany lot „Orlika”
Ferie w mundurze
Tylko sprawny żołnierz może być skuteczny na polu walki
Brak perspektyw na szybką zmianę sytuacji w Ukrainie
Komandosi szkolą psy bojowe w Iraku
Więcej pieniędzy w portfelach żołnierzy
Zachód przeciwko „korsarzom”
Priorytety dla armii
Nowoczesny system IBCS dla Wojska Polskiego
Carl-Gustaf w polskiej armii
Andrzej Grzyb: Ws. obrony cywilnej liczę na porozumienie ponad podziałami
Będzie za co kupić koreańską broń
Sojusznicza przeprawa przez Wisłę
„Brilliant Jump 2024”: finał długiego marszu
Tragiczny wypadek na poligonie
Gwałty stały się bronią rosyjskiej armii
Ostrożnie! Czołgi na drodze
Miejsce kobiet jest (również) w lotnictwie
Polska przystań brytyjskich jeńców
Szwecja kolejnym członkiem NATO
Nowoczesna łączność dla armii
Podwyżki dla zawodowców coraz bliżej
Sukcesy wojskowych w żeglarstwie i łyżwiarstwie szybkim
Walczyli o wolną Polskę, zginęli od kul UB
Stalinowski wyrok śmierci na tysiącach Polaków
Tajna misja polskiej agentki
Szefowie obrony NATO o zakupach amunicji
Jaką drogą po wojskowy indeks?
Podoficer pies
Kleszcze dla wojska
Zamiana po włosku
Preludium do selekcji
Lotnictwo i kobiety
Rusza morski „Dragon”
F-16 z misją PKW Orlik w Estonii
Jakie podwyżki dla żołnierzy
Gdzie są szczątki Tu-154M? Podkomisja Macierewicza pod lupą
Leopardy jadą na poligon
W Polsce będzie centrum NATO-Ukraina
Wielki test w West Point coraz bliżej
Wyposażenie indywidualne żołnierzy do wymiany
Telefon zaufania dla żołnierzy
BAP przenosi się z Estonii na Łotwę
Jastrzębie przyleciały znad Bałtyku
Eurofightery znowu w Polsce
Palmiry – miejsce kaźni
Złota taekwondzistka, srebrni hokeiści na trawie
W Jachrance o skokach spadochronowych
„Dragon ‘24”. Zmechanizowani uderzyli w Nowej Dębie
Pamiętamy o Niezłomnych
Którą drogą do armii?
Brąz razy sześć dla żołnierzy na mistrzostwach świata i Europy
Nowe mundury pod lupą 18 Dywizji
Więcej pieniędzy dla żołnierzy TSW
„Nie” dla wojskowej misji w Ukrainie
Żołnierze NATO nie pojadą do Ukrainy
Medale dla sportowców z „armii mistrzów”
Co z podwyżkami dla żołnierzy?

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO