moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Tu nie ma miejsca na błędy

Kurs technik linowych będący częścią szkolenia bazowego w Jednostce Wojskowej Komandosów to wymagający egzamin, który ma przygotować operatorów do służby w zespołach bojowych. Żołnierze ćwiczą m.in. desant i ewakuację z pokładu śmigłowców w terenie górskim. Ich umiejętności okazały się nieocenione np. podczas akcji ratunkowych w 2024 roku, gdy południe Polski pustoszyła powódź.

Górski teren, zmienna pogoda i wiatr w ciasnych dolinach. Każdy manewr musiał być precyzyjny, a każdy ruch – pewny. – Na początku pojawiały się lęki związane z wysokością, ale też zwykła niewiedza – jak to wygląda w praktyce. Ale potem wszystko zmienia się w momencie startu śmigłowca. Pełna koncentracja, nie ma czasu na strach, na najmniejszą nawet pomyłkę – mówi jeden z kursantów (ze względów bezpieczeństwa nie po dajemy nazwisk operatorów jednostek specjalnych).

Operatorzy Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu ćwiczyli desant i ewakuację z pokładu śmigłowców. Zajęcia prowadzono zarówno na obiektach wysokościowych jednostki, jak i w rejonie Kotliny Jeleniogórskiej, gdzie górski teren tylko podnosił poprzeczkę. – Górzyste obszary, wysokie drzewa. Działaliśmy w pełnym oporządzeniu bojowym, również w nocy, w noktowizji, przy ograniczonej widoczności. Do tego dochodziła pogoda – zimno, mżawka. W takich warunkach wszystko jest trudniejsze – kontynuuje kursant.

REKLAMA

Test w powietrzu

Kurs technik linowych trwa dwa tygodnie, zaczyna się od zajęć na ziemi. Najpierw kilkugodzinna część teoretyczna. Przypomnienie zasad bezpieczeństwa, parametrów sprzętu alpinistycznego, lin i węzłów. Dopiero potem wieża. – Mamy jeden z najlepszych obiektów wysokościowych w Polsce, który pozwala bardzo dobrze zasymulować desantowanie ze śmigłowca w warunkach kontrolowanych – tłumaczy „Mazzi”, instruktor JWK. Te ćwiczenia trwają około tygodnia. Każda kolejna doba to coraz więcej kilogramów. – Najpierw kursanci ćwiczą bez obciążenia, potem dochodzi sprzęt bojowy, kamizelka, broń, hełm, plecaki NVG, sprzęt CBRN. Uczymy ich, jak się podpiąć, jak operować sprzętem alpinistycznym, jak zachować się w sytuacji awaryjnej, np. gdy dojdzie do zaczepienia o statek powietrzny – dodaje.

W końcu przychodzi moment wejścia do śmigłowca. – Hałas, podmuch powietrza, drgania, zmienna wysokość. Do tego dochodzi konieczność wykonania zadania pod presją czasu. Trzeba się na to przygotować mentalnie – opowiada jeden z kursantów. I nawet najlepsza symulacja nie oddaje tego, co czeka w powietrzu. Dlatego równie ważne jest przygotowanie psychiczne. Specjaliści uczą podczas kursu, jak radzić sobie ze stresem i kontrolować emocje. – Nawet jeśli ktoś przeszedł selekcję i nie ma problemu z działaniem na dużej wysokości, to przy desantowaniu ze śmigłowca musi wyjść jednak ze swojej strefy komfortu. Najtrudniejsze jest pierwsze spotkanie ze śmigłowcem. Na początku jest stres i niepewność, ale potem zmienia się to podejście – kiedy pierwszy raz lecą 120 km/h 300 m nad ziemią, pojawia się uśmiech – opowiada „Mazzi”.

Ćwiczenia prowadzone w Kotlinie Jeleniogórskiej pozwoliły odtworzyć scenariusze zbliżone do operacyjnych – zarówno w zakresie desantu, jak i ewakuacji. Także w warunkach, gdzie nie ma możliwości lądowania. Były więc zjazdy na formacje skalne, dachy budynków, wieżowców, a nawet na zapory wodne. – Na wieży mamy 11 m, a w terenie pracujemy na wysokościach 40, 50 m. Do tego dochodzi ekspozycja skalna i warunki górskie. W kotlinie wiatr potrafi często zmieniać kierunek, co utrudnia podejście śmigłowca w odpowiednie miejsce. Kursanci uczą się naprowadzać go sygnałami własnego ciała i przez radio – wyjaśnia instruktor JWK. W trakcie szkolenia Jednostka Wojskowa Komandosów współpracowała z Powietrzną Jednostką Operacji Specjalnych, która wydzieliła do działań śmigłowce Mi-17.

Operatorzy doskonalili dwie podstawowe metody desantowania z powietrza. Pierwsza to szybki zjazd bez użycia przyrządów. – Fast rope [w wolnym tłumaczeniu szybka lina] to technika wykorzystywana do szybkiego zajmowania obiektów, także przez jednostki kontrterrorystyczne – wyjaśnia „Mazzi”. Kluczowa jest tu kontrola i siła własnych rąk. – Zjazd odbywa się po grubej linie, bez przyrządów, a operator kontroluje prędkość wyłącznie tarciem i pracą ciała – precyzuje. Technika stosowana jest tam, gdzie liczy się czas, gdzie nie ma szans na szybkie lądowanie, tj. na okrętach, w centrum miasta czy przy wysokich obiektach infrastruktury krytycznej.

Obok fast rope są techniki alpinistyczne z wykorzystaniem sprzętu indywidualne go. – Zjazd odbywa się z użyciem uprzęży i przyrządu. Lina ma około 30 m i jest opuszczana ze śmigłowca, a operator podłącza się do systemu. To daje większą kontrolę nad operacją, ale nadal kluczowa jest szybkość działania – tłumaczy instruktor JWK.

Od powodzi do pilotażu

Gdy śmigłowiec nie może wylądować, lina staje się jedyną drogą powrotu na jego pokład. Także dla rannych żołnierzy i cywilów. – Uczymy ewakuacji – śmigłowiec przylatuje nad wyznaczony rejon, opuszczane są zestawy lin i operatorzy się podpinają. To mogą być np. osoby poszkodowane, które trzeba wciągać na noszach. Kluczowe jest szybkie i bezpieczne podjęcie ich z miejsca, do którego nie ma innego dostępu – wyjaśnia „Mazzi”.

To właśnie techniki linowe okazały się nieocenione na terenach odciętych przez wodę podczas powodzi w 2024 roku na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. W wielu miejscach dostęp do poszkodowanych był możliwy wyłącznie z powietrza. Komandosi z Lublińca jako jedni z pierwszych ruszyli wtedy z pomocą. – Od pierwszego telefonu z prośbą o wsparcie do startu minęły cztery godziny – w ekspresowym tempie przygotowaliśmy sprzęt, śmigłowce i ruszyliśmy do działania. Ewakuowaliśmy mieszkańców, także ranne zwierzęta – wspomina instruktor.

Przez dwa tygodnie koordynowali transport ludzi. Dostarczali leki, sprzęt, żywność oraz materiały wykorzystywane do wzmacniania wałów przeciwpowodziowych. Te doświadczenia zdobyte w działaniach kryzysowych stały się punktem wyjścia do wprowadzenia pilotażowego systemu w swojej jednostce. – Opracowaliśmy m.in. techniki zrzutu big-bagów – najpierw desantowaliśmy je w trudno dostępnych miejscach, a potem kierowaliśmy zrzutami z dokładnością do metra, żeby uszczelniać wały. Z czasem wykonaliśmy specjalne tabele norm i należności sprzętu do technik linowych. Wcześniej korzystaliśmy głównie ze sprzętu sportowego. Teraz mamy wyposażenie o statusie wojskowym, przeznaczone do działań operacyjnych – dodaje „Mazzi”.

Kurs technik linowych w rejonie Kotliny Jeleniogórskiej prowadzony był już w nowym systemie i z wykorzystaniem nowego sprzętu wysokościowego. Jest na bieżąco udoskonalany przez operatorów Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca.

Natalia Witkiewicz

autor zdjęć: Daniel Dmitriew/ JWK

dodaj komentarz

komentarze


MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Drony i roboty na MSPO 2026
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
Coraz więcej Abramsów w Wojsku Polskim
Medale strzelców z „armii mistrzów”
Kolejni gunnerzy na horyzoncie
Leopardy pokonały rzekę
Rój dronów wesprze walkę z okrętem podwodnym
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
Dron z Bałtyku był uzbrojony
Lockheed Martin o polskim programie dotyczącym F-35
Z prądem i pod prąd
„Czarny obrońca” na Bałtyku
Lubelscy terytorialsi pomogli ofiarom wypadku
Jak przetrwać kryzys?
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Ukraińska pięść na rosyjskie drony
Pamięć o amerykańskim bohaterze
FPV po polsku
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
„Horyzont” przedłużony
Silniejsza Polska to silniejsze Włochy
Strażnicy lotniska
„Czarny obrońca” zabytków
„Nieustraszony orzeł”
Flanka pod strażą
Medale w skokach na celność lądowania
Polska i Litwa wspólnie będą badać incydenty z dronami
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
PZL P.11c – Pościgowy taran!
Gotowi na wszystko
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Pancerniacy i spadochroniarze
Medale kajakarki, wspinaczki i spadochroniarek
Białorusini ćwiczą przy granicy z Polską
Żołnierze z medalami w kurash
Koniec okularów w służbie?
Polski pocisk 155 mm coraz bliżej
Samorządy filarem odporności państwa
Szkolenia „wGotowości” czyli warto się przygotować
Belma na MSPO: tu rozmowy zamieniają się w projekty
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Gry w wojnę w AWL-u
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Po medale na nartorolkach i w kajaku
Saperzy wzmacniają granicę z Ukrainą
Ocean dronów
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Więcej Czarnych Panter w Braniewie
Polska w koalicji antybalistycznej
Wojskowe MMA dla terytorialsów
Abordaż z polskim wsparciem
Bezpieczeństwo wspólnym mianownikiem
Czołgi K2 będą naprawiane w Poznaniu
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
Defendery dla najlepszych z najlepszych
Gorący lipiec PKW Łotwa
Odpowiedź na rosyjską eskalację
Czołgi, drony i... Francuzi
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Cios w plecy

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO