Czołgi pływające i amfibijne wozy bojowe na gąsienicach zaprzątały umysły konstruktorów i sztabowców na długo przed II wojną światową. W jej trakcie do walki weszły pierwsze wozy tego typu. I choć efekty nie były spektakularne, po 1945 roku nadal rozwijano tę broń. Znaczenie czołgów pływających zaczęło maleć po wprowadzeniu do uzbrojenia przeciwpancernych pocisków kierowanych.
„Pływający potwór” z D-Day w Normandii – Sherman DD. Domena publiczna
W końcu lat dwudziestych XX wieku konstruktorzy koncernu Vickers inżynier John Valentine Carden oraz kapitan Vivian Loyd skonstruowali – obok czterotonowego czołgu rozpoznawczego – także mały czołg rozpoznawczy przygotowany zarówno do poruszania się w terenie, jak i do pokonywania przeszkód wodnych. Nazwano go Vickers-Carden-Loyd Amphibious Tank. Był to pierwszy na świecie czołg pływający wytwarzany seryjnie. Armia brytyjska szybko jednak straciła zainteresowanie tym wozem. Ograniczono więc jego produkcję i po 1931 roku przeznaczono głównie na eksport. Czołgiem zainteresowało się kilka państw, m.in. Chiny, Związek Sowiecki i Polska. Sowieci zakupili osiem wozów i na bazie konstrukcji angielskiej wykonali własne modele T-37 i T-38, które przyjęto do uzbrojenia i produkowano seryjnie w tysiącach egzemplarzy.
Również Polska prowadziła negocjacje związane z zakupem czołgu pływającego. Z braku funduszów nie zostały one jednak sfinalizowane. Ograniczono się do zorganizowania w 1932 roku pokazu pokonywania przeszkody wodnej w Modlinie na Wiśle. W wyniku tych działań zdecydowano się na budowę podobnych czołgów własnej konstrukcji, bez kupowania licencji zagranicznych. Biuro Badań Technicznych Broni Pancernych ustaliło szczegółowe wymagania taktyczno-techniczne, na podstawie których Państwowe Zakłady Inżynierii opracowały do 1936 roku pod kierunkiem inżyniera Edwarda Habicha projekt i konstrukcję czołgu pływającego. Nazwano go: czołg pływający PZInż-130. Prototyp ukończono w 1937 roku. Brał on udział w wielu rajdach doświadczalnych i w manewrach wojskowych. Ostatnie próby w maju 1939 roku oceniono bardzo wysoko, ale na tym się skończyło – 1 września wybuchła wojna.
Debiut w D-Day
W 1941 roku Brytyjczycy podjęli kolejne starania, by produkować czołg pływający, przydatny podczas operacji inwazyjnych. Próby prowadzone z czołgami Tetrarch nie dały zadowalających wyników. Ostatecznie wozy te wykorzystano jako czołgi lekkie nadające się do transportu drogą powietrzną. W maju 1942 roku przeprowadzono próby wodne z czołgiem szturmowym typu Valentine, dobrze opancerzonym MK IX (z armatą 57 mm) i Mk XI (z armatą 75 mm); przygotowano ich około 650 egzemplarzy. Jednak wykorzystywano je głównie do szkolenia załóg. W 1943 roku postanowiono zrealizować projekt, który zakładał przygotowanie do pływania amerykańskich czołgów średnich Sherman.
Okazały się one bardziej uniwersalne od Valentine’a, chociaż w Shermanach były większe problemy z rozwiązaniem przenoszenia napędu na śruby, ponieważ Shermany miały koła napędzające z przodu. Przystosowanie czołgu do pływania polegało w zasadzie na jego całkowitej przemianie w ponton. Dno pontonu stanowił uszczelniony kadłub czołgu ze śrubą napędową i sterem. Burty powstawały zaś w ten sposób, że na równoległych do dna kadłuba metalowych stelażach rozpinano płócienny wodoodporny ekran. Czołg z rozłożonym ekranem (stawiany przez załogę w około 15 minut) miał około 4 m wysokości. W czasie pływania wolna burta wystawała 97 cm ponad lustro wody. Tak oto powstał czołg DD (ang. duplex drive –podwójny napęd).
Skrót DD może oznaczać również zdolność pojazdu do poruszania się zarówno na lądzie, jak i w wodzie, jak też że napęd przekazywany jest zarówno na gąsienice, jak i śruby napędowe. Osiągi czołgów DD Sherman nie były nadzwyczajne i bardzo zależały od stanu morza. Dla przykładu z 32 czołgów desantowanych zbyt daleko od brzegu na plażę Omaha – 28 zatonęło wraz z załogami, którym brak było wyszkolenia w pływaniu po wzburzonym morzu. Załogi, którym udało się dotrzeć do brzegu, miały w swoim składzie żołnierzy z doświadczeniem żeglarskim. Użycie czołgów DD Sherman podczas operacji „Overlord” było dużym zaskoczeniem dla Niemców, którzy nie spodziewali się czołgów na plażach Normandii już w pierwszej fali desantu. Ogółem czołgów DD zbudowano 560 sztuk. Produkcji zaniechano po opanowaniu Holandii, kiedy przestały być potrzebne do pokonywania rozlewisk Skaldy i innych większych przeszkód wodnych. Ostatecznie czołgi te okazały się niezbyt przydatne w walce – bardziej liczył się ich efekt psychologiczny w chwili, gdy na bronionej przez piechotę plaży pojawiały się wozy bojowe.
Zimna wojna
W okres zimnej wojny czołgi pływające wprowadził Związek Sowiecki, który zaczął produkować PT-76. Używano ich głównie jako wozów bojowych jednostek rozpoznawczych dywizji pancernych i zmechanizowanych. W 1957 roku armatę D-56T z hamulcem wylotowym typu reakcyjnego, stosowaną w pierwszych seryjnych czołgach, zastąpiono ulepszoną armatą D-56TM 76,2 mm, z dwukomorowym hamulcem aktywnym i przedmuchiwaczem lufy. W czołgu przewożono następujący zapas amunicji: do armaty 40 sztuk, do wielkokalibrowego karabinu maszynowego 300 sztuk i do km 1 tys. sztuk. Opancerzenie czołgu nie zapewniało trzyosobowej załodze odpowiedniej osłony.
Około 15-tonowy pojazd posiadał także problemy z pływaniem. Tę wadę usunięto pod koniec lat pięćdziesiątych i wprowadzono do produkcji model PT-76B z podwyższonym kadłubem. Wysokość kadłuba zwiększono o 130 mm. Zmodernizowano przyrządy obserwacyjne i inne wyposażenie (kierowca otrzymał noktowizor). Silnik wysokoprężny W-6 o mocy 240 KM zapewniał prędkość po drodze 44 km/ha, a w wodzie 10,2 km/h.
Nowatorski w tym czasie sposób napędu w wodzie pędnikami hydrodynamicznymi pozwalał na pokonywanie przeszkód wodnych bez specjalnego przygotowania. Umożliwiał manewrowanie i prowadzenie ognia na wodzie, nawet dłuższe pływanie do tyłu. Dobre właściwości trakcyjne osiągnięto, niestety, kosztem słabego opancerzenia czołgu (6–15 mm). W późniejszym czasie ulepszano głównie wyposażenie, a wcześniejsze wersje modernizowano.
Od 1967 roku 7,62 mm karabin maszynowy SGMT zamieniano na PKT, tego samego kalibru. Prawdopodobnie w tym czasie czołg wyposażono w przeciwlotniczy wielkokalibrowy karabin maszynowy 12,7 mm DSzK. Polska zakupiła 112 takich czołgów, ostatnie wycofano z eksploatacji w 1989 roku, choć w 1990 roku wykazywano jeszcze w ewidencji wojskowej 30 sztuk czołgów tego typu. Większość z wycofanych egzemplarzy sprzedano do Wietnamu, pozostałe złomowano lub trafiły do muzeów i prywatnych kolekcji. Prezentowany w poznańskim Muzeum Broni Pancernej pojazd posiada fabryczny nr kadłuba 507A454PG.
Pływający transporter opancerzony OT-62 TOPAS; w zbiorach Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu. Fot. Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu
Polskie patenty
Kolejnym pojazdem amfibijnym jest samobieżna pływająca haubica 2S1 Goździk kal. 122 mm, zbudowana na przedłużonym podwoziu (dodano jedno koło nośne) transportera opancerzonego MT-LB. Jej uzbrojenie stanowi zamontowana w obrotowej wieży, zmodyfikowana wersja haubicy D-30, zdolna do wystrzeliwania zarówno pocisków klasycznych, jak i z dodatkowym napędem rakietowym. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych służyła w praktycznie wszystkich armiach państw Układu Warszawskiego oraz kilku państw afrykańskich, azjatyckich i południowo-amerykańskich.
Pierwsze haubice do Wojska Polskiego trafiły w 1974 roku. Miały kadłub spawany z płyt pancernych, w którym mieściły się w przedniej części zespoły układu napędowego i przedział kierowania, w środkowej – silnik, a w tylnej części – przedział bojowy i amunicyjny. Haubicę 2A31W zamontowano w wieży umieszczonej na tylnej części kadłuba. Pojazd przewoził 40 sztuk nabojów rozdzielnego ładowania, jednak podczas przygotowywania działa do pływania należało ich liczbę ograniczyć do 30. Półautomatyczna haubica 2A31 wyposażona była w przedmuchiwacz przewodu lufy, dwukomorowy hamulec wylotowy i zamek klinowy o pionowym ruchu klina. Obsługa działa samobieżnego składa się z czterech członków załogi: dowódcy, celowniczego, ładowniczego i kierowcy, w warunkach bojowych dodatkowo dochodził amunicyjny. Stanowisko mechanika-kierowcy znajduje się z przodu kadłuba po lewej stronie. Licencyjną produkcję Goździków prowadziła w latach 1984–1991 Huta Stalowa Wola. W Wojsku Polskim służyły łącznie 534 haubice tego typu.
Prezentowany eksponat o numerze fabrycznym kadłuba 2S1068081 poznańskie Muzeum Broni Pancernej otrzymało z zasobów Agencji Mienia Wojskowego w 2008 roku. Część wycofywanych pojazdów użyto w Polsce do przebudowy na lekkie podwozia gąsienicowe do wozów dowodzenia. W 2021 roku Polska posiadała jeszcze 227 haubic, z tego nieujawnioną liczbę przekazano w 2022 roku Ukrainie.
Podzespoły czołgu pływającego PT-76 wykorzystano również do budowy pływającego transportera opancerzonego OT-62 TOPAS. Czechosłowacja wraz z zakupem partii wozów BTR-50 zakupiła także licencję na ich produkcję. Wkrótce rozpoczęto prace związane z opracowaniem własnej, zmodernizowanej wersji transportera BTR-50.
W pracach konstrukcyjnych nad nowym wozem o nazwie TOPAS dużą uwagę zwrócono na unowocześnienie układu przeniesienia mocy oraz poprawienie jego parametrów taktyczno-technicznych przy zachowaniu dotychczasowych wymiarów i pojemności kadłuba. Czechosłowaccy inżynierowie w nowym wozie napędzanym silnikiem PV-6 zastosowali turbosprężarkę PDH-10RN, dzięki czemu jego moc wzrosła z 240 do 300 KM. Spowodowało to zwiększenie maksymalnej prędkości jazdy z 45 do 60 km/h, a także pływania z 10,2 do 10,8 km/h.
Niedużej przebudowie uległ też kadłub. W przedniej, górnej płycie wmontowano dodatkową wieżyczkę dla trzeciego członka załogi. Ponadto pojazdy wyposażono w boczne drzwi do przedziału desantowego z wodoszczelnymi włazami. Założono w nich wydajniejszy system filtracyjny oraz całkowicie nowe opancerzenie przedziału desantowego (6–17 mm). Transportery o masie 15 000–16 500 kg posiadały bardzo dobrą pływalność dzięki zastosowaniu napędu strumieniowego. W latach 1965–1968 Wojsko Polskie zakupiło około 140 TOPAS-ów, z których większość trafiła do 7 Łużyckiej Dywizji Desantowej, przemianowanej latem 1986 roku na 7 Brygadę Obrony Wybrzeża.
Warto podkreślić, że w Polsce powstała specjalna wersja transportera – OT-62 TOPAS 2-AP – z uzbrojeniem (14,5 mm KPWT i 7,62 mm km PKT) zamontowanym w obrotowej wieży. Polskie TOPAS-y zostały wycofane z uzbrojenia w roku 1994, wraz z likwidacją 7 Brygady.
Muzealny egzemplarz (nr rejestracyjny UBT 0700) ma przerobiony warsztatowo przedział załogowy; zwiększono jego część użytkową przez podniesienie zabudowy stropu. Wykorzystywany był jako wóz dowodzenia podczas szkolenia podchorążych Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Stefana Czarnieckiego w Poznaniu. W latach 1973–1977 uczestniczyłem w zajęciach poligonowych z wykorzystaniem tego pojazdu – aktualnie już eksponatu.
Perspektywy na przyszłość
W 1966 roku Amerykanie wprowadzili do służby ostatni już czołg pływający – M551 Sheridan z działem 155 mm. Znaczenie czołgów pływających stopniowo malało, szczególnie po wprowadzeniu do uzbrojenia przeciwpancernych pocisków kierowanych (ppk), przystosowanych do montowania na dowolnych, nawet lekkich pojazdach. Rolę czołgów lekkich po obu stronach żelaznej kurtyny zaczęły przejmować przystosowane do pływania bojowe wozy piechoty uzbrojone w działka i we wspomniane już wyrzutnie ppk.
Nowa kategoria pojazdu nie była już typowym transporterem, a bojowym wozem piechoty (bwp) przeznaczonym do współdziałania z czołgami, który znalazł się w wyposażeniu oddziałów piechoty zmechanizowanej. Był zdolny do przewożenia drużyny piechoty, zapewniał jej ochronę przed pociskami broni ręcznej oraz silniejsze wsparcie ogniowe, gdy przystępowała do działania poza pojazdem. Reprezentantem tego typu bwp w państwach Układu Warszawskiego był sowiecki BMP-1.
Załoga BMP-1 składa się z: dowódcy, działonowego-operatora, kierowcy i ośmiu żołnierzy desantu. Kierowca i dowódca zajmują miejsce w przedziale kierowania (jeden za drugim), działonowy w wieży (przedział bojowy) znajdującej się w centralnej części wozu, żołnierze desantu w tylnej części pojazdu.
W wieży umieszczono zasadnicze uzbrojenie wozu: armatę 2A28 Grom 73 mm i sprzężony z nią karabin maszynowy PKT 7,62 mm. Nad lufą armaty zamocowana jest wyrzutnia przeciwpancernych pocisków kierowanych „Malutka” ładowana z wnętrza wieży przez mały właz. Armata 2A28 posiada automat ładowania, może też być ładowana ręcznie. Na bokach wieży mocowane są wyrzutnie granatów dymnych. W pojeździe przewożony jest następujący zapas amunicji: do armaty 2A28 – 40 sztuk granatów PG15W (przeciwpancernych, kumulacyjnych i odłamkowych) – 2 tys. sztuk nabojów do km PKT oraz 4 pociski 9M14M „Malutka”.
Umieszczony w przedziale napędowym (przednia część kadłuba) 6-cylindrowy silnik wysokoprężny, chłodzony cieczą o mocy 300 KM, i mechanizm przenoszenia mocy na koła napędowe z przodu pojazdu umożliwia ruch wozu do przodu (pięć biegów) i do tyłu (jeden wsteczny), hamowanie oraz skręcanie. Łączny zapas paliwa wynosi 462 dm3. BMP-1 ma niezależne zawieszenie 12 kół jezdnych na wałkach skrętnych.
Jego następcą po modernizacji była wersja rozwojowa BMP-2 – do dzisiaj w uzbrojeniu armii rosyjskiej. Najnowszym modelem jest BMP-3, wóz wsparcia ogniowego piechoty współdziałający z czołgami w dywizjach pancernych, uzbrojony w gładkolufową armato-wyrzutnię 100 mm.
Czołg pływający PT-76; w zbiorach Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu. Fot. Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu
Państwa NATO na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wprowadzały do uzbrojenia podobnej klasy wozy bojowe. Między innymi we Francji wykorzystano kadłub czołgu i jego układy: napędowy i jezdny i zbudowano pływający, uzbrojony w działko bwp AMX-10P; w Republice Federalnej Niemiec wprowadzono do służby bwp Marder-1; w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej wprowadzono początkowo bwp M-113 Bushmaster, później bwp M2 Bradley, W Wielkiej Brytanii wykorzystywany jest od 1986 roku bwp FV510 Warrior.
W najbliższym czasie wejdą do uzbrojenia sił zbrojnych niektórych państw europejskich nowoczesne konstrukcje bojowych wozów piechoty, takie jak: polski Borsuk, niemiecka Puma, szwedzki CV90, austriacko-hiszpański ASCOD (Ulan – Pizarro) w wersji brytyjskiej Aiax. Pojazdy te projektowano z myślą o zapewnieniu solidnej ochrony transportowanym żołnierzom i wsparcia ogniowego na polu walki.
autor zdjęć: Domena publiczna, Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu

komentarze