Od kilku tygodni labrador Tofi jest najważniejszym sojusznikiem Grzegorza Trawińskiego, weterana misji w Afganistanie. Został wyszkolony jako pies asystujący osobie z zespołem stresu pourazowego i stał się dla weterana pierwszą linią obrony przed napadem lęku. – Nawet jak śpi, to czuwa. Potrafi zerwać się, by podążać za mną jak cień – opowiada pan Grzegorz.
Grzegorz Trawiński brał udział w misjach w Afganistanie w 2007 i 2011 roku. Po powrocie do kraju przez wiele lat nie zdawał sobie sprawy z tego, że zmaga się z zespołem stresu pourazowego. – PTSD nie mija z czasem. Przez wiele lat po misjach nie zdawałem sobie z tego sprawy – przyznaje weteran. – Nie jestem w stanie przewidzieć ataku. Zazwyczaj przychodzi w sytuacjach stresowych. Dzisiaj jest już lepiej, flashbacki są mniejsze, ale nadal są – dodaje.
PTSD bywa określane jako „niewidzialna rana”. Nawracające wspomnienia, koszmary czy nagłe poczucie zagrożenia związane z przeżyciami z misji mogą sparaliżować w najbardziej nieoczekiwanym momencie: w samochodzie, w sklepie, w środku nocy. – Nawet gdy jadę samochodem, pies jest obok i mnie obserwuje. Jeśli czuje, że sytuacja jest napięta, stara się odciągnąć moją uwagę – opowiada weteran. – Gdy w nocy mam niedobre sny, podchodzi i liże mnie po twarzy. Jeśli nie reaguję, staje łapami na mojej klatce piersiowej i próbuje mnie wybudzić. Już kilka razy była taka sytuacja; obudził mnie mokry nos, a zaraz potem łapy – mówi.
Z myślą o weteranach
Labrador Tofi trafił do Grzegorza Trawińskiego w ramach programu „Pies dla weterana – nowy front walki z PTSD”, wspieranego przez Fundację Polskiej Grupy Zbrojeniowej i realizowanego przez Fundację na rzecz Osób Niewidomych Labrador – Pies Przewodnik w Poznaniu. Organizacja ta od lat szkoli psy przewodniki i psy asystujące oraz rozwija programy wsparcia dla osób zmagających się z PTSD. Tofi to pierwszy pies asystujący wyszkolony do walki z zespołem stresu pourazowego w ramach tego projektu. – Pomoc weteranom, którzy po powrocie z misji mierzą się z niewidzialnymi ranami, jest dla nas szczególnie ważna. Ten projekt pokazuje, że dobrze zaplanowane wsparcie może realnie zmienić czyjeś codzienne życie – podkreśla Justyna Wawrzyńska-Bąk, prezes Fundacji Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Zaznacza przy tym, że zakończenie szkolenia Tofiego to coś znacznie więcej niż finał projektu. – To początek codziennego wsparcia i poczucia bezpieczeństwa, które trudno opisać statystykami czy raportami. Wierzymy, że pomoc powinna być dyskretna, mądra i trwała, czyli taka, która towarzyszy człowiekowi w zwykłych dniach, a nie tylko w wyjątkowych momentach – mówi Wawrzyńska-Bąk.
O psach asystujących pan Grzegorz usłyszał przypadkiem. – Podczas jednej z wizyt u terapeutki zwróciłem uwagę na wiszący na ścianie kalendarz z labradorami, wydany przez poznańską fundację – opowiada. Weteran postanowił dołączyć do programu. Ale pies nie trafił jednak do niego od razu. – Przez pierwszy rok w ogóle go nie widziałem. To fundacja wybiera psa dla każdego indywidualnie. Wiedziałem jedynie, że Tofi jest przeznaczony dla mnie. Po roku trafił do mnie na kilka dni. To była nowość dla nas obu, bo nigdy wcześniej nie miałem psa. Uczyliśmy się siebie – wspomina.
Przygotowanie psa do pracy z osobą zmagającą się z PTSD trwa wiele miesięcy – od selekcji, przez profesjonalne szkolenie, po naukę pracy z przyszłym opiekunem. Jak tłumaczy Jan Semmler z Fundacji Labrador, to proces wymagający ogromnej uważności i doświadczenia, bo pies asystujący ma być realnym wsparciem w codziennym funkcjonowaniu weterana. W trakcie szkolenia zwierzę uczy się rozpoznawania i sygnalizowania zbliżających się ataków paniki oraz reagowania w sytuacjach silnego napięcia. Psy asystujące osobom zmagającym się z PTSD potrafią wyczuć nawet subtelne zmiany zachowania i pojawiające się uczucie niepokoju, które często poprzedzają napady lęku.
Wsparcie w terapii
Aby ubiegać się o psa asystującego, weteran musi posiadać orzeczenie o niepełnosprawności. Warunkiem jest również udział w terapii. Grzegorz Trawiński podkreśla, że jest ona niezbędna, aby poradzić sobie z PTSD. Pies nigdy nie zastąpi leczenia i regularnych wizyt u lekarza, ale niektórym bardzo by się przydał. – Szczególnie gdy jesteśmy sami i nie mamy się do kogo odezwać – zauważa. – Wiem, że Tofi jest i w razie potrzeby mnie wesprze. Nawet jak śpi, to czuwa. Potrafi zerwać się, aby podążać za mną jak cień. Towarzyszy mi od początku roku i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być – przyznaje.
Gdy Tofi ma na sobie uprząż psa asystującego, nie ma zabawy z innymi domownikami czy głaskania. Zwierzę jest „w pracy”. Tylko Grzegorz może karmić Tofiego i wychodzić z nim na spacery. Dopiero po zdjęciu uprzęży psa asystującego i komendzie „wolny pies” Tofi zaczyna zachowywać się jak zwykły labrador.
autor zdjęć: Fundacja PGZ

komentarze