moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Fałszywa historia, prawdziwe zamieszki

Doniesienia o tajnym więzieniu, torturach i zakładnikach wywołały gwałtowne protesty na przedmieściach Kijowa. Choć najpoważniejsze oskarżenia nie znalazły potwierdzenia, zdążyły doprowadzić do starć z policją. Ukraińskie służby badają okoliczności zajścia, a analitycy wskazują na zorganizowane rozpowszechnianie fałszywych informacji przez prorosyjskie kanały.

 

Wszystko zaczęło się od informacji o dramatycznej sytuacji kilkudziesięciu mężczyzn, rzekomo przetrzymywanych w piwnicy prywatnego domu w miejscowości Petropawliwska Borszczahiwka, na przedmieściach Kijowa. W poniedziałek 2 listopada media społecznościowe obiegły doniesienia, że budynek jest nielegalnym więzieniem, w którym ludzi poddaje się torturom. Mówiono o pobiciach, połamanych kościach, człowieku ze złamanym kręgosłupem, a nawet o jednej ofierze śmiertelnej. Za brutalne traktowanie mężczyzn mieli odpowiadać żołnierze ukraińskiej Gwardii Narodowej.

Informacje szybko zaczęły żyć własnym życiem. Na Telegramie i TikToku pojawiały się kolejne wpisy, nagrania i wezwania do interwencji. Szczególną uwagę przyciągała kobieta ubrana w strój pracownika pogotowia ratunkowego. Przyjechała pod wskazany adres ambulansem, domagając się dostępu do osób rzekomo wymagających natychmiastowej pomocy medycznej. Klęczała przed bramą posesji, apelując o wpuszczenie jej do środka. Całe zdarzenie transmitowała w internecie.

REKLAMA

Przed budynkiem zaczęli gromadzić się ludzie. Część przedstawiała się jako krewni przetrzymywanych, inni deklarowali, że przybyli, by zaprotestować przeciwko bezprawiu. Wkrótce zgromadzenie przerodziło się w gwałtowne zajścia. Uczestnicy protestu próbowali sforsować ogrodzenie, rzucali przedmiotami w funkcjonariuszy i uszkadzali pojazdy służbowe. Doszło do szarpaniny. W pewnym momencie tłum próbował przewrócić autobus, do którego wsiedli wojskowi wyprowadzeni z budynku.

Sytuacja stała się na tyle poważna, że na miejscu pojawili się dowódca Gwardii Narodowej Ukrainy gen. Ołeksandr Piwnenko oraz szef Biura Prezydenta Kyryło Budanow. Obaj próbowali uspokoić demonstrantów i wyjaśnić, co naprawdę dzieje się za ogrodzeniem.

Co było za bramą?

Budynek rzeczywiście był wykorzystywany przez wojsko. Jak wyjaśniło dowództwo 1 Korpusu Gwardii Narodowej „Azow”, stanowił tymczasowe miejsce zakwaterowania personelu podległej mu jednostki. Znajdowali się tam zarówno świeżo zmobilizowani, oczekujący na skierowanie do szkolenia, jak i żołnierze zatrzymani po samowolnym opuszczeniu swoich jednostek.

Według informacji przedstawionych 3 listopada przez gen. Piwnenkę w budynku przebywało 26 osób. Cztery z nich należały do drugiej kategorii. Wojskowi ci mieli obrażenia i umożliwiono im uzyskanie pomocy medycznej. Dowództwo nie zaprzeczało, że potrzebowali pomocy, ale odrzucało twierdzenia o istnieniu tajnej katowni. Przedstawiciele Gwardii Narodowej zdementowali m.in. doniesienia o mężczyźnie ze złamanym kręgosłupem, który miał nie być zdolny do samodzielnego poruszania się.

Do budynku dopuszczono przedstawicieli służb oraz wybrane osoby spośród zgromadzonych. Matka jednego z mobilizowanych, która obejrzała pomieszczenia, stwierdziła, że znajdującym się tam mężczyznom nic nie zagraża, choć warunki zakwaterowania oceniła krytycznie.

Samo wykorzystywanie wynajętych budynków do rozmieszczania żołnierzy nie jest w warunkach wojny czymś nadzwyczajnym. Ukraińska armia rozprasza personel, by ograniczać skutki ewentualnych rosyjskich uderzeń na koszary i inne obiekty wojskowe. Nie oznacza to jednak, że sposób traktowania przebywających w takich miejscach ludzi pozostaje poza kontrolą prawa.

I właśnie ten aspekt sprawy wymaga dalszego wyjaśnienia. Państwowe Biuro Śledcze Ukrainy wszczęło postępowanie dotyczące możliwego przekroczenia uprawnień przez wojskowych. Śledczy mają ustalić m.in. okoliczności powstania obrażeń u czterech żołnierzy. Niezależną kontrolę zapowiedziało również biuro ukraińskiego rzecznika praw żołnierzy. Innymi słowy, zakwestionowanie sensacyjnej opowieści o więzieniu i torturach nie przesądza jeszcze, że w budynku nie doszło do żadnych nadużyć.

Kobieta w stroju ratownika

Równolegle zaczęły wychodzić na jaw okoliczności wskazujące, że protest nie był wyłącznie spontaniczną reakcją mieszkańców na niepokojące informacje.

Kluczową postacią okazała się kobieta przedstawiająca się jako pracownica prywatnego pogotowia ratunkowego. Ukraińscy dziennikarze śledczy ustalili, że nazywa się Wałentyna Mołoda i zawodowo zajmuje się kosmetologią. Co więcej, nie była związana z firmą Med-Prestyż, której oznaczenia znajdowały się na ambulansie. Przedsiębiorstwo od kilku lat nie prowadziło działalności operacyjnej, a jego dawny właściciel poinformował dziennikarzy, że pojazd został sprzedany w 2024 roku. Nabywcy mieli usunąć firmowe oznaczenia.

Mołoda nie ograniczała się do domagania się dostępu do rzekomych pacjentów. Prowadziła transmisję na żywo i publikowała informacje o dramatycznej sytuacji ludzi znajdujących się w budynku. Jej przekaz przejmowały kolejne konta, w tym profile od dawna rozpowszechniające treści wymierzone w ukraińskie władze i system mobilizacyjny.

Według ukraińskich mediów kobieta była już wcześniej aktywna w środowiskach organizujących antyrządowe akcje w internecie. Śledczy twierdzą natomiast, że przed wydarzeniami przeprowadzono rozpoznanie obiektu i nawiązano kontakty z administratorami kanałów na Telegramie. 3 listopada poinformowano o zatrzymaniu Mołodej i kierowcy ambulansu. Oboje są podejrzewani o udział w organizowaniu zamieszek.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) prowadzi postępowania dotyczące utrudniania legalnej działalności formacji wojskowych oraz nieuprawnionego rozpowszechniania informacji o rozmieszczeniu żołnierzy. Policja zidentyfikowała około stu uczestników zajść, wśród nich kilkanaście osób podejrzewanych o szczególnie aktywny udział w agresywnych działaniach.

Nie przedstawiono jednak publicznie dowodów pozwalających stwierdzić, że całym przedsięwzięciem bezpośrednio kierowały rosyjskie służby specjalne. Ukraińscy przedstawiciele władz wskazują na celową prowokację i zewnętrzne wpływy, a prorosyjskie kanały aktywnie rozpowszechniały fałszywe doniesienia. To wystarczające przesłanki, by mówić o wykorzystaniu wydarzeń w wojnie informacyjnej, ale nie do ostatecznego rozstrzygnięcia, kto zaplanował każdy element zajść.

Jak działa taka operacja?

Wydarzenia w Petropawliwskiej Borszczahiwce pokazują mechanizm szczególnie niebezpiecznej odmiany dezinformacji. Nie polega ona na wymyśleniu całej historii od początku do końca. Znacznie skuteczniejsze może okazać się wykorzystanie prawdziwego zdarzenia, a następnie obudowanie go nieprawdziwymi informacjami, sugestiami i emocjonalnymi obrazami.

W tym przypadku punktem wyjścia był rzeczywiście istniejący obiekt wojskowy, w którym przebywali zmobilizowani i żołnierze zatrzymani po samowolnym opuszczeniu jednostek. Byli tam również mężczyźni z obrażeniami. To wystarczyło, by wokół faktów powstała opowieść o podziemnym więzieniu, torturach i śmierci jednego z przetrzymywanych.

Istotną rolę odegrała forma przekazu. Nagranie kobiety w stroju ratownika, klęczącej przed zamkniętą bramą, było silnym bodźcem emocjonalnym. Obraz sugerował, że bezbronnym ludziom odmawia się pomocy, a służby ukrywają dramat rozgrywający się wewnątrz budynku. Widz nie musiał znać szczegółów sprawy. Wystarczyło, że zobaczył scenę, która wyglądała na autentyczny zapis sytuacji kryzysowej.

Kolejnym etapem było gwałtowne rozpowszechnianie informacji. Jak ustaliła „Ukraińska Prawda”, powołując się na dane serwisu monitorującego Telegram, wiadomości o incydencie zebrały w ciągu zaledwie kilku godzin ponad cztery miliony wyświetleń. Analitycy firmy LetsData prześledzili aktywność kont uznawanych za prorosyjskie. Ustalili m.in., że jeden z kanałów w ciągu nocy powielił 44 wpisy pochodzące z trzech innych profili. Mediana opóźnienia wynosiła zaledwie 15 sekund.

Nie był to więc wyłącznie spontaniczny obieg informacji. Część kanałów działała jak sieć wzajemnie wspierających się przekaźników, błyskawicznie powielając podobne komunikaty. W ten sposób rosła nie tylko liczba odbiorców, lecz także wrażenie wiarygodności opowieści. Skoro o rzekomej katowni pisały dziesiątki profili, dla wielu użytkowników stawało się to potwierdzeniem jej istnienia.

Szczególne znaczenie mają tu emocje. Oburzenie, strach i poczucie niesprawiedliwości sprzyjają natychmiastowym reakcjom. Sprostowanie opublikowane kilka godzin później musi już konkurować nie tylko z pierwotną informacją, lecz także z przekonaniami ludzi, którzy zdążyli w nią uwierzyć.

Tak było pod Kijowem. Nawet gdy przedstawiciele Gwardii Narodowej wyjaśniali status budynku i umożliwiali sprawdzenie sytuacji, część zgromadzonych kontynuowała agresywne działania. Protest wywołany doniesieniami o krzywdzeniu wojskowych doprowadził m.in do ataku na autobus przewożący tych samych ludzi, których chęć ratowania deklarowali demonstranci.

Dlaczego właśnie mobilizacja?

Nieprzypadkowy wydaje się także wybór tematu. Ukraiński system mobilizacyjny od dawna budzi społeczne napięcia. Wieloletnia wojna oznacza konieczność uzupełniania strat, a jednocześnie rosnące zmęczenie społeczeństwa, obawy przed wysłaniem na front i konflikty wokół sposobu prowadzenia poboru.

W ukraińskich mediach pojawiały się udokumentowane przypadki nadużyć ze strony osób odpowiedzialnych za mobilizację. Nie można ich ignorować ani uznawać każdej krytyki wojskowej administracji za działalność inspirowaną przez Rosję. Zarazem rzeczywiste problemy tworzą przestrzeń, w której fałszywe oskarżenia łatwiej znajdują odbiorców.
Dla rosyjskiej propagandy jest to temat wyjątkowo użyteczny. Narracja o państwie, które brutalnie traktuje własnych obywateli i zmusza ich do walki, ma podważać zaufanie do władz, osłabiać społeczną gotowość do ponoszenia kosztów wojny oraz pogłębiać niechęć między cywilami a żołnierzami.

Znaczenie ma również to, że w centrum oskarżeń znalazła się formacja związana z Azowem. Jednostka ta od lat stanowi jeden z głównych celów rosyjskiej propagandy, która przedstawia ją jako organizację zbrodniczą. Powiązanie jej nazwy z rzekomą katownią pozwalało odwołać się do wcześniej utrwalanych oskarżeń.

Dowódca Azowa gen. Denys Prokopenko ocenił, że kampania informacyjna towarzysząca wydarzeniom pod Kijowem odpowiada rosyjskim interesom: prowadzi do podziałów społecznych, destabilizacji sytuacji i dyskredytowania wojskowych.

Sprawa pokazuje jednak również ograniczenia prostego podziału na prawdę i propagandę. Kyryło Budanow, wskazując na zewnętrzne wpływy i prowokację, podkreślał zarazem, że wydarzenia ujawniły istniejące napięcia społeczne. Wyjaśnienia wymagają zarówno działania organizatorów zamieszek, jak i okoliczności przebywania żołnierzy w budynku.
Na tym właśnie polega szczególne zagrożenie. Dezinformacja wykorzystująca prawdziwe problemy może doprowadzić do rzeczywistych konsekwencji: ulicznych starć, utraty zaufania do instytucji i zagrożenia bezpieczeństwa żołnierzy. Nawet jeśli najbardziej sensacyjne oskarżenia zostaną później obalone, skutków wywołanych nimi wydarzeń nie da się cofnąć.

Marcin Ogdowski dziennikarz „Polski Zbrojnej”, korespondent wojenny, autor bloga bezkamuflazu.pl

autor zdjęć: Adobe Stock

dodaj komentarz

komentarze


Żołnierska pamięć na wieki
AWL uruchomi centrum badawcze z Koreańczykami
Podoficer po nowemu
Abordaż z polskim wsparciem
Sprawdzian bielskich desantowców
Krótszy łańcuch, lepszy efekt
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
DiBaX ‘26 – eksperymenty dla rozwoju NATO
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
„Horyzont” przedłużony
Nigdy nie zostawiamy swoich
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Kolejne Kraby w Czarnej Dywizji
MON dementuje informacje o braku pilotów F-16
„Tarcza Wschód” – bezpieczne granice i odporność społeczna
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Promień nie do zniesienia
Srebro światowego czempionatu dla polskiej zapaśniczki
Kolejne OPW w przyszłym roku
Grecki test współdziałania
Nowe Groty wkrótce w armii
Gorący lipiec PKW Łotwa
Unijne miliony na amunicję krążącą
Traszki do zadań specjalnych
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Jelcze, Rosomaki i czołgi ze Śląska z mniejszym CIT
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
Bombowiec na dnie Bałtyku
Przyszłość AI w wojsku
Więcej FlyEye dla polskich żołnierzy
Kolejne sukcesy „armii mistrzów”
Ćwiczenia „koalicji chętnych” w Polsce
Kolejne MiG-i-29 polecą do Ukrainy
Bazy F-16. O kulisach służby opowiadają dowódcy
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
‘Blind’ Sees More
MON zmienia system gotowości obronnej
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Bój na cyberpoligonie
Napastnik z nożem? Co robić, podpowiada ekspert
Bałtyk do głębi
Nowe Rosomaki tym razem w Poznaniu
Modułowe schrony i zdalne koparki
Generał z cienia
SkyGuardian w styczniu
Trałowce po nowemu
Leopardy atakują z zarośli
Polska i Wielka Brytania umacniają strategiczne partnerstwo
Więcej niż rehabilitacja
Ratunek pod ogniem
Prezydent na RBN-ie
Miliardy z SAFE dla polskich firm zbrojeniowych
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Szkolenia przed „Orką”
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Powrót do wojska, pytania o emeryturę
Modelowy test na poligonie
Flanka pod strażą
Constans historii

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO