Nurek stracił pod lodem kontakt z partnerem z zespołu. Zerwała się też lina łącząca go ze stanowiskiem nurkowym na powierzchni. Co powinien zrobić, by odnaleźć drogę do przerębla i uratować życie? To tylko jedno z długiej listy zadań, z którymi na jeziorze Czos mierzyli się minerzy i nurkowie inżynierii z marynarki wojennej.
W takich warunkach nurkowie trenowali po raz pierwszy od kilkunastu lat. Podczas dwutygodniowego zgrupowania w Mrągowie, na jeziorze Czos zalegała pokrywa lodowa o grubości 40 centymetrów. – Nurkowania typu overhead, czyli w zamkniętej przestrzeni i z przeszkodą ponad głową, zawsze stanowią duże wyzwanie, zarówno pod względem czysto technicznym, jak i psychologicznym. Ale przy tak grubym lodzie stają się wyjątkowo wymagające – przyznaje por. mar. Patryk Zając z Grupy Nurków Minerów 12 Dywizjonu Trałowców. – Choćby dlatego, że w sytuacji awaryjnej nurek nie ma możliwości, by samodzielnie przekuć lód i otworzyć sobie drogę na powierzchnię – dodaje. Gdy schodzi się pod wodę, trudno wyrzucić tę myśl z głowy, jednak – jak przyznaje oficer – wraz z upływem czasu można się z nią oswoić. Zwłaszcza, gdy lista zadań jest naprawdę długa. A tak właśnie było podczas wspólnego szkolenia nurków inżynierii i minerów z obydwu polskich flotyll.
– Zadania realizowaliśmy każdego dnia, przy naturalnym świetle i po zapadnięciu zmroku – wspomina por. mar. Zając. Nurkowie korzystali ze sprzętu autonomicznego, który składa się między innymi z butli i aparatu oddechowego. Na sobie mieli tzw. suche skafandry, tak by w lodowatej wodzie wytrwać kilkadziesiąt minut. Do jeziora schodzili parami poprzez przerębel wykuty tuż przy stanowisku nurkowym, które ze względu na warunki można było utworzyć bezpośrednio na lodzie.
Pod wodą nawet w słoneczne dni towarzyszył im półmrok. – Lód stosunkowo słabo przepuszcza światło. Tym bardziej, że zalega na nim warstwa śniegu – podkreśla por. mar. Zając. Widoczność spadała z każdym metrem, a blisko dna stawała się już bardzo słaba, niezależnie od tego, że nurkowie operowali na głębokości sięgającej ledwie 10–12 metrów.
Jakie zadania realizowali? – Przede wszystkim ćwiczyliśmy poszukiwanie i wydobywanie na powierzchnię różnego typu przedmiotów. W nurkowaniu pod lodem to trudne o tyle, że obiektu nie można podnieść w dowolnym miejscu. Należy go przemieścić w sąsiedztwo przerębla, a to dodatkowy wysiłek – zaznacza oficer. Na tym oczywiście nie koniec. Nurkowie trenowali również pływanie z wykorzystaniem kompasu i eksplorację podwodnych konstrukcji oraz wraków. – Na dnie jeziora znajdują się specjalne platformy. Do tego dochodzą zatopiona barka i łódź – wylicza nurek.
Podczas zgrupowania przećwiczyli także procedury awaryjne. – Pod wodą w każdej chwili może dojść do wypadku, różnego typu nieprzewidzianych komplikacji, a my musimy być gotowi, aby odpowiednio na nie zareagować – przypomina por. mar. Zając. Jeden ze scenariuszy przewidywał na przykład, że nurek traci kontakt z kolegą z pary, lina zaś, która łączyła go ze stanowiskiem na powierzchni, zostaje przerwana. Takie spiętrzenie nieszczęść jest raczej mało prawdopodobne, ale… wykluczyć go nie można. Jak zatem wydostać się na powierzchnię? – Nurek może podjąć próbę przekucia się przez lód za pomocą noża. Tym sposobem zasygnalizuje kolegom na powierzchni miejsce, w którym akurat się znajduje, a oni wykonają tam dodatkowy przerębel – tłumaczy oficer. Tyle że przy 40-centymetrowej pokrywie taki sposób raczej zawiedzie – wykucie otworu nożem byłoby po prostu zbyt czasochłonne. Ale ratunku można szukać też na inne sposoby. – Nurek wkręca w lód specjalną śrubę, dopina do niej kołowrotek z liną, następnie zaczyna zataczać okręgi tak długo, aż trafi na przerębel – tłumaczy por. mar. Zając.
Różnego typu działania pod lodem nurkowie marynarki wojennej ćwiczą regularnie. Zgrupowania w Mrągowie organizowane są każdego roku i, jak przyznają ich uczestnicy, utrwalane wówczas umiejętności mogą się przydać w zupełnie nieoczekiwanych momentach. W tym roku na przykład minerzy z 12 dTR zostali wezwani na Jezioro Pilchowickie, gdzie wydobywali spod lodu zatopione materiały wybuchowe. Zadania nurków nie ograniczają się bowiem do służby na Bałtyku. – Nurkowie marynarki wojennej w ciągu roku wykonują dziesiątki akcji bojowych. Wzywani bywają do niebezpiecznych znalezisk podwodnych na terenie całego kraju. Operują zarówno na akwenach morskich, jak i śródlądowych, a zachowanie przez nich zdolności i gotowości do działania wymaga wielu godzin treningów – podkreśla kmdr ppor. Grzegorz Lewandowski, rzecznik 8 Flotylli Obrony Wybrzeża.
W marynarce wojennej funkcjonują dwie grupy nurków minerów. Wchodzą w skład 12 i 13 Dywizjonu Trałowców, które z kolei stanowią część 8 FOW. Nurkowie inżynierii przynależą do jednostek brzegowych – 8 Batalionu Saperów z Dziwnowa i 43 Batalionu Saperów z Rozewia. Pierwsza z nich podlega 8 Flotylli Obrony Wybrzeża, druga zaś 3 Flotylli Okrętów.
autor zdjęć: GNM 12 dTR

komentarze