moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Warto iść swoją drogą

Od wojsk obrony przeciwlotniczej przez misje w Iraku, Kosowie i Afganistanie, służbę w Sztabie Generalnym i Dowództwie Generalnym aż po dowodzenie brygadą i największą dywizją w kraju. Po 40 latach służby gen. dyw. Arkadiusz Szkutnik żegna się z mundurem. – Najtrudniej jest dziś – mówi tuż przed rozpoczęciem nowego etapu w życiu.

Panie generale, 40 lat minęło… jak jeden dzień. Jak to się wszystko zaczęło?

Gen. dyw. Arkadiusz Szkutnik: O służbie w wojsku marzyłem od dziecka. Byłem zafascynowany historią Skalskiego, Urbanowicza, Dywizjonu 303. Uwielbiałem też modelarstwo. Chciałem studiować w akademii lotniczej w Dęblinie, ale jednak aby zostać pilotem, trzeba mieć żelazne zdrowie. Dlatego postawiłem na wojska obrony przeciwlotniczej.

A jak to się stało, że przeciwlotnik został dowódcą największej dywizji zmechanizowanej w kraju?

Rzeczywiście, nie jest to oczywista ścieżka kariery. Na pewno wiele zawdzięczam dobremu przygotowaniu wojskowemu, szkole oficerskiej i przełożonym, których spotkałem na swojej drodze. Miałem to szczęście, że trafiałem na świetnych mentorów, dzięki czemu mogłem się rozwijać i wcielać swoje pomysły w życie, choć nie zawsze moje otoczenie rozumiało podejmowane przeze mnie decyzje.

Te pomysły były zbyt innowacyjne?

Nie, nawet nie o to chodzi. Ukończyłem Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Oborny Przeciwlotniczej z trzecią lokatą, mogłem więc wybrać jednostkę, w której będę służył. Doradzano mi wówczas, abym postawił na duże miasto, pułki przeciwlotnicze były wówczas w Elblągu, Szczecinie, ale wybrałem jednostkę w Rogowie. Nie dlatego, że tam się wychowałem, ale przede wszystkim, bo dysponowała systemami rakietowymi Kub. Koledzy pukali się w czoło. Okazało się, że świetnie trafiłem. Mimo że byłem młodym porucznikiem, mój dowódca obdarzył mnie wielkim zaufaniem i pozwolił mi na samodzielność.

To zaprocentowało podczas służby w 6 Brygadzie Kawalerii Pancernej. Wówczas również słyszałem, że dla oficera z moim wykształceniem lepszy byłby pułk przeciwlotniczy, a ja wybrałem służbę w dywizjonie. No i okazało się, że dobrze zrobiłem. To była brygada, która pierwsza weszła do natowskiego programu „Partnerstwo dla pokoju”, i zaczęły się kontakty z sojusznikami. Dostałem też przyzwolenie, aby utworzyć dywizjon doświadczalny. Mogłem stworzyć stanowisko dowodzenia z prawdziwego zdarzenia, kiedy inne tego typu pododdziały miały po trzy baterie przeciwlotnicze, w moim było ich sześć. Pamiętam jak dziś pierwsze strzelanie, kiedy podczas ćwiczenia „Zielony świerk 2000” wszystkie na raz otworzyły ogień i prowadziły go przez 45 minut. To była moc!

A potem stanął pan na czele XVIII zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Kosowie.

Tak, choć wcześniej służyłem w Iraku. Jednak misja w Kosowie to bardzo ważny element mojej służby. Po raz pierwszy do takiego działania zostali skierowani przeciwlotnicy, wcześniej główne siły kontyngentu tworzyli żołnierze z 21 Brygady Strzelców Podhalańskich. Było to dla mnie spore, ale ciekawe wyzwanie. Wspieraliśmy tam policjantów z oddziału specjalnego, którzy dbali o porządek w Mitrowicy. Aż pewnego dnia zadzwonił do mnie gen. Adamczak, który przygotowywał się do wyjazdu do Afganistanu i… zapytał, czy nie pojadę z nim. To było dwa tygodnie przed moim powrotem do Polski, a wyjazd był zaplanowany kilka tygodni później. Decyzję musiałem podjąć od razu… I ku zaskoczeniu wszystkich – poleciałem, choć wówczas wróżono mi, że kolejny wyjazd złamie mi karierę.

Oficerowie często mówią, że podczas misji wojskowych gromadzi się najcenniejsze doświadczenia.

Na pewno. Dla mnie to była przede wszystkim ta pierwsza styczność z tzw. prawdziwą „fajterką”. To wszystko zaprocentowało, kiedy po raz kolejny poleciałem do Afganistanu. Był rok 2013, zostałem wówczas doradcą gen. Sokołowskiego. Oj działo się wówczas, działo. Z wiadomych względów nie mogę mówić o szczegółach, ale ta misja nauczyła mnie prawdziwej pokory. To właśnie tam w praktyce przekonałem się, jak ważne jest wszechstronne szkolenie żołnierzy. Że należy to robić nie dlatego, że tak nakazuje instrukcja, ale by nie ginęli na polu walki. Że nie chodzi tylko o to, by mieli wąskie specjalizacje, ale by znali też np. podstawy ratownictwa, byli odporni psychicznie. Bo to, co działa na ćwiczeniach, nie musi sprawdzić się w czasie realnych działań, jeśli wojsko nie jest do nich odpowiednio przygotowane.

Misja, wbrew obiegowym opiniom, nie zamknęła panu drogi do kariery.

No nie, wręcz przeciwnie. Powiedziałbym, że był to najważniejszy etap podczas mojej służby. Po powrocie z Afganistanu otrzymałem propozycję, aby objąć stanowisko szefa oddziału analiz do użycia wojsk specjalnych, Żandarmerii Wojskowej i obrony terytorialnej w Zarządzie Planowania Operacyjnego – P3 Sztabu Generalnego. Nie zastanawiałem się ani chwili! To był fantastyczny czas, wiele się działo, ale też sporo zrobiliśmy. Szczególnie jestem dumny z Jednostki Wojskowej Agat. To ja pisałem koncepcję jej przekształcenia z oddziału specjalnego Żandarmerii Wojskowej, i do dziś mam do niej sentyment, jak do dziecka. Podobnie jest z Powietrzną Jednostką Działań Specjalnych.

Potem przyszedł czas na Dowództwo Generalne. To czas wielkiej odpowiedzialności, ale też wspaniałych ludzi, którzy mnie otaczali. Przede wszystkim gen. Jarosław Mika. Fantastyczny człowiek, mój mentor, który mnie wiele nauczył, ale też przygotował do kolejnego wielkiego wyzwania – dowodzenia 2 Brygadą Zmechanizowaną. Świetna jednostka, choć wówczas o niskim stanie osobowym. Bardzo zależało mi na tym, aby mimo tego została zauważona i doceniona. Postawiłem tam na szkolenie. Udało nam się też odtworzyć fragment tzw. drogi Hannibala, dzięki czemu mogliśmy dojeżdżać z jednostki na poligon najkrótszą trasą przez las, a nie nadrabiać kilometry okrężną drogą.

Przełożeni docenili to zaangażowanie?

Tak, gdyż wydarzyło się coś, co było dla mnie absolutnym szczytem. Zostałem wyznaczony na stanowisko szefa Zarządu Planowania Użycia Sił Zbrojnych i Szkolenia P – 3/7 w Sztabie Generalnym. Tę funkcję pełnili wcześniej generałowie Motacki, Adamczak, Surawski. To oni decydowali o tym, jak w rzeczywistości ma wyglądać Wojsko Polskie, więc perspektywa, że teraz ja mam usiąść w tym samym fotelu, była niesamowita. Służba na tym stanowisku zbiegła się z wybuchem wojny w Ukrainie, zaczęły się wyjazdy do Korei, przymiarki do pozyskania czołgów K2 i armatohaubic K9. Sporo było roboty. Ale niesamowite jest to, że to, co tak skrupulatnie wówczas analizowaliśmy, a potem rekomendowaliśmy, dziś się dzieje.

Pamięta Pan swoje początki w 18 Dywizji Zmechanizowanej?

Oczywiście, przejmowałem dowodzenie dywizją od gen. Gromadzińskiego, który rozpoczął jej formowanie. Kontynuacja tego dzieła była bardzo wymagająca. Musiałem ściągnąć ludzi, wdrożyć nowy sprzęt, no i scertyfikować cztery podległe dywizji jednostki wojskowe. A także sformować kolejne, przygotować infrastrukturę, zbudować koszarowce, magazyny, garaże… Pojawiła się też operacja „Bezpieczne Podlasie”, której oddałem się całym sercem. Nawet moja żona się śmiała, że nie jest zazdrosna o inną kobietę, ale o to Podlasie, bo spędziłem tam całe pół roku, ani razu nie pojechałem do domu. Ale tak naprawdę nie tylko ja, ale wszyscy, którzy byli zaangażowani w tę operację, wiedzieliśmy, jak ona jest ważna.

Biorąc pod uwagę pańskie doświadczenie, jakiej rady udzieliłby Pan młodym dowódcom?

Przede wszystkim, by ciężko pracowali, byli pokorni i szanowali swoich ludzi. Wtedy oni odwdzięczą się tym samym. To zasady, którymi sam się kierowałem. Ważne jest też, żeby iść własną drogą i nie pozwolić, by ego kroczyło przed człowiekiem – reszta przyjdzie z czasem.

A czy są jakieś decyzje, które dziś podjąłby Pan inaczej?

Nie. Bo nigdy nie wiadomo, do czego by mnie one doprowadziły. Czy byłbym w tym miejscu, w którym jestem? Bo co by się stało, gdybym jednak dostał się do szkoły lotniczej? Może byśmy dziś nie rozmawiali, bo nie byłoby o czym. Czy bez doświadczeń z Afganistanu potrafiłbym działać na pełnej petardzie, na 200 procent? Nic nie dzieje się bez przyczyny, trzeba po prostu patrzeć na wszystko kompleksowo.

Podjęcie której było najtrudniejsze?

Szczerze? Najtrudniejsza jest ta ostatnia.

Czyli to nie jest takie łatwe zadecydować o odwieszeniu munduru do szafy?

Przez te 40 lat naprawdę wiele czasu poświęciłem armii, zdecydowanie więcej niż swoim bliskim. Było to możliwe tylko dlatego, że mam wspaniałą żonę, która rozumie, z czym wiąże się służba w wojsku, zawsze mnie wspierała i motywowała do działania. Zawsze, czy to podczas misji, czy operacji „Bezpieczne Podlasie”, wiedziałem, że mam do kogo wracać – do żony i dzieci. Choć zatem będzie mi brakowało tych poligonów, Podlasia, zapachu prochu i przede wszystkim wspaniałych ludzi, z którymi służyłem, przyszedł czas tylko dla nich.

Czego panu życzyć na tej nowej drodze?

Zdrowia. Z resztą sam sobie poradzę.

Rozmawiała: Magdalena Miernicka

autor zdjęć: 18 DZ

dodaj komentarz

komentarze


Jest kompromis w sprawie rekompensat za broń dla Ukrainy
Wystartował MSPO 2026
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
„Wielka ucieczka” okiem historyka
Eksportowy Rosomak
Battalions of the Future
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Kanada i Polska stawiają na współpracę obronną
Wojskowe MMA dla terytorialsów
Polonizacja coraz bardziej oczywista
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
PGZ stawia na eksport
Od Warmate po F-16. Pokaz możliwości Wojska Polskiego
Armaty do Rosomaków i Borsuków z HSW
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Zobacz nowoczesny sprzęt polskiego wojska
Bezzałogowy myśliwiec przyleci z Polski?
Pomerania Has Potential
Medale kajakarki, wspinaczki i spadochroniarek
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Wspólne manewry taktyczno-ratownicze
Antydronowe ponczo z Polski
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
„Zielona lista” to przełom w przepisach mundurowych
Drony i czołgi, czyli nowa jakość prowadzenia działań
Musimy zostać zauważeni
Zbrojeniówka coraz mocniejsza
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Kadeci będą uczyć się obsługi dronów
Z prądem i pod prąd
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Premiery MSPO ‘26: system Gladius 2
Wybuchowe szkolenie podchorążych z WAT-u
Po medale na nartorolkach i w kajaku
Najpierw poligon, potem studia
Grupa WB i Kongsberg będą rozwijać morskie bezzałogowce
PZL Mielec w planach MON-u
Agencja Uzbrojenia 2.0 będzie promować polski przemysł obronny
Polska stal dla K2PL
PIAP HUNTeR w nowej odsłonie na MSPO
Powstanie „Agencja Uzbrojenia 2.0”
Rośnie liczba domniemanych aktów sabotażu
Nowości z „Łucznika”
Abordaż z polskim wsparciem
Nowa odsłona Wizjera
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
„Polski Semtex”, czyli wybuchowa oferta Łukasiewicza i Nitro-Chemu
Nowy Warmate i Gladius 2. Premiery Grupy WB na MSPO 2026
Saperzy z Ukrainy potrzebują wsparcia
„Zielona lista” już za miesiąc
Polska wzmacnia ochronę nieba
Pomorze ma potencjał
Kolejny incydent z udziałem rosyjskiego samolotu
Homar-K coraz bardziej polski
Pod okiem Chronosa
Pancerna premiera HSW
Przeciwlotnicy i terytorialsi w Brzesku
Rekordowa licytacja „Kasku weterana”
Wyrok po tragedii w Krzekowie
Gorący lipiec PKW Łotwa
Miliardy dolarów na modernizację polskiej armii
PZL P.11c – Pościgowy taran!
Donald Tusk: Patrzcie z dumą na polską flotę!
Oręż przeciw dronom
Flanka pod strażą
Prezydencka wizyta na MSPO
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Walka w dwóch światach
Toczki na miny, radary na granicę
Terytorialsi wykonywali pomiary dla naukowców z PAN-u
Mazurek Dąbrowskiego dla pływaczki „armii mistrzów”
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
„Horyzont” przedłużony
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Moskwa w poszukiwaniu partnerów
Ciężki BWP z Huty Stalowa Wola
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO