Za cel postawił sobie, żeby jak najwięcej żołnierzy nauczyło się operowania dronami. To było spore wyzwanie, ale jak mówi, właśnie po to poszedł do wojska, by się z nim zmierzyć. Kpt. Cyprian Kaczmarczyk jest twórcą innowacyjnego ośrodka szkolącego z obsługi bezzałogowych statków powietrznych, za co został uhonorowany Buzdyganem, nagrodą „Polski Zbrojnej”.
Ponad 300 żołnierzy z 17 jednostek w całym kraju – z wojsk lądowych, specjalnych i obrony terytorialnej – przeszkolono już w ośrodku, którego pomysłodawcą i współtwórcą był kpt. Cyprian Kaczmarczyk. To imponujący wynik, zwłaszcza że placówka rozpoczęła działalność na początku 2025 roku. Kapitan nie zdradza szczegółów, ale przyznaje, że do 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej przyjeżdżają nie tylko żołnierze. Dziś bowiem bez znajomości systemów bezzałogowych trudno mówić nie tylko o nowoczesnym polu walki, lecz także o skutecznym działaniu wielu służb.
Impulsem do powstania ośrodka były obserwacje współczesnych konfliktów zbrojnych. Bliski Wschód i Ukraina stały się polami walki, na których ukształtowała się nowa taktyka. Ostatnie lata pokazały jednoznacznie, że drony nie są już ciekawostką technologiczną, lecz urządzeniem, które trzeba umieć wykorzystać w realnych warunkach bojowych. – To tylko kolejne narzędzie – jak karabin maszynowy, noktowizja czy opaska uciskowa – ale samo jego wprowadzenie do wojska nie wystarczy. Prawdziwa wartość pojawia się dopiero wraz z doświadczeniem zbieranym latami, sprawdzanym w praktyce i przekładanym na procedury – tłumaczy kpt. Kaczmarczyk.
– Kiedy tylko kapitan objął dowodzenie w naszej kompanii, zaczęły się intensywne szkolenia. Trwała wojna w Ukrainie, a my jako jedni z pierwszych w Polsce uczyliśmy się budowy oraz wykorzystania dronów na polu walki. Dowódca na bieżąco obserwował, co dzieje się na Wschodzie, i natychmiast wdrażał to do programu szkoleń – mówi szer. Bartłomiej Czajka. Na podstawie doświadczeń z wojny w Ukrainie w kompanii zaczęto robić okopy i ćwiczyć działania w takich warunkach. – Chciał, żebyśmy byli gotowi na wojnę taką, jaka jest naprawdę, i żebyśmy wyciągali wnioski z cudzych błędów – dodaje.
Ale dla kpt. Kaczmarczyka dobrze wyszkoleni żołnierze, którymi dowodził, to wciąż było za mało. – Nie wystarczy kilku, nawet najlepszych, specjalistów, bo na polu walki sukces zależy od tego, co potrafią wszyscy – podkreśla dowódca kompanii zmechanizowanej 1 WBPanc. Dlatego za cel postawił sobie, żeby jak najwięcej żołnierzy nauczyło się operowania dronami. Wyzwania? Tak, ale to właśnie po to poszedł do wojska, by się z nimi mierzyć. I mimo lat służby nie przestaje konfrontować się z kolejnymi.
Jako nastolatek szukał drogi, która pozwoliłaby połączyć zainteresowanie historią, strzelectwem sportowym i sportami walki. Wiedział też, że praca nie może być jedynie sposobem na zarabianie pieniędzy. – Szukałem zawodu, w którym będę miał poczucie sensu tego, co robię. Odpowiedź była jedna: wojsko. Nie miałem planu B – wspomina. Po ukończeniu Akademii Wojsk Lądowych w 2018 roku trafił do 1 Warszawskiej Brygady Pancernej i z tą jednostką związał całą swoją służbę, a zaczynał jako dowódca plutonu czołgów. W styczniu 2024 roku stanął na czele 3 kompanii zmechanizowanej.
Rzeczywistość szybko zweryfikowała młodzieńcze wyobrażenia o wojsku. – To służba znacznie bardziej wymagająca, niż sądziłem. I nie chodzi tylko o wysiłek fizyczny, lecz także o wyrzeczenia i poświęcenie ze strony bliskich – stwierdza. Jednocześnie podkreśla, że nigdy nie żałował tej decyzji. Dowodzenie to dla niego ciągła nauka współpracy, rozmowy z ludźmi i nieustanny rozwój.
– Cyprian to jest człowiek, którego zabiera się na wojnę – mówi bez wahania mjr Leszek Zalewski, który kpt. Kaczmarczyka zna ze wspólnych ćwiczeń. – Byłem dowódcą batalionu, a on wykonywał zadania głównie uderzeniowe i rozpoznawcze z wykorzystaniem swoich dronów. Jest niesamowicie skuteczny, ma nieszablonowe podejście do zadań, jest odważny, nie boi się ryzyka. Często działa na pograniczu regulaminów i zasad, których musimy się trzymać, ale umie balansować tak, że ich nie przekracza. Potrafi improwizować, dostosować się do okoliczności i z małego zasobu możliwości – sprzętu czy ludzi – wyciskać bardzo dobre rezultaty – dodaje.
Zaangażowanie i pasja sprawiły, że potrafił pociągnąć za sobą innych. Dzięki temu powstał ośrodek tworzony przez ludzi, którzy chcą się rozwijać i wspierać rozwój innych. – To żołnierze różnych specjalności, którzy w swoim wolnym czasie poświęcają się tematyce dronów. Szkolimy innych i sami cały czas się uczymy – podkreśla mjr Zalewski.
Plany rozwoju ośrodka obejmują pozyskiwanie nowego sprzętu, przygotowywanie instruktorów i zwiększanie liczby szkoleń. Wyzwań zatem kpt. Kaczmarczykowi nie zabraknie. I nie jest to jego ostatnie słowo, bo, jak sam mówi, w wojsku najbardziej ceni możliwości rozwoju: – Do ostatniego dnia służby nie będę mógł powiedzieć, że wiem już wszystko.
autor zdjęć: Łukasz Kermel

komentarze