moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Przemoc za przemoc

Co najmniej kilkadziesiąt cywilnych ofiar, rabunki i podpalenia – to bilans fali terroru, która w czerwcu 1944 roku przetoczyła się przez Wileńszczyznę. Najpierw Litwini z kolaboracyjnej policji Sauguma wymordowali Polaków we wsi Glinciszki, potem oddział Armii Krajowej spacyfikował litewskie Dubinki. Żadna ze zbrodni nie została w pełni rozliczona.

5 Wileńska Brygada Armii Krajowej w marszu. Od lewej: rtm. Zygmunt Szendzielarz – „Łupaszka”, kapelan – ks. Aleksander Grabowski „Ksiądz Ignac” (piąty z lewej), dowódca 1 kompanii 5 Brygady – ppor. Wiktor Wiącek „Rakoczy” (szósty z lewej), por. Grabowski „Pancerny” (dziewiąty z lewej) i ppor. Sergiusz Sprudin – fotoreporter z Komendy Okręgu Wileńskiego AK

„Otwierać!”. Walenie do drzwi obudziło mieszkańców dworu w Glinciszkach na Wileńszczyźnie. Po obejściu kręcili się nieznani mężczyźni. Wyrwani ze snu pracownicy gospodarstwa naliczyli sześciu. Część miała na sobie wojskowe spodnie, ten i ów mundurową bluzę, tyle że bez dystynkcji. Mówili po rosyjsku. Wyglądali na partyzantów, ale równie dobrze mogli to być pospolici rabusie, których w okolicy namnożyło się ostatnio ponad miarę. „No dalej, dalej!” – pomachali pistoletami. Gospodarz, chcąc nie chcąc, musiał otworzyć oborę i chlew. Mężczyźni wyprowadzili kilka krów i świń, po czym rozpłynęli się w mroku.

Majątek Glinciszki kilka lat wcześniej zagarnęli Niemcy. Stał się częścią Zarządu Gospodarstw Rolnych Ostland. Tym bardziej więc należało zgłosić incydent okupacyjnym władzom. A zatem jeszcze o świcie do pobliskiego Podbrzezia został posłany pracownik administracji Józef Koneczny. W tym oddalonym o 6 km miasteczku swój posterunek miała Sauguma – policja, w której służyli litewscy kolaboranci. Dowódca placówki por. Petras Polekauskas odebrał zgłoszenie i skierował do Glinciszek niewielki oddział. Chciał sprawdzić, co dokładnie stało się w majątku. Był ranek 20 czerwca 1944 roku. Wkrótce wypadki zaczęły się toczyć z prędkością lawiny.

Zbrodniarz za oceanem

Zanim policjanci dotarli do dworu, dostali się pod huraganowy ogień. Rozrzucone elementy układanki w jednej chwili złożyły się w całość. Rzekomy napad był jedynie pretekstem, który miał wciągnąć Litwinów w pułapkę. Oddział stanął oko w oko z uzbrojonymi po zęby partyzantami. Jak się później okazało – żołnierzami 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, którą dowodził mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”.

Żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK. Stoją od lewej: ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, por. Marian Pluciński „Mścisław”, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, wachm. Jerzy Lejkowski „Szpagat”, por. Zdzisław Badocha „Żelazny”

Policjanci nie mieli szans. Na miejscu zginęło czterech, dwóch zostało rannych. Kolejnych dwóch zdołało jednak zbiec i wrócić do Podbrzezia. Wkrótce z okolic Glinciszek wycofali się też akowcy.

Polekauskas był wściekły. Postanowił policzyć się z Polakami. Wkrótce w stronę wsi jechał już nowy oddział – tym razem liczył kilkudziesięciu policjantów. Litwini wpadli pomiędzy obejścia. Zaczęli przeczesywać kolejne domy, a mieszkańców wyciągali na pobliską górkę, w okolice niewielkiego cmentarza. W krótkim czasie zgromadzili tam około 40 osób. „Wśród zatrzymanych były prawie wyłącznie kobiety, dzieci i osoby starsze, ponieważ mężczyźni udali się już do pracy w majątku. Do wyjścia motywowała ich dodatkowo poranna strzelanina, po której bezpieczniej było zaszyć się na odległym polu do czasu wyjaśnienia sytuacji” – pisze dr Piotr Rokicki, historyk IPN-u, autor publikacji poświęconej zbrodniom w Glinciszkach i Dubinkach.

Litwini zaczęli wypytywać o partyzantów. W swoim języku. A kiedy Polacy milczeli, zarządzili egzekucję. W ten sposób zginęło 38 mieszkańców wsi. Liczba ofiar zapewne byłaby większa, ale pacyfikację przerwał przyjazd Niemców. Towarzyszył im Władysław Komar, administrator majątku, który po cichu współpracował z AK. Litwini zmuszeni byli uwolnić przetrzymywanych w stodole mieszkańców dworu. Jeszcze tego samego dnia zemścili się jednak na Komarze. Gdy po południu wracał do rodzinnego Wilna, zabili go.

Tymczasem Niemcy rozpoczęli rozliczenia. – Akcja podjęta przez Litwinów uznana została za niesubordynację. Dowódca kompanii i dziewięciu funkcjonariuszy trafiło przed sąd. Według niektórych wersji Polekauskas miał nawet zostać rozstrzelany. Faktycznie jednak przeżył on wojnę, a potem wyemigrował do USA – tłumaczy dr Rokicki. Niemcy zezwolili też na ekshumację ofiar i wydanie ciał pomordowanych rodzinom. Niewiele to jednak zmieniło. Polacy pałali chęcią odwetu.

„Wilk” chłodzi głowy

„Łupaszka” miał poczucie, że musi zareagować z odpowiednią mocą. Tym bardziej, że nie był to pierwszy taki incydent. Jak zauważa w jednej z publikacji historyk Jarosław Wołkonowski, ledwie miesiąc wcześniej Litwini dopuścili się mordów na Polakach w kilku innych wsiach. Miejscowa policja brała też udział w masowych egzekucjach nieopodal Ponar. Polsko-litewskie animozje miały zresztą długą historię. Co prawda, na Wileńszczyźnie sporo było mieszanych rodzin, ale przedwojenne stosunki pomiędzy obydwoma państwami pozostawały nieprzyjazne. U schyłku niemieckiej okupacji, narodowościowe waśnie odżyły z nową siłą. „Mord w Glinciszkach odebrano jako początek akcji likwidacyjnej ludności polskiej na tych terenach” – pisze Wołkonowski.

Jednak przełożeni Szendzielarza starali się studzić rozpalone do białości emocje. Płk Aleksander Krzyżanowski, ps. „Wilk”, dowódca Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej, zakazał mu działać na własną rękę. Choć brygada „Łupaszki” pozostawała największym oddziałem AK w regionie, misję przeprowadzenia akcji odwetowej powierzył zgrupowaniu mjr. Mieczysława Potockiego „Węgielnego”. Celem, jak wskazywała wydana wkrótce odezwa w językach polskim i litewskich, miały być regularne litewskie oddziały. – Zanim jednak rozkaz „Wilka” dotarł do „Łupaszki”, oddziały 5 Brygady wyruszyły na akcję – informuje dr Rokicki.

Według historyka, mjr Szendzielarz zrezygnował z uderzenia na posterunek Saugumy w Podbrzeziu. Oficer miał przyjąć, że atak na obsadzoną przez setkę funkcjonariuszy dysponujących bronią maszynową, wiązałby się ze zbyt dużymi stratami. Postanowił spacyfikować litewskie wsie. Według niektórych teorii, lansowanych już po masakrach, faktycznym celem partyzantów były znajdujące się tam placówki policji, a cywile zginęli przypadkowo. Dr Rokicki przyznaje jednak, że takich stwierdzeń nie sposób obronić. Podobnie jak tych, że w zaatakowanych miejscowościach mieszkały rodziny sprawców zbrodni w Glinciszkach. Nie potwierdzają tego żadne dostępne dokumenty.

Na zdjęciu mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” - pierwszy z lewej.

Ale nie wszyscy historycy badający tę sprawę podzielają argumentację Rokickiego. Dr Tomasz Łabuszewski z IPN-u w rozmowie z PAP-em wskazywał na przykład, że brak bezpośredniego dowodu, by to właśnie „Łupaszka” wydał rozkaz mordowania kobiet i dzieci. Szendzielarz zarządził jedynie dokonanie odwetu na sprawcach mordu w Glinciszkach, do czego jako dowódca brygady miał pełne prawo. Co więcej sam nie brał udziału w akcji.

Rajd odwetowy trwał trzy dni. Po drodze partyzanci starli się z oddziałem litewskiej policji, zabijając kilku funkcjonariuszy. Przede wszystkim jednak ich ofiarą padli zwykli mieszkańcy, z których część tylko miała rodzinne koneksje z członkami kolaboracyjnych oddziałów. Najbardziej krwawe sceny rozegrały się rankiem 23 maja w Dubinkach. „[...] miejscowość była wolna od nieprzyjaciela i pogrążona jeszcze we śnie” – opisuje w swojej książce dr Rokicki. – „Do jednego z domów wkroczyła partyzancka żandarmeria. Rozpoczęto rewizję, szukając przede wszystkim broni, którą – jak się spodziewano – mógł posiadać mieszkający tam strażnik leśny. Wkrótce dokonano egzekucji sześciu przebywających w tym domu osób. Oszczędzono przy tym polską gospodynię, prowadzącą tam zakład krawiecki. Jej zastrzelonymi lokatorami było młode małżeństwo Rinkeviciusów z dwójką dzieci, rocznym Pranaukasem i dwuletnim Rimaukasem”. W sumie w Dubinkach zginęło 27 osób. Cała akcja pochłonęła 66 ofiar.

Tym samym partyzanci złamali wyraźne dyrektywy lokalnego dowództwa Armii Krajowej. I nie chodziło tylko o bezpośrednie rozkazy „Wilka”, lecz także zapisy odezwy, która ukazała się w czasopiśmie „Pobudka” wydawanym przez wileński oddział Biura Informacji i Propagandy AK. Jego autorzy wyraźnie podkreślali, że żołnierze nie mają prawa uderzać w bezbronną ludność, bez względu na jej narodowość i wyznanie. Nie wiadomo jednak, czy sprawcy mordu w Dubinkach ponieśli karę. Nie jest również jasne, czy jakiekolwiek konsekwencje dotknęły samego Szendzielarza – jeśli nie za wydanie rozkazu, to choćby za niesubordynację. Niewykluczone, że na zajęcie się tą sprawą dowództwu po prostu zabrakło czasu, bo wypadki w tym czasie toczyły się bardzo szybko.

Już w początkach lipca 1944 roku ruszyła operacja „Ostra Brama”, stanowiąca element akcji „Burza”. AK planowała zająć Wilno, korzystając ze szturmu Armii Czerwonej. Mjr Szendzielarz miał uderzyć na miasto od strony dzielnicy Zwierzyniec. – Nie wykonał jednak zadania. Zamiast tego pomaszerował ze swoją brygadą na zachód. Niewykluczone, że mogła się do tego przyczynić obawa przed pociągnięciem go do odpowiedzialności za wydarzenia w Dubinkach – przyznaje historyk. Sam „Łupaszka” powtarzał potem, że nie miał zamiaru defilować z „ruskimi” po Wilnie...
W okolicach Grodna brygada została rozwiązana.

W niepodległościowym podziemiu

Zdaniem dr. Rokickiego wydarzenia w Glinciszkach i Dubinkach to zbrodnie wojenne. Kilkakrotnie pochylały się nad nimi prokuratury. Najintensywniej były badane w latach dziewięćdziesiątych. Pierwszą zajmowali się śledczy polscy, drugą zaś litewscy. Łącznie przesłuchali oni ponad 200 osób. Ostatecznie jednak śledztwa zostały umorzone.

Sam „Łupaszka” po rozwiązaniu swoich oddziałów nie ujawnił się. Wkrótce 5 Brygada została reaktywowana, on sam stał się zaś jednym z bohaterów antykomunistycznego podziemia. W 1948 roku wpadł w ręce bezpieki. Śledczy poddali go długotrwałemu i bestialskiemu śledztwu, a sąd skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano w lutym 1951 roku.


 

Podczas pisania korzystałem z: Paweł Rokicki, „Glinciszki i Dubinki. Zbrodnie wojenne na Wileńszczyźnie w połowie 1944 roku i ich konsekwencje we współczesnych relacjach polsko-litewskich”, Warszawa 2015; Jarosław Wołkonowski, „Okręg Wileński Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej w latach 1939–1945”, Warszawa 1996.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: IPN

dodaj komentarz

komentarze

~Jaś.
1748970240
Wojna, wojna, wojna tragedie ludzi, które wstrząsają swoją bezwzględnością i ostatecznością, ból po śmierci niewinnych. Sprawy, które nie powinny mieć miejsca. Oceniać ... nie będę siedząc w fotelu patrząc w monitor. Nie wiem jak zachowałbym się planując akcję rozmawiając z tamtymi ludźmi... pewnie nie wszyscy byli jednogłośni. Jak padł rozkaz było po "ptokach". Dzisiaj zwalę sprawę na Boga pewnie każdy uczestnik tamtych wydarzeń został osądzony sprawiedliwie. A tak na poważnie wojna z najeźdźcą tak domowa NIE. Tak to widzę siedząc w fotelu po 80 latach od tamtych dni.
AB-F3-6D-7F

Specjalsi przeciw flocie cieni
Rosyjskie myśliwce przechwycone nad Bałtykiem
Wyższe diety i rozłąkowe dla żołnierzy
Nitro-Chem będzie montował Hydry
Terytorialsi zapraszają
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
Ostatni most
Syndrom Karbali
Borsuk po słowacku
Wielkie strzelanie na „Baltic Shield”
Pancerniacy z Wesołej w światowej czołówce
Terytorialsi wspierają służby w powiecie biłgorajskim
Młodzi mechanicy pojazdów specjalnych
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Psy na… materiały wybuchowe
Wyścig Stalina
Granatnik M72 EC MK1 bez tajemnic
Jest nowy szef BBN
PKP Cargo przewiezie ciężki sprzęt wojskowy
Ogień Strykerów. Tak ćwiczy US Army w Polsce
Generał Chmielewski na czele cyberwojska
Żołnierze na podium imprez w strzelectwie i kajakarstwie
Trzynasty Husarz w powietrzu
Pilecki – mniej znane oblicze bohatera
Armia testuje roboty do transportu
Wojsko zaprasza rodziny
Zmiana resortowych planów: jeszcze więcej OPW
Nowe zasady finansowania szkolenia żołnierzy-medyków
Medale żołnierzy w pływaniu, biegach i chodzie
Sprzęt wojskowy i technologia na PGE Narodowym
Desant na Bornholm
Przyszłość „Łucznika”
Celne oko strzelców z „armii mistrzów”
Bieg ku pamięci bohaterów
Uczczono ofiary zamachu majowego
Początek wielkiej historii
Skrzydlate tygrysy nad Morzem Jońskim
Wypadek w PKW UNIFIL
Powrót WAM-u
Bez schematów
Nauki i nauczki z Afganistanu
Zbrodnia bez kary
Groźny incydent w Libanie
Gotowi na każdy scenariusz
Ostrosz zamiast Mureny
Przygotowania do lotu do Polski
NATO i USA o Iranie
Australijską armią będzie dowodzić kobieta
SAFE staje się faktem!
Hornet czyli „polski Shahed”
Silniki do Abramsów będą serwisowane w Dęblinie
Strykery w akcji
Podsekretarz stanu USA na granicy polsko-białoruskiej
Więcej strzelnic w powiecie
Bez zmian w emeryturach
Rumuni rozdzielają środki z SAFE
Adaptacja i realizm
Polsko-słowackie granaty dla NATO
WAM coraz bliżej Łodzi
Borsuki zdały wodny egzamin
WOT będzie szkolić pracowników Orlenu
Kluczowe 30 dni
Rzeźnik w rękach GROM-u
Od cyberkursu po mundurówkę

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO