moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Płeć słabsza?

Właściwie to nie wiadomo, kto wymyślił to pojęcie, zastępujące często drugie – „płeć piękna”. Druga wojna światowa pokazała, że określenie „słabsza płeć” ma się nijak do rzeczywistości. Kobiety okazywały hart ducha nie tylko w trudnej wojennej rzeczywistości, ale i na froncie, jako łączniczki, dywersantki, a nawet egzekutorki.


Wanda Dąbrowska. Rys. Piotr Korczyński

Białoruska noblistka, Swietłana Aleksijewicz swój zbiór reportaży ze spotkań z weterankami Armii Czerwonej zatytułowała wymownie „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. Czytając frontowe przeżycia czerwonoarmistek trudno jest nie zgodzić się z trafnością tego tytułu. Wojna nie ma nic z kobiety, ale w XX wieku kobiety nie mogły już jej uniknąć. Jeszcze w 1920 roku, Charles de Gaulle jako młody porucznik oddelegowany do Wojska Polskiego, zobaczywszy na froncie martwą kobietę w mundurze, zapisał w swym dzienniku, że tylko barbarzyńcy wysyłają kobiety do walki na pierwszej linii. W latach 1939-1945 nikogo to już zbytnio nie dziwiło ani nie szokowało, zwłaszcza na froncie wschodnim, gdzie kobiety nie tylko pracowały na zapleczu, ale zmuszone zostały do walki z bronią w ręku. Najbliżej doświadczeń weteranek Armii Czerwonej były polskie dziewczyny, które znalazły się w 1 Samodzielnym Batalionie Kobiecym im. Emilii Plater zorganizowanym latem 1943 roku w wojsku Berlinga.

 

Dziewczyny w okopach

W krwawej bitwie pod Lenino jedna z kompanii platerówek została zmasakrowana podczas niemieckiego nalotu i nie zdecydowano się więcej na wysyłanie zwartych kobiecych oddziałów na pierwszą linię. Tutaj dowódca 1 Korpusu, a następnie 1 Armii był nieugięty i nie zgodził się, by brać wzór z Armii Czerwonej. Co nie znaczy, że żadne platerówki nie walczyły na pierwszej linii frontu. Część z nich po kursach oficerskich objęła stanowiska dowódcze w męskich oddziałach.

Adela Żurawska, która miała szczęście po szkole oficerskiej powrócić do swego kobiecego batalionu, wspominała: „Oficerowie-kobiety w męskich jednostkach, dowodząc często o wiele od siebie starszymi mężczyznami i mając nad sobą dowódców, nierzadko sowieckich oficerów, przechodziły prawdziwe psychiczne katusze”. Ale okazywały się też bohaterkami, jak Paulina Matuszewska-Podgórska, dowódca plutonu w 9 Pułku Piechoty. Wzięta do niewoli przez Niemców w czasie walk na przyczółku czerniakowskim w Warszawie trafiła do Stutthofu. Janina Wolanin, dwukrotnie ciężko ranna, odznaczona Virtuti Militari, na czele kompanii moździerzy walczyła pod Magnuszewem i na Czerniakowie. Jej kompania była największym pierwszoliniowym oddziałem Wojska Polskiego, jakim dowodziła kobieta w czasie II wojny światowej. Śmiercią bohatera w walce o Wał Pomorski poległa Irena Kruszewska, dowódca plutonu moździerzy w 7 Pułku Piechoty.


Kuchnia polowa w Ssielcach nad Oką. Trzecia w kolejce Adela Żurawska. Fot. z archiwum Adeli Żurawskiej

Nazwiska można by wymieniać jeszcze długo. Dziś rzadko się pamięta, że platerówki jako pierwsze zaciągnęły honorową wartę przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie 17 stycznia 1945 roku. W zrujnowanej stolicy wyznaczono je również do służby wartowniczej. Adela Żurawska wspomina: „To było upiorne doświadczenie. Jak trzeba było iść na służbę w wypalone ruiny, po prostu bałyśmy się i organizowałyśmy się w cztero- lub sześcioosobowe grupy. Idąc taką grupą przez ulicę, nawoływałyśmy się z kolejnymi grupami dziewcząt, patrolującymi inne kwartały ruin”.

Jednak gdy przychodziło do walki, platerówki okazywały się twardym przeciwnikiem. Paradoksalnie, w ruinach Warszawy najdobitniej przekonali się o tym „sojusznicy” z Armii Czerwonej. Między innymi platerówki ochraniały budynki monopolu przy ulicy Ząbkowskiej na Pradze. Stojące w nich kadzie ze spirytusem co chwilę starali się zdobyć „spragnieni” czerwonoarmiści. Niejeden z nich po celnym strzale dziewczyny w rogatywce spotykał w kadzi śmierć.

Po wojnie większość platerówek znalazła się na tzw. ziemiach odzyskanych. Pod Jelenią Górą powstała nawet osada wojskowa, którą nazwano Platerowo, a nieoficjalnie mówiono o niej „Republika Babska”. Adela Żurawska uważa jednak, że wysyłanie jej koleżanek na wieś było błędem i wcale nie ułatwiało im rozpoczęcia nowego życia po wojnie. Tym, czego wówczas najbardziej potrzebowały, była edukacja. I pod tym względem – jak podkreśla Żurawska – znacznie lepiej powiodło się kobietom, które zdążyły do Armii generała Andersa.

Pestki, jak nazywano żołnierki z Pomocniczej Służby Kobiet 2 Korpusu Polskiego, robiły prawdziwą furorę wśród wszystkich oddziałów alianckich na froncie włoskim, zwłaszcza jako kierowcy wielkich wojskowych ciężarówek, którymi szusowały z zaopatrzeniem po krętych i wąskich bezdrożach Italii nie gorzej niż mężczyźni. A po wojnie wiele z nich mogło skończyć szkoły średnie, zdać maturę i rozpocząć studia na włoskich uczelniach. Adela Żurawska podkreśla: „One też miały w 2 Korpusie Polskim nieporównywalnie lepsze warunki egzystencji, kształcenia czy robienia po wojnie kariery, na przykład naukowej. Co jednocześnie nie znaczy, że nie miały podobnych problemów, jak my w «męskim świecie», jakim było i jest wojsko”.

Dziewczyny w konspiracji

Kobiety w Polskim Państwie Podziemnym osiągnęły pełną emancypację. Szybko okazało się, że nie tylko mogą pełnić służbę pomocniczą, ale niejednokrotnie jako łączniczki, dywersantki, a nawet egzekutorki wykonujące wyroki śmierci na konfidentach stawały na pierwszej linii podziemnego frontu. Niejednokrotnie też okazywały się znacznie lepszymi konspiratorami od mężczyzn. Tutaj w pełni sprawdzało się stare przysłowie: „Gdzie diabeł nie może…”

Por. Adela Żuławska. Rys. Piotr KorczyńskiNiemcy bardzo długo nie doceniali roli kobiet w polskiej konspiracji. Po prostu zwracali na nie mniejszą uwagę, co skutkowało tym, że broń i nielegalna „bibuła” przenoszone w walizkach przez kobiety trafiały bez większych przygód pod wskazany adres, a ładunki wybuchowe podłożone przez kobiece patrole minerskie niszczyły nieprzyjacielski sprzęt. Dobrym przykładem tego jest historia Wandy Dąbrowskiej „Aliny”, która udając rodowitą Litwinkę w Wilnie, pracowała w akowskiej komórce legalizacji dokumentów. Kiedy litewska policja i Gestapo wpadły na jej trop, nie zaprzestała konspiracji, tylko została łączniczką. Kursowała pociągami między Kownem a Wilnem, przywożąc w walizce broń do planowanej na lipiec 1944 roku akcji „Ostra Brama” w Wilnie. Aby uniknąć wpadki na dworcu, młoda, wysportowana dziewczyna wskakiwała do pociągu zawsze w ostatnim momencie, w biegu i nie od strony peronu, tylko – od torów.

Podczas którejś z kolei wyprawy, na dworcu w Kownie jak zwykle wskoczyła w biegu do pociągu z ciężką od pistoletów i amunicji walizką. Po otwarciu drzwi okazało się, że trafiła do wagonu pełnego niemieckich oficerów. Wojskowi tylko roześmiali, że taka piękna gapowiczka im się trafiła i szarmancko zaprosili, by usiadła między nimi. „Alina” zrewanżowała się swym pięknym uśmiechem, ale nie mogła dopuścić, by któryś z „dżentelmenów” wziął od niej walizkę i ułożył na półkę. Ciężar zdradziłby ją niezawodnie. Zebrała więc w sobie wszystkie siły i swobodnie zarzuciła bagaż na półkę nim którykolwiek z oficerów zareagował, po czym spokojnie usiadała między nimi. Naprzeciw niej usadowił się przystojny brunet w mundurze kapitana, który Wandzie nie wyglądał na Niemca. I rzeczywiście, okazało się, że to „biały” Rosjanin w służbie Wehrmachtu. Po rewolucji w 1917 roku wyemigrował do Niemiec i w 1941 roku wrócił z Niemcami, by „obalać bolszewizm” w swej ojczyźnie. Ojciec „Aliny” służył w carskim wojsku, więc bardzo dobrze znała rosyjski. Konwersując w tym języku z kapitanem nawet nie zauważyła, kiedy dojechała do Wilna. A na dworcu wileńskim – obława! Niemieccy żandarmi obstawili wszystkie perony i aresztowali wysiadających z pociągów podróżnych. Rosjanin musiał zauważyć niewyraźną minę dziewczyny, bo powiedział: „Nie bój się, ja cię przeprowadzę”. I w tym momencie sięgnął po jej walizkę na półce… Twarz mu stężała, ale nic nie odpowiedział. Wziął Wandę pod rękę i wyszli razem na peron. Żandarmi nawet na nich nie spojrzeli. Odprowadził ją do dorożki i tylko na pożegnanie powiedział: „Durna ty, durna…”.

Wanda Dąbrowska do dziś jest przekonana, że gdyby to był Niemiec, nigdy nie pozwoliłby jej przenieść walizki pełnej pistoletów. Choć z drugiej strony… jeśli widziało się portret tej pięknej kobiety, to można mieć wątpliwości, czy Niemiec także nie uległby jej urokowi…

Cytaty za: „Jedno z moich imion brzmi życie…”, WIW, Warszawa 2019

Piotr Korczyński

autor zdjęć: Piotr Korczyński, z archiwum Adeli Żurawskiej

dodaj komentarz

komentarze


Polska w koalicji antybalistycznej
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
Latające oko dla polskich żołnierzy
Abordaż z polskim wsparciem
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
Inauguracja roku akademickiego na WAT
Pięściarka Wojska Polskiego z brązem
Alert RCB? Nie panikuj, działaj
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Gry w wojnę w AWL-u
Polska Grupa Zbrojeniowa na MSPO 2026 – więcej niż premiery
Koniec przerw w lataniu. Szkoła Orląt zmieni system szkolenia
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Odeprzeć siły przeciwnika od rzeki
Delegacja MON-u z wizytą w Waszyngtonie
Flanka pod strażą
Długa droga do domu
Za kulisami zlotu tygrysich eskadr NATO
Urzędnicy na poligonie
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Konstelacja MikroGlob już w kosmosie
FA-50 na straży polskiego nieba
„Rybitwa” wyszła na morze
Saperzy przesiadają się na nowe mosty PFM
Silny gryf na Litwie
Kłopotliwa pamiątka na dnie Bałtyku
Gorący lipiec PKW Łotwa
Wojsko wraca do Łowicza po 14 latach
Pierwszy „europejski” Husarz już w Polsce
Batalion Model 44 pokazał moc
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Z prądem i pod prąd
Białorusini ćwiczą przy granicy z Polską
Dwie dekady Jastrzębi
Kajakarka, pięcioboiści nowocześni i taekwondzistka na podium
Żołnierze Czarnej Dywizji orientowali się najlepiej
Offset za Apache'e
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
20 kilometrów z radiostacją
Co zrobić, gdy wybuchnie konflikt?
Nowi obrońcy polskiego nieba
Odpowiedź na rosyjską eskalację
Oni podjęli wyzwanie
Obrona powietrzna będzie strzelać szybciej
Latający miecz przy granicy
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Leopardy bez tajemnic
350 mln zł dla 86 firm, by były w gotowości
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Sukces polskich żołnierzy na czempionacie szermierzy
Amerykanie drugi raz wychodzą z Iraku
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Pentagon o stałej bazie US Army w Polsce
Biatloniści „armii mistrzów” w medalowej formie
Medale strzelców z „armii mistrzów”
Cios w plecy
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Okoń z bezzałogowcami
„Horyzont” przedłużony
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO