moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Kapitan Pawelec opowiada o pierwszych miesiącach wojny

Siedziałem w celi, która miała 120 cm szerokości. Po kilku dniach w drzwiach stanął niemiecki oficer i krzyknął: – Wyłaź, zostaniesz rozstrzelany. O pierwszych miesiącach wojny opowiada kpt. Aleksander Pawelec, żołnierz zwiadu 1 Morskiego Pułku Strzelców. W 1941 roku trafił w szeregi Związku Walki Zbrojnej, późniejszej Armii Krajowej.

Kiedy dla Pana rozpoczęła się II wojna światowa?

4 września. Tego dnia Niemcy weszli na tereny, które patrolowałem. Służyłem wtedy w plutonie zwiadu rowerowego 1 Morskiego Pułku Strzelców. Przez cały lipiec i sierpień jeździliśmy nieustannie na patrole wzdłuż granicy z Niemcami, która znajdowała się około kilometra za Strzepczem, wioską na Kaszubach, i około 2 km za Luzinem w okolicach Wejherowa. Pluton zwiadu liczył 40 żołnierzy.

Wczesnym rankiem wracałem z nocnego patrolu. Usłyszałem wtedy strzały artyleryjskie. To było w okolicy jeziora w Strzepczu. Nagle nastąpił wybuch blisko miejsca, w którym stałem. Zostałem ranny w głowę. Straciłem przytomność. Odzyskałem ją dopiero w Gdyni, w szpitalu polowym przy ulicy Morskiej. Następnego dnia rano, kiedy się obudziłem, zobaczyłem przez okno, jak bombardowano gdyński port. To było piekło. Postanowiłem opuścić szpital i pójść pieszo do Wejherowa, gdzie znajdowała się moja jednostka wojskowa. Nie wypisałem się jednak z tego szpitala, co, jak się później okazało, było dla mnie zbawienne.

Zbawienne?

Tak, uratowało mi życie. Ale o tym opowiem później.
Dowiedziałem się więc, że 1 Morski Pułk Strzelców opuścił koszary i zaległ w okolicznych lasach. 6 września po południu nasze wojska z Gościcina przeprowadziły atak na Luzino, które było już zajęte przez Niemców. W Gościcinie stacjonowała nasza bateria armat kalibru 75 mm. Trzy nasze kompanie ruszyły na Luzino, ale Niemcy zdążyli się wycofać przed atakiem. Następnego dnia rano cały pluton przemieścił się na przedpole Wejherowa, niedaleko Przetoczyna. Zostałem wysłany wraz z kilkoma innymi żołnierzami do Przetoczyna na patrol. Mieliśmy sprawdzić, czy teren ten został zajęty przez Niemców. Kiedy doszliśmy na miejsce, usłyszeliśmy warkot silników. Były to trzy niemieckie wozy pancerne.

Niemcy nie zauważyli was?

Ukryliśmy się za krzakami malin i agrestu. Niemieckie wozy stanęły około 150 m od nas. Wyszło z nich kilkunastu żołnierzy niemieckich oraz jeden cywil. Mimo że znałem język niemiecki, nie mogłem zrozumieć, o czym mówili. W pewnym momencie trzech Niemców ruszyło w stronę jednego z gospodarstw. Wrócili, prowadząc trzech cywilów, Kaszubów. Krzyczeli na nich. Nagle jeden z oficerów strzelił z pistoletu Parabellum do każdego z nich w głowę. Potem żołnierze wsiedli do wozów i odjechali, zostawiając na ulicy trzech zabitych. Został także człowiek, który z nimi przyjechał. Chwilę później nadbiegły rodziny zamordowanych. Byliśmy świadkami rozpaczy trudnej do opisania.
Zanim wyjechaliśmy na ten patrol, umówiliśmy się z resztą plutonu, że kiedy usłyszą strzały, natychmiast zjawią się z pomocą. Zgodnie z umową pojawili się szybko w Przetoczynie.

Kim był cywil, który przyjechał z niemieckimi żołnierzami?

Dowiedzieliśmy się od rodzin pomordowanych, że mieszka w okolicy i to on wskazał trzech mieszkańców jako wrogów nazistowskich Niemiec. Poznaliśmy jego nazwisko. Dowódca wydał rozkaz otoczenia jego domu i pojmania go.
W środku była jednak tylko jego żona i dwie córki. Mieliśmy już wycofać się do lasu, gdy ktoś z miejscowych krzyknął: ucieka w pole! Był jakieś 300 m od nas. Dowódca wydał rozkaz: strzelać! Posypały się serie z karabinów, ale uciekinier biegł dalej. Porucznik w końcu krzyknął: przerwać ogień, Pawelec strzelaj! Byłem jednym z najlepszych strzelców w naszej jednostce. Dałem trzy strzały, uciekający padł martwy. Kiedy do niego dobiegliśmy, okazało się, że ma kilka ran. Najprawdopodobniej jednak to mój strzał okazał się śmiertelny.

Co było potem?

Później rozpoczęły się walki o Kępę Oksywską. Po zaciętych starciach musieliśmy wycofać się do Suchego Dworu. 18 września dowódca pułku rozkazał nam udać się do Pogórza. Jeszcze tego samego dnia stoczyliśmy tam ciężką walkę z Niemcami. Niestety, nie mieliśmy szans. Zostało nas tylko 15. Do niewoli niemieckiej dostaliśmy się 19 września. Wywieziono nas do Stargardu Szczecińskiego. Tam znajdował się obóz przejściowy. Panował w nim potworny głód. Trafiłem do namiotu, w którym było około 200 polskich jeńców wojennych. 1 października wraz z grupą 60 jeńców przewieziono mnie do podobozu w Strzelcach Krajeńskich. Miejscowość ta nosiła wówczas nazwę Friedeberg.

Kilka miesięcy później wróciła sprawa zastrzelenia konfidenta.

Była niedziela, 24 marca 1940 roku. Dochodziła godzina 14. Do baraku wszedł strażnik w towarzystwie dwóch uzbrojonych żołnierzy niemieckich. Wywołali moje nazwisko. Powiedzieli, że mam pójść z nimi. Przewieziono mnie do Gross Born, obecnie Borne Sulinowo, gdzie znajdował się jeden z największych obozów jenieckich na terenie Polski. Na miejscu od razu zaprowadzono mnie do pokoju oficera pomocniczego Abwehry. Przez drzwi słyszałem przesłuchanie Polaka oskarżonego o zastawianie sideł na kuropatwy, które były wówczas pod ścisłą ochroną. Straszne krzyki. Przez cały czas myślałem o tym, w jakiej sprawie mogę być przesłuchiwany? Nic nie przychodziło mi do głowy. W końcu wyprowadzili Polaka i wprowadzili mnie. W ogromnym pomieszczeniu stał stół, przy którym siedział oficer Abwehry. Obok niego stał tłumacz. Na stole leżały różne dokumenty. Na jednym z nich zobaczyłem napisane tłustym drukiem nazwisko cywila z Przetoczyna, do którego strzelaliśmy.

Już Pan wiedział, o jaką sprawę chodziło…

Oczywiście. Wiedziałem, że moje życie wisi na włosku. Oficer beznamiętnym głosem zapytał mnie, czy to ja 7 września zastrzeliłem tego cywila. Nie odpowiedziałem, stałem jak sparaliżowany. Tłumacz powtórzył pytanie po polsku, tym razem krzycząc. W głowie kłębiły mi się myśli. Upłynęła chwila i wiedziałem już, co robić. Powiedziałem, że nie było mnie 7 września w Przetoczynie. Na to niemiecki oficer: – Gdzie w takim razie byłeś tego dnia? Odpowiedziałem, że w… szpitalu w Gdyni.

Najgorsze miał Pan za sobą?

Ależ skąd! Przesiedziałem 7 dni w areszcie, w celi, która miała 120 cm szerokości i około 240 cm długości. W niedzielę 31 marca w drzwiach stanął niemiecki oficer w towarzystwie dwóch żołnierzy i krzyknął do mnie: – Wyłaź, zostaniesz rozstrzelany! Nogi się pode mną ugięły. Ten, kto czegoś takiego nie przeżył, nie jest w stanie nawet wyobrazić sobie, co wówczas człowiek czuje, co dzieje się z jego psychiką.

Zauważyłem jednak, że strażnik nie prowadził mnie w sposób, w jaki prowadzi się skazańca. W pewnym momencie zostałem nawet pół kroku za oficerem i żołnierzami, a oni w ogóle nie zwrócili na to uwagi. Po jakimś czasie żołnierze pożegnali się z oficerem i poszli w innym kierunku. Ten zaprowadził mnie do baraku, w którym przebywało 50 jeńców. Przydzielono mi łóżko. Wiedziałem już, że wcale nie zamierzają mnie rozstrzelać. Ale to był dopiero początek wojny. 


Kapitan Aleksander Pawelec urodził się 13 grudnia 1915 roku w Lututowie w powiecie wieluńskim. 11 lat później wraz z rodziną przeprowadził się do Dąbrowy Rusieckiej, a w 1931 roku – do Gdyni, gdzie mieszka do dziś. W latach 1930–1931 zdobył pierwszy i drugi stopień przysposobienia wojskowego. Wiosną 1939 roku zgłosił się do służby wojskowej i został skierowany do Oddziału Zwiadu 1 Morskiego Pułku Strzelców w Wejherowie. Kilka miesięcy później, we wrześniu tego samego roku, brał udział w obronie Redy i Rumi, skąd trafił do obozu jenieckiego w Stargardzie Szczecińskim. We wrześniu 1940 roku uciekł z przymusowych robót do Lutowa. Tam w maju 1941 roku trafił w szeregi Związku Walki Zbrojnej, który w 1942 roku został przemianowany na Armię Krajową.


 

Rozmawiał Tomasz Gos

autor zdjęć: Tomasz Gos

dodaj komentarz

komentarze


Początek wielkiej historii
F-16 na straży
Wojskowe roboty prosto z Polski
Kolarskie gwiazdy na legendarnym okręcie
Pytania o „chińczyki” w jednostkach
Fińska armia luzuje rygory
Trening w tunelu aerodynamicznym
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
Adaptacja i realizm
Morska ścieżka kariery
Rosomaki na lądzie i morzu
Zanim pojadą na wojnę
Zbrodnia i kłamstwo
Nie udostępniamy nieba do ataków na Rosję
Szkoła w mundurze
Morski lis na polowaniu
Krew, która łączy
Polska i Norwegia zacieśniają współpracę
Debata o bezpieczeństwie
Pomnik gen. Rozwadowskiego stanie przed Sztabem Generalnym
Zginęli, bo pełnili służbę dla Polski
Pasja i fart
Kosmiczne bezpieczeństwo
Zbrodnia bez kary
W Sejmie o wyższym szkolnictwie wojskowym
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
Marynarz w koreańskim tyglu
Sejm uchwalił ustawę o SAFE
Większe możliwości Nitro-Chemu
Wyróżnienia za sportowe sukcesy
Syndrom Karbali
Gen. broni Piotr Błazeusz na nowym stanowisku
Śmiercionośna Jarzębina
Psiakrew, harmata!
Absolwenci do wojska. Nabór trwa
Głos żołnierzy ma znaczenie
Wzmocnienie polskiej tarczy powietrznej
Donald Trump: Jesteśmy bardzo blisko
Przyszłość polskich Czarnych Panter
NATO i USA o Iranie
Polski sukces w Duńskim Marszu
Pierwszy dom dla Husarzy gotowy
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
Wypadek w PKW UNIFIL
WAM wraca do Łodzi
Koniec niemieckiej misji powietrznego wsparcia
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Jubileuszowa i rekordowa Setka Komandosa
Lotnicy NATO kontra drużyna Gortata
Bliski Wschód: wojna bez wyjścia, stawka rośnie
Pierwsze loty
Jelcz coraz silniejszy
Apache w polskich rękach
Widok z kosmosu
Marynarze po raz trzeci z rzędu najlepsi w wieloboju żołnierskim
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Pamięci ofiar zbrodni katyńskiej
Zabójczy team nad Anglią
Our Only One
View from Outer Space
W hołdzie ofiarom NKWD
Grzmoty zamiast Goździków
Terytorialsi zdobyli amerykańskie ostrogi
Studia dla żandarmów
Polsko-szwajcarska współpraca obronna

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO