Rozmowy o zakupie powietrznych tankowców to główny punkt rozpoczętej wczoraj wizyty delegacji Ministerstwa Obrony Narodowej w Hiszpanii. – To radykalne uzupełnienie zdolności samolotów F-35 – powiedział wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Dlaczego pozyskanie samolotów MRTT jest tak ważne dla sił powietrznych i jak przebiega procedura tankowania w powietrzu?
Najpierw trzeba przechwycić tankowiec, potem dosłownie wślizgnąć się pod jego brzuch, utrzymać stały dystans i prędkość – uzupełnianie paliwa w powietrzu to procedura wymagająca, choć jak przyznają piloci, emocje z nią związane szybko opadają. Zwłaszcza jeśli ćwiczy się regularnie.
Tankowiec Airbus A330 MRTT wystartował z Francji. Wleciał w polską przestrzeń powietrzną, dotarł do wskazanej strefy i zaczął krążyć. Wkrótce pojawiły się tam samoloty F-16 z 31 Bazy Lotnictwa Taktycznego na poznańskich Krzesinach. Uzupełniły paliwo i… ruszyły do kolejnych zadań. Kilka godzin późnej wróciły na macierzyste lotnisko. W tym czasie załoga Airbusa była już w drodze do Francji. Tak właśnie przebiegały jedne z wielu ćwiczeń sił powietrznych obydwu krajów.
Słowo od boomera
– Tankowanie w powietrzu trenujemy regularnie, bywa nawet, że kilka razy w ciągu miesiąca. Każdy z pilotów musi przećwiczyć tę procedurę przynajmniej raz na pół roku – tłumaczy płk pil. Łukasz Gradziński, dowódca 31 BLT. A że Polska nie ma własnych tankowców, jest zdana na sojuszników – przede wszystkim Amerykanów i Francuzów. – W ostatnim czasie szczególnie dobrze układa nam się współpraca z tymi drugimi – przyznaje płk Gradziński. Powód? Używany przez Francuzów Airbus A330 może tankować samoloty bojowe na dwa sposoby: zarówno przy użyciu przewodu giętkiego, jak i sztywnej sondy. Myśliwce Rafale i Mirage, które wchodzą w skład francuskich sił powietrznych, korzystają tylko z pierwszej metody. Jeśli więc załoga tankowca chce przećwiczyć drugą z procedur, musi wejść w kontakt z sojusznikami. Choćby pilotami polskich Jastrzębi. I tak właśnie się dzieje.
A jak wygląda samo tankowanie? – To bardzo precyzyjna robota. Wystarczy wspomnieć, że gniazdo, do którego musi trafić wysuwany z tankowca przewód, ma średnicę ledwie 10 cm. A przecież wszystko odbywa się w ruchu, przy stosunkowo dużych prędkościach – podkreśla st. chor. Grzegorz Jung, który w 31 BLT pełni funkcję starszego technika klucza samolotu wielozadaniowego. To właśnie jego podwładni przygotowują F-16 do lotów. Wspólnie z pilotami sprawdzają działanie wszystkich systemów – również tych związanych z uzupełnianiem paliwa, jeśli taka procedura jest w planach misji.
Na ćwiczenia z tankowania Jastrzębie zwykle latają całym ugrupowaniem. Kiedy piloci poderwą już maszyny, muszą przede wszystkim namierzyć tankowiec. – Nawigator naprowadzania podaje nam jego pozycję. Po dotarciu do wskazanej strefy przechwytujemy ten samolot i nawiązujemy kontakt z tzw. boomerem. To członek załogi odpowiedzialny za operację przetaczania paliwa. Od tej chwili to właśnie on będzie nas prowadził – opisuje ppłk pil. Wojciech Kieczur, dowódca 6 Eskadry Lotniczej.
Ugrupowanie zajmuje pozycje na lewo od tankowca. Wkrótce też pierwszy w kolejce pilot rozpoczyna ostatnią fazę przygotowań do pobrania paliwa. – Otwiera wlot paliwa i wyważa samolot tak, by zachować stabilną pozycję. Następnie odrywa się od ugrupowania i rusza w stronę tankowca – tłumaczy płk pil. Gradziński. Procedura zwykle odbywa się na wysokości 20–25 tys. stóp, czyli 6–7,5 tys. metrów ponad ziemią, a latająca cysterna porusza się z prędkością około 300 w., inaczej mówiąc – mniej więcej 550 km/h. – Sama prędkość zbliżania jest niewielka – wynosi ledwie kilka węzłów. Wygląda to trochę tak, jakbyś dosłownie szedł w stronę drugiego samolotu, a potem zatrzymał się we wskazanym miejscu – zaznacza płk pil. Gradziński. W tym momencie prędkość obydwu maszyn zostaje zrównana. Boomer wsuwa sondę we wlot paliwa, który znajduje się w górnej części kadłuba F-16. Rozpoczyna się tankowanie.
Samoloty FA-50
Jastrząb może zabrać na pokład 12 tys. funtów, to jest około 6 t, paliwa. – Kiedy ruszamy na ćwiczenia, mamy w zbiornikach 2–3 tys. funtów, tak więc już w powietrzu pobieramy około 9 tys. W przypadku współpracy z A330 trwa to mniej więcej dwie minuty – wylicza dowódca 31 BLT.
W tym czasie pilot wpatruje się w zapalone pod kadłubem tankowca światła pozycyjne, a także wsłuchuje się w komendy boomera. Koryguje też położenie swojej maszyny. Sam boomer również na bieżąco operuje długością złącza. Po zakończeniu całego procesu F-16 odrywa się od cysterny i zajmuje pozycję na jej prawym skrzydle, czekając na kolejne samoloty ugrupowania. W ich przypadku procedura się powtarza. Kiedy wszystkie Jastrzębie są już zatankowane, wykonują zwrot i lecą do kolejnych zadań.
Jak mówi ppłk pil. Kieczur, na pierwszy rzut oka tankowanie wydaje się bardzo skomplikowaną operacją, ale takie nie jest. – Choć aby dojść do takiego wniosku, trzeba nabyć pewnej wprawy. Bo na początku faktycznie taki lot może przyprawić pilota o szybsze bicie serca… – dodaje.
Dyżur razy dwa
– Lot, nawet krótkotrwały, blisko tak wielkiego samolotu robi duże wrażenie. Dlatego wszyscy młodzi piloci są tym trochę zestresowani. I z reguły robią to samo: mocno ściskają drążek sterowy, napinają mięśnie… A tu trzeba się rozluźnić, bo tylko tak można wykonywać delikatne i precyzyjne ruchy, których wymaga ta operacja – zaznacza płk pil. Gradziński. A ppłk pil. Kieczur dorzuca: – Po kilku, kilkunastu lotach trema ustępuje.
Sprawa się jednak komplikuje, kiedy samolot trzeba zatankować w nocy. Tu, jak zgodnie przyznają lotnicy, stopień trudności znacząco rośnie. – Początkowo piloci ugrupowania lecą co prawda w goglach noktowizyjnych, ale przed samym tankowaniem należy je zdjąć i podchodzić do tankowca, kierując się wyłącznie jego światłami pozycyjnymi i komendami boomera – wyjaśnia płk pil. Gradziński. Operację może dodatkowo utrudnić kiepska pogoda – silna turbulencja, zamglenie, gęste chmury, które ograniczają widoczność horyzontu. Wówczas u pilota mogą wystąpić złudzenia wzrokowe, choć to oczywiście skrajny przypadek.
– Swoje pierwsze tankowanie zaliczyłem jeszcze podczas szkolenia w USA, w 2012 roku. Jak poszło? Chyba dobrze, choć pamiętam towarzyszące mu napięcie i trochę kwadratowe ruchy… – uśmiecha się ppłk pil. Kieczur. Od tamtej pory brał już udział w około setce podobnych operacji, zresztą tak jak płk pil. Gradziński. Jako piloci F-16 współpracowali nie tylko z francuskim A330, lecz także maszynami amerykańskimi – KC-10 czy KC-135. Wszystkie one różnią się od siebie, ale same procedury związane z tankowaniem, układ świateł, podajniki paliwa są zbliżone.
I tego właśnie piloci-instruktorzy uczą swoich młodszych kolegów. Samoloty FA-50 i M346, na których szkolą się przyszli piloci F-16, nie mają możliwości, by uzupełniać paliwo w powietrzu. Dlatego po raz pierwszy tego typu zadania lotnicy realizują dopiero wtedy, kiedy rozpoczną służbę w bazach na Krzesinach albo w Łasku. Tymczasem umiejętność tankowania w locie ma fundamentalne znaczenie. Z tego rodzaju udogodnienia od czasu do czasu korzystają na przykład piloci par dyżurnych, które strzegą nieba nad Polską. W ostatnim czasie wchodzące w ich skład samoloty są regularnie podrywane z lotnisk, choćby w reakcji na zmasowany ostrzał ukraińskich miast czy naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez drony z Rosji. – Taki dyżur w powietrzu trwa około dwóch godzin. Zatankowanie maszyny w powietrzu pozwala go wydłużyć dwukrotnie – przyznaje płk pil. Gradziński. Wówczas sama współpraca z latającą cysterną przebiega nieco inaczej niż podczas ćwiczeń, bo biorą w niej udział poszczególne samoloty – kiedy jeden pobiera paliwo, drugi kontynuuje patrol. Potem się zamieniają.
Tak więc Polska rozwija współpracę z sojusznikami, ale… nie zamierza na tym poprzestać. Już kilkanaście lat temu resort obrony zaczął się przymierzać do zakupu powietrznych tankowców. Ostatecznie program o nazwie „Karkonosze” został wpisany do „Planu modernizacji technicznej sił zbrojnych na lata 2021–2035”. Wśród rozważanych opcji był zakup Boeinga KC-46A Pegasus bądź Airbusa 330 MRTT. Wreszcie pod koniec grudnia 2025 roku wicepremier, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił, że zakup tankowców zostanie sfinansowany z unijnego programu SAFE. A to oznaczałoby wybór opcji numer dwa.
autor zdjęć: 31 BLT, Andrzej Rogucki/23 BLT, Łukasz Zalesiński

komentarze