moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Zatopiony problem

Amunicja konwencjonalna może stanowić większe zagrożenie niż chemiczna, bo znajduje się zwykle w płytkich wodach, gdzie jest dużo organizmów, a uwalniające się związki są rakotwórcze i przedostają się do łańcucha pokarmowego – mówi prof. Jacek Bełdowski z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w rozmowie z miesięcznikiem „Polska Zbrojna”. Numer 4/2025 wciąż w sprzedaży.

Amunicja pozostawiona na Bałtyku w wyniku działań bojowych. Fot. 13 dTr

Choć od zakończenia II wojny światowej minęło 80 lat, marynarka wojenna ciągle ma ręce pełne roboty z amunicją z tego czasu. Ile jej jeszcze może leżeć na dnie Bałtyku?

Prof. Jacek Bełdowski: Na Głębi Gotlandzkiej i Bornholmskiej, gdzie po II wojnie światowej dokonano największych celowych zatopień amunicji chemicznej, znajduje się odpowiednio 2 tys. ton i 38 tys. ton takich materiałów. Do tego dochodzi około 150 tys. ton bojowych środków trujących znajdujących się w ładowniach ponad 70 wraków w cieśninie Skagerrak.

A co z amunicją konwencjonalną?

Tego nie da się policzyć. Przyjmuje się liczbę pół miliona ton, ale więcej w tym zgadywania niż odnoszenia się do konkretnych wskazań. Wiemy o 200 tys. niewyciągniętych min morskich, z których każda waży około tony. Znamy przybliżoną zawartość ładowni wraków, ale ile było niewybuchów lotniczych, torped, które gdzieś zabłądziły, tego nie da się określić.

Fot. arch. Jacka Bełdowskiego

Amunicja zagubiona czy pozostawiona na Bałtyku w wyniku działań bojowych to jedno, ale wspomina Pan też o celowym zatapianiu amunicji chemicznej już po wojnie. Z czego to wynikało?

Kriegsmarine już w 1945 roku zatopiła swoje pociski moździerzowe zawierające tabun. Kolejne takie działania wynikały z postanowień poczdamskich, zakładających demilitaryzację Niemiec. W praktyce oznaczało to, że alianci musieli przejąć niemiecką amunicję, przyjąć do swoich zasobów lub, w przypadku amunicji chemicznej, pozbyć się jej w taki sposób, jaki uznają za stosowny.

Wrzucenie pocisków do morza było najprostszą metodą, ale czy nie brano wtedy pod uwagę wpływu na środowisko?

W tamtym czasie stan wiedzy o oceanografii był sporo niższy niż obecnie i dominowało przeświadczenie, że na dużych głębokościach nic nie żyje. Zakładano, że na dnie morza czy oceanu osady spokojnie się odkładają i robią się z tego skały. Takie przekonanie panowało jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Dużo więcej wiedziano zaś o wpływie amunicji chemicznej, bojowych środków trujących na środowisko lądowe. Po I wojnie światowej neutralizowano je poprzez wypalenie w pobliżu Verdun i do dziś nic tam nie rośnie, a na okolicznych polach widoczne są ślady skażenia.

Kiedy badacze zaczęli dostrzegać problemy wynikające z zatapiania amunicji?

Kilka prac studyjnych powstało w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, również w Polsce, ale były to rozważania teoretyczne. Dopiero w późnych latach osiemdziesiątych Rosjanie zaczęli rzeczywiście badać stężenie arsenu w okolicach Głębi Bornholmskiej i Skagerraku. Na pierwszy przełom trzeba było jednak czekać do 1995 roku, kiedy ukazał się raport grupy z Komisji Ochrony Środowiska Morza Bałtyckiego, zwanej Helsińską lub HELCOM. Dekadę później ruszył program MERCW (Modelling of Ecological Risks Related to Sea-Dumped Chemical Weapons, czyli modelowanie zagrożeń ekologicznych związanych z zatopioną w morzu bronią chemiczną), który był pierwszym zintegrowanym projektem Unii Europejskiej skupionym na tym zagadnieniu.

Fot. arch. Jacka Bełdowskiego

Jak wyglądało to modelowanie zagrożeń?

W ramach MERCW badano sonarami Głębię Bornolmską, szukano zanieczyszczenia osadów, przy czym ówczesny stan wiedzy był niski. Naukowcy szukali bowiem produktów rozkładu, które przewidzieli tylko teoretycznie. Wyliczyli sobie, jakie związki chemiczne powinny się znajdować w skażonych osadach, i na podstawie wyników z próbek doszli do wniosku, że iperyt nie stanowi problemu. Uznali, że albo w ogóle się nie uwalnia, albo zdążył się rozłożyć i nie ma po nim śladu. Co ciekawe, takie „odkrycie” przedstawili kilka lat po publikacji naukowców z Wojskowej Akademii Technicznej, którzy w 2001 roku przebadali bryłę iperytu wyłowioną przez rybaków. Polacy udowodnili, że iperyt w środowisku morskim rozkłada się na 50 różnych szkodliwych związków, których specjaliści z MERCW nie mieli w swoich badaniach.

Kolejne takie badania odbywały się już z Pana udziałem.

W 2010 roku zostałem zaproszony do uaktualnienia raportu HELCOM z 1995 roku jako jeden z ekspertów od zanieczyszczenia osadów. W międzynarodowej grupie znaleźli się też koledzy z Akademii Marynarki Wojennej, z którymi kontynuowałem współpracę przy kolejnych projektach. Wtedy zaczęła się bowiem cała seria inicjatyw unijnych i natowskich, która trwa do dziś.

Pobieranie próbek osadów w pobliżu broni chemicznej. Fot. Jacek Bełdowski

Zagrożenie dla środowiska ze strony zatopionej amunicji często przedstawia się jako nomen omen tykającą bombę, która w pewnym momencie musi wybuchnąć. Zgadza się Pan z taką wizją?

Tykająca bomba to jedna z teorii, według której cała amunicja kiedyś skoroduje, doprowadzi do katastrofy środowiskowej i zniszczenia życia w Bałtyku. Przeciwstawne stanowisko mówi o tym, że broń zalegająca na dnie morza koroduje w różnym tempie, w zależności od warunków panujących na danym obszarze, więc nie może dojść do nagłego skażenia. Poza tym – mówią zwolennicy tej teorii – większość amunicji znajduje się w kilku skupiskach, morze jest duże, więc jeśli dojdzie do skażenia, to raczej lokalnego. Ekosystem zostanie osłabiony, ale Bałtyk nie umrze. Kto ma rację? Niestety, tego nie wiemy bez monitoringu, czyli powtarzalnego i długotrwałego badania zmienności warunków w konkretnym miejscu. A na to badacze nie dostają środków.

W naukach przyrodniczych kluczowe jest określenie ryzyka i zagrożenia. Badacze są zgodni, że zagrożenie występuje na pewno, bo znamy przykłady materiałów toksycznych, które się uwalniają z amunicji do wód Bałtyku. Ale ryzyko musi się odnosić do konkretnego organizmu czy populacji. Przełom we wskazaniu ryzyka mogą przynieść nasze badania, które przeprowadzimy w 2026 roku na larwach dorsza. W pewnym miejscu znajdują się one na głębokości 60 m, czyli 20 m ponad zatopioną amunicją chemiczną – będziemy zatem badać, w jakim stopniu taka „bariera” chroni larwy przed skażeniem.

Dodam jeszcze, że amunicja konwencjonalna może stanowić większe zagrożenie niż chemiczna, bo znajduje się zwykle w płytkich wodach, gdzie jest dużo organizmów, a uwalniające się związki są rakotwórcze i przedostają się do łańcucha pokarmowego. Amunicja chemiczna jest z kolei bardziej toksyczna, ale zatopiona dalej od brzegu i ryby, które trafiają na nasze talerze, mają z nią mniejszą styczność. Co nie znaczy, że w okolicach zatopień bojowych środków trujących pomimo ostrzeżeń nie odbywa się połów ryb.

Jakie inne zagrożenia stwarza obecność amunicji chemicznej w Bałtyku?

Taka amunicja jest w większości przypadków zatopiona głęboko i po 80 latach już się nie przemieszcza. Tuż po wojnie zdarzały się przypadki, że bomby czy inne pociski były wyrzucane na plażę i ludzie mieli z nimi kontakt. W efekcie lądowali w szpitalu z poparzeniami, tracili wzrok itp. Dziś realne zagrożenie stwarza głównie biały fosfor, który jest lekki i wydostaje się ze skorodowanych bomb zapalających. W rejonie Zatoki Ryskiej i wyspy Uznam do dziś dochodzi do groźnych poparzeń, bo biały fosfor znajdowany na brzegu przypomina bryłki bursztynu. Gdy wsadzi się go do kieszeni, po wyschnięciu i ogrzaniu własnym ciałem taki „bursztyn” zaczyna się gwałtownie palić.

Fot. Ariel Szczepański/13 dTr

W ostatnim czasie marynarka wojenna rozpoczęła detonację w Zatoce Gdańskiej około 1200 kg materiałów wybuchowych, w tym pocisków artyleryjskich i bomby lotniczej. Jak często przeprowadzane są takie akcje?

Jako naukowcy – nie wiemy. A raczej wiemy tylko tyle, ile podawane jest w mediach. Marynarka prowadzi takie działania interwencyjnie, gdy amunicja z czasów wojny zostaje wykryta przy okazji różnych prac inwestycyjnych, ale nie włącza nas do swoich działań. Chcielibyśmy wiedzieć, jakie stosują metody, w jakim rejonie detonują, jak to wpływa na faunę, ale próby uzyskania takich informacji nie przyniosły żadnych efektów. Zakładam, że poszczególne przypadki są konsultowane z agencjami ochrony środowiska. Odpowiedzi na wiele pytań w tej materii może przynieść tworzony właśnie raport, który zbiera regulacje prawne z całego Bałtyku, m.in. dzięki zaangażowaniu Akademii Marynarki Wojennej.

Na czym polega projekt MUNIMAP, którym Pan się obecnie zajmuje?

To kolejna międzynarodowa inicjatywa, która polega na stworzeniu mapy drogowej remediacji – czyli zmniejszenia ilości substancji zagrażających środowisku lub ograniczenia rozprzestrzeniania się ich – amunicji chemicznej i konwencjonalnej zatopionej w Bałtyku. MUNIMAP zakłada kompleksowe podejście do zbadania i rozwiązania problemu. A raczej stworzenia instrukcji obsługi, z której będą mogły korzystać państwa bałtyckie. Program ruszył w lutym 2024 roku, wkrótce rozpoczną się narady i pojawią się rekomendacje. Oprócz tego działamy bezpośrednio na morzu, oceniając skuteczność remediacji, będziemy prowadzić mapowanie dna najnowszymi metodami, zatopimy też system monitoringu w pobliżu jednego z wraków z amunicją. Z każdego takiego rejsu przywozimy również próbki, by sprawdzić obecność bakterii rozkładających materiały wybuchowe lub bojowe środki trujące.

Krótko mówiąc, praca wre.

Dzieje się bardzo dużo i na szczęście nie tylko my zajmujemy się problemem zatopionej amunicji. Niebawem ruszy duży program finansowany z Krajowego Planu Odbudowy, nadzorowany przez Urząd Morski w Gdyni. Zakłada on zbadanie przez AMW, Uniwersytet Morski i firmy prywatne dwóch wraków oraz lokalizacji w pobliżu Głębi Gdańskiej i Rynny Słupskiej. Od dawna wiemy, że broń chemiczna tam jest, nie wiemy natomiast, czy skażenie się zwiększa, a jeśli tak, to o ile. Rozpoczęcie takich badań jest więc bardzo potrzebnym i długo oczekiwanym krokiem.


 

Prof. Jacek Bełdowski jest pracownikiem Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk. Zajmuje się tematyką amunicji chemicznej i konwencjonalnej leżącej na dnie Bałtyku, m.in. jako koordynator unijnych i natowskich programów badawczych.

Rozmawiał: Jakub Zagalski

autor zdjęć: 13 dTr, arch. Jacka Bełdowskiego, Jacek Bełdowski, Ariel Szczepański/13 dTr

dodaj komentarz

komentarze


Wspólne zakupy z SAFE
Hity MSPO 2026: polski CBWP, Gladius 2 i systemy antydronowe
Ważka, czyli bezzałogowce w wirtualnym świecie
Wojskowe MMA dla terytorialsów
Wspólne manewry taktyczno-ratownicze
Priorytetem WOT jest dziś mobilność
Hanwha ze statuetką „Dumny Weteran”
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Battalions of the Future
Unex znaczy wszechstronny
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Gorący lipiec PKW Łotwa
Powstanie „Agencja Uzbrojenia 2.0”
Walka w dwóch światach
PZL Mielec w planach MON-u
Pole wokół Baobaba
Saperzy z Ukrainy potrzebują wsparcia
Silniki Daimlera do Jelcza będą montowane w Polsce
Nowy hełm dla polskich żołnierzy
Fachowcy od zadań specjalnych
Drony „przewodowe”
FlyMate – połączenie rozpoznania z uderzeniem
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
Anatomia pocisku
Kanada – wiodący kraj MSPO
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
Pomerania Has Potential
Karaluch pokazał się na MSPO
Jest kompromis w sprawie rekompensat za broń dla Ukrainy
Prezydencka wizyta na MSPO
Patriotyzm gospodarczy na MSPO
Kadeci będą uczyć się obsługi dronów
„Horyzont” przedłużony
Satelity ochronią Bałtyk?
Flanka pod strażą
Testy dronów dalekiego zasięgu. Można je usłyszeć lub zobaczyć
Moskwa w poszukiwaniu partnerów
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
„Zielona lista” to przełom w przepisach mundurowych
Mazurek Dąbrowskiego dla pływaczki „armii mistrzów”
Borsuk z unikatowym Rakiem na MSPO
PZL P.11c – Pościgowy taran!
Rekordowa licytacja „Kasku weterana”
Morski game changer
Pioruny do 2030 roku
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
Kanada i Polska stawiają na współpracę obronną
Polska bliżej Turcji
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
San nabiera kształtów
Od Warmate po F-16. Pokaz możliwości Wojska Polskiego
Polsko-fiński dron saperski
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
Z prądem i pod prąd
Przeciwlotnicy i terytorialsi w Brzesku
Naprawianie Jelcza
Polska stal dla K2PL
Po medale na nartorolkach i w kajaku
Centrum zarządzania kryzysowego na kołach na MSPO
Pokazać ludzki wymiar służby na misji
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Koń roboczy Gladiusa
Hercules PL za półtora roku
Laserowy Rosomak
Abordaż z polskim wsparciem
Medale kajakarki, wspinaczki i spadochroniarek
Miliardy dolarów na modernizację polskiej armii
Toczki na miny, radary na granicę
Wyrok po tragedii w Krzekowie
Pomorze ma potencjał
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Europejski debiut Iryda+ X1
„Zielona lista” już za miesiąc
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
„Model 44”. Mniej wozów, więcej dronów
Drony i czołgi, czyli nowa jakość prowadzenia działań
Jak oślepić drona
Rośnie liczba domniemanych aktów sabotażu
„Wielka ucieczka” okiem historyka

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO