moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Czym walczyła AK

„Choć na Tygrysy mają Visy” – ten wers słynnej powstańczej piosenki dobrze oddaje różnicę w uzbrojeniu między Armią Krajową a niemiecką machiną okupacyjną. Przez całą wojnę brak broni był największą bolączką polskiej konspiracji. Każda jej sztuka i każdy nabój były na wagę złota, a umiejętność „organizowania” uzbrojenia była ceniona na równi z szaleńczą odwagą.

Żołnierze z Batalionu Czata 49 wyciągają z zasobników zrzutowe granatniki przeciwpancerne PIAT. 


Praktycznie przez cały okres wojny podstawowym problemem, z którym zmagała się Armia Krajowa, było zapewnienie odpowiedniego uzbrojenia podległym oddziałom. Broni było stanowczo za mało w stosunku do potrzeb, np. ocenia się, że podczas Powstania Warszawskiego broń miał zaledwie co dziesiąty żołnierz. – Posiadać własną broń to było marzenie – wspominał po latach Józef Proficz „Czarny”, żołnierz krakowskiego Zgrupowania Żelbet. – Na początku działalności grup dywersyjnych z bronią było krucho i dlatego na poszczególne akcje broń krótką i maszynową przydzielał oficer broni. Z biegiem czasu przybywało jej coraz więcej, szczególnie dla oddziałów uderzeniowych – dodawał.

Pozyskanie broni i amunicji było kwestią życia i śmierci. Tymczasem żołnierze AK musieli się zadowolić tym, co udało się w najróżniejszy sposób zdobyć. To zaś sprawiało, że nie tylko poszczególne oddziały, lecz także nawet pojedynczy żołnierze jednej formacji byli wyposażeni bardzo niejednolicie. Zadania stawiane przez dowódców, niestety, nie zawsze uwzględniały poziom uzbrojenia oddziałów. Dobrze było to widać choćby w Powstaniu Warszawskim, gdzie zdarzało się, że zaplanowane akcje były niemal niemożliwe do skutecznego wykonania właśnie ze względu na niewystarczającą siłę ognia.

Broń pozyskiwano ze wszystkich źródeł. Jednym z nich była broń powrześniowa, ukryta przez zdemobilizowanych żołnierzy Wojska Polskiego po zakończeniu walk w wojnie obronnej. Najczęściej jednak broń pozyskiwano, zdobywając ją na przeciwniku: podczas akcji zbrojnych, gdy udało się rozbroić pokonanych w zasadzce niemieckich żołnierzy, albo też podczas specjalnych operacji podejmowanych, by uzupełnić zapasy. Ze wspomnień żołnierzy AK wynika, że broń można było „zorganizować” w różny sposób. „Bądź to podkradając Niemcom i ich oddziałom satelickim – wspominał Józef Proficz „Czarny” – bądź wykupując od tych, którzy sprzyjali po cichu szerzącemu się ruchowi oporu”. Broń podkradano niemieckim żołnierzom, np. na dworcach kolejowych, gdzie w zamieszaniu i tłoku znużeni podróżą tracili czujność, przysypiali, a w tym czasie ich broń znikała.

Broń odbierano także pozostającym na usługach Niemców formacjom porządkowym. Mogło się to odbywać siłą, np. po sterroryzowaniu policjanta czy strażnika, bądź sprytem, np. po upiciu delikwenta. Sporo broni kupowano od zdemoralizowanych żołnierzy niemieckich, węgierskich czy włoskich. Nie zawsze płacono przy tym pieniędzmi. Wspomniany już Józef Proficz „Czarny” opowiadał, że jego oddział zdobył nowiutką Berettę od stacjonujących w Krakowie Włochów w zamian za dostawę wina, które zarekwirowano w czasie jednej z akcji.

Powstanie Warszawskie. Ppor. Henryk Ożarek „Henio” (po lewej) i Tadeusz Przybyszewski „Roma” (po prawej) z kompanii „Anna” Batalionu „Gustaw” w rejonie ulicy Kredytowej-Królewskiej. „Henio trzyma pistolet Vis, a „Roma strzela z pistoletu maszynowego Błyskawica.

Do wyposażenia AK trafiała również broń kupiona na czarnym rynku, od półświatka, przemytników i złodziei. Czarnorynkowe zakupy były jednak ryzykowne. Zdarzało się bowiem, że to Niemcy podsuwali żołnierzom AK swoich konfidentów i prowokatorów, którzy proponowali kupno broni, by wciągnąć konspiratorów w zasadzkę.

Wobec ciągłego niedostatku broni podziemie podjęło starania, by wytwarzać sprzęt we własnym zakresie. W ramach struktur AK powstała wyspecjalizowana komórka – Szefostwo Produkcji Konspiracyjnej, która nadzorowała produkcję i naprawy broni. Dzięki wysiłkom zaprzysiężonych inżynierów w konspiracyjnych warsztatach podjęto produkcję brytyjskiego pistoletu maszynowego Sten. Na jego bazie opracowany został także rodzimy model pistoletu maszynowego o nazwie Błyskawica. Jego prosta konstrukcja, dostosowana do możliwości konspiracyjnego „przemysłu zbrojeniowego”, pozwoliła wyprodukować ponad 700 sztuk tej broni. Produkowane były także materiały wybuchowe i granaty. Środki do ich produkcji często pochodziły z rozebranych przez akowskich saperów niewybuchów. Ten swoisty recykling był podstawą zbrojeniowej produkcji w czasie Powstania Warszawskiego.

Ograniczone możliwości nadrabiano pomysłowością. W czasie szturmu na budynek PAST-y w czasie Powstania Warszawskiego wykorzystano pompy strażackie, które przerobiono na miotacze łatwopalnej substancji. Wywołane dzięki ich zastosowaniu pożary znacznie ułatwiły zdobycie tego ważnego strategicznie budynku. W trakcie walk w stolicy użyto w boju także pojazdu pancernego konspiracyjnej produkcji. „Kubuś”, bo taką nazwę nadali mu konstruktorzy, był przerobioną ciężarówką Chevrolet i służył do transportu żołnierzy. W powstańczym arsenale były także... katapulty. Wyrzutnie ładunków wybuchowych i zapalających produkowane były z resorów samochodowych.

W trakcie walk w stolicy użyto w boju także pojazdu pancernego konspiracyjnej produkcji „Kubuś”. Taką nazwę nadali mu konstruktorzy.

Ważnym uzupełnieniem – szczególnie jeśli chodzi o broń przeciwpancerną i materiały wybuchowe – były dostawy zaopatrzenia drogą lotniczą. W czasie II wojny światowej alianci zrzucili w okupowanej Polsce w sumie około 4,8 tys. zasobników ze sprzętem i bronią o łącznej wadze około 600 t. Liczne problemy – konflikty interesów w alianckich siłach powietrznych, potrzeby na innych frontach, duży dystans między macierzystymi lotniskami a strefami zrzutu czy wreszcie niebezpieczeństwo czyhające na transportowce w drodze nad Polskę – sprawiły, że źródło to nigdy nie spełniło pokładanych w nim nadziei. Dość powiedzieć, że znacznie mniej liczny ruch oporu we Francji otrzymał w czasie wojny około 10 tys. t zaopatrzenia.

Bojowe zastosowanie znajdowała również broń strzelecka, myśliwska, a nawet muzealna. Jan Kowalkowski „Halszka” wspominał, że kiedy zaczynał pracę konspiracyjną, instruktor szkolenia dywersyjnego przyniósł mu w prezencie broń: „Był to stary, zardzewiały Steyer z 1914 roku, od góry ładowany łódką, pradziadek będących wówczas w użyciu pistoletów”. Sprzęt nie nadawał się praktycznie do niczego, ale instruktor robił dobrą minę do złej gry. – Takiego pistoletu zupełnie nie trzeba ładować, bo można nim zabijać jak maczugą, co dla dywersji jest bardzo dobre, ze względu na brak huku i bezszmerowość działania – przekonywał.

Relacje żołnierzy Armii Krajowej pochodzą ze wspomnień Józefa Proficza i Jana Kowalkowskiego zamieszczonych na łamach periodyku „Okruchy wspomnień z lat walki i martyrologii AK”, nr 45 z 2003 roku i i 43 z 2000 roku.

Magdalena Kowalska-Sendek

autor zdjęć: Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


Fabryka pocisków ziemia–powietrze
Polsko-szwajcarska współpraca obronna
Ratunek na szczycie
Polski sukces w Duńskim Marszu
Program „Narew” się rozkręca
Zginęli, bo walczyli o wolną Polskę
Apache’e kontra drony
Baza dla sił powietrznych USA powstaje we Wrocławiu
Taktyka „stopniowego oślepiania”
W Sejmie o wyższym szkolnictwie wojskowym
Polsko-estoński sojusz
Zachodnia granica wciąż pod kontrolą
Trwa ewakuacja Polaków z Bliskiego Wschodu
Francuska tarcza dla NATO
Smocze zęby na rosyjskie czołgi
NATO coraz silniejsze
Rekordowa ulga dla Nitro-Chemu
Kompetencje warte ponad milion dolarów
Wojna z Iranem: eskalacja bez przełomu
Rozproszenie, drony i autonomia – logistyka w nowej wojnie
Nie będzie polskiej misji wojskowej w Zatoce Perskiej
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
Jubileuszowa i rekordowa Setka Komandosa
Testy autonomicznego Black Hawka
Buty żołnierzy po nowemu
Szkoła pilotów FPV
Polska buduje przewagę w kosmosie
Ćwiczą, aby bronić granicy
Pierwsze oderwanie od ziemi
Piekło „Pługa”
PKW Irak ewakuowany
Gen. Rozwadowski – wizjoner i zwycięzca wymazany z pamięci
Historyczny triumf terytorialsa
Latający Wartownik dla polskiego wojska
Artylerzyści z Węgorzewa w natarciu
Wyróżnienia za sportowe sukcesy
Praktyki w AMW, czyli morska sztafeta
Nie tylko błękitne berety
Centrum wsparcia dla AH-64E
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
AWL stawia na rozbudowę
Nie udostępniamy nieba do ataków na Rosję
Koniec niemieckiej misji powietrznego wsparcia
PSL: niech NBP przekaże zysk na obronność
Prezydenckie awanse dla żołnierzy i funkcjonariuszy SKW
ASzWoj zaprasza na dzień otwarty
Wojskowi judocy, zapaśnicy i taekwondzistka pokazali klasę
Wypadek w PKW UNIFIL
Czas nadziei, czas pokoju
A może studia na WAT?
Stalinowski wyrok śmierci na tysiącach Polaków
MON pomoże uczcić ofiary UPA
„Ślązak” w warsztacie
Podium po czterech wyścigach na lodzie
GROM pod nowym dowództwem
Od wirówki do lotu Gripenem
Szef MON-u: polskie Patrioty nie trafią na Bliski Wschód
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Od złota do brązu, czyli lekkoatleci na medal
Francuski most na Odrze
Sejm uchwalił ustawę o SAFE
Patrol z Syriusza
Marynarze po raz trzeci z rzędu najlepsi w wieloboju żołnierskim
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO