moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Trzy miesiące w lodach Antarktydy

103 dni wśród lodowych gór, fal sięgających ośmiu metrów, w temperaturze, która spadała do kilkunastu stopni poniżej zera – polska załoga na jachcie „Katharsis II” jako pierwsza w historii opłynęła Antarktydę trasą poniżej 60 stopnia szerokości geograficznej. Wśród żeglarzy był ppor. mar. Ireneusz Kamiński z Akademii Marynarki Wojennej.

 

– Wiele osób mówiło o nas wariaci. I rzeczywiście, żeglugę w tym rejonie świata zaliczyć trzeba do najbardziej ekstremalnych doznań, jakie można sobie wyobrazić. Ale gdy w jednym z kryzysowych momentów kapitan zapytał nas, czy chcemy zawrócić, nikt nie chciał o tym słyszeć – podkreśla ppor. mar. Ireneusz Kamiński, na co dzień instruktor w Ośrodku Szkolenia Morskiego Studium Wychowania Fizycznego i Sportu gdyńskiej Akademii Marynarki Wojennej.

Projekt rodził się długo. – Kiedy w 2008 roku dotarła do mnie wieść o opłynięciu Antarktydy przez Rosjanina Fiedora Koniuchowa, pomyślałem, że trzeba być szaleńcem, by narażać życie dla tak trudnej i niebezpiecznej wyprawy – wspominał w rozmowie z PAP-em kapitan jachtu Mariusz Koper. Do organizacji rejsu dojrzał w 2012 roku po przepłynięciu tak zwanego Przejścia Północno-Zachodniego. To droga morska z Europy do wschodniej Azji, która prowadzi przez wody Archipelagu Arktycznego. Kolejne lata wypełniły Koperowi treningi, a potem kompletowanie załogi. Jedną z osób, której zaproponował udział w wyprawie był właśnie Kamiński.

– Mariusza i sam jacht już znałem. Byłem w załodze, która brała udział w prestiżowych regatach Sydney-Hobart. Problemem był jednak termin – opowiada ppor. mar. Kamiński. – Rejs początkowo miał się odbyć w 2016 roku, a ja akurat rozpocząłem naukę w Studium Oficerskim wrocławskiej szkoły oficerskiej. Wówczas to było dla mnie najważniejsze – dodaje. Ostatecznie jednak, na skutek zdrowotnych perypetii naszej koleżanki Hanny Leniec, II oficera, wyprawa została przełożona na kolejny rok. Kamiński, już jako podporucznik, dołączył do załogi. W początkach grudnia 2017 roku poleciał do Kapsztadu w RPA, gdzie trwały ostatnie przygotowania do rejsu. – Wcześniej nie zdarzało mi się żeglować po oceanie w warunkach zimowych. Szybko się przekonałem, że to będzie niesamowite, zupełnie nowe doświadczenie, które będę mógł wykorzystać w swojej pracy dydaktycznej ze studentami – zaznacza ppor. mar. Kamiński. Tym bardziej, że Mariusz Koper nie zamierzał ograniczyć się do okrążenia Antarktydy, jak np. Koniuchow. Chciał przepłynąć trasą poniżej 60 stopnia szerokości geograficznej. A tego nigdy wcześniej nikt nie dokonał. Im się udało.

Astralne lato, arktyczne warunki

„Katharsis II” to 22-metrowy jacht z tworzyw sztucznych. Jak przyznawał sam Koper, nie jest jednostką regatową, ale w różnego rodzaju wyprawach sprawdził się doskonale. Teraz trzeba było go przygotować do naprawdę ekstremalnego rejsu. – Jacht został wyposażony w dodatkowe urządzenia nawigacyjne, kamerę termowizyjną i noktowizyjną, nowoczesny radar. Musieliśmy zabrać aktualne mapy i odpowiednią odzież, części zapasowe i dodatkowe zbiorniki z paliwem – wylicza ppor. Kamiński. Kluczową kwestią było też zgromadzenie prowiantu. – Zakładaliśmy, że na oceanie spędzimy około stu dni i będziemy płynąć bez przerw. Dlatego musieliśmy mieć zapasy na nieco dłuższy czas. Ostatecznie prowiant na 120 dni, dla dziewięciu osób ważył ponad półtorej tony – podkreśla ppor. Kamiński.

23 grudnia „Katharsis II” opuścił Kapsztad i skierował się na południe. Wkrótce dotarł w rejony, gdzie mimo astralnego lata, panują arktyczne warunki. – Temperatura wody wynosiła minus dwa stopnie Celsjusza, odczuwalna temperatura powietrza miejscami spadała do kilkunastu stopni poniżej zera – wspomina Kamiński. Na trzygodzinne wachty żeglarze wychodzili w grubych sztormiakach, kilkuwarstwowej odzieży, rękawicach i goglach. – A i tak przez cały czas potwornie marzły mi palce u stóp i dłoni – przyznaje Kamiński. W dodatku na jachcie zaczęło szwankować ogrzewanie. – Paliwo pobierane z mocno wychłodzonych zbiorników gęstniało i aparatura nie pracowała tak, jak powinna. Zdarzało się, że pod pokładem mieliśmy cztery, pięć stopni – opowiada żeglarz. Do tego dochodziła wilgoć. – W kajutach wszelkie wywietrzniki należy zamknąć, by do wnętrza nie dostała się woda. A my wracaliśmy z wachty przemoczeni. Wilgoć przenosiła się ze sztormiaków i osiadała wewnątrz całego jachtu. Kiedy już udawało się rozgrzać kabiny do 13–15 stopni, chodziliśmy w krótkich rękawkach. Dla nas to był niemal upał – wspomina ppor. Kamiński.

Dla jachtu problemem były dryfujące formacje lodowe. – I nie chodzi wcale o góry, bo te wykryje radar. Znacznie gorsze są growlery, czyli lodowe okruchy. Choć słowo „okruchy” nie do końca oddaje ich wygląd i wielkość. Taki growler ma czasem rozmiar autobusu, a ponad wodę wystaje tylko jedna siódma czy jedna ósma jego część. Radar tego nie widzi, więc trzeba się mieć mocno na baczności – tłumaczy żeglarz. Tak jak w przypadku dryfującego paku lodowego. – Przy małej fali i słabym wietrze, jacht może spróbować przez pak się przedrzeć, jednak to ogromne ryzyko. My staraliśmy się je omijać – wspomina Kamiński. Zwłaszcza, że o ciszę na morzu było niezwykle trudno. – Podczas całego rejsu zmierzyliśmy się z 17 sztormami, zdarzały się również takie o sile 10–11 stopni w skali Beauforta, kiedy wysokość fal dochodziła do ośmiu metrów – zaznacza żeglarz. Tymczasem wokół Antarktydy nie ma miejsc, gdzie można by się przed sztormem ukryć. Załoga jachtu raz zdołała się schować za górą lodową, innym razem jednostka sztormowała za lodowym pakiem, który przemieszczał się z prędkością około dwóch węzłów. Najczęściej jednak żeglarze stawali oko w oko z żywiołem.

„Katharsis II” nie wyszedł z tych zmagań bez szwanku. Tydzień przed zakończeniem rejsu, podczas sztormu złamał się bom – jeden z podstawowych elementów takielunku, na którym utrzymuje się główny żagiel. Kilka dni później załodze udało się jednak szczęśliwie dotrzeć do celu podróży – portu w australijskim Hobart.

Dwa lata z urlopu

Rejs po Oceanie Południowym trwał dokładnie 102 dni, 23 godziny i jedną minutę. Samo opłynięcie Antarktydy zajęło załodze 72 dni, pięć godzin, 33 minuty i 43 sekundy. W Australii wyczyn odbił się szerokim echem. – Informacja o nas została podana jako pierwsza w głównym wydaniu telewizyjnych wiadomości, australijska telewizja wysłała helikopter, by filmował nasze wejście na metę – wspomina ppor. Kamiński. Czekamy na oficjalne podanie wyniku przez arbitrów Księgi Rekordów Guinnessa i Światową Organizację Rekordów Żeglarskich (WSSRC). „Katharsis II” wkrótce z Hobart popłynie do Nowej Zelandii, gdzie przejdzie remont. – Lista prac związanych z przywróceniem pełnej sprawności jachtu jest dosyć długa, ale nie odbiega znacząco od standardowych corocznych przeglądów – przyznaje Koper.

Tymczasem ppor. Kamiński wrócił już do zajęć w Akademii Marynarki Wojennej. – Wkrótce rozpoczynamy żeglarskie szkolenie podchorążych – informuje i dodaje, że na razie żadnej większej wyprawy nie planuje. – Aby wziąć udział w rejsie wokół Antarktydy, wybrałem cały dwuletni urlop. Poświęciłem swój prywatny czas, który powinienem spędzić z rodziną, ale było warto – podsumowuje.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Katharsis II

dodaj komentarz

komentarze


Zbrodnicza farsa
Przełomowe porozumienie
Szczyt w Ankarze okiem eksperta
NATO zwiększy produkcję broni
PIRX-1 na orbicie
Odznaka sprawności fizycznej po nowemu
Wielki sukces podchorążych z AMW
Mundur w paczkomacie
Powiększone mosty Daglezja-S trafią do saperów
Paliwowy krwiobieg NATO
Rząd: cele na szczyt w Ankarze osiągnięte
Zatrzymać drona
Mistrzyni pożegnała się z polską publicznością
Piksele prawdy w morzu fałszu
Gotowi na zmiany na polu walki
Piętnasty polski F-35 w powietrzu
Paczka z mundurem – pytania i odpowiedzi
Szerszeń z Sochaczewa
NATO liczy wydatki przed szczytem
Podium dla kajakarza, pięcioboistki i sztangisty
Wsparcie ma znaczenie
Miliardy na obronność
Drony na Legii
Żywią i bronią
Mark Rutte: nasza jedność fundamentem pokoju!
Podróż w ciemność
Śmierć w sercu Azji
Vespa Battle Challenge
USA znów uderzyły w Iran
Domek Pilota w LAW otwarty
Lądowanie na fińskiej drodze, czyli Bieliki i F-16 na Ramstein Flag’26
Złoto-srebrne kajakarki, srebrni żeglarze
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Szkolenie pilotów F-35 nabiera tempa
Przełomowe zdolności artylerzystów
Mundur i bokserskie rękawice
Ostatnia niedziela…
Wyższe diety i rozłąkowe dla żołnierzy
Pieta Michniowska
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Jak wygląda nowa selekcja do JW AGAT?
Studenci w koszarach
„Przychodzimy, by pokazać, że nie zapominamy”
Holenderskie Patrioty zostaną dłużej w Jasionce
Nowy mechanizm wsparcia obronności kraju
Dronowy kierunek przyszłości
Polski wkład w operację „Overlord”
Żołnierze na „Horyzoncie” do końca wakacji
PKW Irak zostaje w Jordanii
Sztuka tworzenia kryptonimu
Prezydent RP o szczycie NATO
Zdolności do produkcji tylko dla zaufanych
Barakudy z Polski
Twarzą w twarz
Jak Ślązacy stali się panami własnego domu
Czeskie śmigłowce w Polsce przeciw dronom
Polski bezzałogowiec zaprezentowany w Ankarze
Bez zmian w emeryturach
Pierwszy Kormoran pod flagą NATO
Tropem tajemnic z przeszłości

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO