Systemy sterowanych ładunków wybuchowych Jarzębina-S opracowane przez konsorcjum, w którego składzie jest Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej, weszły do produkcji. Armia kupiła je dzięki środkom z programu SAFE. Wrocławski instytut jest autorem wielu nowych min przeciwpiechotnych. Wojsko interesuje się takimi rozwiązaniami, po tym jak Polska wypowiedziała konwencję ottawską.
W lutym tego roku Polska przestała być stroną konwencji mówiącej o zakazie użycia, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych oraz o ich zniszczeniu. Rząd zdecydował o wypowiedzeniu konwencji ottawskiej z powodu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji. Politycy podkreślali, że w takiej sytuacji Polska nie może być objęta „gorsetem uniemożliwiającym obronę kraju”.
Teraz wojsko stara się jak najszybciej odbudować zasoby min przeciwpiechotnych. Zgodnie z wymogami konwencji zostały one zlikwidowane kilkanaście lat temu. ¬– Wszystkie miny zostały po prostu zniszczone. Gdy z powodu wojny rosyjsko-ukraińskiej nastąpiła konieczność odnowienia tych zdolności wojskowych, postanowiliśmy rozpocząć prace rozwojowe. Opracowaliśmy już kilka konstrukcji min przeciwpiechotnych, jak również środków alternatywnych dla tego rodzaju min – tłumaczy dr. hab. inż. Marcin Szczepaniak, dyrektor Wojskowego Instytutu Techniki Inżynieryjnej im. prof. Józefa Kosackiego we Wrocławiu, który podlega bezpośrednio pod Ministerstwo Obrony Narodowej.
W obronie wschodniej granicy
Jednak prace nad systemami alternatywnymi wobec min przeciwpiechotnych trwały w WITI długo przed wypowiedzeniem przez Polskę konwencji ottawskiej. Ich efektem jest opracowany przez instytut wraz z partnerami (zakłady Belma oraz spółka MindMade) system Jarzębina-S. Armia właśnie zamówiła to uzbrojenie, finansując zakup z unijnego programu SAFE. Jarzębina-S będzie wykorzystywana m.in. na „Tarczy Wschód”, czyli w pasie umocnień zbudowanych do ochrony wschodniej granicy kraju.
System składa się z ładunków wybuchowych i granatów odłamkowych, kamer, czujników termowizyjnych i sejsmicznych oraz radarów pola walki, które za pomocą łączności radiowej przekazują informacje operatorowi. To on decyduje, czy użyć bojowo Jarzębiny, jaki rodzaj ładunku ewentualnie wybrać, czy skorzystać z modułu odstraszania, który sygnałami dźwiękowymi i świetlnymi informuje, np. własne oddziały lub cywilów, o tym, że na miejscu istnieje zagrożenie wybuchem. – Operator na mapie prezentowanej na pulpicie sterownicy widzi rozmieszczenie Jarzębiny-S oraz pozycje wykrytych sił przeciwnika. Może korzystać z czujników, by dokładnie sprecyzować, z kim ma do czynienia i jaka broń będzie najbardziej efektywna do eliminacji przeciwnika. Czy lepiej użyć ładunku kierunkowego, czy np. granatu, jeśli przeciwnik jest w jakimś wgłębieniu terenu lub za przeszkodą terenową – tłumaczy kpt. mgr inż. Andrzej Wysoczański z Wojskowego Instytutu Techniki Inżynieryjnej.
Produkcją Jarzębin-S zajmie się konsorcjum z udziałem Bydgoskich Zakładów Elektromechanicznych „Belma” SA, spółki MindMade oraz właśnie Wojskowego Instytutu Techniki Inżynieryjnej. Wartość dwóch kontraktów na zakup tego uzbrojenia wynosi 700 mln zł.
Konstrukcje wielu zastosowań
Oprócz Jarzębiny Wojskowy Instytut z Wrocławia opracował też wiele nowatorskich rozwiązań z zakresu min przeciwpiechotnych. Jak podkreśla kpt. Wysoczański, chodzi o produkty przede wszystkim wielofunkcyjne, modułowe i łatwe w montażu. – Jednym z takich rozwiązań jest mina odłamkowa kierunkowa PM 101T, która umożliwia zarówno niszczenie pojazdów opancerzonych przeciwnika (w odległości do 20 m przebija płyty pancerne o grubości powyżej 5 cm), jak i siły żywej. Ta konstrukcja pełni dwie funkcje, ponieważ działa także jak mina przeciwpiechotna, rażąc odłamkami w promieniu 20 m – tłumaczy kpt. Wysoczański.
Innym rozwiązaniem opracowanym przez WITI jest mina wyskakująca, która może zastąpić wycofane na mocy konwencji ottawskiej PSM-1. ¬– Miały one istotne wady, wybuchały na stosunkowo niskich dystansach. W zależności od tego, jak ładunek ustawił się w locie, duża część odłamków mogła iść w ziemię. My opracowaliśmy głowicę, która ma odłamki na całej powierzchni, jest wystrzeliwana na 3–4 m w górę, dzięki czemu może razić o wiele skuteczniej – wyjaśnia oficer. Dodaje, że wysokość wyrzutu jest bardzo ważna, bo często na polach bitew, w miejscach działań teren jest nierówny. – Jeśli więc wyrzut będzie niski, siła rażenia też będzie mniejsza, bo hamować ją będą przeszkody terenowe – dodaje.
Jeszcze innym rozwiązaniem od WITI jest m.in. zmodyfikowana mina MS-Płomień, której ładunek wybuchowy stanowi 75 g trotylu. Mina po eksplozji wyrzuca odłamki w promieniu 10 m. Co więcej, konstrukcja miny umożliwia dowolną zamianę ładunku, w zależności od potrzeb użytkownika.
Nowe miny opracowane przez Wojskowy Instytut Techniki Inżynieryjnej są już wprowadzane do produkcji przez polskich producentów – chodzi o spółki ZSP Niewiadów oraz Pronit.
Wojsko potrzebuje min
Na początku marca tego roku Agencja Uzbrojenia rozpoczęła konsultacje rynkowe dotyczące pozyskania min przeciwpiechotnych. Wojsko rozmawia z producentami o parametrach uzbrojenia, terminach oraz cenach. Chodzi o miny odłamkowe kierunkowe, miny odłamkowe wyskakujące o promieniu rażenia 360 stopni, miny odłamkowe powierzchniowe rażące w promieniu 360 stopni oraz miny naciskowe.
Konwencję ottawską Polska wypowiedziała 14 lat po ratyfikowaniu porozumienia. Na jej mocy nasz kraj zobowiązał się do zniszczenia całego swojego zasobu min przeciwpiechotnych, czyli około 17 tys. sztuk.
autor zdjęć: WITI

komentarze