moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Gdy przyszedł czas, on się nie wahał

Mjr Marian Bernaciak, legendarny dowódca partyzancki, nigdy nie odebrał przyznanego mu w 1945 roku orderu Virtuti Militari. Dopiero po 73 latach odznaczenie trafiło do jego rodziny. Dzisiaj bliscy „Orlika” złożą je jako wotum w kościele w Rykach. W rozmowie z „Polską Zbrojną” swojego stryja wspomina Michał Bernaciak.

Jaka historia z rodzinnych opowieści o stryju utkwiła Panu najmocniej w pamięci?

Michał Bernaciak: To są drobiazgi. Przytoczę tutaj jedną opowieść, którą przekazała mi moja siostra Alicja. Nieopodal domu rodzinnego w Zalesiu płynie rzeczka Zalesianka. W czasie wojny w domu dziadków stacjonowali na kwaterze Niemcy. Siostra bawiła się nad tą Zalesianką, w którymś momencie znalazła jakieś przedmioty, które włożyła do fartuszka i niosła do domu. Niemcy stali przed domem, był tam również stryj Marian. Kiedy Niemcy zobaczyli, co dziecko niesie w fartuszku, wpadli w przerażenie. Okazało się, że przedmiotami zabranymi z rzeki są… granaty. Stryj wówczas zdradził się z tym, że zna niemiecki (uczył się go w gimnazjum) i ich uspokoił. Natomiast do Alicji powiedział, żeby mocno trzymała fartuszek, a on zaraz do niej podejdzie. Stryj wszystkie granaty pozbierał i oddał Niemcom, cały czas ich uspokajając, że to przypadek. Zresztą te granaty okazały się pozostałością po I wojnie światowej. W tym zdarzeniu pokazał swoją podstawową cechę charakteru – opanowanie.

Drugą była charyzma. Mnie zawsze zadziwia jeden fakt. Przecież oprócz podwładnych, będących jego kolegami ze szkoły czy podwórka, było wielu ludzi starszych i przewyższających go stopniem wojskowym. Mimo to stryj umiał zdobyć ich autorytet. Z przekazów stryja Lucjana wiem, że żołnierze go kochali, ale jednocześnie czuli przed nim respekt. Podporządkowywali się jego rozkazom, łącznie z zakazem picia alkoholu, co w czasie okupacji było prawdziwą plagą.

Można powiedzieć, że „Orlik” był urodzonym przywódcą.

Można powiedzieć, że okoliczności zrobiły z niego prawdziwego dowódcę. Przecież wcześniej w podchorążówce niczym specjalnym się nie wyróżniał. Miał tam opinię przeciętnego. Ale już we Wrześniu ’39 znalazł się w grupie oficerów, która zdecydowała się na ucieczkę z sowieckiego transportu wiozącego ich na wschód, dzięki czemu uniknął tragicznego losu współtowarzyszy zamordowanych później w Katyniu.

A stryj opowiadał o swoich przeżyciach z Włodzimierza Wołyńskiego, w którym dostał się do sowieckiej niewoli w 1939 roku? Bardzo mało na ten temat jest w źródłach.

Niestety, ja także wiem niewiele. Pamiętam jedynie, jak moja mama, Janina, wspominała, że wrócił tak wychudzony, iż ważył mniej niż 50 kg.

Major „Orlik” przeszedł do historii jako jeden z najlepszych dowódców partyzanckich na Lubelszczyźnie, walcząc skutecznie zarówno z Niemcami, jak i z Sowietami. Słowem – bohater, a jakim człowiekiem Pański stryj był na co dzień, wśród rodziny czy sąsiadów?

Oprócz tych cech, o których mówiłem, stryj był bardzo rodzinny. Mimo swoich konspiracyjnych czy żołnierskich obowiązków, bardzo dbał o rodzinę. Moja mama wspominała, że gdy dowiedział się o jej udziale w lokalnej organizacji konspiracyjnej, poprosił ją, żeby z tego zrezygnowała. Dokładnie przytaczała jego słowa: „Eugeniusz jest w obozie, Ala ma tylko ciebie, więc musisz przetrwać, bo…”. I nie dokończył tego zdania. On miał świadomość, że przez swoją działalność może nie przeżyć, ale nie chciał, aby bliscy się w nią angażowali. Wręcz chronił ich przed grozą wojny.

W rodzinie też był postrzegany szczególnie. Pamiętam, że moja ciocia, rodzona siostra mamy, ze stryjem byli z jednego rocznika i przyjaźnili się. Poprosiła go więc na świadka swojego wojennego ślubu. I on często później u wujostwa bywał. Wuj opowiadał nawet, jak Niemcy wchodzili do ich domu kuchennymi drzwiami, a „Orlik” wyskakiwał na ulicę przez okno.

Stryj był przez ludzi bardzo lubiany. Świadczy o tym między innymi jego pogrzeb w Rykach, oczywiście symboliczny, który zorganizowała rodzina. Z relacji mamy pamiętam, jak mocno ówczesne władze obawiały się reakcji społecznej, tego że uroczystość może się zmienić w demonstrację antykomunistyczną. W związku z tym zmobilizowano duże siły mundurowe i po cywilnemu, które otoczyły kościół. Natomiast ludzie i tak przyszli z bardzo dużą ilością kwiatów. Później mama zebrała je wszystkie i złożyła pod pomnikiem Bojowników o Wolność Ojczyzny w 1918 roku w Rykach. Ale jeszcze tego samego dnia kwiaty zniknęły. Najważniejszy jednak był fakt, że mimo terroru i propagandy ludzie się nie ulękli.

Jak Pan myśli, obecność tylu ludzi na tej uroczystości wynikała z szacunku do rodziny, czy do działalności „Orlika”?

Do działalności. Trzeba zaznaczyć, że to była bardzo mała społeczność. Ludzie z oddziału mojego stryja to w wielu wypadkach byli jego koledzy. Razem chodzili do szkoły, a potem razem poszli w bój. Na pogrzebie było więc sporo członków ich rodzin. Poza tym wielu ich bliskich także zapłaciło za swoją przynależność do konspiracji najwyższą cenę. W pokazowych procesach kilku żołnierzy stryja skazano na karę śmierci. Miało to służyć zastraszeniu miejscowego społeczeństwa i ludzie dobrze to zapamiętali.

Rodzice majora, Marianna i Michał Bernaciakowie, przeszli prawdziwą gehennę, więzieni przez UB od października 1945 roku jako zakładnicy za syna. Represje nie ominęły również pozostałych członków rodziny. Czy mógłby Pan o tym opowiedzieć?

Szczerze mówiąc, nie lubię do tego wracać. O tym znacznie więcej mogłaby powiedzieć moja ciocia Wanda, córka, a zarazem najmłodsze dziecko Marianny i Michała Bernaciaków. Ona była na przykład z powodu nazwiska sekowana przez niektórych nauczycieli w szkole. Miała zapowiedziane, że jej matura stoi pod znakiem zapytania. Otrzymała wówczas pomoc od wychowawczyni, przedwojennej nauczycielki, która zadała pytanie retoryczne: „Co? Najlepsza uczennica ma nie dostać matury?”. Następnie poradziła cioci, jak ma odpowiadać na pytania maturalne: „Będą ci zadawać różne prowokacyjne pytania, a ty nie zwracaj na to uwagi, tylko mów cały czas to, co umiesz. Nie przerywaj, tylko mów cały czas”. No i tak się stało, ale powiedziano jej, że o studiach to ona może zapomnieć. Wojenne dzieciństwo Wandy – ciągły brak rodziców, tułaczka po różnych mieszkaniach, bo w domu albo Niemcy, albo Sowieci – zaważyło na całym jej dorosłym życiu. W końcu postanowiła to wszystko wyprzeć i nie wracać do tych wspomnień. Tak też zrobiła.
Kiedy z więzienia wyszedł stryj Lucjan, to oczywiście miał już „odpowiednią etykietę”. Jak chciał znaleźć pracę, to chętnie, ale gdy przedstawiał swoje dokumenty, to wszyscy bali się go przyjmować. Wreszcie zatrudniono go w zakładach przemysłu spożywczego w Warszawie i pracował tam do końca życia. Trafił na dyrektora, który w końcu mu to umożliwił. Później uzupełnił wykształcenie i nawet tam awansował. Warto przy tej okazji wspomnieć jeszcze jego żonę Krystynę, która tam pracowała. Wszyscy jej odradzali: „Ty się nie wiąż z nim”, a ona to później skomentowała krótko: „A ja się nie bałam. Wiedziałam, że to jest dobry człowiek”.

Pamiętam z dzieciństwa opowieść stryja Lucjana, że kiedy był zamknięty w więzieniu, pod jego celę przyprowadzano dziadka Michała i tam go katowano. Tak mocno go bito, że aż krzyczał. Lucjan rozpoznawał głos ojca i nie mógł tego znieść. Stryj wspominał, że rzucał się wtedy na drzwi celi i bił w ściany... Dziadek nie wyszedł z więzienia o własnych siłach, lecz o kulach. A babcia… Babcia była twardą osobą i mówiła wprost to, co myśli. W więzieniu musiało ją to drogo kosztować, ale się nie załamała. Jako dziecko przypadkowo wszedłem do domu, kiedy babcia akurat się myła. Stała do mnie tyłem i zdążyłem zobaczyć jej plecy pokryte głębokimi bliznami, jak po batożeniu. Stanąłem jak wryty i uświadomiłem sobie, że ktoś musiał zrobić jej wielką krzywdę. Ktoś bardzo mocno ją bił…

Autorzy książek o stryju napisali, że babcia podpisała się pod protokołem zeznań krzyżykiem, z czego wywiedli, że była analfabetką. A ja myślę, że to był jej świadomy opór i sprzeciw. Postawiła oprawcom na papierze krzyż. Zresztą pamiętam dobrze z dzieciństwa jej modlitewniki, które czytała i modliła się.

Czy według Pana te wydarzenia złamały Pańską rodzinę; czy postrzegali się jako ludzie przegrani?

Absolutnie. Nie bez powodu mówię o twardości babci. Zresztą dziadka także. To byli przyzwoici ludzie, kochający ojczyznę. Oboje pochodzili z pokolenia, które przeżyło odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 roku.

Czy utrata syna zachwiała w nich wiarę?

Nie. Chcę tutaj powiedzieć, że nad okiennicami domu dziadków przez całą tę rzeczywistość powojenną wisiały wyrzeźbione w drewnie przez dziadka orły w koronie. Obecnie chciano nawet je zdjąć, żeby je zachować w muzeum, ale mnie ten projekt się nie podobał. To tak jakby przestawiać stare kapliczki przydrożne, związane nierozerwalnie ze swoim miejscem. Z takiego myślenia wynika to postanowienie, by przekazać Krzyż Virtuti Militari stryja.

„Orlik” otrzymał Virtuti Militari 1 czerwca 1945 roku. Myślę teraz, że ten rozkaz nominacyjny to jest w pewnym sensie cud. Pułkownik Jan Mazurkiewicz „Radosław” podpisuje nominację 1 czerwca, a w sierpniu jest już aresztowany. To był bardzo gorący czas. I że udało się jeszcze zebrać nazwiska ludzi, niektórych odznaczyć, innych awansować. Ja nawet nie wiem, czy stryj wiedział o tym odznaczeniu. Był człowiekiem, który nie dbał ani o stopnie, ani o odznaczenia. On się zajmował zupełnie czymś innym i co innego miał na głowie. To nie był typowy wojskowy, lecz człowiek – przepraszam, że użyję tego słowa – ponadprzeciętny.

A kim dla Pana jest stryj?

Młodym człowiekiem, który kiedy trzeba było, kiedy przyszła taka konieczność, to się nie wahał. Tylko tyle i aż tyle. Moja mama wspominała, że sama jego obecność, pojawienie się budziło respekt. Kiedyś też opowiadała mi ciocia Wanda, że jak mieszkała w innej miejscowości u dalszej rodziny, „Orlik” przyjechał konno ją odwiedzić. Był oczywiście pod bronią. Najpierw zrobił mnóstwo kłopotu tym ludziom, u których mieszkała, bo przecież ten koń musiał gdzieś być napojony i nakarmiony. A później po wizycie odprowadzali go i w którymś momencie wypatrzyli żołnierza sowieckiego stojącego na ulicy. „Orlik” wszystkim kazał się zatrzymać i sam wyszedł do niego. Po rozmowie wrócił i powiedział: „Idziemy”. Ten czerwonoarmista także był pod bronią. Stryj, jak wielu innych, „zaczarował” go swoją charyzmą. Nieprzypadkowo był to jeden z najgłośniejszych i najlepszych dowódców partyzanckich na Lubelszczyźnie.

Z okazji uroczystego przekazania orderu Virtuti Militari jako wotum redakcja „Polski Zbrojnej” przygotowała specjalną jednodniówkę. Będzie ją można dostać w Rykach, a także w wersji elektronicznej – pobierz plik.

Rozmawiali: Anna Putkiewicz i Piotr Korczyński

autor zdjęć: arch. Michała Bernaciaka i rodziny

dodaj komentarz

komentarze


„Ryś” z laserem
 
Grupa Północna o wsparciu dla Ukrainy
Tarcza Wschód – odstraszanie i obrona
Żołnierz ranny na granicy z Białorusią
Obradował Komitet Wojskowy Unii Europejskiej
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Wojskowi medycy niosą pomoc w Iraku
Polki pobiegły po srebro!
Żołnierzu, wyślij dziecko na wakacje z Rewitą
Przysięga w Limanowej
WAT-owskie eksperymenty na ISS
„Pierwsza Drużyna” na start
Mobilne dowodzenie
Pokazali bojowego ducha
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Kto wywalczy tytuł mistrza MMA?
Sejmowa debata o bezpieczeństwie
Memoriał gen. Andersa coraz bliżej
Żołnierze ewakuują Polaków rannych w Gruzji
Pływacy i maratończycy na medal
Wszystkie misje AWACS-a
Centrum Szkolenia WOT świętuje
Broń Hitlera w rękach AK
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
WAM wraca po latach
„Grand Quadriga ‘24”
Piedimonte – samobójcza misja
Polscy żołnierze stacjonujący w Libanie są bezpieczni
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Wojna w świętym mieście, epilog
Nie szpital, a instytut
Morska Jednostka Rakietowa w Rumunii
Najmłodsi artyści Wojska Polskiego
Ostatnia droga Pileckiego
Cień atomowej zagłady
Nowe zadania szefa SKW
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
„Sarex”, czyli jeden za wszystkich, wszyscy za jednego
Wielki triumf 2 Korpusu Polskiego
Podróż po AWACS-ie
Ameryka daje wsparcie
Barbara wzmocni polską obronę powietrzną
NATO on Northern Track
They Will Check The Training Results in Combat
Sukcesy reprezentantek CWZS-u
By Polska była bezpieczna
Dwa krążki kajakarki z „armii mistrzów”
Tomczyk: „Tarcza Wschód” ma odstraszyć agresora
„Sarex ’24”: razem w czasie kryzysu
Systemy obrony powietrznej dla Ukrainy
Serwis K9 w Polsce
Święto Oddziału Specjalnego ŻW
Czego można się nauczyć od żołnierzy?
Dwa srebrne medale kajakarzy CWZS-u
Szachownice nie dotarły nad Finlandię
Po śladach polskich bohaterów
Flota Bayraktarów w komplecie
Zawsze gotowi do pomocy
Dwie dekady ulepszania Sojuszu
Hełmy – nowoczesne i na miarę

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO