moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Polowanie na „Bismarcka”

Dla Hitlera „Bismarck” był symbolem morskiej potęgi Rzeszy, dla Brytyjczyków – solą w oku i jawnym wyzwaniem rzuconym Imperium. Gigantyczny pancernik miał niszczyć okręty Royal Navy i dziesiątkować konwoje sunące przez Atlantyk. Jego gwiazda zgasła jednak bardzo szybko. A swój wkład w tę historię mieli polscy marynarze.


Niszczyciel ORP „Piorun”

Tego wieczoru pogoda była fatalna. Na Atlantyku szalał sztorm. Brytyjskie okręty rozsypały się w tyralierę, a marynarze próbowali wypatrzeć cokolwiek w gęstniejącej śnieżycy. ORP „Piorun” szedł na lewym skrzydle szyku. Kilka minut po 22.30 na mostku zapanowało poruszenie. Mat Edward Dolecki, który akurat pełnił wachtę sygnałową, zameldował: „20 stopni prawo, szesnaście tysięcy stóp – nieznany okręt!”. Raz jeszcze spojrzał na radar i dorzucił od siebie: „Ależ to stodoła!”.

 

„Zrób swoje, a my cię odholujemy”

Adolf Hitler pękał z dumy. W początkach maja 1941 roku przyjechał do Gdyni, by spotkać się z załogą „Bismarcka”. Chciał przeprowadzić inspekcję pancernika przed jego pierwszą misją, a jednocześnie zagrzać marynarzy do boju. Kiedy przechadzał się po pokładzie miał poczucie, że oto III Rzesza na dobre dołączyła do grona morskich potęg. Co więcej – ma wszelkie warunki ku temu, by niebawem rzucić na kolana niezrównaną dotąd flotę Imperium Brytyjskiego.

Okręt faktycznie robił imponujące wrażenie – długi na przeszło 250 metrów, wyposażony w pół setki armat i drugie tyle automatycznych działek, potężnie opancerzony, a do tego szybki, w założeniu powinien był stać się postrachem alianckich konwojów na Atlantyku. – „Bismarck” w chwili wcielenia do służby zaliczał się do największych okrętów na świecie – podkreśla Adam Jarski z Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.

18 maja pod osłoną nocy pancernik opuścił Gdynię i skierował się na zachód. Niebawem dołączył do niego ciężki krążownik „Prinz Eugen”. Okręty utworzyły zespół pod dowództwem wiceadmirała Günthera Lütjensa. Tak rozpoczęła się operacja „Rheinübung”, która miała pognębić siły Royal Navy.

Alianci szybko dostrzegli, że „Bismarck” wyszedł na morze. Już 21 maja samoloty RAF-u namierzyły niemiecki zespół w porcie Bergen. Jednostek nie udało się zbombardować z powodu kiepskiej pogody, ale w ślad za nimi ruszyło kilka brytyjskich okrętów. Grupą pościgową dowodził wiceadmirał Lancelot Holland, który do dyspozycji miał między innymi dumę brytyjskiej marynarki – krążownik liniowy HMS „Hood”. Do czasu wejścia do linii „Bismarcka” to właśnie on dzierżył miano największego okrętu świata. Brytyjską banderę reprezentował między innymi podczas rejsu dookoła świata, a teraz miał potwierdzić supremację Royal Navy na morzach i oceanach.

Tymczasem „Bismarck” i „Prinz Eugen” zdołały dotrzeć do Islandii. – Lütjens zamierzał okrążyć wyspę od północy i przez Cieśninę Duńską, która oddziela ją od Grenlandii wyjść na otwarty Atlantyk – tłumaczy Jarski. Tam natknął się na krążowniki HMS „Suffolk” i HMS „Norfolk”. Do walki jednak nie doszło. Brytyjscy dowódcy byli świadomi, że atak na dwa kolosy to misja samobójcza. Poprzestali więc na przekazaniu ich pozycji głównym siłom. Rankiem 24 maja załogi „Bismarcka” i „Prinza Eugena” zostały postawione na równe nogi. Na horyzoncie ponownie zamajaczyły sylwetki brytyjskich okrętów. Tym razem jednak Niemcy mogli być pewni, że czeka ich walka na śmierć i życie. Powietrze przeszyły pierwsze salwy, a szala zwycięstwa szybko przechyliła się na stronę Kriegsmarine. Wystrzelone z „Bismarcka” pociski trafiły w skład amunicji na pokładzie „Hooda”. Ostatecznie brytyjski krążownik poszedł na dno, biorąc ze sobą niemal całą 1400-osobową załogę. W starciu poległ sam wiceadmirał Holland.


Niemiecki pancernik „Bismarck”

Klęska wstrząsnęła Brytyjczykami. Podczas spotkania z admiralicją Winston Churchill gardłował: „Nie dbam o to, jak to zrobicie, ale musicie zatopić „Bismarcka”! Kilka lat później w rozmowie z historykiem A.L. Rowse'em wspominał: „Musieliśmy posłać „Bismarcka” na dno, bo oczekiwał tego naród. Jeden z dowódców przekazał mi wówczas, że jego okręt nie ma wystarczającej ilości paliwa, by dotrzeć na miejsce i bezpiecznie wrócić do bazy. Posłałem mu więc telegram: „Dostaniesz się tam, zrobisz swoje, a my odholujemy cię z powrotem.”.

Salwy za Polskę

W pogoń za „Bismarckiem” ruszyła między innymi 4 Flotylla Niszczycieli. Chęć pomszczenia „Hooda” była tak wielka, że okręty dostały zgodę na opuszczenie konwoju, który właśnie osłaniały. Tymczasem pancernik borykał się z coraz większymi problemami. Ze starcia z brytyjską eskadrą wyszedł z uszkodzonym zbiornikiem paliwa. W dodatku niebawem zaatakowały go dwa alianckie samoloty torpedowe. Efekt – uszkodzenie steru. Wreszcie 26 maja rano został namierzony przez wodnosamolot Catalina. Meldunek trafił do 4 Flotylli. Starcie wydawało się nieuniknione.

Jako pierwszy na „Bismarcka” natknął się ORP „Piorun” – niszczyciel, który pod biało-czerwoną banderą służył od niespełna roku. Dysproporcja sił pomiędzy obydwoma okrętami była ogromna i niewiele zmieniał fakt, że pancernik wcześniej został uszkodzony. Wystarczy powiedzieć, że podczas salwy burtowej „Piorun” wystrzeliwał amunicję o łącznej wadze 132 kilogramów, podczas gdy salwa oddana tylko z najcięższej i średniej artylerii „Bismarcka” ważyła osiem ton. – Do tego dochodził jeszcze sztorm, który miotał „Piorunem” na wszystkie strony i znacząco utrudniał celowanie – zaznacza Jarski. – Kmdr por. Eugeniusz Pławski, który dowodził niszczycielem przez chwilę sam chyba nie był pewien, jak powinien postąpić, ale oficerowie przekonali go, że należy otworzyć ogień. Ostatecznie więc wydał rozkaz: „Trzy salwy na cześć Polski!” – dodaje historyk.

Dziś trudno powiedzieć czy pociski wystrzelone z polskiego niszczyciela zadały „Bismarckowi” jakiekolwiek straty. Jeśli nawet – to były one niemal niezauważalne. Niemcy odpowiedzieli ogniem. – Już sam fakt, że „Piorun” przetrwał, może świadczyć o tym, że żadna z salw go nie dosięgła – podkreśla Adam Jarski. Starcie jednak szybko obrosło legendą. Po wojnie Pławski przekonywał w Radiu Wolna Europa, że jego okręt kontakt ogniowy z przeciwnikiem utrzymywał przez godzinę. Podobny czas podawał znawca polskiej marynarki Jerzy Pertek. – Faktycznie jednak ten czas najpewniej był krótszy. Myślę, że nie przekraczał pół godziny – przyznaje Jarski.


Dowodzący „Piorunem” komandor Eugeniusz Pławski

Potem „Bismarck” zdołał zniknąć w ciemności i śnieżycy. Nie na długo jednak. Wkrótce dopadły go okręty brytyjskie, między innymi pancerniki HMS „King George V” i HMS „Rodney”. Wymiana ognia trwała jeszcze przez kilka godzin. Ostatecznie 27 maja 1941 roku, po godzinie 10 rano „Bismarck” poszedł na dno. Zginęła większość załogi, w tym wiceadmirał Lütjens. Ocalało 115 marynarzy i... kot – maskotka załogi, który potem pływał na brytyjskich jednostkach. Drugi z okrętów Kriegsmarine – „Prinz Eugen” – krótko po zatopieniu „Hooda” odłączył się od zespołu i zdołał dotrzeć do portu w Breście. Szczęśliwie dotrwał do końca wojny, po czym został przejęty przez Amerykanów. Jako okręt-cel został wykorzystany podczas prób z bronią jądrową prowadzonych na atolu Bikini.

Tymczasem wyczyn ORP „Piorun” nie pozostał bez echa. Kmdr por. Pławski i dwaj inni członkowie załogi otrzymali wysokie odznaczenia z rąk króla Jerzego VI. Listy i telegramy z gratulacjami przesłali załodze między innymi dowódca Home Fleet adm. John Tovey oraz Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski. Sam okręt pod polską banderą służył do września 1946 roku. Potem wrócił do Brytyjczyków i przez kolejnych dziewięć lat wykonywał zadania w barwach Royal Navy.

Podczas pisania korzystałem z książek: Jerzego Pertka, Wielkie dni małej floty, Poznań 2015; Eugeniusza Pławskiego, Fala za falą. Ze wspomnień dowódcy ORP „Piorun”, Warszawa 2003; Edwyna Graya, Pancerniki Hitlera, Warszawa 2004 oraz tekstów: Bismarck: „Now Lay Me Alongside of the Enemy” (https://winstonchurchill.hillsdale.edu/bismarck/) i Troya Lennona, The sinking HMS „Hood” sparked Churchill's lust for revenge as empire hunted the Bismarck (https://www.dailytelegraph.com).

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: IPN

dodaj komentarz

komentarze


Polskie F-16 w służbie NATO
 
Wsparcie dla Wisły
K9 strzelały w Ustce
Szerszeń do zadań specjalnych
Nowe legitymacje dla weteranów
Wojskowe Targi Służby i Pracy w całej Polsce
Wyrok za tragiczny wypadek
O Ukrainie wspólnym głosem
Dodatkowe pieniądze dla żołnierzy trzech jednostek
Podchorążowie AWL-u na tatrzańskich graniach
Lekkoatleci wicemistrzami w crossie
Test wytrzymałości
Podniebne tankowanie „Husarza”
Operacja „Feniks” – pomoc i odbudowa
Jedność w sprawie bezpieczeństwa jest racją stanu
Czas na wiosenny trening z wojskiem!
Hercules wydobyty, załoga nie żyje
Pokój nie obroni się sam
„Sokół” oficjalnie otwarty
Twierdza we krwi – Festung Kolberg
Jest moc!
Gala Buzdyganów – transmisja na żywo
Polak za sterami Apache’a
Musimy być gotowi na najtrudniejsze scenariusze
Polacy pomogą w poszukiwaniach żołnierzy US Army
Zawsze gotowi, zawsze blisko
Niepokonany generał Stanisław Maczek
Bez medalu w ostatnim dniu rywalizacji w wojskowych igrzyskach
Bezzałogowce w Wojsku Polskim – serwis specjalny
Parlamentarzyści UE o bezpieczeństwie Europy
Wspólnie zapracowaliśmy na ten medal
Szwedzkie Gripeny włączą się w ochronę sojuszników
„Ostatnia szarża”, czyli ułani kończą w wielkim stylu
Wojsko Polskie pomaga nauce. Transportery dla stacji polarnej
Feniks – misja na finiszu
Były minister z prokuratorskimi zarzutami
Sowiecki podstęp
Podwyżki dla wojskowych wchodzą w życie
Kosiniak-Kamysz: Musimy wywierać presję na Rosję
Prezes PGZ rezygnuje ze stanowiska
Zryw ku wolności
Oracle partnerem technologicznym MON-u
„Do obrony użyjemy każdego środka”
Mazurek Dąbrowskiego na zakończenie igrzysk
Drone Wars
Moskwa zrzuca winę na Kijów, licząc na przychylność Waszyngtonu
Rosomaki na Bałtyku
Podniebne wsparcie sojuszników
Szachownica dla F-35 w nowej odsłonie
Zabójczy żniwiarz
Miliardy na produkcję amunicji
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
W razie ataku Sojusz odpowie z całą siłą
Rozejm na Morzu Czarnym? Tak przynajmniej twierdzi Biały Dom
Uroczyste pożegnanie żołnierzy, którzy niebawem wylecą do Libanu
W Limanowej oddano do użytku nowoczesne koszary
Szwedzki debiut w Air Policing
Nowa inwestycja Wojskowej Akademii Technicznej
Wojskowe emerytury w górę
GROM walczy na Bałtyku
Miliardy na wzmocnienie bezpieczeństwa
Sekrety biegu patrolowego
HSW inwestuje w przyszłość
Po raz drugi zostali Mistrzem Ekstraklasy Wojskowej
Konkurs na prezesa PGZ-etu
Dla firm przychylnych żołnierzom WOT-u

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO