W ciągu trzech miesięcy Rosja wytwarza cztery razy więcej amunicji artyleryjskiej niż kraje NATO w ciągu roku. Rosnący potencjał militarny tego państwa to dla Sojuszu i Unii Europejskiej potężne wyzwanie.
O dysproporcji dotyczącej produkcji uzbrojenia mówił podczas szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego w Hadze Mark Rutte, sekretarz generalny NATO. Statystyki nie są tu optymistyczne, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę, że Rosja ma 25 razy mniejszą gospodarkę niż wszystkie państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jednak obawy dotyczące tempa, w jakim się ona zbroi, to przecież nie nowość. Rozpędzoną w warunkach wojennych rosyjską gospodarkę obserwujemy od dłuższego czasu.
Remedium na imperialne zapędy Moskwy ma być zwiększenie produkcji i wzrost wydatków na obronność. Sojusznicy zgodzili się już na podniesienie poziomu finansowania do 5% produktu krajowego brutto (Polska już teraz przeznacza na zbrojenia 4,7% PKB). Problemem jest tu jednak czas. Budżety obronne mają w krajach członkowskich rosnąć sukcesywnie do 2035 roku, a przecież Europa już teraz potrzebuje gwałtownego przyspieszenia produkcji systemów rakietowych dalekiego zasięgu, dronów, czołgów, a przede wszystkim amunicji.
O produkcji czołgów i amunicji w ostatnich tygodniach sporo mówi się także w Polsce. Na początku sierpnia tego roku Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało bowiem umowę dotyczącą zakupu 180 czołgów K2 i zapowiedziało transfer technologii od koreańskiego partnera. Zgodnie z zapisami dokumentu spośród zamówionych czołgów 61 ma być zmontowanych w Polsce. O budowaniu silnego przemysłu zbrojeniowego i niezależności od dostaw zewnętrznych usłyszeliśmy także w związku z wytwarzaniem amunicji wielkokalibrowej 155 mm. Według deklaracji polityków za dwa lata polska produkcja w stu procentach zabezpieczy potrzeby naszego wojska pod tym względem. Do końca 2028 roku mają bowiem powstać u nas trzy nowe fabryki amunicji. Przeskok będzie zatem znaczny, jeśli się weźmie pod uwagę, że w 2023 produkowaliśmy około 5 tys. sztuk amunicji 155 mm rocznie, a w 2025 roku mamy osiągnąć poziom 30 tys.
W sprawach modernizacji technicznej naszej armii dzieje się zresztą w ostatnim czasie bardzo dużo. Dość wspomnieć np. o zakupie samolotów F-35, śmigłowców Apache, uzbrojenia do samolotów FA-50 czy podpisaniu umowy na – prowadzoną w polskich zakładach – modernizację myśliwców F-16. O potrzebach polskiej armii i możliwościach przemysłu zbrojeniowego, a także o udoskonaleniu systemu pozyskiwania sprzętu wojskowego dla sił zbrojnych przeczytacie na łamach wrześniowego wydania „Polski Zbrojnej”. Zachęcamy też do lektury specjalnego dodatku, który przygotowaliśmy z myślą o kolejnej edycji Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego.
Dobrej lektury!
