Równo 100 lat temu – pod koniec sierpnia 1926 roku – z mokotowskiego lotniska wyruszył w drogę do Japonii porucznik Bolesław Orliński. W samolocie typu Breguet XIX, wyposażonym w silnik Lorraine o mocy 450 KM, znalazł się również sierżant Leonard Kubiak – mechanik. To był pierwszy w historii awiacji lotnictwa lot między europejską a japońską stolicą.
Bolesław Orliński i Leonard Kubiak po wylądowaniu na lotnisku w Tokorozawie; 5 września 1926. Japan Aeronautic Association Aviation Heritage Archive
„W busoli, jak w stałym sercu, wskazówce wytkniętej lotem ponad zniżoną Japonią niesiesz porwaną Europę” – sławił por. Bolesława Orlińskiego w swoim wierszu Julian Przyboś. Lot ten miał za zadanie nie tylko zapisać nową kartę w historii lotnictwa. Ale także – promocję niepodległej Polski. – Polska na was patrzy – powiedział na pożegnanie wylatującym lotnikom ich naczelny dowódca pułkownik Ludomił Rayski. Przesłanie to mieli nieustannie w sercu.
Droga do Japonii
Bolesław Orliński był uważany w owym czasie za dość ekscentrycznego pilota ze względu na powietrzne akrobacje, których się dopuszczał. Na początku maja 1926 roku został wezwany do gabinetu szefa Departamentu IV Żeglugi Powietrznej Ministerstwa Spraw Wojskowych, Ludomiła Rayskiego. Nie wiedział, jaki jest powód tego zaproszenia. W gabinecie zostały mu pokazane mapy lotnicze, na których zaznaczona była trasa wiodąca przez Moskwę, Kazań, Omsk, Krasnojarsk, Czytę, Harbin, Seul do Tokio. Rayski, który jeszcze przed objęciem funkcji planował wykonać taki lot – zaproponował pokonanie Orlińskiemu obranej przez siebie trasy, na co ten przystał.
Początkowo do zrealizowania misji miał posłużyć samolot zmodyfikowany do lotów długodystansowych. Lotnicy mieli odebrać go z Francji, gdzie dla polskiego lotnictwa produkowane były maszyny Potez XXV A-2 z silnikiem Lorraine-Dietrich o mocy 450 KM. Orliński miał otrzymać samolot z silnikiem Renault o mocy 480 KM i przetransportować go do Polski. Niestety, na skutek awarii silnika pilot był zmuszony wylądować na łące w Czechach, co spowodowało poważne uszkodzenie samolotu.
W takiej sytuacji zdecydowano się na stojący w mokotowskich hangarze samolot Breguet, którym rok wcześniej pułkownik Rayski pokonał Morze Śródziemne. Samolot został dokładnie sprawdzony przez Leonarda Kubiaka. Wyróżniał się tym, że posiadał zamontowany specjalny zbiornik na paliwo. Jak wspominał Orliński: „benzyna była wszędzie dookoła mnie. Na niej siedziałem, o nią miałem plecy oparte, jako też ręce i nogi”.
27 sierpnia 1926 roku polscy lotnicy opuścili Warszawę i skierowali się na wschód. Oprócz polskich dowódców na mokotowskim lotnisku żegnali ich również japońscy i sowieccy dyplomaci. Droga do Japonii początkowo wiodła przez terytorium Związku Sowieckiego. Pierwsze międzylądowanie miało miejsce właśnie w tym kraju i było bardzo miło wspominane przez Orlińskiego: „Lotnicy sowieccy prześcigali się w gościnności”.
1 września dolecieli do Harbinu, gdzie ugościła ich tamtejsza Polonia. Kolejnym przystankiem był Mukden. 3 września dotarli do Seulu (którego zmieniona przez japońską administrację nazwa brzmiała wówczas Keijo) i znaleźli się na terytorium japońskim, gdyż w 1910 roku Półwysep Koreański został wcielony do Japonii. Stamtąd do Tokio było już blisko, choć ze względu na warunki atmosferyczne – droga była niebezpieczna.
Przybycie do Kraju Kwitnącej Wiśni
W dniu planowanego przylotu Polaków nad Wyspami Japońskimi szalał tajfun. Lotnicy utknęli w Seulu. Skorzystali z gościny tamtejszych dygnitarzy. Półwysep Koreański od 16 lat był włączony do Cesarstwa Japonii, dlatego już w Seulu naszych lotników witały flagi Polski i Japonii, a przemówienia wygłaszane były w języku japońskim.
Brak możliwości kontynuacji lotu denerwował Orlińskiego. W zachowanych japońskojęzycznych źródłach czytamy jednak o bardzo niesprzyjających warunkach pogodowych, które panowały na japońskim lotnisku, na które Polacy mieli się kierować: „Po skontaktowaniu się ze stacją meteorologiczną okazało się, że zbliża się burza. Ponieważ hangar był pełny, samoloty przycumowano na zewnątrz i pozostawiono pod nadzorem. Niestety, około godziny dziesiątej uderzył huragan o prędkości wiatru 40 metrów na sekundę, który w mgnieniu oka wyrzucił samoloty na odległość około 30 metrów”. Zupełnemu uszkodzeniu (zostało z niego tylko podwozie) uległ wówczas japoński samolot Kochikaze (Wschodni Wiatr), który rok wcześniej odbył na zlecenie m.in. japońskiej gazety „Asahi Shimbun” pionierski lot z Japonii do Moskwy. Kolejny dzień przyniósł piękną pogodę i o 7.17 rano Orliński i Kubiak opuścili Seul.
Polski samolot Breguet XIX na lotnisku w Tokorozawie. Japan Aeronautic Association Aviation Heritage Archive
Nadlatujących od strony Hiroszimy Polaków powitali japońscy lotnicy Kinoshita i Oshima, którzy wystartowali z lotniska w Tachikawie i od Hakone prowadzili ich w stronę lotniska w Tokorozawie. W tym momencie nastąpiła pomyłka wynikająca z pomieszania nazw lotnisk. Tachikawa i Tokorozawa brzmią podobnie dla osób nieznających języka japońskiego. Nasi lotnicy – uznając gest japońskiego pilota za przyjacielskie pozdrowienie – wylądowali na tym pierwszym lotnisku.
Zdziwieni brakiem oczekujących ich ludzi, zrozumieli sugestie wojskowego personelu, który gestami pokazywał kierunek północny, i ponownie wystartowali. W mniej więcej 20-minutowym locie na docelowe lotnisko eskortowały ich trzy samoloty ze szkoły lotniczej w Tokorozawie. Polacy wylądowali (po raz drugi w ciągu niespełna pół godziny) na japońskiej ziemi 5 września o godz. 16.26.
Na lotnisku poza burmistrzem Tokorozawy, dyrektorem szkoły lotniczej, wysokimi przedstawicielami Dowództwa Lotnictwa Japonii i administracji lokalnej – znajdowało się ponad 2 tys. osób trzymających w dłoniach polskie flagi. Szczególnie licznie przybyły dzieci z pobliskich szkół. Pojawili się również reprezentanci Polonii, władze miejskie Tokio czy przedstawiciele Królewskiego Towarzystwa Lotniczego.
Przy organizacji pobytu pilotów w Japonii współpracował Wacław Jędrzejewicz, pełniący wtedy funkcję chargé d’affaires Poselstwa Polskiego. Program był dopracowany perfekcyjnie – a polska dyplomacja była o wszystkim na bieżąco informowana. Nad realizacją programu czuwał Komitet Przyjęcia Polskich Awiatorów. Polska placówka współpracowała zarówno z japońskimi władzami wojskowymi, jak i cywilnymi, aby wszystko odbyło się zgodnie z ustaleniami. 5 września ubrany w mundur Jędrzejewicz udał się na lotnisko w Tokorozawie, aby jako pierwszy powitać osobiście Orlińskiego i Kubiaka.
Powitanie Bolesława Orlińskiego przez Wacława Jędrzejewicza oraz japońskich uczniów z okolicznych szkół. Japan Aeronautic Association Aviation Heritage Archive
Nagaoka, pełniący funkcję wiceprezesa Stowarzyszenia Lotniczego, wygłosił przemówienie na cześć gości i powitał ich słowami: „Jesteśmy niezmiernie usatysfakcjonowani faktem, że przybycie porucznika Orlińskiego oraz sierżanta Kubiaka – podniebnych bohaterów z Polski – jeszcze bardziej pogłębiło istniejące od dawna przyjazne stosunki między Polską a Japonią”. W znajdującym się przy lotnisku kasynie oficerskim odbyły się poczęstunek i ceremonia wręczania Polakom podarunków związanych z lokalnym przemysłem – m.in. beli wysokiej jakości jedwabiu.
Przyjęcie lotników w Tokio
Następnie polscy lotnicy udali się limuzyną udostępnioną przez władze Tokio do Hotelu Imperial. W holu wywieszony był transparent w języku polskim witający naszych awiatorów. Na Orlińskiego i Kubiaka czekali też dziennikarze. Pilot zwrócił się do nich słowami: „Przybyłem wreszcie – przemierzając bezkresne pustkowia Syberii – do Japonii, o której marzyłem od dziecka. Jestem tak poruszony, że nie wiem właściwie, od czego zacząć. Podróż […] była trudna ze względu na deszcz, jednak tamtejsze niezwykle ciepłe powitanie sprawiło mi wielką radość. Szczególne wrażenie wywarł na mnie wczorajszy wieczór, kiedy to zostałem zaproszony przez dowódcę pułku do japońskiej restauracji i po raz pierwszy miałem okazję zobaczyć japońskie gejsze. Także japońska muzyka była wspaniała. Po dotarciu nad terytorium Japonii mogłem do syta nacieszyć oczy widokiem góry Fuji oraz okolic Hakone, lecąc na niskim pułapie”.
Jak podkreślał w swoich wspomnieniach Bolesław Orliński, wizyta była dla niego pokazywaniem możliwości lotnictwa, ale również „narodu polskiego”, reprezentując „splendor Rzeczypospolitej”. Tokio zrobiło na Polakach ogromne wrażenie – miasta nowoczesnego, ze świetnymi drogami. I nie było po nim widać tragedii największego w jego nowożytnej historii trzęsienia ziemi, które 13 lat wcześniej zniszczyło je całkowicie. Funkcję opiekuna lotników pełnił m.in. pułkownik Masataka Yamawaki – wielki przyjaciel Polski, przez cały okres istnienia polskiej placówki dyplomatycznej w Tokio nieustannie wspierający jej działania.
Polski samolot Breguet XIX na lotnisku wojskowym w Osace. Japan Aeronautic Association Aviation Heritage Archive
Pierwszego wieczoru Orliński wygłosił w japońskiej radiostacji przemówienie w języku polskim. Starał się pokazać dostojność tej wizyty. Drugiego dnia pobytu lotnicy udali się na zwiedzanie Tokio. Odwiedzili m.in. świątynie Meiji oraz Nogi. Japońska prasa podążała za zwiedzającymi miasto lotnikami krok w krok. Dziennikarze, którzy dziś kojarzeni byliby z prasą plotkarską – przygotowywali artykuły np. o dużej głowie Orlińskiego, na którą trudno było dobrać kapelusz podczas zakupów w Tokio.
Również Jędrzejewicz asystował lotnikom w wielu sytuacjach – w tym w licznych wizytach w pałacach japońskich książąt, jak również u jednego z koreańskich książąt Yi. Wyprawił też obiad dla 40 gości w Poselstwie RP.
Japońskie odznaczenia
Orliński i Kubiak zostali docenieni zarówno przez japoński rząd, jak i Cesarskie Towarzystwo Lotnicze. Odznaczenia, które otrzymali 8 września podczas audiencji u protektora tej organizacji księcia Kuni, przyznane zostały za pierwszy w historii lot z Seulu do Tokio.
Dzień wcześniej, 7 września, otrzymali państwowe odznaczenia z rąk ministra sił lądowych, generała Kazushige Ugaki: Orliński – Order Wschodzącego Słońca VI klasy, a Kubiak – VII klasy. Jak wspominał Orliński, odbyło się to w nieformalnej atmosferze, podczas wizyty w gabinecie japońskiego ministra. Dopiero później miał miejsce bankiet w hotelu, w którym przebywali lotnicy. Podczas uroczystości wręczenia odznaczeń polskim lotnikom w Tokio idealne podsumowanie ich zasług wygłosił Wacław Jędrzejewicz: „Gdyby zapytano mnie, co Polska zrobiła dla rozwoju światowej kultury, odpowiedziałbym tylko dwoma słowami: Orliński i Kubiak!”.
Polski samolot Breguet XIX na lotnisku w Tokorozawie. Japan Aeronautic Association Aviation Heritage Archive
Bohaterowie podkreślali podczas przemówień, jak ogromnego zaszczytu dostąpili, gdyż jako pierwsi w historii Polski otrzymali takie odznaczenia. „Będą one symbolem łączącym świat lotnictwa Japonii i Polski” – mówili. I faktycznie, przylot polskiego samolotu przyczynił się do licznych wzmianek w japońskiej prasie na temat naszego kraju. Pisano o Polsce, prezydencie Mościckim, Józefie Piłsudskim.
Powrót do Polski
Po przylocie do Japonii Orliński wysłał telegram do pułkownika Ludomiła Rayskiego z zapytaniem o zgodę na powrót. Na trzeci dzień otrzymał pozytywną odpowiedź. Jednocześnie przełożony wskazał, że ze względu na zły stan samolotu należy rozważyć, czy możliwy jest powrót tym samym środkiem transportu. Lotnicy zdecydowali się wracać „dziewiętnastką”. Dlatego dwa ostatnie dni pobytu poświęcili na przygotowanie maszyny – w tym wymianę śmigła.
Zaplanowali wylot na środę 11 września. Pogoda jednak nie sprzyjała realizacji planu. Japończycy, z wyraźnym poczuciem winy na twarzach, przekazywali Polakom prognozy pogody i ostrzegali, że podobne warunki przyczyniły się już do tragedii wielu lotników zmierzających na Półwysep Koreański przez Cieśninę Cuszimską. Polska załoga zdecydowała się jednak wylecieć.
W dniu wylotu na lotnisko w Tokorozawie przybyli dygnitarze. W planach był lot do Mukdenu przez Pjongjang. Ze względu jednak na pomylenie kierunku i skierowanie się na region San’in w zachodniej części wyspy Honsiu, piloci znaleźli się nad niesprzyjającą im Cieśniną Cuszimską. W połowie drogi spotkała ich burza wraz z ulewnym deszczem. Postanowili powrócić na Wyspy Japońskie. We wspomnieniach Orliński podał, że wylądowali w Kobe, a według danych zgromadzonych w japońskich publikacjach – w Okayamie.
Polski samolot Breguet XIX na lotnisku wojskowym w Osace. Japan Aeronautic Association Aviation Heritage Archive
Jednak ze względu na braki paliwa zostali odesłani na wojskowe lotnisko w Osace, gdzie spędzili dwie noce. Również w tym mieście polskich lotników odnaleźli dziennikarze. To właśnie z zachowanych relacji wiemy, że Orliński tak opisywał długi lot nad japońskim terytorium: „Chmury były okropne. Dwukrotnie próbowałem przelecieć nad Cieśniną, ale nie udało się, więc wróciłem do Osaki”.
13 września lotnicy wydostali się z Japonii. Ich trasa wiodła przez Półwysep Koreański, Mandżurię i Związek Sowiecki. Lecieli ze skróconym o 60 cm lewym skrzydłem, które uległo uszkodzeniu przez trąbę powietrzą w syberyjskiej wsi Byrka. Po dwóch tygodniach Orliński i Kubiak powrócili do Warszawy. Jeszcze podczas ostatniego międzylądowania w Moskwie lotników witali przedstawiciele japońskiej dyplomacji.
Jednak to na mokotowskim lotnisku powitali ich licznie, jak wspominał Orliński, przedstawiciele służb mundurowych i studenci. W podziękowaniu polski pilot otrzymał działkę w Warszawie, przy ulicy Racławickiej. 21 października do Stowarzyszenia Lotniczego Japonii wpłynął list od Ligi Obrony Powietrznej Państwa, w którym wyrażono wdzięczność za gościnność i pomoc, jaką okazano porucznikowi Orlińskiemu.
W kolejnych latach Bolesław Orliński wystąpił z wojska i rozpoczął pracę jako pilot oblatywacz. Miał również epizod filmowy. Do wojska wstąpił ponownie po wybuchu wojny. Najpierw został skierowany do Rumunii, aby stamtąd udać się do Wielkiej Brytanii. Tam został dowódcą 305 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Wielkopolskiej”. Po wojnie służył jako pilot w Wielkiej Brytanii, a po demobilizacji wyemigrował do Związku Południowej Afryki. Następnie znalazł się w Kanadzie; tu w 1992 roku zmarł. Jego prochy zostały przeniesione do Wrocławia, gdzie po wojnie osiadła jego rodzina.
Leonard Kubiak zginął w bombardowaniu Warszawy w pierwszych dniach wojny.
Źródła:
Bachler D.M., Aviation Development in Russia’s Far East, University of Hawai’i at Manoa 1996
Jędrzejewicz W., Wspomnienia, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1993
Nihon Kōkū Kyōkai [Japońskie Stowarzyszenie Lotnictwa], Nihon kōkū-shi: Meiji Taishō-hen [Historia lotnictwa w Japonii: okres Meiji i Taishō], Kōkū Isan Keishō Kikin Ākaibu [Archiwum Funduszu Dziedzictwa Lotniczego] 1956
Orliński B., Do krainy wschodzącego słońca, Wydawnictwo MON, Warszawa 1989
Przyboś J., Poezje zebrane, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1959
Yanagisawa K., Pōrando-hatsu no hōnichi ōfuku hikō: Bōrusurō Orurinsukī (Rensai: „Kyokutō no Nihon o mezashite — Daihikō jidai ni hōnichi shita hikōkatachi 5) [Pierwszy lot z Polski do Japonii i z powrotem: Bolesław Orliński (Seria: Zmierzając ku Japonii na Dalekim Wschodzie — Lotnicy, którzy odwiedzili Japonię w złotej erze lotnictwa, cz. 5)]. „Kōkū Fan”, 2021, 70(5), s. 77–79
Autorka pragnie serdecznie podziękować Panu Ukyo Tsutsumi z Japońskiego Towarzystwa Lotniczego oraz Panu Koji Yanagisawa ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Lotniczych za pomoc przy pozyskaniu materiałów do przygotowania tego artykułu.
Olga Barbasiewicz, profesor Uniwersytetu SWPS. Doktor habilitowana nauk o polityce i administracji. Autorka licznych artykułów i książek. Bada relacje polsko-japońskie, szczególnie polityczne i gospodarcze. Prowadzi szkolenia z japońskiej kultury biznesowej.
autor zdjęć: Japan Aeronautic Association Aviation Heritage Archive, Domena publiczna

komentarze