Dwanaście zespołów z siedmiu państw, w tym polska reprezentacja z 20 Brygady Zmechanizowanej z Bartoszyc, rywalizowało w zawodach taktycznych International Combat Training Competition w Korei. Po serii intensywnych walk polskich żołnierzy uznano za najlepszy zespół w prowadzeniu działań ofensywnych w terenie zurbanizowanym i górskim w Koreańskim Centrum Szkolenia Bojowego.
W minionym tygodniu zakończyła się czwarta edycja zawodów Korea – International Combat Training Competition (K-ICTC), w których wzięło udział dwanaście wojskowych zespołów z 7 państw: Polski, Korei Południowej, Stanów Zjednoczonych, Australii, Kambodży, Azerbejdżanu i Uzbekistanu. Polskie siły zbrojne reprezentowali żołnierze 1 batalionu zmechanizowanego 20 Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej (16 Dywizja Zmechanizowana). – Rok temu byliśmy tam w roli obserwatorów i po wizycie zaczęliśmy starać się o zaproszenie do wzięcia udziału we właściwej rywalizacji – mówi mjr dypl. Robert Sojko, zastępca dowódcy 1 batalionu zmechanizowanego 20 BZ.
Zdobycie punktu to za mało
Ostatecznie do Korei pojechało 30 żołnierzy, z tego 25 bezpośrednio uczestniczyło
w zawodach. Pozostałą piątkę stanowili rezerwowi oraz oficer i podoficer wspierający reprezentację. Zawody składały się z dwóch zasadniczych etapów – walki w terenie zurbanizowanym oraz działań w górach. W obu przypadkach zespoły mierzyły się ze sobą zarówno w natarciu, jak i w obronie. – Każde starcie trwało około 40 min i polegało na zdobywaniu oraz utrzymywaniu wyznaczonych obiektów lub wycinków terenowych. W mieście były to przede wszystkim budynki i umieszczone w nich flagi, natomiast w górach – wyznaczone obiekty w terenie – wyjaśnia mjr dypl. Sojko.
Samo zdobycie punktu nie zawsze wystarczało, ponieważ część z nich trzeba było jeszcze utrzymać do końca starcia. Walczące ze sobą plutony używały systemu MILES, który wykorzystuje lasery i czujniki wraz z amunicją ślepą do symulacji rzeczywistej walki. Trafienie w dowolny czujnik umieszczony na oporządzeniu żołnierza natychmiast eliminowało go z walki.
Największe wyzwanie – góry… i sprzęt
Polacy zostali sklasyfikowani jako najlepszy zespół w operacjach ofensywnych, zarówno w terenie zurbanizowanym, jak i górskim. – Szczególnie wymagające były działania w górach. To środowisko zupełnie inne niż to, z którym mamy do czynienia w naszym regionie – mówi oficer z Bartoszyc (woj. warmińsko-mazurskie). – Żołnierze z nizin musieli mierzyć się z dużymi przewyższeniami i trudnym terenem. I świetnie sobie poradzili. W kolejnych starciach pokonaliśmy zespoły Australii i Azerbejdżanu, a przedstawiciele strony koreańskiej zwrócili uwagę na sposób dowodzenia i sprawność działania polskich żołnierzy – podkreśla mjr dypl. Sojko.
Istotnym wyzwaniem był także sprzęt. Uczestnicy otrzymali na miejscu koreańskie karabinki Daewoo K-2 5,56 mm, których Polacy na co dzień nie używają i które sprawiały pewne problemy techniczne – często się zacinały. – Po pierwszym dniu nasi żołnierze wyciągnęli wnioski i dostosowali sposób obsługi broni. W kolejnych starciach problemy ze sprzętem nie przeszkodziły już w osiąganiu dobrych wyników – zaznacza oficer.
W pierwszej potyczce z Australijczykami Polacy w natarciu zdobyli pięć z sześciu wyznaczonych obiektów, a w obronie utrzymali cztery. W górach, podczas walk z reprezentacją Azerbejdżanu, również osiągnęli przewagę zarówno w obronie, jak i w natarciu. – Jestem dumny ze swoich żołnierzy. Pojechaliśmy tam praktycznie prosto z poligonu, bez specjalnych przygotowań, a mimo to pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony – mówi mjr dypl. Sojko. Jego zdaniem zawody w Korei Południowej uświadomiły przede wszystkim, że dobre planowanie, właściwe dowodzenie i umiejętność szybkiego wyciągania wniosków w trakcie walki pozwalają skutecznie działać nawet w nieznanym środowisku.
autor zdjęć: DGRSZ

komentarze